Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

14 lutego 2025

Od Merlina - Walentynki

— Stary, musisz mi pomóc.
Takie słowa najczęściej wypowiadał Merlin, jakie więc było zdziwienie młodego czarodzieja, gdy padły z ust Hawthorna. Zazwyczaj pogodny i wyluzowany, podchodzący do świata ze zdrową dozą „co ma być, to będzie” i „różdżką machnij, a resztę zostaw magii”, teraz siedział cały spięty, i to wcale nie dlatego, że już za pięć minut mieli mieć sprawdzian z transmutacji. Merlin wpatrzył się w niego uważnie.
— Iść z tobą do pielęgniarki? Wyglądasz, jakbyś potrzebował węgla…
— Nie, kurde, to nie tak — Hawthorn zmarszczył brwi, machnął dłonią. Nachylił się mocniej w stronę Merlina. — Bo jest taka sprawa… Wiesz, niedługo walentynki.
— Termin oddania projektu na alchemię.
Po ostatnich przebojach z wodą księżycową Merlin nie tylko zapisywał terminy w kalendarzu, ale autentycznie się ich uczył i zapamiętywał. Stres związany z cudowaniem z odświeżaczem powietrza i ceramiczną umywalką w ich szkolnym kibelku postarzył go chyba o dekadę i chłopak nie zamierzał czegoś takiego więcej powtarzać. Przynajmniej nie w tym semestrze.
— Nie chodzi o alchemię.
— To o co chodzi?
Hawthorn czasem wylatywał z jakimiś przedziwnymi problemami i pomysłami, Merlin zaś miał wiecznie problem z przewidzeniem, o co może mu tym razem chodzić. Jego kolega, choć natura nie poskąpiła mu szarych komórek, a mózg potrafił dużo przyswoić i łączyć ze sobą bardzo odległe fakty, dostał od losu potężnego nerfa w postaci zamiłowania do teorii spiskowych. Wynikała z tego konieczność spędzania długich godzin w dziwnych zakamarkach internetu, przez co z pracami domowymi i przygotowaniem do sprawdzianów było u Hawthorna różnie.
— No bo em… Słuchaj, bo ja zaprosiłem na walentynki Lucianę.
— Chyba cię pogięło — odparł od razu Merlin.
W umyśle od razu pojawiły się flashbacki z jego własnej randki z dziewczyną, kiedy to przybrał iluzję wyglądu krasza Luciany, czyli Souela, następnie zaś robił wszystko, co w jego mocy, by randka okazała się kompletną katastrofą i zniechęciła dziewczynę do genashiego, odwiodła ją od pomysłów na stalkowanie obu młodzieńców. O ile wcześniej Luciana była mu obojętna, o tyle teraz, po tym incydencie, Merlin omijał dziewczynę szerokim łukiem i krzywił się na sam dźwięk jej głosu.
— No powiedzmy, że taki trochę no… Ryzykowny.
— Mało powiedziane.
Hawth szturchnął go w ramię.
— Dobra, stary, nie kop leżącego, tylko bądź kumplem i pomóż, co?
— No mogę coś spróbować… — mruknął bez przekonania Merlin. — Tylko weź mi w końcu powiedz, o co konkretnie chodzi. Pożyczyć ci Falkora, czy coś?
— Okej, super, właśnie o to mi chodziło! — Uśmiech rozjaśnił twarz Hawthorna. — Znaczy, nie że pożyczać Falkora, tylko z całą tą sytuacją… — Chłopak westchnął, klepnął dłonią udo, przeszedł do meritum. — No więc, eee… bo był taki konkurs w La Perle Noire, że można było wygrać darmową, romantyczną wyżerkę dla dwojga, co nie?
Merlin nigdy nie słyszał o La Perle Noire, ale brzmiało jak zaporowo drogie miejsce, do którego nie można wejść ze smokiem.
— No dobra. I co z tym?
— No i wygrałem…
— No to dobrze?
— …i zaprosiłem Lucianę…
— No to niedobrze.
— …i ona się zgodziła…
— No to najgorzej.
— …ale wczoraj odwołała.
— Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło — podsumował go Merlin. — To jakiej ty w ogóle pomocy potrzebujesz?
— No bo w zasadach tego konkursu było takim drobnym druczkiem napisane…
— Oho.
— …że żeby dostać wyżerkę za darmo to trzeba być we dwoje.
— Nie wystarczy jeść za dwoje? — Merlin przechylił głowę. — Dasz radę, stary, widziałem cię na festiwalu pizzy.
— No właśnie nie można. I jak się za późno zrezygnuje, to pokrywasz koszty kolacji ze swojej kieszeni.
— O cholibka — wymsknęło się czarodziejowi. — Słuchaj, ja bym ci pomógł, ale u mnie to tak różnie z hajsem…
Hawthorn machnął dłonią.
— Nie o hajs mi chodzi, tylko no, o taki trochę inny rodzaj pomocy — powiedział, westchnął, spojrzał z mocą na Merlina. — Merlin?
— Co?
— Pójdziesz ze mną na randkę?


Garniak cisnął go pod pachą, ale to było nic w porównaniu do zachowania jego sióstr. Merlin po raz kolejny wywrócił oczami, usiłując zawiązać ten krawat, stał przed lustrem w salonie, przyjąwszy twardą postawę ignorowania wszystkich słownych zaczepek. Wychodziło różnie, śmiechy wciąż dźwięczały mu w uszach, a miny jego sióstr, gdy wyciągnęły w końcu z niego plany walentynkowe, miały chyba śnić mu się po nocach.
Urania klepnęła go w bark, Merlin za mocno pociągnął materiał, krawat zmarszczył się nieładnie.
— Ej!
— Dzięki, młody — Urania wyszczerzyła się do lustra. — Wygrałam dwadzieścia funtów.
— Za co? — burknął Merlin, usiłując rozwiązać krawat, znów spróbować swoich sił z jego zawiązaniem.
— Za Hawthorna — Siostra złapała go za ramię, odwróciła do siebie, zajęła się tym nieszczęsnym krawatem. — Mel i Kaliope uważały, że na walentynki pójdziesz z Souelem, dla odmiany Klio i Erato uważały, że zabierzesz Song Ana. Ale ja wiedziałam, że stara miłość nie rdzewieje i pozostaniesz wierny Hawthornowi.
Merlina zatkało.
— Zakładałyście się o to?!
— Pewnie! — Materiał zaszeleścił, śmignął mu przed nosem. — Nasz mały braciszek w końcu dorasta!
— Ja wcale nie…!
— Nie wierć się, daj mi ten krawat zawiązać. — Pacnęła go po rękach. — W każdym razie – Terpsychora mówi, że lepiej by ci było z kimś ogarniętym, jak Guinevere albo Souel, ale ja uważam, że w życiu trzeba mieć trochę radości, a Hawthorn jest taki śmieszny.
— Ja nie idę z nim na żadną randkę!
— Daj spokój, Merlin, pamiętam cię jeszcze, jak próbowałeś zjeść kulki z błota, więc nie musisz się niczego przede mną wstydzić. Nawet swoich romantycznych wyborów.
Krawat w końcu dał się zawiązać, Urania wygładziła jeszcze chusteczkę w butonierce i przemocą poprawiła koszulę, żeby nie wyłaziła ze spodni.
— Patrz, jak ładnie wyglądasz. Prawdziwy dżentelmen!
— Weź, kurde…
— Hawthorn tam normalnie padnie.
Merlin westchnął cierpiętniczo.
— Oby nie ze śmiechu.


Sam nie poznał Hawthorna. Chłopak też odstawił się adekwatnie do sytuacji, nawet przylizał te wiecznie nieuczesane kudły. Spotkali się o osiemnastej pod La Perle Noire, przez moment po prostu mierzyli wzrokiem.
— Merlin, to ty?
— No ja, kurna, już bez jaj — Merlin zmierzył wzrokiem bukiet róż przyniesiony przez Hawthorna. — Po co ci kwiaty?
— Dla ciebie są.
Chłopak zaniemówił na chwilę.
— Ale po co mi kwiaty?
— Stary, nie wiem, kupiłem na wszelki wypadek, żeby było widać, że no, jesteśmy parą, i że kwalifikujemy się na darmowe żarcie.
To powiedziawszy wyciągnął bukiet w stronę Merlina.
— Masz. — Zrobił lekką pauzę, zastanowił się. — Nie jesteś przecież uczulony.
— No nie — odparł Merlin, biorąc od niego kwiaty, zastanawiając się, kiedy ostatnio ktoś mu dał jakikolwiek bukiet. Skinął w stronę restauracji. — Idziemy jeść?
— Pewnie — Hawthorn uśmiechnął się szeroko. — Umieram z głodu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz