To był piękny piątkowy wieczór. Jeden z tych wieczorów, kiedy nic nie kusiło tak bardzo, jak długa kąpiel w rozgrzanej od pary łazience.
— W piątki leżę w wannie — Alex zacytował zwrotkę kultowego utworu, wyglądając zza baru z uśmiechem na ustach.
Nikolai sam nie wiedział, jakim cudem znalazł się w tej sytuacji. Tak chciała fortuna, a fortuna zawsze bywa przewrotna.
— To kiedy przyjdą ci twoi koledzy? — zapytał, zerkając niecierpliwie na ekran telefonu. Już 21:37. O tej porze Nikolai zwykle odpoczywał po swojej niezwykle ciężkiej pracy, a nie szlajał się po klubach ze swoim chłopakiem i jego towarzyszami wątpliwej jakości. Po długich namowach Alexa, zgodził się, bo nie miał serca dłużej mu odmawiać. Choć teraz z ogromną przyjemnością wziąłby gorący prysznic.
— Nie wiem, nie ustaliliśmy godziny.
Alex, beztroski jak zwykle, wycierał kufle po piwie. Nucił pod nosem, jedynie co jakiś czas zerkając w stronę drzwi z nadzieją, że wkrótce pojawią się w nich znajome twarze przyjaciół. Nikolai błądził za jego spojrzeniem, również usilnie wierząc, że wreszcie ktoś przyjdzie do pustego o tak wczesnej godzinie baru. Czas to pieniądz, a on właśnie marnował go na niepewne inwestycje Alexa. Kochał go, ale jego chłopak nie potrafił rozporządzać dwoma najważniejszymi walutami tego świata: kasą i każdą cenną sekundą.
— To teraz tak się umawia na spotkania? — westchnął zmarnowany Nikolai. — Dobrze, że to ja zamawiam nam stoliki na randki.
— Zamawiasz stoły? A po co nam kilka? Nie zmieszczą się w salonie.
— Alex, znowu grałeś do czwartej w Legendarną Ligę?
Nikolai nie zdążył usłyszeć odpowiedzi, choć doskonale wiedział, jak było, bowiem do baru nieśmiało zajrzała grupka młodych mężczyzn. Nie wyglądali najlepiej — zupełnie, jakby uczestniczyli w akcie niszczenia zegara biologicznego razem z Alexem.
Pierwszy w oczy rzucił mu się ten najwyższy — młodzieniec o brązowych włosach, kolorowym odzieniu i minie, jakby żałował, że w ogóle zgodził się tutaj przyjść. Rozglądał się z odrazą, szepcząc coś do stojącego nieopodal elfa. Ten z kolei, znacznie niższy, szukał kogoś wzrokiem z miną pełną konsternacji. Pół kroku za nimi podążał drobny, ścięty na krótko ich trzeci towarzysz, zerkając niepewnie na wystrój Saloonu. Razem wyglądali, jak trzej muszkieterowie, którzy gdzieś zapodziali swoje szable i chęci do życia.
— TO ONI!
Alex niemal wyskoczył zza lady. A właściwie to zrobił. Nikolai w ostatniej chwili złapał lecącą na ziemię bilownicę. Odłożył ją na miejsce, podziwiając swojego chłopaka za ukryte pokłady energii wobec sytuacji, które tejże energii nie wymagały. Szkoda, że taki chętny nie jest do sprzątania. Albo do pracy. — Mówiłem ci, że przyjdą! — zawołał w stronę czarodzieja, poprawiając swój kowbojski kapelusz. Wyprostował się i pewnym krokiem podszedł do zbitej u progu grupki mężczyzn. — Essa, mój fav ad-kurierze. Jak tam twoje killing spree? Masz ochotę na więcej Bloody Mary? Fajno, że przyszedłeś zgankować moją główną linię. Ja dzisiaj babysittuje za barem.
Nikolai poczuł wstyd. Albo zazdrość. Albo coś pomiędzy.
Stojący przed Alexem elf chyba też, ale zdecydowanie tylko to pierwsze. Jego policzki zrobiły się czerwone, podobnie jak wystające zza kręconych włosów podłużne uszy. Niepewnie spojrzał na stojących za jego plecami towarzyszy. Zmusił się do uśmiechu i powiedział:
— 2115inyourbush. W grze taki sam, jak na żywo.
— Kochamkotki, przedstawisz nam swoich teammate’ów? — Alex z zapałem kiwnął kapeluszem w stronę pozostałych młodzieńców. Nie czekał jednak na odpowiedź, a zamiast tego odwrócił się raptownie i wskazał palcem na wciąż stojącego (w szoku) przy barze Nikolai. — Bo tam stoi mój chłopak, Nikolai. Hej, Nikolai, przywitaj się!
Nikolai zamrugał powoli. Nie rozumiał połowy z zaklęć wypowiedzianych przed chwilą przez Alexa (co dziwne, bo na zaklęciach się znał, jak nikt), ale słyszał je tak często, iż wróciły do niego niczym wspomnienie koszmaru nocnego. Westchnął ciężko. I pomachał w stronę zebranych.
Zapowiadał się długi wieczór.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz