Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smocze Opowieści. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smocze Opowieści. Pokaż wszystkie posty

02 sierpnia 2024

Od Merlina do Oriona

Kiedy pan Moonward wyciągnął karton i markera, Merlin początkowo nie wiedział, co też pisarz próbuje zrobić. Nauczyć Falkora pisać? Młody czarodziej widział już wiele tresowanych zwierzaków i człowiek by nie pomyślał, do czego zdolny jest pupil, dla którego właściciel naprawdę się starał i sumiennie przykładał się do wyrobienia w nim jakiejś umiejętności. Może i Falkor nie posiadał przeciwstawnych kciuków, a jego wprawa w wykonywaniu jakichkolwiek subtelnych ruchów była niewielka, niemniej jednak Merlin miał wrażenie, że gdyby się ktoś porządnie uparł, to smok w końcu mógłby startować w konkursie kaligrafii.

18 lipca 2024

Od Oriona do Merlina

Maleńka kuchnia była równie zagracona, co reszta mieszkania. Nawet tutaj znalazło się miejsce na półkę z książkami, a samych sztućców czy garnków wiele nie było, bo też sam pisarz wiele nie potrzebował. Istniało spore prawdopodobieństwo, że przy próbie ugotowania czegoś poważniejszego cały budynek poszedłby z dymem i to nie była tylko i wyłącznie opinia Oriona, ale również Ruby, która dbała o to, aby pisarz nie chodził głodny i nie wywołał żadnej katastrofy, chociaż to drugie zwyczajnie nie groziło. Gdy Orion siadał do pisania, zapominał o całym świecie, w tym również o regularnych posiłkach, więc gdy te nie były serwowane mu prosto pod nos, to mijało naprawdę sporo czasu, zanim pisarz zorientował się, że w sumie to wypadałoby zasilić czymś pożywnym te szare komórki, które nieustannie eksploatuje, tworząc kolejne światy.

01 lipca 2024

Od Merlina do Oriona

Merlin spodziewał się różnych rzeczy po mieszkaniu należącym do sławnego pisarza. Część jego wyobraźni podpowiadała, że skoro mężczyzna był znany, to pewnie mógł sobie pozwolić na wynajęcie designera, który sprawiłby, że okładka drogiego magazynu o dekoracji wnętrz stałaby się rzeczywistością. Z drugiej strony pan Moonward nie wyglądał jak ktoś, komu przyszłoby do głowy rozmawianie z jakimkolwiek designerem i byłoby dla niego naturalne, by pozwolić mieszkaniu urządzić się samemu. Dzięki temu przypominało miejsce, w którym mógłby mieszkać ktoś, kto jedną nogą tkwi w rzeczywistości, drugą zaś w świecie swojej wyobraźni, dzień w dzień łącząc jedno z drugim mostem zbudowanym ze słów i zdań. Chaos przypominał swoim stylem ten, który Merlin zaprowadzał w swym pokoju – chłopak otaczał się tym, co lubił, no tylko był ten problem, że jego zainteresowania nie były powszechnie brane na poważnie. Bo co innego być pisarzem, interesować się książkami, a co innego być Merlinem, interesować się anime.

13 czerwca 2024

Od Oriona do Merlina

Pączek, zwolniony w danej chwili  z obowiązku karmelizowania cukru na deserach, drzemał sobie błogo na żerdzi z kształtnym łebkiem schowanym pod błoniastym, niebieskim skrzydłem. Chrapnął cicho, przez sen przestąpił z nogi na nogę, a potem nagle wybudził się, wyprostował i wyciągnął szyję. Zaskrzeczał cicho, zerkając z wyraźną ciekawością w stronę przeszklonych drzwi kawiarni. Ruby, zajęta właśnie czyszczeniem ekspresu, zerknęła w tamtą stronę. Pączek, choć był stworzeniem energicznym i wyjątkowo towarzyskim, to jednak zwykle nie okazywał aż takiej ekscytacji na widok gości w kawiarni. Ta zagadka rozwiązała się bardzo szybko – choć goście byli mile widziani w Kawie i kropce ze swoimi pupilami, najczęściej były to psiaki, rzadziej jakieś magiczne stworzenia, jednak chyba jeszcze nikt nigdy nie przyszedł z własnym smokiem. 

11 kwietnia 2024

Od Merlina do Oriona

— Och, kurka, no racja w sumie — wydusił z siebie Merlin, nieudolnie próbując ukryć swoje rozczarowanie i starając się nie mieć nosa spuszczonego na kwintę.
Pan Moonward, jak przedstawił się ich nowo poznany rozmówca, wzięty przez nich za jednego z kelnerów, okazał się celebrytą świata literatury, Merlina zaś czuł, że jego umysł nawet nie wziął się za procesowanie tego faktu, będąc w głównej mierze skupionym na nadnaturalnej mocy pana Moonwarda, czyli umiejętności rozmawiania ze zwierzętami.

05 kwietnia 2024

Od Oriona do Merlina

Każdy, kto wygospodarował w swoim mózgu nieco więcej miejsca na zdrowy rozsądek, wiedziałby, że podchodzenie do grupy obcych mu nastolatków może skończyć się różnie i niekoniecznie przyjemnie. Byłoby całkiem uzasadnione, gdyby zamiast przysuwać mu krzesło, zwyczajnie go pogonili, obrzucając jednocześnie gniewnymi, a może i pełnymi niepokoju spojrzeniami. W mózgu Oriona jednak tę część zajmowała znacznie przydatniejsza niż zdrowy rozsądek wyobraźnia, a także, być może, nieskończone pokłady czystej naiwności. Przyciągnąć jego uwagę było naprawdę trudno. Młodzi ludzie mieli pecha, że rozmawiali o książkach. O jego książce. Dołączenie do dyskusji wydawało mu się równie naturalne, co oddychanie i nie widział w tym niczego niestosownego. W końcu ożywiona rozmowa na temat literatury była znacznie ciekawsza niż roznoszenie kolejnych kaw i ciast. No i wychodziło mu to znacznie lepiej. W końcu ogarnięcie kilku stolików w porównaniu do omawiania kolejnych tropów i motywów literackich było dla niego niczym fizyka kwantowa.

04 lutego 2024

Od Merlina do Oriona

Merlina trochę przytkało, gdy kelner tak po prostu wziął i włączył się do ich rozmowy, i właściwie dopiero w tym momencie młody czarodziej zwrócił na niego większą uwagę. Z jakiejś przyczyny twarz mężczyzny wydawała mu się znajoma, lecz nie potrafił stwierdzić, skąd i dlaczego. Był charakterystyczny – ulice Stellaire, choć pełne różnorodności, nie obfitowały w spieszących gdzieś faunów, więc Merlin doszedł do wniosku, że co jak co, ale nawet on by chyba gościa zapamiętał, gdyby go faktycznie spotkał. Poczucie familiarności nie opuszczało chłopaka, pozostawało więc wyjaśnienie, że mężczyzny nie poznał i nie zobaczył tak normalnie, więc może widział go na jakichś zdjęciach kawiarni, które Bernadette pokazywała im, gdy wybierali miejsce do odwiedzenia, on zaś nie skupił się do końca na osobach, i tak ów mężczyzna trochę zapadł mu w pamięć przez niecodzienny wygląd, a trochę umknął przez naturalne dla Merlina roztrzepanie.

31 stycznia 2024

Od Oriona do Merlina

Zapach maślanych bułeczek zawsze ściągał go z mieszkania na piętrze do kawiarni. Podstępny aromat pełzł przez wąski korytarz obok zaplecza, wdrapywał po drewnianych schodach, by w końcu wcisnąć pod szparą w drzwiach maleńkiego mieszkania pisarza i zacząć drażnić jego nos, uniemożliwiając skupienie się do tego stopnia, że trzeba było ulec, chwycić za wyszczerbiony, zielony kubek i zejść na dół, gdzie Ruby przyjmowała właśnie dostawę świeżych, wciąż parujących wypieków. Zakradał się wtedy do ekspresu, witał krótko z menadżerką, wypełniał po brzegi kubek czarną kawą, a potem podkradał bułeczkę, uskuteczniając tym samym codzienny, śniadaniowy rytuał. Z wypiekiem w zębach, kubkiem kawy w jednej dłoni i laptopem w drugiej, zasiadał wtedy przy ulubionym stoliku, tym tuż przy oknie, gdzie na honorowym miejscu na parapecie leżała poduszka Szekspira, i znów zatapiał w swoich własnych światach. Nie słyszał wtedy cichego pogwizdywania niziołki, codziennych odgłosów kawiarni, gdy ta przygotowywana była do otwarcia. Bieg palców po klawiaturze laptopa, szelest kartek, gdy przeglądał notatki i konspekty było wszystkim, co dla niego istniało. 

27 stycznia 2024

Od Merlina do Oriona

Merlin wolałby się spotkać u któregoś z nich w domu, najlepiej u niego samego (posprzątałby nawet pokój, serio!). Byłoby taniej, wygodniej, nie trzeba byłoby nigdzie jeździć… No, Merlin nie musiałby nigdzie jeździć, gdyby to było u niego, musiałby tylko posprzątać pokój, a to jednak było ciężkie zadanie, bajzel miał pierwsza klasa, więc…
Dobrze, to w sumie najlepiej byłoby się chyba spotkać u Guinevere, daleko do niej nie miał, a poza tym u niej zawsze było posprzątane, herbatę robiła naprawdę świetną, do tego częstowała takimi fajnymi ciastkami prosto z cukierni, tylko no… rodziców miała dość surowych, robili uwagi o głupoty. Bywało niezręcznie. U Hawthorna też by mogli posiedzieć, chociaż Hawth to mieszkał w takiej rupieciarni, że się ruszyć nie dało, w pokoju miał po prostu wszystko. Dla odmiany u Bernadette to niby było miło i fajnie, tylko Merlin trochę nie wyrabiał z ilością kominków i patyczków zapachowych – po powrocie z jej mieszkania miał wrażenie, jakby wykąpał się w kwiatowych zawieszkach do szafy, i to takich z niższej półki.