Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Turysta chciał polać spaghetti ketchupem. Zwołano komisję
Spokojne popołudnie w Luminarii przerodziło się w głośne wydarzenie, gdy przyjezdny turysta ze Zjednoczonych Ziem Północnej Vespy poprosił kelnera o butelkę ketchupu, którym zamierzał polać zamówione spaghetti. Miejscowy restaurator, człowiek z natury łagodny, zareagował oburzeniem graniczącym z rozpaczą, powołując się na świętość przepisu i pamięć przodków. Turysta nie rozumiał problemu. W ciągu godziny nad sprawą pochylił się zaimprowizowany komitet miejscowych kucharzy, który po naradzie trwającej całą sjestę orzekł, że przepis jest nienaruszalny, lecz gościa „można ułaskawić z uwagi na niewiedzę”. Vespanin, szczerze zdumiony całym zamieszaniem, stwierdził tylko, że „u nas leje się to na wszystko”. Tej uwagi już nie skomentowano.

Nagłówek

07 sierpnia 2026

Od Bashara – Ten zamek mógłby mieć dwóch panów (V) [AU]

Zamek hrabiego Selachiniusa był istnym labiryntem, i mimo upływających tygodni, oraz dosłownie paru miejsc, które Dante pokazał Basharowi wiedząc, że będą dla niego interesujące i to nimi się zajmie, lekarz regularnie gubił się, trafiając w końcu do kompletnie opuszczonych, nieznanych sobie części zamku. Tłumaczył to potem tym, że próbował skrócić sobie drogę, lecz roztargnienie i perspektywa kolejnych traktatów do przeczytania sprawiły, że wybrał złą odnogę i tym sposobem hrabia znajdował go w miejscach, w których jego gościa nie powinno być.
Tamtego wieczora Bashar również postanowił „skrócić sobie drogę”, wracając z biblioteki inną drogą niż zwykle, gdy jego uwagę przykuł dźwięk. Ledwie słyszalny, a jednak wyraźny w otaczającej go przemożnej ciszy, i początkowo Bashar sądził, że to wiatr hulający wśród krużganków, lub jego wyobraźnia płatająca mu figle. Lecz potem usłyszał to znowu – delikatne, metaliczne nuty klawesynu, układające się w melodię tak smutną, że zdawała się nieść w sobie ciężar stuleci.
Podążył za dźwiękiem, ten zaś poprowadził go ku podwójnym, rzeźbionym drzwiom, spomiędzy których przezierał chłodny, księżycowy blask. Bashar zajrzał do środka.
Ogromna sala balowa, stworzona by gościć nieprzebrane, roześmiane pary, wypełniać się światłem, szczęściem i muzyką, tonęła w niemal całkowitym mroku. Tajemniczy woal krył ozdobne ściany, obracał zwierciadła w otchłanie, swą głębią sprawiał, że noc za oknem zdawała się pełna ciepła i blasku. Jedyne źródło światła, blade smugi księżyca wślizgujące się przez kruche szyby, malowały na posadzce geometryczną symetrię. Jeden z lśniących prostokątów kładł się na starym klawesynie, obrysowywał siedzącą przy nim sylwetkę.
Nie był to władca zamku, którego Bashar oglądał w świetle kandelabrów. Brakowało w nim typowej arogancji i groźnej postawy, nie było tego charakterystycznego uśmiechu ani zadziornego błysku w oku. Był artysta i jego muzyka, odłamek serca wylany na klawisze instrumentu. Hrabia pochylał się nad klawiaturą, a długie, złote loki opadały na ramiona i plecy, gdy palce z niewiarygodną gracją i szybkością tańczyły swój posępny taniec. Grał z zamkniętymi oczami, całkowicie zatracony, jakby melodia była jedynym językiem zdolnym opowiedzieć o tym, co raniło jego duszę. Każda nuta była wspomnieniem, każda pauza – westchnieniem.
Ktoś inny na jego miejscu zapewne by się wycofał, czując, że ta muzyka nie jest przeznaczona dla jego uszu i jeśli pan zamku odkryje nieproszoną obecność, trudno powiedzieć, co zrobi pod wpływem swego gniewu. Bashar jednak się nie wycofał. Zrobił coś dokładnie odwrotnego. Bezszelestnie wślizgnął się do sali, podszedł bliżej i przysiadł na podłodze, opierając się o jedną z kolumn. Sam przymknął oczy i słuchał.
Melodia wznosiła się i opadała, opowiadając historię bez słów. Były w niej echa dawnych bitew, szepty zapomnianych miłości, dawnych pasji i radości, które obróciły się w pył i popiół, była cisza pustych komnat i samotność życia, któremu przeznaczone było nigdy nie wygasnąć. Bashar, który spędził życie na słuchaniu opowieści innych, teraz słuchał najprawdziwszej z nich – opowieści duszy nieśmiertelnego wampira.
W końcu, po ostatnim, drżącym akordzie, który zawisł w powietrzu i powoli ucichł, zapadła absolutna cisza. Hrabia Selachinius siedział nieruchomo, z palcami wciąż spoczywającymi na klawiszach, pogrążony we własnych myślach i wspomnieniach.
— To było piękne — powiedział cicho Bashar w ciemność.
Dante drgnął, a jego głowa gwałtownie się uniosła. Sylwetka stężała, a w mroku Bashar niemal czuł, jak wraca maska władcy zamku, do której Dante zdążył go przyzwyczaić.
— Od jak dawna tu jesteś? — spytał, a głos, choć zimny, krył nutę niepewności.
— Wystarczająco długo, by usłyszeć całą historię — odparł Bashar, powoli wstając.
— To była tylko wprawka — rzucił Dante obronnym tonem. — Ćwiczenie pamięci. nic więcej.
Bashar podszedł kilka kroków bliżej, zatrzymał się w smudze księżycowego światła.
— Obaj wiemy, że to nieprawda. Wprawki ćwiczą palce, zaś to, co grałeś, panie, ćwiczyło serce.
Dante odwrócił się, a w słabym świetle księżyca Bashar nie potrafił dostrzec, co też kryło się na dnie mroźnobłękitnych oczu.
— Nie wiedziałem, że jesteś krytykiem muzycznym — powiedział w końcu, nie okraszając swej wypowiedzi ani krztą sarkazmu.
— Nie jestem — odpowiedział Bashar z łagodnym uśmiechem. — Jestem tylko dobrym słuchaczem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz