Alex wskazał dłonią na kochamkotki.
— Piwo.
Następnie na jego towarzysza, który nadal nie był skory podzielić się, na jakiej pozycji głównie grał w Legendarnej Lidze.
— A dla ciebie piwo z shotem wódki.
Ostatni na celowniku znalazł się Sammy. Wymagał w końcu silniejszego znieczulenia, gdyż zdawało się na to, że jego trema pochłaniała najbardziej. Cóż, pomyślał Alex. Czasem tak bywa w obliczu wielkich osobistości.
Prawdziwy barman potrafi dobrać alkohol do klienta. Za takiego właśnie się uważał, dlatego nie czuł potrzeby pytania o preferencje. To byłaby niepotrzebna strata czasu.
— A ty, kochanie? — ze skrywaną wcześniej czułością odwrócił się do Nikolaia. — Czego chciałbyś się napić?
— Zaskocz mnie. Idzie ci to dzisiaj wyjątkowo dobrze.
Alex klasnął w dłonie. Powędrował prosto za ladę, gdzie było jego miejsce. Mimo niewielu przespanych godzin czuł, że tego wieczoru nic nie będzie w stanie go powstrzymać – nawet rozwścieczone Aiolyt. Bez większego zastanowienia zaczął od przygotowania napoju dla Nikolaia. Okazja była wyjątkowa; nie wiedział, kiedy taka się powtórzy, dlatego musiał odpowiednio ją uczcić. Szczęściem całkiem niedawno pojawiły się w lokalu nieco wyższej półki alkohole – miał zamiar wykorzystać je wszystkie, a na domiar udekorować parasolką i innymi najbardziej fantazyjnymi ozdobami, jakie widział ten lokal. Nikolai zasługiwał na wszelkie dobra tego świata.
Reszcie nalał piwa. Dla efektu dosypał do napojów brokatu; nie miał jednak pewności, czy zabrał z Magicznych Różności tę jadalną odmianę. Był odpowiedzialnym pracownikiem, więc w ramach kontroli jakości spróbował po dużym łyku z każdego kufla. Nie umarł. Oni też nie umrą. Wydawało się jednak, że piwa były odrobinę za słabe; należało doprawić je wódką – w przypadku Sammy’ego nawet dwoma uncjami.
— Piwo moje paliwo — oświadczył doniośle, ścierając wierzchem dłoni pianę z ust. — Na zdrowie, panowie!
Nastała cisza. Nie wszyscy mieli odwagę sięgnąć po zaserwowany napój. Właściwie tylko Nikolai, dobrze zapoznany już ze śliną swojego chłopaka, to zrobił.
Alex nie znosił ciszy. I cisza nie znosiła Alexa – trzeba było ją przerwać.
— No, to co lubicie robić? Tak irl. Ja lubię konie. Ale jeszcze nie mam konia.
— U mnie na ranczu były konie! — podłapał Sammy.
Alex z wrażenia chwycił najbliższy kufel piwa (czyj?), upił połowę i w zasadzie nie odłożył go na miejsce – już było jego. A skoro było jego, musiał dolać do niego jeszcze nieco więcej wódki.
— Serio?! Ja też miałem ranczo. Znaczy mój dziadek miał. Znaczy nadal ma, bo jeszcze nie umarł. Ale jest trochę stary. Ale mam nadzieję, że jeszcze trochę pożyje. Nikolai też ma dziadka. A wy? Macie dziadka?
— Ja mam tylko brata… — wtrącił Vaeril, wpatrując się bezwiednie w ladę barową.
— A ja nie mam już nikogo — dodał Lilian. W jego głosie nie wybrzmiewała już żadna emocja; nawet ta charakterystyczna desperacja, gdy ktoś po raz dziesiąty klika “poddaj się” w grze.
— Kurczaczki. No to słabo — mruknął, po czym upił kolejny łyk. — “F” na chacie, widzowie. A wiecie, że jestem streamerem?
Rozmówcy zamilki. Ponownie. Alex miał jeszcze wiele pomysłów na rozmowę, lecz zrezygnował z nich wszystkich, gdy zauważył upominające spojrzenie Nikolaia.
— Doleję nam wódki — nie zaproponował, a stwierdził.
I słowo stało się ciałem – a właściwie cieczą. To był dla niego dobry wieczór. Poznał wielu wspaniałych przyjaciół. Dobrze, że płacili.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz