Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Turysta chciał polać spaghetti ketchupem. Zwołano komisję
Spokojne popołudnie w Luminarii przerodziło się w głośne wydarzenie, gdy przyjezdny turysta ze Zjednoczonych Ziem Północnej Vespy poprosił kelnera o butelkę ketchupu, którym zamierzał polać zamówione spaghetti. Miejscowy restaurator, człowiek z natury łagodny, zareagował oburzeniem graniczącym z rozpaczą, powołując się na świętość przepisu i pamięć przodków. Turysta nie rozumiał problemu. W ciągu godziny nad sprawą pochylił się zaimprowizowany komitet miejscowych kucharzy, który po naradzie trwającej całą sjestę orzekł, że przepis jest nienaruszalny, lecz gościa „można ułaskawić z uwagi na niewiedzę”. Vespanin, szczerze zdumiony całym zamieszaniem, stwierdził tylko, że „u nas leje się to na wszystko”. Tej uwagi już nie skomentowano.

Nagłówek

20 września 2026

Od Song Ana do Merlina

Song An wręcz nie mógł nadziwić się geniuszowi Merlina. Z podziwem wpatrywał się przez chwilę w swojego przyjaciela. Wyjaśnienie, że leżąca na podłodze kukła tak naprawdę służyła za pomoc naukową, było wprost idealne!
Kiedy w drzwiach pojawiła się Guinevere, boski sługa czuł, że zaraz ich genialny plan i wszystkie związane z nim trudy pójdą na darmo. Szczerze wątpił, żeby przyjaciółka poparła ich zamierzenia. Gdyby poznała prawdę, najpewniej westchnęłaby z powątpiewaniem i wybiła im z głowy nocną wycieczkę. Merlinowi udało się jednak przekonać ją, że wszystko, co robią, robią w imię nauki. I to zadziałało. A nawet zachęciło do udzielenia pomocy.
Dzięki wsparciu dziewcząt, kukla zaczęła wreszcie wyglądać. I to naprawdę dobrze! Nie przypominała już tego żałosnego obrazu nędzy przygotowanego przez chłopców. Nabrała rumieńców, uwydatniono rysy poduszkowej twarzy, podkreślono rzęsy. Nawet plamy kisielowej krwi zniknęły gdzieś z ubrań.
Teraz kukła naprawdę mogła zmylić bóstwo. Ofiara idealna. Gdyby Song An był bogiem, na pewno by nią nie pogardził. Szczerze wierzył więc, że górski bożek również będzie zadowolony. Że doceni ich starania i bez cienia gniewu pozwoli zwiedzić swoją domenę.
Pojawił się jednak kolejny drobny problem. Nieoczekiwana przeszkoda, której ominięcia Song An nie zdążył przemyśleć. Zastanawiał się, jak wynieść kukłę poza domek, aby następnie złożyć ją na leśnym ołtarzu. Nie mieli szans ujść niezauważeni przez swoje przyjaciółki. Kukła zbyt bardzo rzucała się w oczy — szczególnie teraz, gdy wszyscy razem przyczynili się do jej powstania.
Na szczęście i tym razem Merlin zaskoczył zebranych swoją pomysłowością. Przekonał wszystkich (w tym pewnie siebie samego), że muszą poćwiczyć pierwszą pomoc na zewnątrz, w warunkach naturalnych, czym zyskał sobie aprobatę pozostałych zaangażowanych w swój tajemniczy plan chłopców.
Wprawdzie Song An nie miał najmniejszego pojęcia, czym pierwsza pomoc w ogóle była, jednak przyklaskiwał Merlinowi tak entuzjastycznie, jak tylko potrafił. Z kontekstu wyłapał, że polegać ona miała na próbie ratowania czyjegoś życia, ale wciąż nie wiedział, dlaczego potrzebują do tego manekina. Jak mają ratować kogoś, kto właściwie nigdy nie żył? Głupstwo.
Długo się jednak nad tym nie zastanawiał. Skoro to wyjaśnienie działało, to postanowił niczego nie kwestionować.
W każdym razie już chwilę później udało im się uniknąć ciekawskich spojrzeń innych obozowiczów i ukradkiem wynieść kukłę prosto do lasu.
— Nie oddalajmy się bardzo — poleciła Guinevere, kiedy tylko przekroczyli gęstą ścianę zarośli. — Nie chcę się zgubić pierwszego dnia. Ani żadnego innego.
Song An i Merlin wymienili się spojrzeniami. Byli specjalistami od gubienia się w lesie. I raczej nie mieli zamiaru ponownie demonstrować swoich umiejętności przetrwania w nieznanym terenie.
Większość drogi minęła im w ciszy. Jedynie Bernadette co jakiś czas narzekała na to, że gałęzie plączą się jej we włosy. Rozpaczała, że przez kilka kolejnych dni nie doprowadzi ich do porządku.
Robiło się coraz ciemniej. Cienie drzew wydłużyły się, a ścieżka powoli znikała w mroku. Powoli nadchodził czas, aby zostawić gdzieś ofiarę.
— Song An — szepnął Hawthorn w jego kierunku. Przywołał go gestem dłoni. — Co teraz? Gdzie mamy odłożyć ofiarę?
— Odwróćcie uwagę dziewczyn, a ja coś wymyślę! — obiecał boski sługa, biorąc kukłę na ręce. Zachwiał się pod jej ciężarem. Była cięższa, niż się tego spodziewał.
W tej samej chwili Merlin przyspieszył kroku, aby znaleźć się tuż obok Guinevere.
— Pamiętasz ostatnie zajęcia ze wstępu do ewolucji magicznych istot? — zapytał, wpatrując się w zaskoczoną minę swojej przyjaciółki. — Czy mogłabyś jeszcze raz wyjaśnić mi różnice między skrzatem a gnomem?
Guinevere, choć zdziwiona nagłą prośbą przyjaciela, wzięła głęboki oddech i podjęła się wykładu:
— Cóż, to bardzo ciekawe pytanie, ponieważ…
Song An, mimo że bardzo chciał poznać odpowiedź na pytanie Merlina, zwolnił kroku. Powoli zaczął się oddalać od grupy. Cicho, aby nikt nie zauważył jego nagłego zniknięcia, wskoczył w pobliskie zarośla. Nie zamierzał odchodzić daleko. Bał się, że zgubi drogę, a nie chciał powtarzać swojej niedawnej przygody. Szczególnie, że tym razem nie miał u swojego boku Merlina. Ani żadnych koboldów.
Wciąż słysząc głosy swoich przyjaciół, zatrzymał się na pobliskiej polanie. Miejsce idealne — z każdej stron osłonięte drzewami i krzewami. Tam też odłożył kukłę.
Nie mógł jej jednak tak po prostu porzucić. Ułożył ją ładnie pod drzewem. Zadbał o to, aby siedziała wyprostowana. Następnie zebrał kilka kwiatów i innych polnych roślin i przyozdobił nimi głowę kukły. Wokół całej jej sylwetki zostawił też kilka gałęzi — coś na kształt prowizorycznego ołtarza. Na koniec własne dłonie złożył do modlitwy i ukłonił się tak nisko, jak tylko potrafił.
— Wspaniały i szczodry boże — zawołał. — Zostawiamy ci ten dar w ramach gorliwej prośby o łaskę. Bądź nam pomyślny!
Na sam koniec modlitwy klasnął w dłonie kilkukrotnie. Ofiara została złożona. Mógł z czystym sumieniem się oddalić.
Szybko dogonił swoich przyjaciół. Na szczęście nie zdążyli się oni odejść daleko, a Guinevere wciąż nawet nie skończyła swojego wykładu. Za to zdawać się mogło, że Merlin czuł się absolutnie skończony słuchaniem jej wyjaśnień. Rozpromienił się dopiero na widok Song Ana, który posyłając mu uśmiech, dał znać, że ich misja poszła pomyślnie.
Aż wreszcie cała grupa zatrzymała się na szerszym odcinku leśnego szlaku.
— Okej, myślę, że możemy zacząć ćwiczenia! — powiedziawszy to, Guinevere odwróciła się do swoich przyjaciół. — Dajcie mi tę kukłę!
Song An i pozostali chłopcy wymienili się niezręcznymi spojrzeniami. Żadnej kukły już nie mieli. Dziewczyna szybko zdążyła to zauważyć. Wyprostowała się i nie kryla swojego zaskoczenia:
— Gdzie jest kukła?!
Odpowiedziała jej cisza. Żaden z chłopców nie wiedział, jak wyjaśnić jej nagłe zniknięcie manekina. Dopiero Song An, po krótkim zawahaniu, zdobył się na odwagę:
— Zgubiłem go.
Guinevere otworzyła usta z szoku.
— Jakim cudem zgubiłeś całą kukłę wielkości człowieka?
Song An podrapał się po głowie.
 — Niosłem ją, ale po pewnym czasie poczułem, że jest mi jakoś lżej i wtedy zobaczyłem, że gdzieś zniknęła…
Dziewczynie chyba zabrakło słów. W milczeniu wpatrywała się w stojących przed sobą chłopców. Cała czwórka wyglądała żałośnie. Unikali jej spojrzenia. Unikali wyjaśnień.
— Może, jeśli się cofniemy, to uda nam się ją znaleźć gdzieś w krzakach? — zaproponował nieśmiało Merlin. — Chyba i tak nie mamy innego wyjścia.
Było już naprawdę ciemno. Mogli wytężać wzrok, ale w gęstych zaroślach nie byli w stanie odnaleźć ukrytej przez Song Ana kukły. Z niczym wrócili do obozu.
— Naprawdę liczyłam na te ćwiczenia — westchnęła z żalem Guinevere, gdy tylko grupa uczniów znalazła się w otoczeniu znajomych domków. — Mam nadzieję, że mimo tej porażki, moja ocena na tym nie ucierpi…
— Jeśli chcesz, możesz poćwiczyć na mnie — zaoferował się Song An. — W końcu też  jestem człowiekiem, prawda?
Nikt nie zdążył mu wyjaśnić, dlaczego to jest zły pomysł, ponieważ dosłownie znikąd pojawił się opiekun wycieczki i wysłał wszystkich do spania, bowiem zbliżała się już cisza nocna.
Mieszkańcy domku numer 7 spali wyjątkowo dobrze. Z ulgą i poczuciem dobrze spełnionego obowiązku wobec wszystkich uczestników wycieczki, którym zapewnili bezpieczeństwo na cały wyjazd.
Na porannym apelu okazało się, że nikogo nie brakowało. Wszyscy szczęśliwi i wypoczęci stawili się na sprawdzeniu listy obecności. Według Song Ana oznaczać to mogło tylko to, że bóstwo zaakceptowało ich ofiarę i zostawiło w spokoju szkolną wycieczkę, dając im ciche przyzwolenie na zwiedzanie swojej domeny. A więc wszystko poszło zgodnie z planem.
Z tą myślą minął mu cały dzień. Polegał on też głównie na zwiedzaniu okolicy. Do wieczora autokarem jeździli od zabytku do zabytku, zaliczając kolejne przystanki na zaplanowanej trasie.
Dopiero przed zachodem słońca powrócili do obozu. Nie oznaczało to jednak końca atrakcji. Organizatorzy wycieczki przygotowali podchody — gra miała polegać na poszukiwaniu w pobliskim lesie wcześniej tam ukrytych określonych przedmiotów. Odpowiedni odcinek zarośli przezornie ogrodzono, aby nikt się nie zgubił.
Song An wraz z Merlinem zajęli się poszukiwaniem tajemniczego totemu. Według pozostawionych przez opiekunów wskazówek kierowali się na wschód lasu, niemal do samej granicy ogrodzonego terenu. Nie udało im się jednak odnaleźć przedmiotu, ponieważ okolicę niespodziewanie przeszył piskliwy krzyk. Wszyscy biegiem ruszyli w stronę obozu, aby przekonać się, co się wydarzyło.
Pośrodku polany stała dziewczyna, której imienia Song An nie znał. Wyglądała na przerażoną. Z trudem łapała oddech, a z jej oczu płynęły łzy.
— Ciało! — wykrzyczała łamiącym się głosem, osuwając się na ziemię. — Znalazłam ciało! O tam!
Ręką wskazała miejsce, w którym wczoraj wieczorem Song An zostawił kukłę. To nie wróżyło niczego dobrego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz