08 września 2025

Od Cheoryeona – Droga na koniec tęczy wiedzie przez chmury i deszcz (VI)

Kartka „LIKWIDACJA” przylepiona była do szyby już dwa miesiące. Przez ten czas niejedna osoba zwróciła na nią uwagę, przyjaciele i bliżsi znajomi pytali o powód zamknięcia biznesu. Wybrańcy dostawali bezpośrednią odpowiedź, że Cheoryeon przygotowywał się do debiutu, przez co nie miał czasu na Pokój Jasnowidza, reszta z kolei tylko poszlakę sugerującą nowy plan na przyszłość. O dziwo zagadała ich o to jedna z sąsiadek. Było jej nieco przykro, aczkolwiek zrozumiała, że bliźniaki szykowały coś innego.
Aż w końcu po tych dwóch miesiącach kartka „LIKWIDACJA” została zdjęta, jej miejsce zaś zajęła inna.
„NA WYNAJEM”.
Suyeon oddaliła się od drzwi, zmierzyła wzrokiem całość. Krótko potem otworzyła je i wróciła do głównego pomieszczenia, żeby podnieść jeden z czekających kartonów. Wyniosła na zewnątrz, spotkała brata, który razem z Raounem pakował inne pudła na tyły małej ciężarówki.
Trójka tak kursowała, nosząc przeróżne rzeczy, w tym niektóre meble. Po jakimś czasie załadowali ostatni karton, dobrze zamknięty, by nic z niego nie wyleciało. Otrzepali ręce z niewidzialnego brudu, popatrzyli na drzwi przed nimi.
Rodzeństwo Moon wyprowadzało się z mieszkania.
Spędzili w nim niemal tyle samo czasu, co jako samozatrudnieni pracownicy Pokoju Jasnowidza. Jeszcze w czasach licealnych, zanim osiągnęli pełnoletność, zaczęli za drobną kwotę pomagać starszej kobiecie pracującej jako wróżka. Trafili na dobrą duszę, ponieważ poza pieniędzmi dostawali ciepłe posiłki, a nawet mogli w każdej chwili u niej przenocować. Nierzadko z tej opcji korzystali, ciesząc się możliwością odetchnięcia od frustrującego sierocińca. Nie przeszkadzało im wcale spanie na podłodze. Mieli materac, poduszki, koce pachnące lawendą.
Nie było przy nich innych dzieciaków. Mogli poleżeć sami, we dwójkę, jak za dawnych lat, porozmawiać swobodnie na przeróżne bliskie im tematy.


— Wiesz, kim była nasza mama?
Szesnastoletnia Suyeon poruszyła się na materacu, obróciła głowę, by spojrzeć na leżącego obok brata. Choć rzekomo oboje położyli się zmęczeni po ciężkiej pracy w sklepie, Cheoryeon najprawdopodobniej miał jeszcze trochę energii, by rozmyślać nad pewnymi rzeczami.
— Ty też wiesz? — zapytała go cicho.
— Mhm. Chwila, ty też wiesz? — Posłał jej pytające spojrzenie.
— Mhm. — Przytaknęła. — W księdze zaklęć są podkreślone specyficzne fragmenty, też znalazłam osobiste notatki mamy.
— Czyli już oficjalnie oboje wiemy.
Spędzili z rodzicami jedenaście lat swojego życia, lecz wciąż istniały pewne kwestie, o których nie zdążyli się dowiedzieć. Byli wtedy tylko małymi dziećmi, mimo z szybko rozwijającymi się umysłami nieposiadającymi przepustki do uzyskania części informacji odnośnie ich rodziców. Zarówno mama, jak i tata uważali, że nie powinni tak prędko mówić dzieciom o niektórych sprawach, zwłaszcza że nie były one aż tak istotne. Plus bliźniaki nie pytały o szczegóły. Nie wiedziały wtedy, że nie dostaną kolejnej szansy.
Cheoryeon niedawno otrzymał dziwną wizję. Nie dotyczyła ona zbytnio przyszłości, ale skupiona była na pewnym przeszłym fakcie związanym z mamą. Gdy się o tym dowiedział, był nieco zaskoczony. Aczkolwiek kilka kwestii nabrało większego sensu. Chciał o tym powiedzieć siostrze, nie trzymać jej zbyt długo w niewiedzy. Jako rodzeństwo dzielili się ze sobą praktycznie wszystkim, szczególnie po tym, jak brat wyjawił swój największy sekret związany z jasnowidzeniem i reinkarnacją. Nie mieli między sobą żadnych sekretów.
Okazało się, że Suyeon też już wiedziała. Oboje wiedzieli, że życie ich mamy, przed wyjazdem do Novendii, wyglądało zgoła inaczej, niż zakładali.
— Myślisz, że to dlatego jesteśmy tak dobrzy w oszukiwaniu? — zapytała wtem dziewczyna.
— Cóż, sporo odziedziczyłaś po mamie, nie sądzisz?
W odpowiedzi Cheoryeon został pacnięty w ramię. Bardzo lekko.
Znów leżeli w ciszy, błądząc myślami po własnych umysłach. Cheoryeon skrzyżował w kostkach nogi, położył dłonie na brzuchu, wpatrzony w sufit. Wykonał nieco głębszy wdech. Ciekawe, czy do tego czasu poznaliby dokładniejszą historię rodziców. Może w wieku szesnastu lat wreszcie otrzymaliby tę przepustkę. Mama z tatą posadziliby ich razem na kanapie, zaczęliby opowiadać – o tym, co robili, zanim się poznali, o pierwszym spotkaniu, pierwszym zakochaniu. Wytłumaczyliby powód opuszczenia na stałe rodzinnego kraju i wyruszenia z nieznane. To znaczy, tej części akurat rodzeństwo się domyślało na podstawie tego, co niedawno odkryło. Ale mama na pewno powiedziałaby o wszystkim w jasny sposób. Uzasadniłaby swoje postępowanie. Chociaż nie musiała.
Bliźniaki mimo to kochałyby ją tak samo, jak dotychczas.
— Suyeona.
— Hm?
— Wiesz, co?
— Co?
— Tak sobie pomyślałem.
— Co sobie pomyślałeś?
— Szkoda, że ludzie żyją tak krótko.
Oboje nadal leżeli nieruchomo, zagapieni w sufit. Między nimi zapanowała cisza. Jedynymi dźwiękami w Pokoju Wróżki były te dochodzące z ulicy.
— Cheoryeona.
— Hm?
— Wiesz, co?
— Co?
— Tak sobie pomyślałam.
— Co sobie pomyślałaś?
— Może ludzie żyją krótko, ale mają możliwość sprawienia, by każdy dzień ich życia był możliwie jak najlepszy. Dlatego nie odstawajmy od reszty pod tym względem. Hm?
W tym samym czasie obrócili głowy, żeby popatrzeć sobie w oczy. Dwie ciemnobrązowe tęczówki spotkały jedną pokrewną i drugą szarą, pary źrenic mierzyły siebie nawzajem, dostrzegając rysy twarzy mimo panującego w pomieszczeniu, niemal kompletnego mroku. Cheoryeon chwilę błądził wzrokiem po cechach wyglądu Suyeon, w końcu wykrzywił pełne usta w lekkim uśmiechu.
Szybki ruch, poduszka z impetem uderzyła w twarz czarodziejki. Dziewczyna aż podskoczyła na materacu, poderwała się do pozycji siedzącej.
— Ała! — prawie krzyknęła. — Co robisz?!
— Bitwa na poduszki! — Cheoryeon złapał swoją za rogi, wykonał kolejny zamach, niestety tym razem chybił.
— Przestań, jeszcze obudzisz ahjummę! — Złapała drugą, cisnęła nią w brata.
— I tak niedosłyszy!
Dwójka zaczęła się okładać, jedno nie dawało drugiemu za wygraną.


Wiele wspólnych historii stworzyli w tym miejscu.
Choć zamierzali to miejsce teraz zostawić, wspomnienia zabiorą ze sobą.
Wcześniej nie mieli w planach przeprowadzki. Myśleli, że do czasu debiutu Cheoryeona będą dalej okupować mieszkanie wróżki, a dopiero po nim zarobią na wynajęcie czegoś nowego. Nie przeszkadzała im taka wizja.
I wtedy, jak grom z jasnego nieba, nawiedził ich Bóg Spirytyzmu, który oznajmił, że jako przyszły idol i siostra idola, młodzi, mądrzy dorośli nie zasługiwali na życie w miejscu pachnącym starocią oraz przeklętym psującym się ciągle sprzętem. Tyle czasu spędzili w słabych warunkach, więc powinni wreszcie osiąść w mieszkaniu kompensującym trudności, przez jakie musieli w przeszłości przejść.
Nie, na serio tak to ujął. Cheoryeon z początku nie wierzył własnym uszom. Ale dokładniej przetrawił te słowa, Raoun zaciągnął ich do auta, rozpoczynając wycieczkę po już upatrzonych mieszkaniach.
Widzieli co najmniej kilkanaście propozycji, większość szybko została odrzucona przez boga, ponieważ nie spełniała jego specjalnych wymagań. Sprzedających zasypywał specyficznymi pytaniami, przeprowadzał dogłębne oględziny. Zaglądał w każdy kąt, sprawdzał stan każdego urządzenia. Przykładał się do tego tak, jak gdyby to miało być mieszkanie dla niego.
Z drugiej strony słuchał uważnie opinii bliźniaków.
Ostatecznie znaleźli takie, które wszystkim odpowiadało. Było całkiem przestronne, a jednocześnie nie za duże na rodzeństwo Moon, do pokoju dziennego z aneksem kuchennym po południu wpadało dużo światła słonecznego. Łazienka wcale nie była klaustrofobiczna, a, co najważniejsze, bliźniaki wreszcie mogły mieć osobne pokoje, każdy większy niż ich stara wspólna sypialnia. Nawet znalazłoby się miejsce na kącik dla Bingsu. Wstępnie już umeblowane, mieszkanie wyglądało idealnie.
Gdy oboje potwierdzili, że bardzo im się podobało, Raoun zwrócił się do średniego wieku kobiety:
— No, to będziemy kupować. Kiedy możemy podpisać umowę?
Kobieta rozpromieniła się cała, odpowiedziała, że jak sprawnie pójdzie, to mieszkanie będzie ich jeszcze dzisiaj. Bóg przytaknął, podczas gdy bliźniaki otworzyły szeroko oczy.
— Moment, Raoun! — zaczęła Suyeon.
— Jak to, kupować? — dokończył Cheoryeon.
— Tak to — odparł spokojnie Raoun. — Nie ma co wynajmować, lepiej, jak będzie w pełni wasze.
— Ale...!
Dziewczyna zamilkła, posłała bratu porozumiewawcze spojrzenie. Złotoskrzydły podniósł wzrok na Boga Spirytyzmu.
— Wiesz, że nie musisz? — spytał wolno, delikatnym tonem.
Tamten popatrzył na niego.
— Nie będziesz mi mówił, jak mam żyć. — Uśmiechnął się lekko, acz ciepło.
Cheoryeon spoglądał na mężczyznę, zacisnął zęby na języku. Zmrużył nieco zaszklone oczy.
— Będę ci spłacał za miesięcznie. Poczekaj tylko, aż dostanę pierwszą wypłatę!
— Róbta, co chceta. — Machnął niezgrabnie ręką.
Kobieta zniknęła z mieszkania, oznajmiając wcześniej, że idzie po umowę. Trójka została sama.
Nikt z nich się nie odzywał. Cheoryeon stał między Suyeon a Raounem, ściskając pięści oraz przygryzając dolną wargę. Wykonał głęboki wdech, próbował jakkolwiek zachować spokój. Cały ten czas myślał, że szukali mieszkania na wynajem, a nie, że bóg nagle im je kupi. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Teraz jednak rozumiał, że od początku taki był zamysł.
Przełknął głośno ślinę.
— Czy... — zająknął się na moment. — Czy mogę?
Raoun popatrzył na niego z góry na dół. Krótko potem cicho westchnął.
— No, chodź tu. — Rozłożył ramiona.
Otrzymawszy zgodę, Złotoskrzydły podszedł bliżej, zaczął się do niego przytulać. Tamten objął go rękami, poklepał delikatnie po plecach. Ledwo minęła chwila, jak chłopak sięgnął do tyłu, złapał za koszulę siostrę, żeby przyciągnąć ją do siebie. Dziewczyna nie oponowała. Ani Raoun, który ostatecznie zamknął dwójkę w uścisku.
Wracając jednak do chwili obecnej.
— Na pewno macie wszystko? — zapytał Bóg Spirytyzmu.
Suyeon z Cheoryeonem w tym samym czasie przytaknęli. Pakując się razem, kilkukrotnie sprawdzili, że zabrali ze sobą potrzebne rzeczy. Zostawili jedynie stare meble oraz łóżka, których nie musieli wynosić. I w sumie cieszyli się z tego powodu, bo w życiu nie zdołaliby ich znieść, chyba że by je rozmontowali lub poprosili Yonkiego, żeby swoją mocą jakoś je zmniejszył czy inaczej zmienił.
Bingsu zeskoczyła z szyldu, usiadła na ramieniu Cheoryeona. Chłopak pogłaskał ją palcem po piersi, na co tamta chwilowo przymrużyła oczy. Wszyscy wsiedli do furgonetki, z Raounem za kierownicą i odjechali. Rodzeństwo ostatni raz pożegnało się ze starym domem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz