07 sierpnia 2025

Od Nikolaia - Migot za pół ceny [AU]

Tutaj nie chodziło o czerpanie z życia garściami. 
Tutaj chodziło o czyste przetrwanie. Myślisz, że osiągnąłeś już samo dno i  nie ma dla ciebie żadnej  nadziei, a los rzuca ci pod nogi same kłody. Wszystko stracone. Właśnie wtedy przypominasz sobie, że urodziłeś się w Zaun. 
A tutaj może być tylko gorzej. 
Każdy ma swój własny sposób na wyrwanie się z biedy. Mieszkańcy Zaun radzą sobie na wszelakie sposoby. Prace dorywcze, mniej lub bardziej legalne biznesy, żebranie, kradzieże… Moralność nie ma znaczenia. Byleby przeżyć. Przetrwać kolejny dzień w tym niekończącym się piekle. 
Nikolai doskonale wiedział, jak przedłużyć swój marny żywot o jeszcze kilka dni. Chociaż czuł, że balansuje na przepaści, a każda doba może być jego ostatnią, nie zamierzał tak łatwo się poddawać. To on był panem swojego losu. Tylko on miał prawo zdecydować, kiedy nadejdzie jego koniec. Życie to jedyne, co miał na własność. 

Prowadził sklepik. Mały, niepozorny, dziwaczny, ale można było znaleźć tam wszystko. Przynajmniej w teorii. W praktyce klienci jedynie wierzyli, że odnaleźli to, czego akurat szukają. Cóż, nawet jeśli okazywało się to nieprawdą, nie mieli, szansy wyrazić swojego niezadowolenia czy złożyć reklamację. Sklep znikał tak szybko, jak się pojawiał, a odnalezienie go w licznych, krętych i ciemnych zaułkach Zaun nie było łatwe. Nikolai doskonale o tym wiedział. Czuł się bezkarny. Bo w końcu, kto w tym pełnym bezprawia miejscu, dopominałby się o swoje? Jeśli ktoś cię oszuka, to tylko na twoje własne życzenie.
Nikolai urodził się tutaj jako jedyne dziecko państwa Alieva. Wychowywali go rodzice i dziadkowie. Cała rodzinka żyła skromnie, ale szczęśliwa. Jednak tutaj, najlepsze, co możesz zrobić dla swoich bliskich, to odejść. W świecie, gdzie wszyscy ledwo wiążą koniec z końcem, nie ma gorszego poczucia nić bycia ciężarem. Nikolai nie chciał, aby jego rodzina wydawała na niego ostatnie pieniądze. Szybko postanowił się usamodzielnić. Dla siebie. Dla bliskich. 
Zajął się więc handlem. W Zaun zawsze czegoś brakowało, a szczególnie produktów pierwszej potrzeby, takich jak bandaże, mydło, jedzenie. Nikolai doskonale o tym wiedział. Już w bardzo młodym wieku udało mu się zdobyć kilka owocnych kontaktów z ludźmi z powierzchni. Chociaż nienawidził mieszkańców Miasta Postępu, wiedział, że tylko oni są w stanie dostarczyć mu przydatne produkty. Tam niektóre rzeczy nie mają najmniejszej wartości, a tutaj są na wagę złota. 
Zazdrościł każdemu, kto żył w Piltover. Mieli oni wszystko. Nie doceniali tego. Nikolai nieraz chodził spać bez kolacji, pod gołym niebem, a w tym samym czasie górniacy pławili się w niemałych luksusach. Niczego im nie brakowało i byli przy tym obrzydliwie niewdzięczni. Tutaj nie przetrwaliby nawet dnia.
Nikolai od rana do wieczora ciężko pracował. Nawet tego dnia odwiedził pobliski targ. Rozłożył na kocu swoje towary, usiadł w cieniu i obserwował. W takim miejscu należało być ostrożnym. Często dochodziło do kradzieży lub bójek. Nikolai wolał nie pakować się w żadne kłopoty. Chciał sprzedać, co miał i jak najszybciej zwinąć się z tego miejsca. Miał wieczorem jedno ważne spotkanie, na którym pragnął pojawić się punktualnie. Biznesy wymagały profesjonalizmu. 
— Masz ten środek na wszy?
Nikolai usłyszał chrypliwy głos. Odsłonił zasłaniający mu twarz kaptur i podniósł wzrok. Stał przed nim zniszczony używkami i podłymi warunkami życia mężczyzna. Jego ciało drżało. Wyglądał na poirytowanego. 
— Na wszy, myszy, a jak dodasz wody, to sprawi się jako świetna zaprawa murarska — zapewnił Nikolai, podając klientowi słoik z szarą substancją. — Nie polecam go jeść. Smakuje okropnie. 
Mężczyzna przewrócił oczami. Rzucił na koc kilka monet, zabrał maść i odszedł bez słowa. Nikolai wzruszył ramionami. Zebrał pieniądze i wcisnął je sobie do kieszeni. Nie wymagał od nikogo wdzięczności. Dopóki zarabia, było mu wszystko jedno. 
Popołudnie minęło całkiem spokojnie. Cóż, przynajmniej na warunki panujące z Zaun; pojawiło się kilka sprzeczek, rękoczynów, mniejszych i większych przepychanek. Sam Nikolai niejednokrotnie dał się wciągnąć w kłótnie, szczególnie gdy klienci próbowali się targować. Irytowało go to, bo był przekonany, że żadne argumenty nie są w stanie go pokonać. Ostatnie słowo (a w tym przypadku cena) zawsze należało do niego. 
Bogatszy o pokaźną ilość monet Nikolai powrócił do swojego schronienia. Było to niewielkie mieszkanie znajdujące się w starej kamienicy w centralnej części Zaun. Chociaż mieszkanie to wiele powiedziane. Handlarz wynajmował jeden niewielki pokój. Tam też gromadził wszystkie swoje towary i chował pod panelami część utargu. Do kradzieży dochodziło często, należało więc być ostrożnym. 
Wszedł do swojej mizernej kawalerki. Tam czekał na niego jego przyjaciel, jedyny towarzysz w tym okrutnym świecie: kruk Kokos. Nikolai wymienił się na niego kiedyś za dwie kostki mydła. Chciał sprzedać ptaka drożej, ale zbyt szybko się przywiązał i postanowił się nim zaopiekować. Chociaż zapewniał, że lubi samotność, czasem naprawdę brakowało mu kogoś bliskiego u boku. Kokos świetnie dotrzymywał mu towarzystwa w trudnych chwilach.
Zbliżało się ważne spotkanie. Nikolai wychodząc z pokoju, zabrał ze sobą kilka pustych fiolek. Były mu nadzwyczaj potrzebne.
Ruszył w stronę kanałów. Tutaj było ich pełno. Brudna woda płynęła wartko przez całe Zaun. Nikolai zatrzymał się przy jednej z pokaźnych kałuż, pozostałości po nadmiarze odpadów w kanałach. Z cichym prychnięciem napełnił fiolki podejrzaną cieczą. Zabezpieczył szklane opakowania, wyczyścił ich wierzchnią stronę, a następnie szczelnie zapakował w papier. Zadowolony ze swojego dzieła, podążył na spotkanie. 
Nikolai zatrzymał się w ciemnej uliczce na samych obrzeżach Zaun. Przy granicy z Piltover. Oparł się o zimny mur. I czekał. 
Niedługo później pojawił się zamaskowany mężczyzna. Ubrany był schludnie, kroczył dumnym krokiem. Pachniał mydłem. Ewidentnie tutaj nie mieszkał. Górniak. Pozbawiony problemów i trosk. Aż pozazdrościć. 
— Przyniosłeś? — zapytał, pomijając wszelakie grzeczności. Typowo. 
— Mhm, tak jak prosiłeś — przytaknął Nikolai. Wyciągnął fiolki. — Migot za pół ceny. Najlepszy towar. Prosto z samego środka Zaun. 
Klient wziął do ręki szklane naczynia. Przyjrzał im się dokładnie. 
— Na pewno działa? 
— Uwierz mi, że da ci naprawdę niezapomniane wrażenia — zapewnił handlarz z uśmiechem na ustach. — Tylko nie przesadź.
 — I to się pije? — Klient nie wydawał się być przekonany.
Cóż, zależy od efektu, który chcesz osiągnąć — tłumaczył Nikolai. — Możesz pić, smarować, wstrzykiwać. Wszystko dozwolone. 
Górniak pokiwał powoli głową. Zapłacił za towar, pożegnał się i odszedł. 
— Do zobaczenia! — zawołał za nim Nikolai. — Chyba. 
Odwrócił się na pięcie i odszedł w stronę swojego mieszkania. Nucił cicho pod nosem. Nie krył zadowolenia z dokonanej transakcji. 
Nienawidził Piltover i jego mieszkańców całym sercem. Odkąd się tylko urodził, czuł się gorszy. Miał wrażenie, że nie jest warty nic. 
Jak się jednak później okazało, to do niego przychodzą z interesami. To jego proszą o niedostępne w Piltover dobra. Nikolai nie odmawiał. Skoro chcą zabawić się i poczuć, jak to jest żyć w Zaun, to poznają to dosadnie na własnej skórze. 
Wszystko na własne ryzyko. Tutaj się nie żyje, tutaj się walczy. 
Nikolai chętnie ich tego nauczy. I przy okazji trochę za te lekcje zarobi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz