03 grudnia 2025

Od Setha — Maska

Jak można się domyślić, Seth nie pojawił się od razu z maską na twarzy. Przez pierwsze tysiąclecie swojego istnienia, nie miał powodu, by ją nosić, wszakże na początku swojego istnienia i do pewnego zwrotu był nawet uważany za dobrego boga… tak, do pewnego czasu. Jednak teraz nie o tym.
Maska stała się nieodłączną częścią Setha, po tym, jak Felis mu przyozdobił twarz blizną zrobioną magicznym ostrzem i nawet regeneracja boga chaosu nie była w stanie odwrócić tego, co się stało. Było dość niesamowite, biorąc pod uwagę to, że do tamtej pory nie doświadczył żadnego urazu, z którego nie mógł się uleczyć. Oczywiście Felis musiał zmienić ten stan rzeczy, wszystko jego wina, Seth nigdy nie był winny, on był pchnięty do tego wszystkiego, tak tak.
Sam atrybut boga był zrobiony z drewna, co może nie jest najbardziej odpornym materiałem, ale, żeby to nadrobić, został zaklęty w każdy możliwy sposób, że chyba już da się nim zarysować diament. W walce, nawet jeśli broń przeciwnika uderzyła sięgnęła celu, to raczej ostrze się łamało, a na powierzchni maski nie pozostawał nawet jedna rysa. Od tamtego momentu została nieodłączną częścią wizerunku Setha, zawsze był ukazywany z nią na twarzy, do tego stopnia, że wraz z upływem czasu mieszkańcy Erüme zapomnieli, jak on wyglądał bez niej. Jako jedyny z panteonu miał niewidoczną twarz i jako jedyny był uważany za bóstwo, którego należało się obawiać, również na składanie mu ofiar, patrzono bardzo krzywo.
…A obecnie Ceret latał z nią na twarzy, wymachując trzymaną w ręku kosą i atakując zacięcie trawę, która rosła wokół ich domu. Ah tak, nieodłączny symbol Setha był używany do zabawy. Medar pewnie by padł na zawał, jakby to zobaczył, ale przecież go tu nie było, co ratowało boga niebios od doświadczenia tej desakracji boskiego atrybutu. Lepiej dla niego, szczerze mówiąc. Nie to, że Setha by to obeszło jakkolwiek, nawet jeśli Medar jakimś cudem to zobaczył.
Tymczasem Seth leżał na kocyku, połowicznie śpiąc albo raczej przesypiając w świetle powoli zachodzącego słońca. Nautilusa nie było w domu, ale pewnie wróci na noc, na ogół wracał, a nawet jeśli nie… syren był silny i odpowiedzialny, da sobie radę sam, jeżeli jednak coś się wydarzy to kanał telepatyczny między nimi, też był otwarty zawsze. Więc jego mąż zawsze mógł dać znać o jakichkolwiek niedogodnościach…
Szkoda tylko, że nie było mu dane użyć tego tamtej nocy…

Seth ocknął się z transu i przetarł twarz z ciężkim westchnieniem, przytłaczające odczucie niepokoju spowodowało, że mięśnie były nieprzyjemnie napięte. Zjadanie dusz wymuszało na nim potrzebę medytacji, by wyrównać balans energii, a to niestety wiązało się ze zdaniem się na sny… choć to nie do końca były sny, Seth nie śnił, bo nie spał, raczej jego umysł po prostu wyciągał to, co go dręczyło z odmętów pamięci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz