Niebezpieczni przestępcy uciekli z więzienia na miotłach przemyconych w torcie
Novendyjska policja poszukuje trójki groźnych przestępców, którzy w miniony weekend zbiegli z zakładu karnego pod Stellaire w sposób tyleż zuchwały, co – zdaniem śledczych – „uwłaczający regulaminowi zakładu”. Miotły, na których dokonano ucieczki, przemycono do celi wewnątrz olbrzymiego tortu urodzinowego, dostarczonego przez pracownika usługi Lisek, dowożącej zakupy online. Co gorsza, jak ustalono, były to modele wyścigowe – szybkie, zwrotne i doskonale znane z nielegalnych wyścigów. „Od dawna mówiłem, że ta subkultura skończy się w więzieniu,” komentuje zmęczony rzecznik policji. „Nie sądziłem, że dosłownie z niego wystartuje. Jedyne dobre to to, że tort był wyśmienity.”
Książki grozy ożywają po zmroku. Miasto zaleca czytanie za dnia
Mieszkańcy kilku dzielnic Stellaire zgłaszają niepokojące zjawisko: z półek z literaturą grozy po zapadnięciu zmroku dobiegają szepty, czuć chłodne przeciągi i podejrzane odgłosy, których żadna książka wydawać nie powinna. Wydział Zjawisk Niewyjaśnionych potwierdza wzmożoną aktywność „na tle sezonowym” i przypomina, że zjawisko nasila się co roku pod koniec października. Księgarze donoszą, że dział grozy „sam się porządkuje”, a niektóre tytuły znajdują rano na zupełnie innych regałach. Sprzedaż horrorów, rzecz jasna, bije rekordy. „Radzimy kończyć lekturę przed zmrokiem,” apeluje urzędnik. „Przezorny zawsze ubezpieczony.”
Kruk terroryzuje dzielnicę jednym zdaniem. „Nigdy więcej”
Nad jedną z dzielnic Stellaire zapanował nastrój grozy za sprawą wielkiego, czarnego kruka, który obsiada framugi drzwi i na każde zadane mu pytanie odpowiada niezmiennie: „nigdy więcej”. Mieszkańcy, początkowo rozbawieni, popadli w przygnębienie, gdy okazało się, że ptak trafia z odpowiedziami niepokojąco celnie. Grupa studentów, która w przypływie odwagi zapytała, czy zda sesję, do dziś nie doszła do siebie. Straż Magiczna prosi, by kruka nie prowokować niepotrzebnymi pytaniami. Ptak pozostaje nieuchwytny.
Na kolację przyszli goście, których nikt nie zapraszał. Etykieta w rozsypce
W miarę zbliżania się najstraszniejszej nocy roku mieszkańcy Stellaire coraz częściej meldują o niecodziennych gościach przy rodzinnych stołach – krewnych i znajomych, którzy zjawiają się bez zapowiedzi, siadają w milczeniu i, co kłopotliwe, „nie wszyscy wciąż pozostają wśród żywych”. Dawny folklor nakazuje takich gości ugościć, nakarmić i pod żadnym pozorem nie wypytywać, ile zabawią. Problem w tym, że współczesna etykieta nie przewiduje, jak dokładnie obsłużyć kogoś, kto nie je od kilku pokoleń. „Dokładać czy nie dokładać? Oto jest pytanie,” wzdycha jedna z gospodyń. Poradniki savoir-vivre'u milczą. Najstarsi w rodzinie – znacząco.
W tym miesiącu obchodzimy Dzień Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów – święto, które przypada 28 października i które mało kto ma zapisane w kalendarzu. Nie upamiętnia żadnej bitwy ani koronacji, nie wymaga procesji, kadzidła ani odświętnego stroju. Chodzi w nim tylko o jedno – by choć na jeden dzień odłożyć na bok to, co nas ciśnie i nie pozwala normalnie spać.
A powodów do szargania nerwów jesień ma w Auranthii pod dostatkiem – terminy, kolejki w szpitalach, rejestracje na zajęcia na studia, gość z wiertarką w piwnicy i manager, któremu ewidentnie odbiło.
Łucznik, który nie zdejmuje cięciwy na noc, rano zastaje łuk wygiętym, a cięciwę rozciągniętą. Z nerwami jest podobnie – nawet te stalowe potrzebują chwili luzu, żeby następnego dnia znów do czegoś się nadawały. Odpoczynek nie jest nagrodą za dobrze wykonaną pracę ani lenistwem, które trzeba potem odpokutować – jest konserwacją, tak samo potrzebną, jak naoliwienie zawiasów czy naostrzenie noża.
Dlatego w tym numerze zapraszamy Was do mulyarańskiego lasu, w którym grupa vespańskich menedżerów uczy się patrzeć na drzewa. Sprawdzimy, które napary i kadzidła naprawdę koją nerwy, a które tylko obiecują, zajrzymy też w to, co język mówi o naszych skołatanych nerwach. Na koniec czeka w stu procentach prawdziwy i naukowo przygotowany horoskop oraz gra – bez punktów ujemnych, bez limitu czasu i bez presji.
Zróbcie sobie herbatę, usiądźcie wygodnie i przez chwilę niech nikt niczego od Was nie chce. Lecimy z odpoczynkiem.
Redakcja Auranthium
Co się dzieje, gdy nerwy się szarpią?
Kurs siedzenia na pniaku
Czym ukoić nerwy?
Nerwy jak postronki
Horoskopy
Folia bąbelkowa
Co się dzieje, gdy nerwy się szarpią?
dr Margaux Vellacourt, Katedra Fizjologii Porównawczej Ras, Wydział Medyczny Uniwersytetu Stellaire
Każda istota zna to uczucie. Serce przyspiesza, dłonie wilgotnieją, żołądek zaciska się w supeł, a myśli zaczynają krążyć w kółko jak spłoszone ptaki. Czasem wystarczy do tego pies ujadający zza płotu, czasem list z urzędu, a czasem trzeci tydzień pracy nad projektem, który miał być gotowy na wczoraj. Organizm nie bardzo odróżnia jedno od drugiego i właśnie od tego warto zacząć.
Alarm zawsze brzmi tak samo
Blisko sto lat temu badacz pracujący ze szczurami zauważył coś zastanawiającego – kiedy zwierzęta wystawiano na zimno, urazy chirurgiczne, wyczerpujący wysiłek albo niewielkie dawki różnych substancji, pojawiał się u nich jeden charakterystyczny zespół objawów. Jego przebieg nie zależał od tego, co go wywołało – była to raczej odpowiedź na szkodę jako taką [1]. Za każdym razem nadnercza się powiększały, grasica zanikała, a w żołądku i dwunastnicy pojawiały się wrzody. Ciało ma więc jeden dzwon alarmowy i bije w niego w ten sam sposób, bez względu na to, czy grozi mu wściekły niedźwiedź, czy termin oddania sprawozdania z laborków.
Alarm działa dwutorowo. Szybka ścieżka biegnie przez układ współczulny – w ciągu sekund krew zalewa adrenalina i noradrenalina, serce bije mocniej, szybciej, oddech przyspiesza, a mięśnie dostają paliwo do ucieczki albo walki. To reakcja tu i teraz na zagrożenie, z którym trzeba wygrać w okamgnieniu. Wolniejsza ścieżka prowadzi przez oś podwzgórze–przysadka–nadnercza i po kilku minutach podnosi poziom kortyzolu. Główne hormony stresu, czyli glikokortykoidy i katecholaminy, potrafią ciało zarówno chronić, jak i mu zaszkodzić [2]. W krótkim biegu taki alarm ratuje życie, mobilizując organizm do tego, by dał z siebie wszystko. W długim zaś cóż…
Kłopot zaczyna się wtedy, gdy nikt go nie wyłącza.
Gdy alarm nie milknie
Fizjolodzy nazywają koszt przewlekłego stresu obciążeniem allostatycznym. Na krótką metę mediatory stresu chronią, ale z czasem robi się to kosztowne [2]. Jedną z sytuacji szczególnie kosztownych jest niezdolność do wygaszenia reakcji alarmowej po ustąpieniu zagrożenia – i tu nie trzeba do tego wielkich tragedii! Zwykłe, codzienne stresory związane z rodziną, znajomymi, z pracą i studiami, w dużej mierze składają się na to obciążenie. Przypomina to kredyt zaciągnięty u sprytnego lichwiarza: pieniądze dostaje się od ręki, a odsetki rosną i rosną, aż nie przyjdzie do spłaty kredytu.
Ślady tego kredytu widać w nieoczywistych miejscach. W jednym z badań trzynaście kobiet opiekujących się bliskimi z chorobą Alzheimera porównano z grupą kontrolną dobraną pod względem wieku i dochodu. Wszystkim wykonano niewielką ranę biopsyjną o średnicy 3,5 mm. U kobiet opiekujących się bliskimi, rana goiła się wyraźnie dłużej: średnio 48,7 dnia wobec 39,3 dnia u kobiet bez tego rodzaju zobowiązań [5].
Nawet zwykła kłótnia zostawia wymierny ślad! U małżeństw o wysokim poziomie wrogości, rany goiły się zaledwie w 60 procentach tempa obserwowanego u par żyjących ze sobą w zgodzie [6]. Lepiej żyje się w zgodzie, mówi porzekadło, teraz jednak powszechnie znana prawda ma również poparcie w liczbach.
Powiedzenie o siwieniu ze zmartwienia też ma podstawy, przynajmniej u myszy. Pod wpływem ostrego stresu nerwy współczulne oplatające mieszki włosowe gwałtownie uwalniają noradrenalinę – uśpione komórki macierzyste barwnika zaczynają się wtedy gwałtownie dzielić, a potem znikają na zawsze. Co ciekawe, nie odpowiadają za to ani hormony nadnerczy, ani układ odpornościowy [3]. Szczęki również cierpią! Metaanaliza wykazała, że osoby zestresowane mają mniej więcej dwukrotnie większą szansę na bruksizm, czyli zaciskanie i zgrzytanie zębami, choć pewność tych dowodów oceniono jako niską [4].
Nerwy w wersji wielorasowej
Wszystko to opisano przede wszystkim u ludzi i zwierząt doświadczalnych, lecz nasza katedra od lat zbiera obserwacje z izb przyjęć całej Auranthii (i nie tylko) i tu robi się ciekawiej (*).
Zacznijmy od ludzi, bo to oni stanowią większość naszych pacjentów. Czarodzieje zgrzytają zębami jak wszyscy [4], ale do tego przysięgają, że w tygodniu egzaminów zaklęcia wychodzą im jakoś krzywo: chowańce się obrażają, eliksiry warzą się w niewłaściwym kolorze, a artefakty działają inaczej, niż powinny. Katedra nie potrafi tego zmierzyć, ale też nikt z personelu nie ma odwagi się z tym kłócić.
Zombie wypadają w badaniach najspokojniej. Serce, które nie bije, nie może przyspieszyć, a ciało, które nie czuje bólu, nie zaciska się w supeł przed rozmową z szefem. Zombie twierdzą jednak zgodnie, że nerwy szarpią im się dokładnie tak samo jak żywym, tylko nikt tego nie widzi, co jest osobnym źródłem stresu. Jedyny widoczny objaw to nasilenie charakterystycznego zapachu, dlatego w poczekalni katedry stoją odświeżacze powietrza. Badania nad gojeniem ran tracą w ich przypadku sens, bo ciało zombie się nie regeneruje. Wspominamy o tym głównie po to, żeby nie czuli się pominięci.
Duchy pod wpływem napięcia trzaskają drzwiczkami szafek i zawodzą w korytarzach znacznie częściej niż zwykle. Prawdziwy kłopot polega jednak na tym, że potrafią przekazywać swoje uczucia żyjącym – jeden zdenerwowany duch w poczekalni wystarczy, żeby po kwadransie denerwowali się wszyscy obecni, łącznie z rejestratorką. Od tamtej pory duchy przyjmujemy wyłącznie w osobnym gabinecie, bez kolejki.
U demonów stres objawia się chaosem w otoczeniu: w promieniu kilku metrów pękają szklanki, przepalają się żarówki, a automat z kawą wydaje herbatę. Diagnozę utrudnia fakt, że demon nie ma przyrodzonego sobie ciała, a opętany śmiertelnik ma własne nerwy. Nie zawsze wiadomo więc, czyje nerwy właściwie się szarpią i kto powinien wziąć zwolnienie. Katedra rozwiązała to formalnie: żadne badanie nie odbywa się bez zgody obu stron, a formularz wypełnia się w dwóch egzemplarzach.
Boscy słudzy są całkowicie posłuszni swoim bogom, więc stresuje ich przede wszystkim niejasna wola bóstwa albo dwa sprzeczne polecenia naraz. Ci obdarzeni skrzydłami w takich chwilach gubią pióra garściami, co nasi studenci nazywają „siwieniem dla pierzastych”. Pacjenci ci rzadko przyznają się do zmęczenia, bo uważają, że nie wypada, w końcu myśli ich bogów podążają niezbadanymi ścieżkami. Zalecamy więc rozmowę z przełożonym, choć zdajemy sobie sprawę, że w tym przypadku nie zawsze jest to proste.
U genashi stres manifestuje się przez ich żywioł. U genashi ognia podnosi się temperatura skóry, a z włosów zaczyna unosić się dym. Przy genashi powietrza latają kartki ze stołu, a przy genashi ziemi drżą filiżanki na spodeczkach. Genashi zgodnie twierdzą, że to normalne. Strażacy zgodnie twierdzą, że chyba jednak nie.
Syreny pod wpływem napięcia coraz trudniej utrzymują formę lądową. Łuski matowieją, nogi zaczynają się kleić do siebie, a ciało upomina się o powrót do wody szybciej niż zwykle. Woda w szklance pacjentki potrafi przy tym zacząć drżeć. Syrenom zalecamy długie zanurzenie – trudno o przyjemniejszą receptę.
Zmiennokształtnym zdarzają się mimowolne częściowe przemiany – oczy nagle żółkną, paznokcie twardnieją, a futro wyrastające na przedramieniu podczas egzaminu ustnego to w Stellaire widok zaskakująco częsty. Największym wyzwaniem dla katedry był pacjent, który w trakcie badania zmienił się w kota i odmówił dalszej współpracy.
Przysłowie mówi, że licho nie śpi. Nasze obserwacje wskazują coś przeciwnego: zestresowane licho śpi bardzo dużo, a kiedy nie śpi, robi się czujne jak zwierzę na polowaniu. Wyostrza mu się węch, a reakcje stają się szybsze niż myśl. Personel izby przyjęć nauczył się, że w takim stanie nie należy podchodzić do licha od tyłu ani tym bardziej klepać go po ramieniu.
Najtrudniejszymi pacjentami pozostają osobliwości. Każda z nich zareaguje na stres inaczej, więc nie da się o nich powiedzieć nic ogólnego, co jest zmorą każdego statystyka. Wiemy tylko, że wiele osobliwości jest nadwrażliwych na magię i gorzej czuje się w miejscach nią przesyconych. Na zszargane nerwy zalecamy im więc odpoczynek z dala od wież magii, kamiennych kręgów i sąsiadów, którzy ćwiczą zaklęcia po nocach.
Co naprawdę pomaga
Dobra wiadomość jest taka, że alarm da się wyciszyć, a narzędzia są prostsze, niż mogłoby się wydawać.
Pierwszym jest oddech. Przegląd systematyczny badań nad powolnym oddychaniem, czyli poniżej dziesięciu oddechów na minutę, wykazał, że zwiększa ono zmienność rytmu serca i zmienia aktywność ośrodkowego układu nerwowego, a do tego poprawia stan psychiczny [7]. W praktyce wystarczy wdech na cztery i wydech na sześć. Daje to sześć oddechów na minutę i można to robić nawet w kolejce do kasy w Stonce.
Drugim jest zieleń. W jednym z eksperymentów półtoragodzinny spacer na łonie natury zmniejszył zarówno deklarowaną skłonność do zamartwiania się, jak i aktywność obszaru mózgu związanego z tym zamartwianiem – czyli widać, że owo memiczne dotykanie trawy naprawdę pomaga. Taki sam spacer po mieście nie dał niestety żadnego efektu [8]. Waranganie, którzy potrafią pół dnia przesiedzieć na pniaku, patrząc na drzewa, prawdopodobnie wiedzieli o tym od zawsze, mieszkańcom Stellaire zaś pozostają parki i nadrzeczne bulwary.
Trzecim są ludzie. Skoro wrogie kłótnie spowalniają gojenie [6], warto szukać towarzystwa tych osób, przy których ramiona same opadają, a po rozmowie z nimi czujemy się odprężeni i szczęśliwi.
Czwartym jest coś, czego żaden lek nie zastąpi: zwyczajna przerwa. Nie nagroda za ukończoną pracę, nie „pięć minut tylko dla siebie” wyszarpane z trudem z grafiku, tylko część tej pracy, zapewniająca, że będzie ona wydajna. Dlatego 28 października, w Dzień Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów, katedra zaleca jedno: rzucić wszystko i wyjechać do Pantalazji. Ponoć tam nawet sprzedawca kokosów może liczyć na szczęśliwe i dostatnie życie.
(*) Obserwacje dotyczące ras są wyłącznie obserwacjami klinicznymi katedry i nie mają przypisów.
Źródła
Selye, H. A syndrome produced by diverse nocuous agents. Nature1936, 138, 32. DOI: 10.1038/138032a0
McEwen, B. S. Protective and damaging effects of stress mediators. N. Engl. J. Med.1998, 338 (3), 171–179. DOI: 10.1056/NEJM199801153380307
Zhang, B.; Ma, S.; Rachmin, I.; et al. Hyperactivation of sympathetic nerves drives depletion of melanocyte stem cells. Nature2020, 577 (7792), 676–681. DOI: 10.1038/s41586-020-1935-3
Chemelo, V. d. S.; Né, Y. G. d. S.; Frazão, D. R.; et al. Is there an association between stress and bruxism? A systematic review and meta-analysis. Front. Neurol.2020, 11, 590779. DOI: 10.3389/fneur.2020.590779
Kiecolt-Glaser, J. K.; Marucha, P. T.; Malarkey, W. B.; Mercado, A. M.; Glaser, R. Slowing of wound healing by psychological stress. Lancet1995, 346 (8984), 1194–1196. DOI: 10.1016/s0140-6736(95)92899-5
Kiecolt-Glaser, J. K.; Loving, T. J.; Stowell, J. R.; et al. Hostile marital interactions, proinflammatory cytokine production, and wound healing. Arch. Gen. Psychiatry2005, 62 (12), 1377–1384. DOI: 10.1001/archpsyc.62.12.1377
Zaccaro, A.; Piarulli, A.; Laurino, M.; et al. How breath-control can change your life: a systematic review on psycho-physiological correlates of slow breathing. Front. Hum. Neurosci.2018, 12, 353. DOI: 10.3389/fnhum.2018.00353
Bratman, G. N.; Hamilton, J. P.; Hahn, K. S.; Daily, G. C.; Gross, J. J. Nature experience reduces rumination and subgenual prefrontal cortex activation. Proc. Natl. Acad. Sci. U.S.A.2015, 112 (28), 8567–8572. DOI: 10.1073/pnas.1510459112
Kurs siedzenia na pniaku
Reportaż z Kooralyry, tekst: praktykant Tomek
W Tetanurii jest szósta rano, a sześcioro menedżerów z Północnej Vespy patrzy na słoik vegemite tak, jak patrzy się na coś, co w nocy wypełzło z kanalizacji.
— To jest jedzenie? — pyta Tyler Brackett, wiceprezes do spraw synergii w korporacji z Nowego Airedale. Tyler ma na sobie kurtkę trekkingową wartą tyle, co mały samochód, i zegarek, który mierzy mu tętno, sen, poziom nawodnienia i, jak twierdzi producent, „potencjał przywódczy”.
— Najzdrowsza pasta na świecie — odpowiada Darren McAllister, organizator wyprawy, i smaruje grubą warstwą kromkę. — Bez tego się w lesie nie przeżyje.
Tyler smaruje cienką warstwę. Gryzie. Jego zegarek odnotowuje gwałtowny skok tętna i pyta, czy wezwać pomoc.
Tak zaczyna się „Kurs siedzenia na pniaku”, trzydniowy wyjazd dla osób wypalonych zawodowo, który Darren prowadzi od dwóch lat. Cena kursu obejmuje transport, noclegi, wyżywienie i opiekę instruktorki. Nie obejmuje dyplomu, o czym uczestnicy dowiedzą się dopiero trzeciego dnia.
Droga
Żeby z Północnej Vespy dostać się do serca Kooralyry, trzeba przejść przez portal do Novendii, przelecieć samolotem całą Novendię, przelecieć samolotem całą Solmarię, przejść przez drugi portal do Mulyarangi, a potem jeszcze sześć godzin trząść się terenówką w głąb lądu. Madison Hale, założycielka start-upu, który dostarcza drony firmom dostarczającym drony, liczy po drodze, ile godzin pracy traci na ten wyjazd. Wychodzi jej czterdzieści jeden. Liczy też, ile zarobiłaby w tym czasie. Wynik każe jej na chwilę zamknąć oczy.
W miarę jak terenówka zagłębia się w las deszczowy, uczestnicy coraz częściej podnoszą telefony do szyby. Mulyaranga szczyci się internetem satelitarnym, który dociera w najdalsze zakątki prerii, problem polega jednak na tym, że las deszczowy nie jest prerią. Korony drzew zamykają się nad drogą, a paski zasięgu znikają jeden po drugim, jak goście wychodzący z nudnego przyjęcia.
— Kiedy wróci sieć? — pyta Gary z Hamgoth. Gary je kanapkę z Gothburgera, którą przywiózł z domu. Kanapka ma cztery dni.
— W czwartek – mówi Darren.
Jest poniedziałek.
Dzień pierwszy: wybór pniaka
Instruktorka czeka na skraju polany. Ma na imię Kalawi, pochodzi z jednego z warangańskich plemion i przez pierwsze dziesięć minut nie mówi nic. Po prostu stoi i patrzy na przybyłych z życzliwym zainteresowaniem, z jakim patrzy się na stado kaczek, które pomyliło staw.
— Dzień dobry — mówi w końcu. — Wybierzcie pniak.
Na polanie jest ich kilkanaście, pozostałości po drzewach powalonych przez burzę dawno temu. Uczestnicy rozglądają się niepewnie. Potem Tyler rusza pierwszy, a za nim reszta, i w ciągu minuty sytuacja przypomina otwarcie wyprzedaży w Nowym Airedale. Courtney, która w wolnym czasie ściga tornada po centralnej części kraju, zajmuje największy pniak w rekordowym tempie i siada na nim w szerokim rozkroku, jakby broniła flagi. Madison wybiera pniak według kryteriów: płaskość, nasłonecznienie, odległość od mrowiska. Tyler zauważa, że jego pniak jest mniejszy niż pniak Courtney, i proponuje jej odkupienie go za trzysta dolarów.
— Pniaków się nie sprzedaje — mówi Kalawi.
— Wszystko można sprzedać — mówi Tyler.
Kalawi patrzy na niego długo. Tyler siada na swoim pniaku.
Kevin z Los Pegaz nie może się zdecydować. Obchodzi polanę cztery razy, za każdym razem podejrzewając, że inny pniak daje lepszy zwrot z inwestycji, i w końcu zostaje mu ten najbardziej koślawy, z dziurą pośrodku. Kevin uznaje, że to znak od losu, i przez resztę dnia nazywa go „swoim szczęśliwym pniakiem”.
Reporter Auranthium, czyli ja, dostaje pniak obok Gary'ego. Pniak jest wilgotny. Gary też.
Dzień pierwszy, ciąg dalszy: siedzenie
— Co teraz? — pyta Madison.
— Siedzicie — mówi Kalawi.
— A potem?
— Siedzicie dalej.
— Jaki jest cel?
Kalawi zastanawia się nad tym pytaniem z prawdziwą powagą.
— Siedzenie — odpowiada.
Pierwsza godzina mija na wierceniu się. Courtney co kilka minut zerka w niebo, jakby miała nadzieję, że zaraz uformuje się lej. Kevin sprawdza wszystkie kieszenie w poszukiwaniu telefonu, który oddał rano Darrenowi. Gary kicha. Madison wyjmuje notes i zaczyna zapisywać myśli, „żeby nie zginęły”. Po kwadransie ma zapisane trzy strony. Kalawi podchodzi, zabiera notes i kładzie go na ziemi obok pniaka, delikatnie, jak odkłada się śpiące dziecko.
Druga godzina mija na narzekaniu, szeptem.
Trzecia mija na tym, że z lasu wychodzi dinozaur.
Nie jest duży, jak na mulyarangowe standardy – ma mniej więcej wysokość konia, długą szyję i wyraz pyska, który można określić jako zamyślony. Sześcioro menedżerów z Północnej Vespy zamiera w pół ruchu. Tyler otwiera usta, żeby krzyknąć.
— Cicho — mówi Kalawi, nie odwracając głowy. — On też medytuje.
Dinozaur przechodzi przez polanę, zatrzymuje się przy wolnym pniaku, wącha go i kładzie się obok, z łbem na kłodzie. Zamyka oczy. Przez następne czterdzieści minut nikt na polanie nie wydaje żadnego dźwięku. Jest to, jak później przyzna Courtney, najdłuższe czterdzieści minut ciszy w jej życiu dorosłym. Zegarek Tylera odnotowuje najniższe tętno od czasu jego chrzcin.
Dzień drugi: pająk
Drugiego dnia siedzi się dłużej. Kalawi zapowiada to rano tonem, jakim w Nowym Airedale zapowiada się podwyżkę: krótko, bez wyjaśnień i z lekkim uśmiechem.
Około południa na ramieniu Tylera siada pająk. Jest wielkości talerza obiadowego, ma włochate nogi i jest naprawdę bardzo spokojny. Mulyarangowie trzymają takie w domach jako słodkie i urocze pupile. Tyler o tym nie wie. Tyler wie tylko, że na jego ramieniu siedzi pająk wielkości talerza obiadowego, a jego głos robi się nagle oktawę wyższy.
— Nie ruszaj się — mówi Kalawi. — Lubi cię.
— Skąd wiesz?
— Gdyby cię nie lubił, nie wiedziałbyś, że tu jest.
Ta odpowiedź nie uspokaja Tylera, ale przynajmniej skutecznie go unieruchamia. Pająk siedzi na nim przez godzinę i dwadzieścia minut. Przez cały ten czas Tyler nie myśli o skrzynce mailowej, kwartalnych wynikach ani o tym, że jego zastępca prawdopodobnie właśnie przejmuje jego gabinet. Myśli wyłącznie o pająku. Kiedy pająk w końcu schodzi i znika w paprociach, Tyler siedzi jeszcze przez kilka minut, wpatrzony w miejsce, w którym zniknął.
— Chyba właśnie miałem pierwszą w życiu medytację — mówi cicho.
Po południu Gary zasypia na swoim pniaku i spada z niego. Nie budzi się. Kalawi przykrywa go gigantycznym liściem paproci.
Dzień trzeci: zaawansowani
Na trzeci dzień uczestnicy przychodzą na polanę sami, bez poganiania. Siadają na swoich pniakach i nikt nie walczy o lepsze miejsce. Kevin klepie swój koślawy pniak jak starego psa. Courtney po raz pierwszy nie patrzy w niebo, tylko na mrówki, które od rana niosą przez polanę coś, co wygląda na całego, martwego żuka. Kibicuje im po cichu.
Madison wytrzymuje cztery godziny bez notesu. Potem podchodzi do Kalawi i pyta, czy istnieje poziom dla zaawansowanych.
— Tak — mówi Kalawi.
— Na czym polega?
— Siedzi się bez pniaka.
Madison wraca na swój pniak i nie zadaje więcej pytań do wieczora.
Wieczorem zaś, przy ognisku, Darren wręcza wszystkim po kubku herbaty i ogłasza koniec kursu. Kevin pyta o certyfikat. Darren tłumaczy, że Waranganie nie posługują się pismem, więc certyfikatu nie ma i nigdy nie będzie. Kevin przyjmuje to z widocznym bólem, bo jak ma teraz dodać kurs do swojego profilu zawodowego? Tyler proponuje, żeby Kalawi chociaż podpisała się na serwetce. Kalawi bierze serwetkę, ogląda ją z obu stron i wyciera nią ręce.
Rozmowa przy ognisku
Kiedy uczestnicy idą spać, siadam obok Kalawi i pytam, dlaczego właściwie się na to zgodziła – Waranganie nie lubią dzielić się swoim światem z obcymi i od wieków stawiają wyraźną granicę.
Kalawi długo milczy. Do tego zdążyłem się już przyzwyczaić.
— Nie uczę ich niczego, co należy do nas — mówi wreszcie. — Nie pokazuję świętych miejsc. Nie opowiadam pieśni. Pniak to tylko pniak. Siedzenie to tylko siedzenie.
— To dlaczego?
— Bo jak ktoś zabłądzi w lesie, to się go odprowadza — mówi. — Oni też zabłądzili. Tylko dalej od lasu.
Dorzuca gałąź do ognia. Gdzieś w ciemności przechodzi coś dużego, ciężko i powoli. Nikt w obozowisku się nie budzi.
Powrót
W czwartek, gdy terenówka wyjeżdża spod koron drzew, wszystkie telefony w samochodzie zaczynają jednocześnie dzwonić, brzęczeć i wibrować, co brzmi jak rój bardzo zdenerwowanych owadów. Tyler patrzy na ekran, na którym wyświetla się liczba: 1214 nieprzeczytanych wiadomości.
Patrzy na nią przez dłuższą chwilę, potem odkłada telefon ekranem do dołu na kolanach i wygląda przez okno.
— Odpiszę w poniedziałek — mówi.
Madison patrzy na niego tak, jakby właśnie wyrosła mu druga głowa. Potem odkłada swój telefon dokładnie tak samo.
Kurs siedzenia na pniaku kosztuje równowartość trzech miesięcznych czynszów w Stellaire i nie daje żadnego dyplomu. Jego absolwenci nie umieją niczego, czego nie umieliby wcześniej i można się zastanawiać, czy to dobry interes. Ten reportaż piszę w parku nad rzeką w Stellaire, siedząc na pniaku po starej lipie. Siedzę tu od dwóch godzin. Tekst powinien być gotowy na wczoraj.
I jakoś mnie to nie rusza.
Czym ukoić nerwy? Wielki test redakcji
Nerwy w strzępach, a nie wiadomo, od czego zacząć? Redakcja Auranthium postanowiła to sprawdzić osobiście! Przez trzy tygodnie testowaliśmy sposoby na uspokojenie się z całego znanego świata: te sprawdzone przez babcie, te polecane przez naukowców i te, które polecił nam ktoś w kolejce do portalu. Każdy oceniliśmy pod kątem skuteczności, dostępności i skutków ubocznych. Część redakcji wróciła z testów wypoczęta. Część wróciła… cóż, najważniejsze, że wróciła, prawda?
Napar z melisy i rumianku
Pochodzenie: Novendia, a ściślej – każda novendyjska kuchnia od zarania dziejów
Klasyka, której nie trzeba nikomu przedstawiać. Kubek gorącego naparu wieczorem, koc na kolanach i książka. Novendyjczycy kłócą się, czy lepsza jest melisa z północy, czy rumianek z południa, i sama ta kłótnia potrafi podnieść ciśnienie, ale napar działa niezależnie od zwycięzcy sporu.
Ukojenie: 6/10
Dostępność: 10/10, w każdym sklepie i w każdej szafce u babci
Skutki uboczne: dwie wizyty w toalecie w środku nocy
Werdykt: niezawodny, choć trochę nudny. Jak taki dobry sąsiad
Gorąca kąpiel w łaźni publicznej
Pochodzenie: Senkawa
Gorąca woda rozluźnia mięśnie, mozaika na ścianie uspokaja oczy, a zimne mleko po wyjściu uspokaja wszystko inne. W łaźniach z wodą z magicznego źródła efekt jest jeszcze mocniejszy, ale zapamiętajcie najważniejsze: najpierw się myjecie, potem wchodzicie do wanny.
Ukojenie: 9/10
Dostępność: 7/10, bo trzeba pojechać do Senkawy albo znaleźć łaźnię w swoim mieście
Skutki uboczne: konieczność rozebrania się przy obcych. Jedna osoba z redakcji przez pierwsze pół godziny wyglądała, jakby chciała zapaść się pod kafelki.
Werdykt: zdecydowanie warto, nawet jeśli pierwsze piętnaście minut jest stresujące.
Sjesta
Pochodzenie: Solmaria
Między jedenastą a piętnastą cała Solmaria śpi, odpoczywa i nie odbiera telefonów. Krótka drzemka w środku dnia naprawdę potrafi zdziałać cuda, zwłaszcza w największy upał. Solmarianie dodają do tego dwugodzinny obiad, ale to już opcja dla zaawansowanych.
Ukojenie: 8/10
Dostępność: 5/10, bo szef w Stellaire zwykle nie podziela entuzjazmu
Skutki uboczne: w Solmarii między jedenastą a piętnastą wszystkie restauracje są zamknięte. Kto zaśpi śniadanie, będzie bardzo głodny.
Werdykt: genialne. Ktoś powinien to przeforsować w novendyjskim parlamencie.
Siedzenie na pniaku
Pochodzenie: Waranganie, za pośrednictwem mulyarańskich biur podróży
Siada się na pniaku i patrzy na drzewa. To wszystko. Brzmi idiotycznie, ale nawet nauka podpowiada, że czas spędzony wśród zieleni pomaga przestać zamartwiać się w kółko. Relację z oficjalnego kursu znajdziecie w reportażu w tym numerze.
Ukojenie: 8/10
Dostępność: 9/10 w wersji domowej (dowolny park), 2/10 w wersji oryginalnej (las deszczowy, co najmniej trzy dni, cena trzech czynszów)
Werdykt: zaskakująco skuteczne. Sprawdziliśmy w parku nad Argentfluss i działa.
Pająk-terapeuta
Pochodzenie: Mulyaranga
W wielu mulyarańskich domach mieszka duży, włochaty pająk, który lubi siadać ludziom na kolanach i ramionach. Właściciele przysięgają, że nie ma lepszego sposobu na stres. Postanowiliśmy to sprawdzić – pająk o imieniu Bruce siedział na kolanach naszego redaktora przez godzinę i dwadzieścia minut. Przez cały ten czas redaktor nie myślał o terminach, rachunkach ani o kłótni z siostrą. Myślał wyłącznie o Brusie.
Ukojenie: 10/10 (w tym sensie, że wszystkie inne problemy przestają istnieć)
Dostępność: 3/10, a poza Mulyarangą wymagane jest zezwolenie
Skutki uboczne: chwilowy paraliż, a u części osób trwała zmiana stosunku do kapci
Werdykt: działa. Nie wiemy dlaczego i nie chcemy wiedzieć.
Kadzidełko na spokój
Pochodzenie: Bharat
Bharackie kadzidełka pachną intensywniej niż cokolwiek, co da się kupić na naszym odłamku. Lawendowe i sandałowe naprawdę pomagają się wyciszyć, a sam rytuał zapalenia i patrzenia na smużkę dymu działa kojąco. W wersji tradycyjnej kadzidełko zapala się po konsultacji z kapłanem, który dobiera zapach do problemu.
Ukojenie: 7/10
Dostępność: 8/10, w każdym sklepie z bharackimi dobrami
Skutki uboczne: kapłan zwykle orzeka, że jedno kadzidełko to za mało i trzeba zapalić jeszcze trzy. Po czwartym czujnik dymu ma inne zdanie.
Werdykt: świetne, pod warunkiem że ktoś otworzy okno.
Jazda tramwajem donikąd
Pochodzenie: Altan Pingyuan
W Weibashang tramwaje są stare, powolne i darmowe. Mieszkańcy polecają wsiąść do pierwszego, który przyjedzie, i jechać aż do pętli, patrząc przez okno na miasto, które wygląda, jakby zatrzymało się w czasie dwadzieścia lat temu. Kołysanie, stukot kół i brak celu działają na nerwy lepiej niż niejedna terapia.
Ukojenie: 7/10
Dostępność: 4/10 (trzeba jechać do Tenjitsu)
Skutki uboczne: w bocznych uliczkach przy przystankach łatwo stracić torebkę. Pilnujcie jej, bo jej strata to pewny sposób na zszargane nerwy.
Werdykt: urokliwe i tanie, ale trzeba pilnować swoich rzeczy.
Spanie w muszli
Pochodzenie: Pantalazja
Podwodni Pantalazjanie śpią w ogromnych, dwuczęściowych muszlach, które zamyka się na noc, żeby nie odpłynąć w trakcie snu. Podobno nic tak nie uspokaja, jak zamknięcie się przed światem w perłowej skorupie. Sprawdziliśmy to w lądowej wersji muszli, dostępnej w jednym z hoteli w Pearavasie.
Ukojenie: 6/10 dla gości z wodną formą, 2/10 dla pozostałych
Dostępność: 3/10
Skutki uboczne: klaustrofobia, a w przypadku jednego z redaktorów także zaklinowanie się w muszli o trzeciej nad ranem i konieczność wezwania obsługi
Werdykt: zostawmy to jednak syrenom.
Wykrzyczenie się w Wielkim Kanionie Duchów
Pochodzenie: Zjednoczone Ziemie Północnej Vespy
Vespanie wierzą, że najlepszym sposobem na stres jest wyjechać za Ostatnie Ranczo, stanąć na krawędzi Wielkiego Kanionu Duchów i wykrzyczeć wszystko, co leży na sercu. Problem polega na tym, że tam granica między światem żywych a duchów jest wyjątkowo cienka i kanion czasem odpowiada. Naszej redaktorce duch z dna kanionu doradził zmianę pracy, a potem skrytykował jej buty.
Ukojenie: 5/10 (zależy od nastroju duchów)
Dostępność: 2/10, bo trzeba zostawić telefon, pożyczyć konia i przetrwać saloon
Skutki uboczne: nieproszone rady z zaświatów. Uwaga: nie próbujcie tego w górach Yeongsanguk. Tam krzyczenie ze szczytów jest zabronione i grozi mandatem, a dodatkowo może obrazić górskie bóstwo.
Werdykt: katharsis gwarantowane, zachowanie godności już nie.
Zakopanie zmartwień
Pochodzenie: Sallandira
Na skraju pustyni istnieje stary zwyczaj spisywania swoich zmartwień na papirusie i zakopywania ich w złotym piasku, tak jak niektórzy faraonowie zabierali swoje sekrety do grobowców. Spisanie tego, co leży na sercu, naprawdę pomaga uporządkować myśli i wyrzucić je z głowy. Zakopywanie to już element dekoracyjny.
Ukojenie: 7/10
Dostępność: 10/10 w wersji z kartką i szufladą, 3/10 w wersji z pustynią
Skutki uboczne: sallandirskie hieny cmentarne odkopują wszystko, co ktoś zakopał. Wasze zmartwienia mogą wkrótce trafić na pchli targ w Al-Iskahacie.
Werdykt: pisać, ale zakopywać w ogródku.
Baśń na dobranoc i mleko z miodem
Pochodzenie: Medwia
Medwiedańskie baśnie słyną na całym świecie, a w każdej z nich prędzej czy później pojawia się dobry niedźwiedź, który w krytycznym momencie przychodzi z pomocą. Medwiedanie twierdzą, że dorośli potrzebują baśni na dobranoc tak samo jak dzieci. Najlepiej przy kubku ciepłego mleka z miodem, koniecznie w miedzianym z Mnohokrátu.
Ukojenie: 8/10
Dostępność: 9/10 (baśnie są w każdej bibliotece, kubek w każdym sklepie z pamiątkami)
Skutki uboczne: po trzeciej baśni zaczyna się wypatrywać niedźwiedzia w każdym trudnym momencie w pracy. Niedźwiedź nie przychodzi.
Werdykt: ciepłe, przytulne i działające. Polecamy z całego serca.
Przytulający żywy pancerz
Pochodzenie: Kwezalxolotl
Kwezalxolotlańscy biotycy wyhodowali odmianę żywego, symbiotycznego pancerza, który zamiast chronić przed ciosami, otula użytkownika i delikatnie go ściska, gdy wyczuje przyspieszony puls, co ma przypominać przytulenie przez kogoś bliskiego. Kapłani-technomagowie pozwolili nam go przetestować z wyraźnym współczuciem dla naszej prymitywnej, metalowej cywilizacji.
Ukojenie: 9/10 przez pierwsze dwadzieścia minut
Dostępność: 1/10
Skutki uboczne: pancerz nie puszcza. Naszego redaktora uwalniało trzech kapłanów i jeden śpiew rytualny.
Werdykt: zbyt intymna relacja jak na pierwsze spotkanie.
Powolny oddech
Pochodzenie: wszędzie
Wdech na cztery, wydech na sześć. Powtarzać przez kilka minut. Spowolnienie oddechu poniżej dziesięciu oddechów na minutę uspokaja serce i układ nerwowy, o czym więcej przeczytacie w naszym artykule popularnonaukowym. Nie wymaga sprzętu, pieniędzy, wizy ani pająka.
Ukojenie: 8/10
Dostępność: 10/10, można to robić w kolejce do portalu, na zebraniu i w tramwaju w Weibashang
Skutki uboczne: brak, poza zdziwionym spojrzeniem współpasażerów
Werdykt: najtańszy i najbardziej uniwersalny sposób w zestawieniu.
Werdykt redakcji
Obiektywnie zwycięża powolny oddech: działa wszędzie, nic nie kosztuje i nie ma skutków ubocznych. Gorąca kąpiel w senkawańskiej łaźni zajmuje drugie miejsce, a baśń z mlekiem i miodem ląduje na trzecim. Pancerz z Kwezalxolotl i muszla z Pantalazji zostają odesłane do właścicieli z podziękowaniami.
Głosowanie wewnętrzne redakcji wygrał jednak, z ogromną przewagą, Bruce. Redaktor, na którego kolanach siedział, wysłał już prośbę z instrukcją, jak może go adoptować.
Nerwy jak postronki
Nerwy mamy wszyscy, ale mówimy o nich dziwnie – działają nam na nie inni, szarpią je terminy, zjadają dzieci i sąsiedzi. Czasem nerwy są stalowe, czasem w strzępach, a czasem po prostu puszczają. Jak na coś, czego nikt z nas nigdy nie widział gołym okiem, mają bardzo bogate życie towarzyskie.
Zacznijmy od początku, czyli od łaciny. Łacińskie nervus oznaczało ścięgno, ale też sznur, cięciwę łuku i strunę instrumentu [1]. Pokrewne greckie neuron również znaczyło pierwotnie ścięgno, a dopiero u Galena zaczęło oznaczać nerw w dzisiejszym sensie. Średniowieczni chirurdzy często nie odróżniali zresztą jednego od drugiego i pisząc nervus, mogli mieć na myśli nerw, ścięgno albo jedno i drugie naraz [1].
Ładne to, prawda? Starożytni nie wiedzieli dokładnie, czym jest nerw, ale wiedzieli, jak się zachowuje. Jest napięty jak cięciwa, drga jak struna, a jeśli ciągnąć za mocno, pęka. Kiedy więc mówimy, że komuś „puściły nerwy”, mówimy w gruncie rzeczy to samo, co łucznik, któremu pękła cięciwa. Polszczyzna ma zresztą wyrażenie, które tę starą intuicję zachowało niemal dosłownie: nerwy jak postronki. Postronek to przecież gruby sznur, którym zaprzęga się konia. Kto ma nerwy jak postronki, ten wytrzyma wiele, zanim coś się w nim urwie.
W łacinie nervus miało też znaczenie przenośne: wigor, moc, siła. To samo przenośne znaczenie miało greckie neuron [1]. Człowiek z nerwem był więc człowiekiem z krzepą. I tu zaczyna się robić ciekawie, bo słowo w ciągu kilku stuleci obróciło się do góry nogami.
Weźmy angielski przykład. Przymiotnik nervous w XVII wieku opisywał styl pisania pełen wigoru, siły i energii. Już około 1734 roku zaczął jednak oznaczać kogoś cierpiącego na zaburzenie nerwowe, a stąd było niedaleko do znaczenia „niespokojny, pobudliwy, słaby, bojaźliwy” [2]. Słowo, które opisywało krzepę, zaczęło opisywać jej brak. Ktoś nerwowy przestał być silny i stał się roztrzęsiony.
Podobną drogę przeszedł francuski czasownik énerver, pochodzący od łacińskiego enervare, czyli „usunąć nerwy”, a stąd „osłabić, wyczerpać” [3]. Jeszcze dziś słowniki notują dawne zdanie: nadmierny upał énerve, czyli osłabia. Współcześnie jednak énerver znaczy przede wszystkim „irytować, drażnić, wyprowadzać z równowagi” [3]. Kto kiedyś był pozbawiony sił, dziś jest po prostu wkurzony.
A polszczyzna? Polszczyzna, jak to ona, chce mieć jedno i drugie. Z jednej strony mówimy o kimś „nerwowy” i mamy na myśli kłębek nerwów. Z drugiej strony możemy napisać, że ktoś pisze „z nerwem”, i wtedy chodzi o polot, energię, smykałkę [4]. Dziennikarski nerw nie ma nic wspólnego z dziennikarskimi nerwami. Ten pierwszy jest zaletą, a te drugie zwykle skutkiem ubocznym terminu oddania tekstu.
No dobrze, ale skąd w ogóle „zszargane nerwy”? Co to znaczy szargać?
Zajrzyjmy do szesnastego wieku. Słownik polszczyzny XVI wieku notuje czasownik „poszargać” w znaczeniu „zniszczyć, pobrudzić”. Przykład pochodzi od Mikołaja Reja i mówi o kimś, kto włóczy się między kramami i poszarga sobie stare galony, czyli ozdobne obszycia ubrania, a pieniędzy na nowe już nie ma [5]. Synonimy podane w słowniku to „pokalać” i „zniszczyć” [5].
Szarganie było więc czymś, co robi się z materiałem: z rąbkiem sukni ciągniętym po błocie, z mankietem przetartym na łokciu, z obszyciem, które ociera się o wszystko po drodze. Zszargane nerwy to nerwy ubrudzone i przetarte, jak płaszcz, w którym ktoś za długo chodził w deszczu. Nie są zerwane ani zniszczone do końca. Są po prostu zużyte i wymagają odpoczynku, przeprania i odwieszenia na kołek.
Skąd wziął się sam czasownik „szargać”, tego niestety nie wiem i wolę tu nie zgadywać. Etymolodzy mają swoje sposoby, a felietonistka ma swoje granice.
Nerwy przeszły więc długą drogę – były ścięgnem i cięciwą, potem siłą i odwagą, a dziś coraz częściej są tym, co nam ktoś zszargał. Może jednak warto pamiętać o tym pierwszym znaczeniu. Cięciwa nie jest słaba dlatego, że jest napięta, lecz jest napięta, bo ma coś zrobić. Wystarczy, że od czasu do czasu ktoś ją zdejmie z łuku i da jej odpocząć.
28 października to dobry dzień, żeby zdjąć cięciwę.
Witajcie wszyscy poszukujący duchowych wrażeń czytelnicy! Nazywam się Nikolai Alieva i jestem najlepszym w okolicy jasnowidzem. Dziś przychodzę do Was z personalizowanym tarotem. Karty znają prawdę o przyszłości, a ja jestem tutaj po to, aby przekazywać tę wiedzę.
Gwarantuję, że wszystkie wróżby się spełnią. Jestem nieomylnym specjalistą w swojej dziedzinie. Naprawdę, proszę mi wierzyć.
Jeśli czujesz, że potrzebujesz dowiedzieć się czegoś więcej, zgłoś się do mnie w moich Magicznych Różnościach. Za okazaniem niniejszej gazetki, daję 5% zniżki na dodatkowy odczyt tarota.
Baran (21 marca - 19 kwietnia):
Do tej pory udało ci się wypracować swój własny system radzenia sobie ze stresem. Starałxś się działać asertywnie, poszukiwałxś tej strony siebie, która pozostała zdyscyplinowana wobec wszelkich niepowodzeń. Jednakże karty mówią, że czeka Cię wiele nowych wyzwań, z którymi możesz nie poradzić sobie samx. Potrzebujesz rady. Na szczęście dobra podpowiedź od bliskiej osoby sprawi, że uda Ci się pokonać nadchodzące wyzwania.
Nieoczekiwany stres może jednak nadejść z pracy. Widzę zbliżającą się swoistą rywalizację. Ktoś czyha na Twoje stanowisko, więc zachowaj ostrożność! Musisz podnieść poprzeczkę, aby nie dać się wykiwać, słońce.
Jeśli zaś chodzi o miłość, karty zapowiadają okres pełen obfitości i radości. Warto uzbroić się w cierpliwość, bo coś dobrego jest już w drodze. I to całkiem niedaleko! Wystarczy tylko uważnie obserwować otoczenie. A wierz mi, jest na co czekać.
Aha, oprócz tego karty mówią, że masz daddy issues. Ale wydaje mi się, że wkrótce je zaakceptujesz. Przynajmniej tak zapowiada Fortuna.
Dobra relacja: Lew
Mówi się, żeby ogień zwalczać ogniem, lecz w tym przypadku drugi ognisty znak jedynie podsyca płomień Waszej relacji. Lew okaże się dobrym kompanem zbliżającej się podróży. Wystarczy propozycja, a wierz mi, wspólnie podbijecie ten świat.
Unikaj: Baran
Dwa Barany to zdecydowanie za dużo Baranów. Unikaj ich, bowiem karty zdradzają, że inny Baran działa za Twoimi plecami. Co gorsza — opowiada o Tobie niestworzone historie, bądź więc ostrożnx!
Byk (20 kwietnia - 20 maja):
Ostatni czas był kiepski, co nie? To pewnie Twoja niska pewność siebie. Widzę, że starałxś się zasięgnąć pomocy specjalisty. Karty mówią, że musisz do niego wrócić. KONIECZNIE. Nie rezygnuj ze współpracy ze swoim terapeutą, serio. Tak będzie lepiej dla Ciebie i dla całego świata. Małymi krokami do celu, ale musisz iść naprzód. Nie martw się, bo wszystko niedługo jakoś się ułoży.
Znaczy się, mam nadzieję, że jakoś się ułoży, bo karty mówią, że stracisz pracę. UPS. Już lepiej zacznij szukać czegoś nowego.
Najbliższy czas nie będzie też sprzyjał poszukiwaniom drugiej połówki. Fortuna nie wróży Ci wielkich sukcesów w miłości. Ale hej, samotność nie zawsze jest taka zła, prawda? Potraktuj ten okres jako okazję, by skupić się na sobie. Rozwijaj swoje zainteresowania, odkrywaj nowe hobby i… może rozejrzyj się za nową pracą?
Nie wiem, ale w każdym razie życzę powodzenia!
Dobra relacja: Koziorożec
Planujesz imprezę? Tylko z Koziorożcem. Pomoże Ci nie tylko w organizacji, ale na samym przyjęciu dopilnuje, aby wszyscy dobrze się bawili. I jeszcze przygotuje najlepsze drinki, jakie będziecie pić w całym swoim życiu.
Unikaj: Lew
Lew chce Ci ukraść tytuł Króla Balu. Spróbuje Cię przyćmić swoim złudnym blaskiem. Nie daj mu się. Użyj więcej brokatu.
Bliźnięta (21 maja - 20 czerwca):
Oho, karty zdradzają, że czeka Cię pozew. Będziesz mieć rozprawę sądową. Wyrok na pewno zapadnie sprawiedliwy, choć nie wiem dokładnie, na czyją korzyść. Wychodzi na to, że Twoje dawne złe występki mogą obrócić się przeciwko Tobie. Ale skoro coś przeskrobałxś, to weź za to ODPOWIEDZIALNOŚĆ.
O, widzę zbliżającą się podróż. Mam nadzieję, że to nie ucieczka przed prawem. Jeśli tak, to daj znać, a za drobną opłatą pomogę Ci wyrobić nowe dokumenty. Yyy… Wracając, Twoja „wycieczka” będzie się wiązała z ryzykiem. Nie wiem tylko, czy opłacalnym…
W życiu zawodowym staniesz przed wyborem, od którego może wiele zależeć. Dobrze się zastanów, zanim podejmiesz decyzję, bo jej konsekwencje mogą Cię sporo kosztować. I to dosłownie.
Przynajmniej w miłości zapowiada się okres pełen radości i pomyślności. Twój związek rozkwita, więc korzystaj z tej dobrej passy! A jeśli wciąż jesteś singlem, mam dla Ciebie dobre wieści. Karty wskazują, że już niedługo na Twojej drodze pojawi się ktoś nowy. Zapowiada się obiecująca znajomość… ;)
Dobra relacja: Byk
W najbliższych dniach wspaniałym towarzyszem okaże się Byk. Wspólnie będziecie w stanie nawet przenosić góry. Dosłownie. Przećwiczcie tylko, jak podnosić ciężary w odpowiedni sposób, aby przynajmniej Wasze kręgosłupy na tym nie ucierpiały.
Unikaj: Skorpion
Pod żadnym pozorem nie pożyczaj pieniędzy Skorpionowi. Nie odda Ci ich, choćbyś prosiłx o to bez końca. Oszczędź sobie tego, serio.
Rak (21 czerwca - 22 lipca):
O Fortuno, ale diva (oprócz tego rudego upierdliwego elfa)! Twoja aura jest przepotężna. Tak mocna, że właściwie przyćmiewa innych. Niektórzy muszą świecić pełnym blaskiem, żeby pozostali mogli cieszyć się ich światłem. Sam coś o tym wiem.
Twoja obecność może przyczynić się do zakończenia jakiegoś konfliktu. Wreszcie w Twoim otoczeniu zapanują spokój i harmonia. Kluczem do osiągnięcia tego stanu jest jednak współpraca! Musisz dbać o równowagę i konsekwentnie wywiązywać się z powierzonych Ci zadań.
Karty dostrzegają w Tobie ogromny potencjał. Masz głowę pełną pomysłów i jesteś osobą pełną talentów, która być może wciąż nie odnalazła swojego celu. Więc na co Ty jeszcze czekasz? Weź się wreszcie do roboty!
A miłość? Szukasz emocjonalnego bezpieczeństwa i potrzebujesz wsparcia ze strony bliskich. Zadbaj o to, by Twój partner dobrze o tym wiedział. A może to właśnie Ty musisz okazać więcej empatii swoim bliskim? Dobro, którym się dzielisz, może do Ciebie wrócić. I to pod postacią czegoś znacznie głębszego. ;)
Dobra relacja: Baran
Odwaga Barana pozwoli Ci przełamać się i wreszcie spróbować czegoś nowego. Zaufaj mu, a na pewno nie pożałujesz. To wspaniała szansa, aby odkryć niezwykłą pasję, której się nawet nie spodziewasz!
Unikaj: Skorpion
NIE WCHODŹ w żadne spółki ze Skorpionem. Po prostu nie. Nie pytaj dlaczego. Dobrze wiesz.
Lew (23 lipca - 22 sierpnia):
Widzę, że ostatnio wydarzyło się coś emocjonującego. Pewien przełom, z którego możesz się cieszyć, ale pamiętaj, że to dopiero początek Twojej podróży. Masz w sobie jednak wystarczająco dużo siły, by sprostać wszystkim nadchodzącym wyzwaniom. Nadeszła Twoja kolej, by zabłysnąć!
Karty wskazują również, że wkrótce usłyszysz swój wewnętrzny głos, który pomoże Ci podejmować decyzje. Niewykluczone, że odkryjesz w sobie zdolności parapsychiczne. Oczywiście nie tak imponujące jak moje, więc nawet nie łudź się, że mnie przyćmisz. Nie masz na to najmniejszych szans.
A tak zupełnie poważnie: wstrzymaj się jeszcze z podjęciem najbliższej ważnej decyzji. Uważnie obserwuj to, co dzieje się wokół Ciebie, bo pośpiech może sprowadzić na Ciebie kłopoty.
Karty podpowiadają, że wciąż poszukujesz swojego celu. Jesteś osobą kreatywną, a to oznacza, że już niedługo możesz spodziewać się miłego zaskoczenia. I tak, chodzi oczywiście o życie zawodowe. Kto wie, może wreszcie uda Ci się przekuć pomysły w coś naprawdę konkretnego?
Ciebie i Twoją drugą połówkę czeka przełom. Coś drgnie, ruszy naprzód i nabierze tempa. Na horyzoncie pojawią się nowe możliwości, ale pamiętaj, by w tym wszystkim nie stracić z oczu tego, co najważniejsze — miłości! A, i jeszcze jedno: szykuje się Wam bardzo przyjemna podróż. Może to miesiąc miodowy?
Dobra relacja: Panna
Panna doskonale wie, czego w tej chwili potrzebujesz. Porozmawiaj z nią. Otwórz się wreszcie i przestań dłużej dusić w sobie te emocje. Milczeniem niczego nie osiągniesz.
Unikaj: Rak
Z Rakiem jak zwykle na wspak. Dalej nie widzę światełka w tunelu po ostatniej kłótni. Może to jednak lepiej dla Was obojga? Nic na siłę. Nie pogodzicie się, więc przynajmniej pogódźcie się ze świadomością tego.
Panna (23 sierpnia - 22 września):
Karty mówią, że zbliża się sukces, który będzie zwieńczeniem Twojej ciężkiej pracy z ostatnich dni. Czekają Cię uznanie i triumf. Super, że Ci się układa. Gratuluję.
Nie myśl jednak, że możesz już spocząć na laurach. Masz wszelkie predyspozycje, by nie zwalniać tempa i konsekwentnie iść naprzód. Cechuje Cię pewność siebie, wiesz, że jesteś kowalem własnego losu. Mimo wszystko czasem warto zatrzymać się i przyjrzeć samemu sobie. Może chwila cichej refleksji? Przede wszystkim przestań kombinować, bo jeszcze obróci się to przeciwko Tobie! A chyba nie chcesz zepsuć sobie tego pasma sukcesów, prawda?
W pracy będziesz mieć mnóstwo powodów do świętowania. Zostaw błędy przeszłości za sobą, bo nadchodzi czas pomyślności. Karty mi jednak podpowiadają, że czeka Cię zakup nowego domu. A może przeprowadzka? Chyba ktoś tutaj zacznie dobrze zarabiać. Super, GRATULUJĘ.
W Twoim związku mogą nadejść trudniejsze chwile. Oboje czujecie się przytłoczeni tym, co dzieje się wokół Was. Nie oznacza to jednak, że wszystko zmierza ku katastrofie. Czasem nawet mniej miłe doświadczenia prowadzą do czegoś dobrego. Skupcie się na sobie nawzajem, rozmawiajcie i nie zapominajcie, dlaczego jesteście razem.
Dobra relacja: Panna
Co dwie głowy, to nie jedna. Co dwie Panny, tam… na pewno coś dobrego. Karty przewidują, że wspólnie uda Wam się dokonać czegoś niezwykłego. Albo przynajmniej spędzicie miło razem wieczór. Kupcie tylko dobre wino.
Unikaj: Bliźnięta
Eh… Bliźnięta mają do Was pewną sprawę i to na pewno nie będzie sprawa miła. Ich problem stanie się Waszym problemem, więc bądź uważnx i dbaj o swoje granice.
Waga (23 września - 22 października):
Karty wyraźnie zaznaczają, że jesteś osobą cechującą się hartem ducha i siłą woli. Wszyscy jednak nieraz mierzymy się z trudnościami, a najciężej jest zmagać się z samym sobą, co nie? Zajrzyj w głąb siebie, a znajdziesz odpowiedzi na najtrudniejsze pytania.
Ostatnie dni były ciężkie. Upadłxś nisko, ale nie trać nadziei. Trudny czas może okazać się dla Ciebie istotną lekcją. Nie martw się, bo karty mówią, że wszystkie problemy rozwiążą się w sposób pomyślny. Zbliża się szczęśliwe zakończenie. Osiągniesz niedługo taki moment w życiu, kiedy cele zostały już zrealizowane i wreszcie możesz się nimi cieszyć!
Praca w najbliższym czasie będzie wiązała się z niemałym wysiłkiem. Musisz się na to przygotować. Nie możesz ustawać w swoich staraniach. Nie poddawaj się, bowiem na horyzoncie pojawi się szansa na nową owocną współpracę…
Twoje życie miłosne okaże się pełne pasji i ekscytacji. I poddania? Nie wiem dokładnie, co to ma znaczyć, ale coś pod skórą mówi mi, że jesteś absolutnym freakiem, któremu do głowy uderzy namiętność. Opanuj się trochę, dzieci patrzą.
Dobra relacja: Strzelec
W najbliższych dniach strzałem w dziesiątkę będzie Strzelec. Nie musicie się niczym przejmować. Wasz duet osiągnie sukces w każdej dziedzinie. A szczególnie w tych najbardziej absurdalnych konkurencjach. I jestem pewien, że doskonale wiecie, o jakie sytuacje chodzi, bo sami się w nie wcześniej wpakowaliście.
Unikaj: Byk
Jesteś czerwoną płachtą dla pewnego Byka. Ma Cię na celowniku i tylko patrzy, czekając, aż zaliczysz upadek. Jeśli masz więc zamiar się gdzieś potknąć, nie rób tego przynajmniej na oczach Byka. To byłoby upokarzające.
Skorpion (23 października - 21 listopada):
Ostatnie dni mogły dać Ci się we znaki, ale w Twoim życiu wreszcie nastąpi przełom. Nadchodzi czas oddechu. Wolności. Nadeszła Twoja kolej, by zabłysnąć! Masz w sobie wystarczająco dużo siły, by sprostać temu, co przyniesie przyszłość.
A przyniesie Ci niełatwą decyzję. I mam przeczucie, że choć to zupełnie do Ciebie niepodobne, możesz poczuć się sparaliżowanx strachem i niepewnością. Pomocne okaże się nabranie dystansu i odcięcie od zewnętrznych wpływów. Nie pozwól, by ktokolwiek decydował o Twoim życiu. Zwłaszcza pewna charyzmatyczna osoba, która już niedługo może stanąć na Twojej drodze. Uważaj na nią, bo jest dwulicową małpą.
W pracy czekają Cię niespodziewane wyzwania. Wyczuwam pewne rozgoryczenie… Coś musiało zajść Ci za skórę. Albo Ty wlazłxś komuś za skórę. To też bardzo prawdopodobne. Znajdź sposób, by uwolnić nagromadzony żal. Daj sobie czas na zaleczenie ran, zamiast udawać, że nic się nie stało. I pamiętaj: nawet bolesne doświadczenia mogą Cię wzmocnić.
Po burzliwym okresie w relacji z kimś bliskim wreszcie nadchodzi chwila wytchnienia. Znajdujesz się w spokojniejszym miejscu, choć niekoniecznie jesteś już w pełni szczęśliwx. To jednak dobry moment, by złapać oddech i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Karty zapowiadają, że wkrótce otrzymasz cenną radę. Wysłuchaj jej uważnie, bo może okazać się dokładnie tym, czego teraz potrzebujesz.
Dobra relacja: Waga
Doprawdy wyważona relacja z Wagą. Karty mówią, że jesteście gotowi, aby iść krok do przodu. Nie wiem, co to dokładnie znaczy, ale Wy na pewno wiecie;)
Unikaj: Ryby
Jakaś Ryba spróbuje wciągnąć Cię pod wodę. I to dosłownie. Unikaj zbiorników wodnych.
Strzelec (22 listopada - 21 grudnia):
W Twoim życiu pojawią się niespodziewane przeszkody i komplikacje. To nie jest dobry moment, aby rozpoczynać jakiekolwiek nowe przedsięwzięcia. Teraz najlepiej będzie, jeśli skupisz się na sobie, zbierzesz wszystkie siły i stawisz czoła nadchodzącym wyzwaniom. Nie bierz też na siebie zbyt wiele obowiązków i skup się na teraźniejszości.
Karty zapowiadają, że pewne wydarzenia z przeszłości rzucą cień na teraźniejszość. Pamiętaj, że nie zawsze da się połączyć przeciwstawne dążenia i cele. Czasem lepiej zrezygnować z jednej rzeczy, aby w pełni cieszyć się czymś innym. I polecam to rozwiązanie, bowiem widzę, że czeka Cię pewne bardzo przyjemne wydarzenie. Może to nawiązanie nowej lub odnowienie dawnej relacji?
W najbliższych dniach nie musisz martwić się o swoje życie zawodowe. Przeciwnie, zapowiada się niemały sukces, na który zapracujesz własnym potencjałem i hartem ducha.
Fortuna wróży również, że w Twoim życiu pojawi się ktoś pełen entuzjazmu i świeżych pomysłów. Może jakiś student albo zapalony hobbysta? Jedno jest pewne: ta osoba wniesie do Twojej uporządkowanej codzienności solidną dawkę nowej energii. Temu ktosiowi brakuje jednak planu, więc to Twoim zadaniem będzie wskazać mu odpowiedni kierunek. Wspólnie spróbujecie czegoś nowego. A jeśli masz już partnera, to zaszalejcie, bo kto Wam zabroni? ;)
Dobra relacja: Wodnik
Wodnik ma pewne plany. I ma nadzieję, że weźmiesz w nich udział. Zgódź się, choćby dla samej fabuły. Będzie śmiesznie, zaufaj mi.
Unikaj: Lew
Pewien Lew (znasz go) ma zamiar Ci zaszkodzić. I to tak poważnie. Ostrzy kły i pazury na Twój zbliżający się sukces. Nie pozwól mu tego zrujnować!
Koziorożec (22 grudnia - 19 stycznia):
Przede wszystkim: ustal swoje priorytety. Karty mówią, że czujesz się odpowiedzialnx za zbyt wiele rzeczy. Nosisz nieopisane brzemię i potrzebujesz odpoczynku. Czasem jesteś krok od celu, ale przez zmęczenie i brak skupienia nie jesteś w stanie w pełni go zrealizować. Wszyscy mamy swoje własne demony, ale musisz zacząć panować nad swoimi. Weź się wreszcie w garść.
Mimo wszystko widzę, że wreszcie zacznie Ci się powodzić, a interesy będą szły jak z płatka (przynajmniej moje idą całkiem nieźle). Nie zapominaj jednak, że zwykle (i mówię to z prawdziwym bólem serca) pieniądze szczęścia nie dają. Jeśli liczy się dla Ciebie tylko bogactwo, skończysz w ubóstwie duchowym. Cokolwiek to znaczy.
Jeśli chodzi o pracę, to Twoim problemem jest to, że nie potrafisz słuchać intuicji. Wiem, że cenisz sobie niezależność, ale przez to nie potrafisz się otworzyć. To nie sprzyja Twojej pracy. Długie odosobnienie przeradza się w egoizm, a przez to możesz mieć trudności w kontaktach z innymi.
Aha i dobre wieści! Nadchodzi zmiana w Twoim życiu uczuciowym! Jednak nie będzie łatwo. Zarówno dobre i złe chwile są częścią życia. Wszystko może się jeszcze odwrócić, ale wyciągaj naukę z każdej sytuacji. Nie zapominaj, że przypadkowe spotkania mogą skutkować pozytywnymi rezultatami ;)
Dobra relacja: Ryby
Wspólny wypad na plażę to coś, czego Ty i Ryby koniecznie potrzebujecie. Pomyślcie tylko: piasek, szumiąca woda i drinki z palemką. Kupcie bilety nad morze już dzisiaj. Są akurat na przecenie.
Unikaj: Waga
Waga nie zawsze jest tak zrównoważona, jak być powinna. Od jakiegoś czasu ma fioła na Twoim punkcie. I to takiego porządnego. Powinna się leczyć.
Wodnik (20 stycznia - 18 lutego):
Karty mówią, że nie jesteś w stanie pojąć głębi swojej podświadomości, a więc jesteś pełxnx niepewności (tak mądre, że sam ledwo rozumiem). Masz problem z określeniem tego, co czujesz. Musisz jednak zaakceptować tę część siebie, która wzbudza w Tobie najwięcej wątpliwości. To ona sprawia, że jesteś sobą.
Widzę też, że stoisz u progu nowej przygody. Może ona zmienić Twój los, ale musisz być uważnx. Z powodu wspomnianej niepewności, lęku przed podejmowaniem decyzji lub silnego polegania na opinii innych możesz utracić tę szansę. Nie pozwól, aby ktoś inny decydował o Twoim życiu.
W pracy przyda Ci się umiejętność działania w zespole i współpraca ze współpracownikami. Czuję, że wreszcie odnajdujesz wiarę po trudnym okresie. Tym bardziej pamiętaj o osobach, które przeżywają teraz trudne chwile — okaż im zrozumienie, bo dobro wraca!
Miłość czeka. Karty zdradzają, że w Twoim życiu nastąpi przełom. Szczególnie taki w sposobie myślenia. Zadecyduje o tym Twoja chęć pomagania innym. Kto wie, może właśnie w ten sposób poznasz swoją drugą połówkę? A jeśli już ją masz, rozejrzyj się uważnie — być może to właśnie ona potrzebuje teraz Twojego wsparcia. Potraktuj to jako okazję, by zbliżyć się do siebie jeszcze bardziej. Kto wie, może Wasza relacja wkroczy na zupełnie nowy poziom?
Dobra relacja: Bliźnięta
Wodnik, Bliźniak, dwa bratanki — KONIECZNIE idźcie razem do kasyna. Będzie się Wam to opłacało, serio. Tylko nie stawiajcie na czerwone. Wiem, że Bliźnięta będą chciały postawić na czerwone, ale musisz ich przekonać, aby tego nie robiły. Tylko tak spotka Was coś miłego;)
Unikaj: Panna
Nawet jeśli Panna powie, że wypad do kasyna to zły pomysł, nie słuchaj jej. Będzie mówiła, że hazard przynosi tylko nieszczęście, ale masz wolną wolę, więc nie musisz jej słuchać.
Ryby (19 lutego - 20 marca):
Karty pokazują, że na Twojej drodze pojawi się jakaś uparta i pasywno-agresywna osoba, która ma zamiar rzucić Ci kłody pod nogi! Sprawdzone metody są świetne, ale w tym przypadku przyda się bardziej pomysłowe podejście. Zachowaj więc ostrożność, bo jeśli nie przemyślisz sobie dobrze swojego działania, to skończy się ono rozczarowaniem.
Widzę, że czeka Cię bolesna strata lub krzywda. Co najgorsze będzie ona z Twojej winy. Otrzymasz więc nieprzyjemną lekcję życia i lepiej będzie, jeśli wynagrodzisz zadane cierpienie. Inaczej poczucie winy będzie Cię zadręczać.
Twoje życie zawodowe wygląda na trochę skomplikowane. Zdaje się, że dbasz wyłącznie o własną korzyść lub kierujesz się przestarzałym, utraconym idealizmem, w którym samx już nie wierzysz. Jakiś pomysł stracił urok nowości i dopiero teraz dostrzegasz problemy, które wcześniej ci umknęły. Ale lepiej później niż wcale, co nie? Jeszcze jest nadzieja.
Nie potrafię też nie zauważyć, że wypierasz jakieś uczucia. Twoje działania spowodowały jakieś nieprzyjemne wydarzenie. Czas jednak zmierzyć się z rzeczywistością. Pogrążonx w przeszłości, nie ruszysz naprzód. Musisz nauczyć się żyć ze stratą, a może wreszcie nadejdzie utracony spokój.
Dobra relacja: Skorpion
Karty mówią, że Ty i Skorpion dokonacie udanego skoku na pobliski sklep monopolowy. Nie wiem, po co mielibyście to robić, ale pewnie macie swoje powody. W każdym razie, uda się Wam.
Unikaj: Wodnik
Nie mów Wodnikowi o planowanym skoku na monopolowy. Podkabluje Was na pały. Zazdrosna 60.
Za profesjonalnego tarota i przygotowanie horoskopu dla Was przesyłam serdeczne podziękowania dla Mik. Podziękowania należą się również Alince za pomoc przy tarocie oraz Żelazko za korektę literówek <3
Folia bąbelkowa
Klikaj, stukaj albo przeciągaj palcem po folii. Nie ma punktów, nie ma limitu czasu i nikt nie patrzy. Gdzieś na każdym arkuszu ukrywa się złoty bąbelek, ale wygląda dokładnie tak samo jak inne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz