Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Turysta chciał polać spaghetti ketchupem. Zwołano komisję
Spokojne popołudnie w Luminarii przerodziło się w głośne wydarzenie, gdy przyjezdny turysta ze Zjednoczonych Ziem Północnej Vespy poprosił kelnera o butelkę ketchupu, którym zamierzał polać zamówione spaghetti. Miejscowy restaurator, człowiek z natury łagodny, zareagował oburzeniem graniczącym z rozpaczą, powołując się na świętość przepisu i pamięć przodków. Turysta nie rozumiał problemu. W ciągu godziny nad sprawą pochylił się zaimprowizowany komitet miejscowych kucharzy, który po naradzie trwającej całą sjestę orzekł, że przepis jest nienaruszalny, lecz gościa „można ułaskawić z uwagi na niewiedzę”. Vespanin, szczerze zdumiony całym zamieszaniem, stwierdził tylko, że „u nas leje się to na wszystko”. Tej uwagi już nie skomentowano.

Nagłówek

16 września 2026

Od Azury do Andrei

Poświęciłyśmy z funkcjonariuszką jeszcze chwilę na oglądaniu kilku kolejnych z ostatnich dzieł Caspera. Zapytana za każdym razem spokojnie tłumaczyłam, na co warto zwrócić uwagę na danym obrazie i dlaczego cała kolekcja jest tak niezwykle spójna, jednocześnie utrzymując różnorodność oraz indywidualność każdego z dzieł. Miło było usłyszeć, że artysta jest doceniany nie tylko wśród krytyków. Zobaczyć ten pełen zadumy wyraz na twarzy osoby, która na co dzień nie zajmuje się kontemplacją sztuki — za każdym razem cieszyło mnie to tak samo. Pokazywało, jak wielki wpływ sztuka może mieć na każdego, jeśli tylko jej na to pozwolić.
Niezwykle miło było też oglądać truchtającego radośnie po galerii psa funkcjonariuszki. Stale węszył, unosząc nos wysoko, poruszając subtelnie raz jednym, raz drugim nozdrzem. Przymknięte oczy zapewne pozwalały mu lepiej skupić się na tym zmyśle, który służył najlepiej jego gatunkowi. W pewnym momencie zagapiłam się wręcz na niego, gdy podszedł do jednej z ustawionych w sali waz z fiołkami i zaczął przy niej intensywnie węszyć. Dobrze wiedziałam, co go tak zainteresowało, bo mnie samą, gdy przechodziłam tu rano, przyciągnął na moment unoszący się w ich pobliżu zapach. Ktoś musiał wczoraj podejść wyjątkowo blisko nich, zanurzyć twarz w kwiatach, zapewne by móc cieszyć się tą niezwykle delikatną wonią. Prawdopodobnie musiał też musnąć je dłonią, którą wcześniej tamtego dnia przesuwał przez źdźbła soczystej trawy. Ledwo wyczuwalna nuta soli nadawała dodatkowej głębi temu stworzonemu z zapachów obrazowi.
Byłam ciekawa, do czego dojdzie pies pozostawiony samemu sobie z zapachami. Podczas gdy większość zgromadzonych w sali ludzi postrzegało wystawę niemal wyłącznie przez pryzmat tego, co mogli dostrzec, pies skupiał się na innym zmyśle. Sama również posiłkowałam się nim dość często, pozwalał mi stworzyć obraz otaczającej mnie rzeczywistości w nieco szerszym zakresie, niż większości odwiedzających galerie sztuki. Umieszczanie kwiatów czy innych dodatkowych, żywych elementów było przez to czymś, na co starałam się zwracać szczególną uwagę, komponując wystawę.
— Szarik, chodź tu — usłyszałam nagle głos stojącej obok kobiety. Zwierzak natychmiast oderwał się od swojego zajęcia, spojrzał bystrze na swoją przewodniczkę i dziarskim krokiem ruszył w jej kierunku, zupełnie niewzruszony tym, że został oderwany od napewno bardzo wciągającego zajęcia. — Przepraszam za niego.
Natychmiast pokręciłam głową, uśmiechając się szczerze.
— Nie, nie, w porządku. Nie patrzyłam na niego dlatego, że przeszkadzało mi, że się tam kręci — samorefleksja przyszła nieco zbyt późno, potrzebowałam jednak się wytłumaczyć. Jakbym mogła tym zrekompensować psu przerwane odczytywanie intrygujących woni. — Lubię obserwować, jak różne istoty w różny sposób postrzegają rzeczywistość. Obrazy są dla wzrokowców, jak pani czy ja — drobna nieścisłość opuściła moje usta miękko, bez najmniejszej nuty zgrzytu. Tak wiele razy generalizowałam siebie do ludzi, że stało się to naturalnym odruchem. Jednak prawdą było, że widziałam pełną gamę barw, tak jak i stojąca u mojego boku kobieta. A że paleta zapachów, którą wyłapywał mój nos, była nieco większa... — Oczywiście korzystamy także z innych zmysłów, pozwalających nam dostrzegać świat pełniej. Jednak gdybym poprosiła panią o opisanie fiołków, z pewnością jako pierwszą ich cechę wskazałaby pani ich fioletowoniebieskie płatki. Istoty makrosmatyczne, jak chociażby psy, na pewno odpowiedziałyby na to pytanie inaczej, jako pierwszą wymieniając pudrową słodycz i ulotność ich zapachu — spojrzałam mimowolnie na stojącego w odległym końcu sali mężczyznę ze spiczastymi, lisimi uszami sterczącymi wśród pukli śnieżnobiałych włosów sięgających mu ramion. Przyglądał się w zamyśleniu jednemu z obrazów. W dłoni obracał pojedynczą, delikatną łodyżkę, z której końca spoglądał grzbiecisty, fioletowy kwiatek. — Sztuka dla ich nosów może wyglądać zgoła inaczej, niż ta dla naszych oczu.
Dokończyłyśmy oglądanie wystawy. Funkcjonariuszka wydawała się bardzo skupiona zarówno na obrazach, jak i na ponownie krzątającym się po sali psie, ponownie wyraźnie wciągniętym w zapachy unoszące się w sali. Wymieniłyśmy z kobietą jeszcze parę uwag odnośnie wystawy, dopytała mnie również o autora dzieł. Parokrotnie zmarszczyła brwi i lekko zmrużyła oczy, w wyrazie zastanowienia. W pierwszej chwili chciałam zapytać, o co chodzi, ostatecznie jednak nie poruszyłam tego tematu. Może analizowała jakieś poufne informacje? Gdyby to było coś, o czym może mnie poinformować, zapewne by to zrobiła od razu.


— Dawno nie widziałam, żebyś spędziła tyle czasu patrząc na jeden obraz.
Zerknęłam przez ramię na Avę. Stała oparta o framugę otwartych w tej chwili drzwi do przedsionka, ze skrzyżowanymi na piersi rękami przyglądała mi się uważnie. Wróciłam spojrzeniem do obrazu — tego przedstawiającego dłonie trzymające drobne fiołki. Widziałam go za każdym razem, jak tu przychodziłam, można powiedzieć, że znałam na pamięć każde pociągnięcie pędzla, a jednak coś wciąż mnie do niego przyciągało. Jakaś nieznana siła, niczym grawitacja ściągająca mnie w jego okolicę, by jeszcze raz zerknąć.
— Może go kupię? — zadałam pytanie w eter, nie oczekując żadnego komentarza. A jednak go otrzymałam.
— O, to też nowość — managerka podeszła bliżej, stanęłyśmy ramię w ramię, wspólnie zawieszając wzrok na stonowanych kolorach dzieła. — Aż tak ci się podoba?
— Wciąż coś mnie w nim intryguje — złożyłam dłonie za plecami i zakołysałam się na piętach, mój wzrok raz jeszcze przesunął się po drobnych szczegółach, które łatwo było przeoczyć na pierwszy rzut oka. Subtelna, sznurkowa bransoletka na nadgarstku, lekko przetarte nici, grożące, że w każdej chwili mogą pęknąć. Delikatne wspomnienie ruchu, jakby drżenia palców na delikatnych łodyżkach. Przygryzłam policzek od środka, przez moją głowę przelatywały setki myśli na raz. — Chciałabym móc spędzić z nim jeszcze trochę czasu.
Nie było mi to jednak dane. Jutro miałyśmy zacząć zmienianie wystawy. Część z prezentowanych dzieł już została sprzedana, niektóre wstępnie zarezerwowano, a jedynie nieliczne miały wrócić do Caspera. Seria odniosła znaczący sukces. Już dawno nie mieliśmy tak dużego ruchu, a o obraz przede mną szczególnie zabiegano. Na nieszczęście wielu, autor dzieła wyraźnie powiedział, że tego jednego nie sprzeda, a wystawia go jedynie, by dopełnić kompozycję.


— Bardzo dziękuję za wszystko — ciepły uśmiech na twarzy Caspera, jego chłodna dłoń zaciśnięta na mojej na wystarczająco długo, by wyrazić uznanie dla naszej wspólnej pracy. — Nie mogłem sobie wyobrazić lepiej tej wystawy. Wiedziałem, że zaopiekujesz się nimi jak nikt inny.
Uśmiechnęłam się lekko, spoglądając mimowolnie na owinięte płachtą materiału płutno, które opierał o ziemię przy swojej nodze, żeby móc wymienić uprzejmości. Pod ochronną wartwą tkaniny widniały te tak przykuwające wzrok dłonie.
— Cała przyjemność po naszej stronie — choć brzmiało to jak wyuczona formułka, moje słowa były szczere. Lubiłam pracować z artystami, którzy tak jak on dbali o swoją twórczość. Którzy tworzyli z pasji, nie przymusu. Ustawianie dla nich wystaw zawsze przychodziło mi z łatwością i czerpałam radość z tego, że mogę być pośrednikiem w przekazywaniu tych wszystkich emocji między autorem a odbiorcami. — Gdybyś w przyszłości szukał przestrzeni dla kolejnych swoich obrazów, nasze drzwi zawsze są dla ciebie otwarte.
Choć było to w zasadzie pożegnanie, Ava zabrała go jeszcze na chwilę do gabinetu na tyłach budynku, by omówić parę ostatnich kwestii związanych ze sprzedanymi obrazami. Ten, który mężczyzna chciał zabrać dzisiaj ze sobą, został więc pod moją opieką w przedsionku. Ledwo zniknęli za drzwiami, rozległ się dzwonek informujący o tym, że ktoś wszedł do środka. Natychmiast przeniosłam wzrok w tamtą stronę, gotowa przywitać gościa.
Jakie było moje zaskoczenie, gdy zobaczyłam znajomą twarz, tę samą, kwiecistą sukienkę i pukle kasztanowych włosów.
— Dzień dobry — uśmiech sam wypłynął na moje usta, upewniłam się, że pilnowany przeze mnie obraz nie zsunie się po ścianie, gdy go na niej oprę, po czym ruszyłam natychmiast do kobiety. Trzymała w rękach dość spore pudełko. — Bardzo miło panią widzieć.
— Och… Trafiłam na zły moment? — spytała. Brzmiała na nieco spłoszoną, jakby nie była pewna, czy wolno jej tu przebywać.
— Nie, absolutnie. Zmieniamy wystawę, więc mamy nieco mniejszy ruch niż zwykle — ruchem głowy wskazałam pudełko. — Pomóc?
— A. Tak. To znaczy… Nie. To… — zaczęła się plątać, a mi na raz zrobiło się jej strasznie szkoda. Dałam jej moment ciszy, aby poskładała myśli. — Chciałam jeszcze raz podziękować. Upiekłam ciasto. I… to dla was.
Wyciągnęła pudełko w moją stronę. Przyjęłam je, zaskoczona, ale natychmiast upomniałam się, że to może być niegrzeczne, od razu nie podziękować. Pudełko było dosyć ciężkie, zdecydowanie w środku było całe ciasto, a nie tylko pojedynczy kawałek. Musiało być jej ciężko to tu przytaszczyć.
— Dziękujemy bardzo — wyrzuciłam w końcu z siebie, a uśmiech na mojej twarzy stał się chyba jeszcze bardziej promienny. — Może chciałaby pani wejść na chwilę? Możemy zjeść je razem, jeśli…
— Pani Graves?
Odwróciłam się, zaskoczona. Casper stał w drzwiach prowadzących do gabinetu, patrzył na kobietę przede mną, jakby zobaczył ducha. W jego tonie również brzmiało coś na pograniczu niedowierzania, smutku i może odrobiny złości…? Wróciłam spojrzeniem do matki zaginionego mężczyzny. Wyglądała na nie mniej zaskoczoną od niego. A ja, pośrodku, z pudełkiem z ciastem, poczułam się nagle jak piąte koło u wozu…
Poczułam przemożną potrzebę usunąć się im z drogi. Nie miałam jednak gdzie uciec, zrobiłam więc tylko krok w bok, żeby nie stać między nimi i spuściłam głowę.
— Znacie się? — Ava wychynęła zza mężczyzny, jej wzrok skakał między wszystkimi zgromadzonymi, szybko jednak zatrzymując się na tym, co trzymałam. — O, czy to ciasto?
Jej optymizm spowodowany niespodziewanym pojawieniem się słodkości sprawił, że atmosfera nieco się rozżedziła. Wypuściłam wstrzymywane powietrze, na moją twarz powrócił zagubiony gdzieś po drodze uśmiech. Ponieważ ani Casper, ani kobieta nie wyglądali, jakby zamieżali się odezwać, Ava z kolei była zaaferowana ciastem — już stała przy mnie, sugestywnym gestem prosząc, żebym oddała jej pudełko — postanowiłam odezwać się pierwsza.
— To… Kto ma ochotę na kawałek? — spytałam ostrożnie.
Pani Graves, jak się właśnie dowiedziałam dzięki Casperowi, pokręciła gwałtownie głową, natychmiast robiąc krok wstecz, w stronę drzwi. Znajomy nie ruszył się z kolei ze swojego miejsca, uciekł tylko od niej wzrokiem, na moment zawieszając go na stojącym wciąż, opartym o ścianę, obrazie.
— Naprawdę nie chcę się narzucać, z resztą byłam właśnie w drodze… — spojrzała na mnie przelotnie, na jej twarzy na ułamek sekundy pojawił się wymuszony uśmiech. — Mam nadzieję, że sernik będzie smakował.
— Nie przeszka… — nie zdążyłam dokończyć, bo kobieta już wręcz wybiegła z budynku. Szklane drzwi kliknęły delikatnie, gdy się zamknęły. — Okej, to było szybkie.
— Czemu dostałaś od niej ciasto? — głos Caspera nagle stracił na wesołości, z którą tu dzisiaj przyszedł. Spojrzałam na niego, przekrzywiając lekko głowę. Ava patrzyła to na mnie, to na niego, obejmując karton z ciastem z takim zaangażowaniem, jakby ktoś miał go jej zaraz wyrwać.
— Jakiś czas temu pożyczyłam jej parasolkę. Znasz ją?
Mruknął coś, czego nie dosłyszałam. Jego wzrok znowu mimowolnie powędrował na obraz, który miał zabrać. Gdy ponownie się odezwał, jego ton był już spokojny.
— Powiedzmy. Dawno się nie widzieliśmy.
— Chcesz ciasto? — Ava, jakby w ogóle nie czuła napięcia, które nagle się pojawiło, podstawiła Casperowi pudełko z sernikiem pod nos i pomachała nim sugestywnie. — Mogę zrobić kawę, jak się nie spieszysz.
Odwrócił wzrok.
— Nie, dziękuję — ścisnął palcami skronie, jakby nagle rozbolała go głowa. — Innym razem. Chcę wrócić z nim do domu, zanim zacznie padać — podniósł obraz z podłogi. Prostując się, podchwycił moje spojrzenie. — Hej, co to za wzrok? Nic mi nie jest, nie martw się.
Miałam jednak dziwne wrażenie, że nie wszystko było w porządku.


W nocy nie mogłam spać. Próbowałam znaleźć sobie jakieś zajęcie, ale moje myśli wciąż uciekały do Caspera, pani Graves i tego obrazu… Chciałam zająć sobie ręce najpierw układaniem kompozycji kwiatów do jutrzejszych zdjęć, potem jednak uznałam, że słodki zapach wydobywający się z nich przy każdym poruszeniu nie służy mi dzisiaj. Myśli nie chciały ucichnąć, tłukły się bez sensu po głowie, ni to szukając ujścia, ni próbując się poskładać w logiczną całość.
Porzuciłam wiązanki na rzecz komputera. Niemal mimowolnie odszukałam wśród licznych plików folder z zapisanymi zdjęciami z wernisażu, na którym po raz pierwszy spotkałam Caspera. Robiłam wtedy zdjęcia wszystkim gościom na prośbę innego znajomego, który chciał wykorzystać je w swoim artykule na temat autora wystawianych obrazów. Znana osobistość, ceniony malarz, na otwarcie jego najnowszej wystawy zjawili się wszyscy zaproszeni goście, wypełniając jedną z większych prywatnych galerii w mieście. Na każdej fotografii przewijało się mnóstwo twarzy, tworząc tak intensywny szum, że w zasadzie nie zwracało się uwagi na pojedyncze twarze.
Tylko że ja wiedziałam, czego szukam. Więc znalazłam. Trudno powiedzieć, ile czasu mi to zajęło, zupełnie przepadłam, skupiona na zadaniu, gnana jakąś intuicją, która kazała mi przyglądać się każdemu kolejnemu zdjęciu. Aż w końcu, na jednej z fotografii, nawet nie na drugim planie, zupełnie gdzieś w tle…
Casper. Zdecydowanie on. Przybliżyłam, pobawiłam się parametrami zdjęcia. W jednej ręce trzymał kieliszek szampana, drugą…
Drugą obejmował za szyję osobę łudząco przypominającą syna pani Graves z ogłoszenia.
Nie zasnęłam już. Uważnie przejrzałam wszystkie pozostałe fotografie. Były sprzed dwóch lat, kilka tygodni po tym, jak zniknął. Syn pani Graves nie pojawił się już na żadnej z nich, choć Caspera zlokalizowałam jeszcze parę razy. Punkt ósma następnego dnia wysłałam wiadomość na numer, który dostałam od funkcjonariuszki Aragonés-Spellman informującą, że chyba znalazłam coś, co warto dogłębniej zbadać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz