Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Medwia: Mężczyzna pokłócił się z niedźwiedziem o borowika
Mieszkaniec wsi pod Miedwogradem trafił na izbę przyjęć z licznymi zadrapaniami i, jak sam to ujął, „nadszarpniętą dumą”. W czwartek rano, podczas grzybobrania, mężczyzna natknął się na wyjątkowo okazałego borowika, którego w tej samej chwili upatrzył sobie niedźwiedź. Postanowił bronić znaleziska, powołując się na zasadę „kto pierwszy, ten lepszy”. Niedźwiedź tego argumentu nie uznał. „Godło kraju czy nie godło, ja go zobaczyłem pierwszy” – upiera się poszkodowany, który mimo obrażeń nie zamierza rezygnować z grzybobrania. Leśnicy przypominają, że jesienią niedźwiedzie intensywnie gromadzą zapasy przed zimą i nie są skłonne do negocjacji.

Nagłówek

04 listopada 2026

Od Nivana – Zasięg

Nivan spojrzał na swój telefon. Zasięg pokazywał idealnie zero kresek, aż po chwili całkowicie zniknęły, pokazując, że nikt nie będzie w stanie się z nim skontaktować. Może to i lepiej dla niego? 
Schował urządzenie do kieszeni spodni, spoglądając na drogę przed sobą. Obiecał odezwać się do Emily, jak tylko dotrze na miejsce, ale… tak właściwie, to jeszcze nie dotarł. Znowu o niej myśli, a raczej o tym, że ponownie usłyszy pretensje i oskarżenia, które całkowicie nie miały pokrycia z rzeczywistością. Czy się z tego tłumaczył? Nie. W ostatnim czasie miał zdecydowanie dość ciągłego tłumaczenia i dokładnego nakreślania sytuacji. Nie robił nic złego. 
Zaczesał czerwone kosmyki do tyłu, gdy poraz kolejny zostały niefortunnie rozwiane przez wiatr. Chłodne powietrze nieprzyjemnie połaskotało jego policzki. Zimny dreszcz przebiegł wzdłuż kręgosłupa, przypominając, że Nivan nie ubrał się odpowiednio do pogody. 
Ciężko westchnął, poprawiając torbę na ramieniu, spojrzał na drogę, która prowadziła donikąd. Spojrzał na swój telefon, przed wyruszeniem włączył mapę z ustawioną lokalizacją do hotelu w środku lasu. Obiecał Eirikowi, że nie zapomni tego zrobić przed wyjściem z pociągu, aby przypadkiem się nie zgubić. Tym razem nie zapomniał, o dziwo. Dzięki czemu był w stanie ruszyć w odpowiednim kierunku.
W głowie słyszał już tylko Emily, która zarzucała mu, że ją zdradził. Słyszał, że jest najgorszym partnerem. Słyszał, że powinien się cieszyć, że ona z nim jeszcze jest, bo nie znajdzie nikogo lepszego. Kto by chciał być z kimś takim jak on? Nikt. 
Trzymał się tonącej tratwy. Każda kolejna kłótnia podtapiała i tak doszczętnie zniszczoną łódź. Nivan nie potrafił załatać wszystkich otworów w drewnie. Kiedy jeden przeciek udało mu się zatamować, zaraz po drugiej stronie pojawiała się kolejna luka, która ponownie wpuszczała wodę. 
To nie miało racji bytu. 
To nie mogło się udać.
A mimo tego… mimo kłótni, słów, które bolały; słów, które na zawsze wyryły się w głowie Nivana, nie potrafił odpuścić. Nie chciał odpuścić. Choć widział, jak to wszystko się topi, jak każde kolejne zdjęcie niszczy się od zetknięcia z wodą. Tak nadal nie potrafił powiedzieć dość. 
Nie potrafił? Nie chciał? Kochał ją? Nie? Tak? A może… 
Uczucia wygasają. Miłość przemija. Pozostaje jedynie przyzwyczajenie.
Przyzwyczajenie, że jest ktoś obok. Ktoś z kim można porozmawiać, pośmiać się i spędzić miło czas. Oparcie w drugiej osobie to coś, co jest dla Nivana ważne, gdy sam oferuje własne ramię jako podpora. 
Jednak nie w przypadku Emily. Nie usłyszał od niej dziękuję. Nie usłyszał od niej przepraszam. Nie usłyszał od niej przesadziłam. Nie usłyszał od niej zjebałam. Nie usłyszał od niej… mógłby wymieniać bez końca. Wszystko robił sam, bezinteresownie, nie oczekiwał niczego ponad podstawy. Czy tak wiele kosztowało przyznanie się do błędu? Czy tak wiele kosztowało podziękowanie drugiej osobie za to, że poświęca swój czas na przygotowanie posiłku, kiedy tak naprawdę samemu nie ma się na to czasu? Szczególnie kiedy osoba, która ten posiłek dostaje,  siedzi w domu i nic nie robi cały dzień. Czy to naprawdę tak dużo? Czy on wymagał za dużo?
Chciał normalnego, spokojnego związku. Chciał osobę, która będzie go kochała, a on będzie kochał ją. Chciał być szczęśliwy i spędzać czas z ukochaną. Chciał czułości. Chciał miłości. Chciał bezinteresowności. Nie potrzebował klatki, oszczerstw i ciągłych kłótni. On po prostu pragnął ciepła drugiej osoby, która doceni go za to, jaki jest, a nie kim są jego rodzice i jaki ma status finansowy. 
Potrzebował zrozumienia, uśmiechu, przytulenia. Potrzebował tego, a nie kolejnego liścia i posądzenia o zdradę. 
Dlaczego z nią dalej był? Dlaczego nie odpuścił? Dlaczego nadal stara się ratować tę tonącą tratwę? Sam nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Miłość? Przyzwyczajenie? Obawa przed samotnością? 
Czy w tym związku była miłość? Czy on ją w ogóle kochał? Czy chciał z nią być? Czy chciał, żeby to ona została jego żoną? 
Nie. 
Nie chciał.
Nie kochał jej, ale nie potrafił tego przyznać przed samym sobą.
Nie potrafił odpuścić. 
Dalej uparcie się starał odnaleźć tę iskierkę, która kiedyś między nimi była, ale… nie udawało się. Wszystko kończyło się fiaskiem. A on pozostawał z poczuciem pustki, chłodu i niezrozumienia.
Zapukał do drzwi, do których doprowadziła go nawigacja. Kiedy się otworzyły, oczom Nivana ukazał się szeroki uśmiech, czarne włosy i te czerwone, charakterystyczne oczy. Serce mężczyzny szybciej zabiło. To nie Emily czekała tutaj na niego. To nie do niej szedł tą krętą drogą. Na końcu tego labiryntu czekał na niego Eirik. Przyjaciel. Najlepszy przyjaciel. Osoba, na którą zawsze mógł liczyć. Osoba, która dziękowała po prostu, bez dopraszania się. Osoba, która zawsze dopytywała, czy wszystko w porządku. Osoba, która zawsze upewniała się, że komfort Nivana nie jest naruszany. Osoba, która go szanowała i doceniała wszystko, co robił. 
To Eirik był ostoją, był azylem dla Nivana. Był tym, czego potrzebował i pragnął. Był tym, co naprawdę kochał.
Odwzajemnił uśmiech, wszedł do środka i odłożył torbę na ziemię, zamykając za sobą drzwi.
— Cieszę się, że się nie zgubiłeś — zaczął Eirik, pomagając przyjacielowi ściągnąć kurtkę. — Rozpaliłem w kominku, więc lepiej, żebyś się przy nim ogrzał. Zaraz zrobię herbatę, chcesz?
— Poproszę — odpowiedział Nivan. 
Chciał coś więcej powiedzieć. 
Chciał go przytulić i podziękować. 
Chciał…
Z kuchni wyszła Vanessa, która również dołączyła do tego krótkiego wyjazdu. Przywitała się z Nivanem i powędrowała do swojego pokoju.
— Dziękuję — powiedział Nivan, mijając przyjaciela w przejściu do kuchni.
— Za co?
— Za to, że jesteś. Po prostu — odparł z delikatnym, szczerym uśmiechem.
Uśmiechem, którego nikt nie pamiętał. Nawet on sam. 
Uśmiechem, którego brakowało na jego ustach. 
Uśmiechem, którego nikt nie znał tak dobrze. 
Uśmiechem, który był prawdziwy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz