Światło świec migotało niestrudzenie, rzucając długie, tańczące cienie na niekończące się rzędy regałów. Dla Bashara biblioteka stała się całym światem, jego wymarzoną krainą, istnym rajem, którego nie chciał opuszczać. Powietrze pachniało tu starym papierem, kurzem przemijających wieków, wyprawioną skórą i delikatną, organiczną wonią starego wosku. Każda księga była obietnicą, każda mapa drogowskazem, każdy zwój szeptem z przeszłości. Od dni, a może już tygodni, Bashartracił w tym miejscu poczucie czasu, pogrążał się w lekturze, jednocześnie swej pracy i obsesji.
Smukłe palce delikatnie przesuwały się po kruchej stronie starożytnego traktatu medycznego, wzrok podążał za wskazaniem, choć z coraz większym trudem. Litery, kreślone dawno zapomnianym alfabetem, składające się w słowa, których nie słyszano już od wieków, zdawały się rozmazywać przed oczami Bashara. Zmęczenie, dotąd trzymane w ryzach przez siłę woli i ekscytację odkryciami, zaczynało brać górę. Głowa coraz bardziej ciążyła, a myśli, zamiast skupiać się na alchemicznych wzorach, anatomii mitycznych bestii, ich skomplikowanej fizjologii i niezwykłych właściwościach, dryfowały ku wspomnieniu miękkiego łóżka w przydzielonej mu przez hrabiego komnacie.
Wtem opadło go to uczucie. To samo, niepokojące mrowienie na karku, które towarzyszyło mu od kilku nocy, pojawiające się w przypadkowych momentach, zawsze wtedy, kiedy zewsząd otaczała go cisza i bezruch.
Wrażenie, że nie jest sam.
Bashar uniósł wzrok, rozejrzał się po bibliotece. Jego spojrzenie przebiegło po labiryncie półek, wzdłuż tych niekończących, ginących w mroku regałów, zatrzymało się na pustym przejściu między nimi i powędrowało w górę, ku odległemu sklepieniu. Nic. Absolutna cisza, niezakłócona nawet najmniejszym szmerem. Bashar miał wrażenie, że usłyszałby bicie własnego serca, gdyby wystarczająco się skupił. A jednak, to mrowiące uczucie bycia obserwowanym nie znikało. Było niczym cichy, niewidzialny ciężar w powietrzu, spojrzenie bez oczu, obecność bez ciała. Lekarz uśmiechnął się w duchu, bo niewiele myślenia wymagało zrozumienie, do kogo owa obecność mogła należeć. Pan zamku, poruszający się po swojej posiadłości z gracją drapieżnika, zdolny pojawiać się i znikać wedle własnego uznania, był jedyną opcją. Bashar nie czuł jednak strachu. Raczej dziwną, niemal naukową ciekawość. Wampirom przypisywano wiele nadnaturalnych zdolności, wiele opowieści sobie zaprzeczało, a dusza naukowca nie potrafiła spocząć, dopóki nie znalazła jednoznacznych, popartych faktami odpowiedzi.
Co innego jednak przemęczone ciało.
Tymczasem zaś wysoko pod sufitem, ukryty w najgłębszych cieniach, gdzie światło świec nie miało już siły dotrzeć, a wzrok śmiertelnika gubił w perspektywie, wisiał nieruchomo, do góry nogami, niemal zlewając się z architekturą. W swojej niewielkiej, nietoperzej formie, Dante obserwował swego gościa. Mroźnobłękitne spojrzenie drobnych oczek studiowało skupienie na twarzy lekarza, delikatny ruch jego palców na papierze, a teraz to głębokie znużenie, malujące się w jego postawie. Widział, jak powieki Bashara opadają, jak jego oddech staje się coraz głębszy i bardziej miarowy.
Bashar ostatkiem sił próbował wrócić do lektury. Jeszcze tylko jeden rozdział, jeszcze do końca strony, chociaż akapit, obiecał sobie. Przeczytał jedno zdanie, potem drugie, lecz żadna treść już do niego nie docierała. Oparł czoło na chłodnej, skórzanej oprawie księgi, pozwalając sobie na chwilę wytchnienia – tylko na moment przymknie oczy, pozwoli im odpocząć, pozbiera myśli i zaraz wróci do swych studiów. Ta chwila jednak niepostrzeżenie zamieniła się w minuty. Ciepło bijące od świec i kojąca cisza biblioteki tak wspaniale kołysały go do snu i Bashar zasnął, z policzkiem przyciśniętym do starożytnej wiedzy, której tak pożądał.
Po chwili bezszelestny kształt odczepił się od sklepienia i spłynął w dół, lądując cicho jak piórko na odległym regale. Chwilę później, już w ludzkiej postaci, Dante wynurzył się z cienia. Jego kroki były bezgłośne na kamiennej posadzce. Wampir stanął nad śpiącym Basharem, przyglądając się mu z mieszaniną zaciekawienia i czegoś, co trudno było nazwać.
Hrabia zdjął swój ciężki, podszyty miękkim karmazynem płaszcz i ruchem niemal niedbałym, lecz zaskakująco delikatnym, zarzucił go na ramiona śpiącego lekarza, otulając go przed nocnym chłodem zamku. Nie odezwał się. Po chwili odwrócił się i zniknął w mroku tak cicho, jak się pojawił.
Bashar poruszył się przez sen, wtulając twarz w miękki, nieznajomy materiał, pachnący nocą i czymś nieuchwytnie starym, tajemniczym i niedostępnym jak sam zamek. Uczucie bycia obserwowanym zniknęło zastąpione przez niespodziewane, otulające ciepło.
Siedzieli w jednym z mniejszych salonów, a ogień wesoło trzaskał w kominku, rzucając ciepłe, złociste blaski na ich twarze. Był to jeden z tych wieczorów, które stały się już niemal rytuałem – Bashar opowiadał, rozsnuwając wokół barwny czar swej egzotycznej opowieści, a Dante słuchał, opierając głowę na dłoni i wpatrując się początkowo w płomienie, by stopniowo coraz bardziej przenosić uwagę na swego rozmówcę. Jego początkowy chłód ustąpił miejsca cichej, skupionej uwadze.
— O czym dziś opowiesz? — zamruczał Dante, a w jego głosie próżno było szukać tych samych nut, co na początku. — Będziesz kontynuował swą opowieść o czerwonookim księciu?
Bashar uśmiechnął się lekko.
— Nie, panie. Dziś opowiem ci historię o bogach, starą jak świat, a jednak wciąż nową. — Zawiesił efektywnie głos. — Opowieść o władcy podziemnego świata.
Dante uniósł brew, zainteresowanie błysnęło w spojrzeniu.
— O władcy podziemnego świata? Brzmi obiecująco.
— Nazywał się Hades — zaczął Bashar, a jego głos stał się cichszy, bardziej intymny. — Był panem królestwa, do którego trafiały wszystkie dusze. Śmiertelnicy się go bali. Postrzegano go jako surowego, bezwzględnego i zimnego niczym groby, którymi władał, mówiono o nim, że nie zna litości i jest obojętny na ludzkie cierpienie i niedolę. Uważano, że pragnie, by świat pogrążył się w bezruchu i samo życie się skończyło, bo wtedy mógłby władać całym światem. Szeptano, że jego serce jest z kamienia, a jedyną przyjemność czerpie z gromadzenia bogactw ziemi i dusz zmarłych.
Dante prychnął.
— Brzmi znajomo. Śmiertelnicy zawsze potrzebują potwora, którego mogą obwiniać za własne lęki.
— Właśnie — przytaknął Bashar, patrząc na niego z uwagą. — Ale historia nie jest o tym, jak postrzegali go śmiertelnicy. Jest o Persefonie, młodej bogini wiosny, córce potężnej Demeter. Jak wiele młodych dziewcząt, była ciekawa świata, zaś jej matka, by ją chronić, zakazywała jej swobodnego poznawania go. Pewnego dnia Persefonie udało się umknąć spod matczynej opieki, a los poprowadził jej kroki ku tajemniczej jaskini otoczonej gęstą mgłą i magią, która kazała jak najszybciej zawrócić.
— Niech zgadnę — Dante uniósł kącik ust. — Persefona poszła prosto do jaskini?
— Nie inaczej — odparł Bashar. — Nie wiedziała, że kroki prowadzą ją wprost do Podziemia, miejsca, gdzie mieszkają umarłe dusze, oraz gdzie mieszka ich wieczny władca. Co widziały jej oczy, to były barwne kryształy, niespotykane na powierzchni, dekorujące ściany skalnych korytarzy, fosforyczne i zaklęte. Nie była zbłąkaną duszą ani niepowołanym śmiertelnikiem, pragnącym ukraść coś z krainy śmierci, więc jej strażnicy nie próbowali jej skrzywdzić. Nie słyszała nigdy o tym, jak okrutny jest pan Podziemia, więc nie bała się go, gdy się jej ukazał.
— I co on zrobił?
— Przyjął ją i pozwolił na to, na co nie pozwalała jej nigdy matka – pozwolił jej chodzić, gdzie jej się podobało, pozwolił jej pytać i odpowiadał, jako władca krainy znając w niej każdy, najmniejszy nawet kamień. I tak wędrowali wśród skał i magmy, wśród morderczych wyziewów i potworów zamieszkujących Podziemie, a Persefona nie mogła nadziwić się cudowności tej ukrytej krainy.
— Brzmi… baśniowo — przyznał Dante.
Bashar pochylił się ku niemu, a jego głos niemal stał się szeptem.
— Ale co najważniejsze, zobaczyła samego Hadesa – nie jako potwora i tyrana, za jakiego uważano go na powierzchni, ale jako kogoś mądrego i wrażliwego. Odkryła, że jego surowość była murem, który wzniósł wokół siebie, by być opoką dla swych poddanych, by wypełnić rolę stanowczego władcy. Zrozumiała, że za tymi obwarowaniami kryło się serce spragnione ciepła i bliskości, współczujące i łagodne, potrzebujące rozmowy i kogoś, kto nie patrzyłby na niego z lękiem, ale z ciekawością. Kogoś, kto chciałby poznać jego świat.
Dante milczał, jego wzrok utkwiony był w ogniu, lecz Bashar widział, jak palce hrabiego zacisnęły się na poręczy fotela.
— I co było dalej? — spytał cicho.
— Zakochała się w nim — dokończył Bashar. — Nie w jego władzy, nie w potędze i tym, co mógł jej dać, lecz w nim samym. W tej cichej wrażliwości, w mądrości i w tym, jak patrzył na nią, jakby była najpiękniejszym światłem w jego wiecznym mroku. Ostatecznie zawarto układ – część Persefona roku spędzała na powierzchni, przynosząc światu wiosnę i lato, a drugą część w podziemiach, u boku męża, jako jego ukochana królowa. Wielu mówiło, że to właśnie w mrocznym królestwie Hadesa, a nie w pełnym słońca świecie matki, czuła się naprawdę w domu.
W kominku strzelił płonący kawałek drewna, posyłając w górę deszcz iskier. Dante milczał. Nie poruszył się, ale Bashar widział w jego oczach coś nowego – płomienie odbijały się w nich niczym w drżącej tafli wody, a w jego postawie malowała się głęboka, przejmująca zaduma, gdy siedział tak, pogrążony we własnych myślach, poruszony historią nieznanego sobie boga. Tamtego wieczora Bashar nie opowiedział już więcej nowych historii, a w tej ciszy zrozumiał, że dotknął czegoś niezwykle kruchego w sercu pana zamku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz