Gdy Dante zobaczył tamtego (domniemanego) chuja przy swoim rowerze, wiedział już dobrze, kogo mama nie kochała i komu bajek przed snem nie opowiadała o pięknym panu, który przyjdzie i wybije ci zęby, jak dotkniesz różowego roweru. Ruszył na niego jak wściekła bestia, z gracją przeskakując w obcasach pęknięcia w chodniku oraz ulicy i myśląc już o tym, jak słowo „litość” zaraz padnie z ust rozjebanego rabusia. Pomyłka nie była przecież czymś, co Dante popełniał w swoim życiu. On jedynie przyjmował z pobieżnym zainteresowaniem sugestie rzeczywistości, że jego decyzja wymagała drobnych, krawieckich poprawek.
Spojrzał na rower trzymany wciąż dzielnie przez kolesia, potem na samego kolesia, a dopiero potem jakoś zdołał sobie przypomnieć, że chyba to on wczoraj zostawił ten rower na środku chodnika, gdy wrócił z popijawy z Zapałką i chuja go interesowało, co działo się wokół niego, jeśli nie miało na imię Bashar.
— Przestawić chciałeś? — powtórzył, w garści trzymając pod kołnierzem koszulkę nieznajomego.
— NO PRZECIEŻ MÓWIĘ!
— Kurwa, to trochę przypał — westchnął Dante, cmokając z niezadowoleniem. Gdyby teraz się wycofał, przyszliby inni, z ambicją o wzięciu różowej strzały pod pretekstem jej przestawienia, a jeśliby ich też zostawił, wieść by się rozeszła szybciej od pierda Ignisa i honor postrachu miejskich ulic zostałby nieodwracalnie nadszarpnięty. Syren uśmiechnął się do gościa w ramach jedynego pocieszenia, które miał do zaoferowania. — Wybacz, stary, ale muszę. Honor, rozumiesz.
I uderzył go, tak dla zasady i pewności, że przekaz dla wszystkich złodziei wciąż był jasny. Pięść wystrzeliła znikąd, trafiając celnie w odsłonięty nos.
Mężczyzna tym razem nie wytrzymał, puścił rower, ale Dante go zgrabnie przejął, zanim znów posmakował chłodu chodnika.
— Ja pierdolę! — krzyknął stłumionym nieco głosem nieznajomy, zakrywając dłońmi rozkwaszoną twarz. Nos nie był złamany, Dante specjalnie nie uderzył tak mocno, ale krew obfitym strumieniem popłynęła przez palce. Metaliczny zapach nieproszenie wybudził głód w żołądku, syren jednak go uciszył, samemu się dziwiąc, jak sprawnie mu to wyszło. — Za co to ostatnie było?!
— Za nic, ale już tak w życiu bywa. Nie martw się, odwdzięczę się za twoją troskę o moją strzałę. — Charakterystyczny półuśmiech ozdobił wargi, kieł błysnął między nimi zadziornie. Syren sięgnął do torebki, wydobył opakowanie chusteczek i podał mężczyźnie. — Masz, wytrzyj się, wyglądasz jak pół dupy z okresem.
Ten coś sarknął, tylko że niewyraźnie, walcząc nieudolnie z krwotokiem. Przyjął chusteczki, choć niepewnie, jakby zaraz miała wyskoczyć z opakowania kolejna pięść i wpierdolić mu za niewinność. Dante parsknął, zostawił go na moment samego z jego niedolą i przestawił różową strzałę w prawilne miejsce, pod tym chorowitym drzewkiem otoczonym bluszczem.
— Za wiele i tak nie zrobiłeś. — Usłyszał nieoczekiwanie za sobą. Odwrócił się z płynnością rekina łapiącego trop w głębinie.
— Co?
— Za wiele wysiłku nie kosztowały cię te ciosy — odchrząknął tamten, wiercąc nogą w chodniku, jakby pod dupą też mu się oberwało i musiał rozchodzić skurcz. — Nawet się nie zmęczyłeś. Trenujesz?
— Trenuję. Jak będziesz chciał, to ci coś mogę nawet pokazać, bo że przyjmować pierdolnięcie umiesz, to widziałem. — I wyciągnął przed siebie dłoń, tym razem bez zapowiedzi groźby, uśmiechając się olśniewająco. — Mów mi Dante.
Chłop zrobił awaryjny krok w tył, nastroszony jak york Wiśniewskiej, w dodatku jebnięty paralizatorem, nieufny i podejrzliwy, ale Dante miał doświadczenie w oswajaniu debili wyglądających jak bezdomni. Poczekał, aż ten wepchnie sobie głębiej w dziurkę nosa kawałek chusteczki i przyjął jego dłoń.
— Eirik.
Eirik zachwiał się ponownie, gdy bokserskie mięśnie spięły się przelotnie, przyciągnęły mężczyznę do syreniego boku. Dante przerzucił ciężkie ramię nad jego barkiem, ruszył lekkim krokiem przed siebie, ciągnąc za sobą nowego kolegę. Jego zdanie w sprawie, czy chce być gdzieś ciągnięty, było w tym momencie mało istotne.
— Chodź, Eiriczek, zabierzemy cię do kogoś, kto ci pomoże.
— Do lekarza?
— Do barmana. Wiszę ci kolejkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz