20 lutego 2026

Od Caina – Walentynki

Cain stał oparty o ścianę i czekał. Dochodziła osiemnasta, a przez ostatnią godzinę słychać było tylko sztucznie rozbawione śmiechy i dyskusje, które interesowały go tyle, co zeszłoroczny śnieg. Stukał butem o podłogę w rytm tykania zegara, który wisiał na ścianie, a pod nim stał ochroniarz, który gdyby tylko miał takie umiejętności, wywierciłby dziurę w czaszce Caina.

Od Muunokhoi – Walentynki

Dzicz mówiła do niej chropowatymi słowami ściśniętymi w zwoje wiekowych pni. Gdzie inni słyszeli wiatr targający gałęziami, gdzie ściółka pękała im pod nogami, a lis zwężał swe oczy, umykając w mrok jamy, Muunokhoi słyszała duchy. Ich głosy stare, zdarte niczym schorowana kora; ich głosy młode, zachwycające się każdym ciepłym podmuchem, niedoświadczone trudami suszy. Wrażliwsza od pozostałych szamanów i szamanek na połączenie między Ziemią a Niebem, z wrodzoną zdolnością do wyczuwania czegoś, w czym niektórzy musieli się szkolić, w pierwszych latach swej nauki doskonaliła umiejętność wyciszania świata wokół siebie, by odróżniać wołanie od szumu, błaganie o pomoc od rozdrażnionego krzyku. Dlatego też wpierw nie mogła uwierzyć, gdy ten lament serca spadający z Nieba na podobieństwo sokoła pędzącego ku ziemi ze złamanym skrzydłem zdołał przebić się do niej, ściągnąć szamankę do niepozornego świerku rosnącego tuż nad płytkim jeziorem. Płaczliwy śpiew pokonał skrupulatnie postawione zapory, trafił Dziecko Nieba niczym strzała przeszywająca kochanka na widok swej lubej. Daleki od próśb, które zazwyczaj spełniała szamanka, okazał się zbyt natarczywy, by go zignorować.
Muunokhoi stanęła przy drzewku, wątpliwym wzrokiem przejechała od czubka aż po dół pnia.

18 lutego 2026

Od Eliasa – Walentynki

Elias miał dwa problemy: z lenistwem i zbieractwem.

17 lutego 2026

Od Ashera do Dantego

Ognisty ból rozniósł się po całej długości kręgosłupa, wchłonął w tkankę mięśniową, w kości i krew, na dłuższy moment pozbawiając najemnika jakiejkolwiek namiastki kontroli i pozwalając znękanemu cielsku runąć na ziemię wraz z drewnianym, lakierowanym stolikiem. Asher jęknął, chwilowe zamroczenie wyparło chroniącą przed bólem adrenalinę, a kilka pojedynczych kosmyków siwego włosa wypadło z niesfornego koka, przykleiło się do mokrych od potu skroni, rozciętej i krwawiącej brwi. Poczuł, jak jego własne wnętrzności wykręcają się w agonii, jak cała zawartość żołądka podchodzi do gardła i jak tworzące się z wolna na ciele sińce drażnią, parzą niczym rozżarzone żeliwo. Rozum błagał, by zaprzestał. By zapomniał o palącej żałości i rozrywającym pierś gniewie. By zrozumiał i odszedł, nie narażając się na kolejne boleści, kierowane w jego stronę ciosy. Pochłonięte emocją serce wypędzało jednak zdrowy rozsądek, rozkazując mu wstać i raz jeszcze przygotować się do niezakończonej wciąż walki.

Od Janka – Walentynki

Zbliżały się walentynki, w remizie jednak dzień był jak codzień. Ekipa siedziała wokół stołu w kantynie – Janek dojadał resztki chleba z koszyka, żeby się nie zmarnowało, Tarik rozlał się trochę na swoim siedzeniu, trawiąc obiad, Gulm zaczynał składać już naczynia, żeby nie obeschły, Elowen pogrążyła się w rozmowie z Ylvą, a kapitan Arnbjǫrg uciekła wzrokiem w stronę uchylonych drzwi gabinetu, gdzie góra spraw administracyjnych domagała się jej uwagi. Milczący do tej pory Vlad splótł blade dłonie na blacie, poprawił się na siedzisku.
— Moi przyjaciele, towarzysze… potrzebuję waszej pomocy — odezwał się poważnym tonem.

16 lutego 2026

Od Vaeril'a do Sammy'ego

Najlepiej wspominał to dwupokojowe mieszkanie, które niegdyś wynajmował jego brat.

14 lutego 2026

look at my doctor i need to scratch his bellaaayy

Samuel „Sammy” Walker
Wiek: 27 lat
Data urodzenia: 14.02
Płeć: mężczyzna
Rasa: odmieniec człowiek
Pochodzenie: Zjednoczone Ziemie Północnej Vespy, ranczo położone w sąsiedztwie Ostatniego Rancza
Zawód: lekarz rezydent medycyny ratunkowej
Opis: Chodząca definicja niezręczności. Swojski facet, który sprawia wrażenie zagubionego w wielkim mieście i gotowego rozpłakać się w każdej możliwej chwili. Idealny baranek ofiarny z wielkimi worami pod oczami, noszącymi ciężar emocjonalny prawdopodobnie całego świata. Wiele poświęcił, aby móc stanąć w obecnym miejscu – pierwszy raz w życiu pewny ścieżki, którą postanowił obrać.

Od Dantego – Walentynki (III) [AU]

Kolejna godzina nad notatkami z biolki mijała, a Dante czuł się jeszcze głupszy, niż kiedy zaczynali to całe powtarzanie materiału. Aparat Goldinga, transspekulacja genów, fotospazmy i inne dzikie węże pozbawione najmniejszego sensu.
— No i chuj — burknął, waląc czołem o stół w salonie.
— This part of the anatomy is discussed in chapter ten — zauważył spokojnie Bashar — but we still have to go through the smallest of molecules before we reach more advanced organisms.

Od Bashara – Walentynki (II) [AU]

Bycie synem padyszacha wiązało się z koniecznością nabycia wielu umiejętności. Jedną z nich była umiejętność nie dania po sobie poznać żadnych emocji – zdziwienia, irytacji czy też rozbawienia, jakiejkolwiek reakcji, która mogła dać drugiej stronie wgląd w jego myśli. Bashar z wprawą wytrawnego aktora nosił na twarzy idealną maskę obojętności i niezrozumienia, pozwalając polskim słowom przepłynąć wokół niego niczym wartki nurt potoku omywał niewzruszony kamień, udając, że nie mają one dla niego żadnego znaczenia. Tymczasem młody mężczyzna chłonął ich przekaz niczym gąbka, tym bardziej interesujący, skoro wypowiedziany bez głębszej wiedzy, bez rezerwy i pomyślunku. Usta przyszłego padyszacha wygięły się w ledwie dostrzegalny uśmiech, spojrzenie przebiegło od twarzy do twarzy, pogodne i łagodne, cudownie nierozumiejące, gdy bystry umysł analizował słowa i wypowiedzi, rozkładał na czynniki pierwsze serca, czyniąc z Bashara najwytrawniejszego gracza na tej jakże wąskiej i prostej planszy.

Od Dantego – Walentynki (I) [AU]

Upodlenie, żałość, pierdolony żart. I to jeszcze, kurwa, taki w chuj nieśmieszny. On powinien był udać się do tej całej zakłamanej komisji wymiany międzynarodowej, nasrać im na środek biurka, zwyzywać im wszystkim matki, ojców, dziadków leżących w grobie, a to wciąż byłoby kulturalniejszym potraktowaniem niż, kurwa, to, co wymyślili dla niego. Że go matka nazwała po pisarzu zapierdalającym przez wszystkie dziewięć kręgów piekielnych, to wcale nie zobowiązywało innych do wrzucania go na szlak tysiąca prób mentalnych i testów wytrzymałości jego kruchej cierpliwości. Upodlenie, żałość…
— Skurwysyństwo! — warknął Dante, aż berecik się jakieś babci osunął, a oczy z orbit wyjebało, gdy zerknęła na obcisłe jeansy zarysowujące twarde uda i odsłonięty prawie pod pierś brzuch, bo crop top był co najwyżej formalnością okrywająca ramiona licealisty. W normalny, słoneczny dzień Dante by nawet zsunął różowe okulary, mrugnął do niej, oglądał, jak babcia robi znak krzyża w jego stronę i ucieka do tramwaju. Ale teraz discman wygrywał mu na słuchawkach mocny wokal Kory, bojowo łączący się z rytmem wybijanym przed grube podeszwy butów, teraz obietnica rozpierdolu gościła w mroźnobłękitnych oczach i nic tego sztormu nie mogło ujarzmić.

Od Seymoura – Walentynki (IV) [AU]

Seymour snuł się w tę i nazad po balkonie, wydmuchując regularnie kłęby dymu, obserwując, jak wiatr porywa je i rozwiewa w niebyt, niczym jego własne szanse u Virgila. Tatuażysta prychnął, od niechcenia kopnął balustradę, spojrzał na swe odbicie w wypolerowanej szybie okna.
— Debil.

Od Virgila – Walentynki (III) [AU]

— Patrzyłeś mu się na dupę!
— Miał posadzoną dupę!
— To jak wstawał!
— Wcale nie!
Wcale tak. Ale Virgil nie zamierzał tego przyznać przed Dantem.

Od Seymoura – Walentynki (II) [AU]

Trzy razy powtórzył Dantemu, jak dbać o tatuaż, żeby dobrze się goił, nie blakł, nie rozlał się i żeby wyszedł dokładnie taki, jaki w pocie czoła zaprojektowali. Miał nadzieję, że przywołanie imienia Bashara, jedynej osoby, przy której jego nadto energiczny klient zdawał się przejawiać jakiekolwiek znamiona logicznego rozumowania, okaże się zaklęciem wystarczająco silnym, by Dante faktycznie stosował się do tych zaleceń. Skoro jego nazwisko, Silverthorn, było w nazwie jednego z najbardziej prestiżowych i znanych studiów tatuażu, Seymour miał możliwość odmawiania klientom według swego widzimisię, lecz choć współpraca z Dantem od początku wyglądała na wyboistą, widzimisię Seymoura zadecydowało, by ją jednak podjąć. Wcale nie było tak, że wzrok tatuażysty zjeżdżał z debilnych projektów w stronę siedzącego zaraz obok kolegi klienta, tego ogarniętego i przy tym ładnego, jedynego rzucającego jakieś rozsądne pomysły i wprawnie hamującego idiotyczne zapędy Dantego. Gdyby nie jego obecność, blondyn wyleciałby na bruk.
„Powinieneś był mu odmówić” zgadzali się Nico z ojcem, Seymour zaś stwierdził, że jebać, a jego spojrzenie uciekało w stronę kalendarza, wypatrując dnia, gdy Dante przyjdzie na dokończenie tatuażu i kiedy Vi wiernie będzie przy nim siedział, wspierając psychicznie kumpla, który tego wsparcia wcale nie potrzebował.

Od Virgila – Walentynki (I) [AU]

— Vi, bo ty się znasz na tej całej kompozycji przecież. — Dante wyszczerzył się przez ramię, tłumacz po raz kolejny, dlaczego Virgil koniecznie musiał robić mu za wsparcie przy tworzeniu idealnego tatuażu poświęconego jego drugiej połówce. Jechał na rowerze w swoich nienormalnie wysokich platformach, żywo gestykulował i jeszcze jakoś trzymał równowagę z Vi na bagażniku.
— Na kompozycji kwiatów, tak, to trochę inna dziedzina niż tatuaż…

Od Tristana – Walentynki [AU]

Pomruk zrzucających obroty silników, stłumione przez szyby rozmowy, ten odległy gwar miasta, ledwo docierający na parking na obrzeżach. Stały szum powolnie egzystującego wokół niego życia wprowadzał jego wiecznie zapracowany umysł w spokojny tryb relaksacji, którego Tristan normalnie nie doznawał. Zawsze był wykład to powtórzenia, dodatkowa praca semestralna do skończenia, zawsze było coś, co mogło uczynić go lepszym, sprytniejszym, doskonalszym, a on chwytał się tych rzeczy, jakby życie od tego zależało. Kino samochodowe odkrył przypadkiem, gdy bez celu jeździł po okolicy, zmęczony, zły, a przy tym sfrustrowany, bo zostało mu jeszcze parę zagadnień z klasyfikacji narkotyków do przerobienia, ale jego własne ciało zgłaszało bunt przed kolejną godziną nauki. Zatrzymały się, przekonany, że skoro nie może wykorzystać reszty wieczoru na powtórkę, to równie dobrze może popatrzeć się bez celu w wielki ekran. Pościg samochodowy, strzelanina niemająca nic wspólnego z rzeczywistością, a potem efektowny wybuch budynku – godziny leciały, on zaś odprężał się przy pędzącej na łeb na szyję akcji. Przy końcu filmu zapomniał, dlaczego tak źle się czuł wcześniej.
Więc w każdą sobotę, o tej samej godzinie, stawał na tym samym parkingu i patrzył, jak kolejna postać wyskakuje z samolotu i ratuje swoich bliskich przed zakapiorami z karabinami maszynowymi. Może i nie zaliczało się to do najambitniejszego kina, ale jemu wystarczyło, by przez chwilę nie ścigać się z samym sobą.

Od Annikki – Walentynki (II)

— Jaka jest najcenniejsza rzecz w posiadaniu pana partnera?
Piegus zrobił oczy jak dwa funty, bez przekonania wymamrotał do mikrofonu odpowiedź.
— Drewniany grzebień od jego taty…
— A moja harfa? — westchnął elf, pogładził głowę swojego partnera, jakby w ten sposób mógł mu przelać nieco pomysłów do niej.

Od Hotaru – Walentynki (I)

Hotaru przetrząsała właśnie kosmetyczkę, próbując znaleźć ten jeden, konkretny błyszczyk. Kosmetyczka, przez długi czas pustawa, mieszcząca ledwie parę podstawowych produktów, teraz ledwie się dopinała, usiłując pomieścić różne odcienie błyszczyków, te trzy tusze do rzęs, subtelny korektor, dwa róże, rozświetlacz, nie mówiąc już o podkładzie, nowym pudrze, kredce do brwi i całej garści eyelinerów. Były na promocji, żal było nie wziąć, mogły przydać się przecież w teatrze.

Od Nikolaia — Walentynki

Wstał z bólem głowy. Chwiejnym krokiem podszedł do okna, aby przewietrzyć duszny pokój.

02 lutego 2026

What a strange power there is in clothing

Cerese Vionnet
Wiek: 40 lat
Data urodzenia: 22 czerwca
Płeć: Kobieta
Rasa: [redacted]
Pochodzenie: Stellaire, Novendia
Zawód: Od niemal siedmiu lat może pochwalić się stanowiskiem redaktorki naczelnej modowego magazynu V'ogule. Współorganizuje również kilka większych eventów modowych.
Opis: ceo @ bad bitch.com and your local fashion queen

01 lutego 2026

Walentynki 2026

Oto nadchodzi najcieplejsze z zimowych świąt, a u nas – bardzo uroczy event. Już za dwa tygodnie walentynki, czyli niepowtarzalna okazja, by pokazać, jak Wasze postaci spędzają ten romantyczny, serduszkowy czas.

Zasady eventu

  1. Jak zwykle, długość opowiadania jest dowolna – możecie się rozpisywać lub postawić na krótką formę.
  2. Opowiadanie powinno być związane z Walentynkami. Czy Wasze postaci są fanami tego święta, spędzają je ze swoją drugą połówką, czy raczej polują na promocje na czekoladki i kwiaty? A może Walentynki to okazja do rozdrapania starych ran i wspomnienia szczęścia, które już nigdy nie powróci?
  3. Tytuł opowiadania powinien mieć formę: Od [Imię postaci] – Walentynki, czyli np. Od Seymoura – Walentynki.
  4. Etykiety do opowiadania: nick, imię postaci, typ opowiadania, Event i Walentynki 2026, czyli na przykład: ChaosHead, Undine Navarra, indywidualne, Event, Walentynki 2026.
  5. Jeśli tworzycie opowiadania w kilka osób, postarajcie się zaznaczyć, że Wasze historie są częścią większej całości. Możecie dodać numer do opowiadania, na przykład: Od Merlina – Walentynki (I). Jeśli chcecie, możecie również dodać podtytuł dla lepszego kontekstu, np.: Od Andrei – Walentynki, Różowe kajdanki (I).
  6. Data publikacji opowiadań: do 21.02.
  7. Za udział w evencie przewidziana jest nagroda w postaci unikalnej rangi na Discordzie <3
Jak co roku, opowiadania to nie wszystko <3

Walentynkowe Auranthium

Nowy Rok 2026 – Podsumowanie

Styczeń zakończony, czas więc zakończyć nasz łączony event, Nowy Rok + Yule. Cieszę się, że udało się napisać opowiadania i podzieliliście się swoimi historiami, bo wiem dobrze, że święta, a potem styczeń, nie są czasem, który sprzyja pisaniu. W tym evencie pojawiły się następujące opowiadania:
  1. Od Felixa – Nowy Rok
  2. Od Undine – Nowy Rok
  3. Od Song Ana — Nowy Rok
  4. Od Caina – Nowy Rok
  5. Od Andrei – Nowy Rok
  6. Od Janka – Nowy Rok
  7. Od Isidoro – Nowy Rok
  8. Od Merlina – Nowy Rok
  9. Od Ignisa – Nowy Rok
  10. Od Hotaru – Nowy Rok (I)
  11. Od Seymoura – Nowy Rok (I)
  12. Od Bashara – Nowy Rok (I)
  13. Od Virgila – Nowy Rok (II)
  14. Od Dantego – Nowy Rok (II)
  15. Od Annikki – Nowy Rok (II)
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję i łapcie swoje nowe role na Discordzie <3

Od Annikki – Nowy Rok (II)

Słowa miały znaczenie. Od pnia tej prostej myśli rozwinęły się gałęzie reszty jej życia, przeobrażając je w sposób, w jaki zagubiona w niewielkiej, wręcz odciętej od reszty świata wiosce ćma nie sądziła, że będzie kiedykolwiek możliwy. Zaczęła zbierać wyrazy, pielęgnować je i zasadzać w równych odstępach od siebie, by mogły wykiełkować w przekazy potrafiące uderzyć głębiej swoją prawdą. Lata uczenia się tej subtelnej praktyki, która nie niosła w sobie żadnej wartości, gdy Annikki próbowała stworzyć ogród zgrabnych zdań przed Hotaru. Język kaleczył jej się o karłowate kolce uczuć, wokół gardła oplatały się nienaturalnie długie łodygi, dłonie szukały zaczepienia w zdradzieckich pnączach. Chciała do niej mówić pięknie, otwarcie, szczerze, lecz z jej myśli pozostawały marne półsłówka, które mogły równie dobrze nic dla tancerki nie znaczyć.
Annikki wcisnęła dłoń w kieszeń kurtki, odchrząknęła, bo to przecież zimno drażniło ją w gardło, a nie własna niemoc, strach, myśl, że nigdy nie będzie potrafić powiedzieć czegoś więcej, co przekroczy pewną granicę bezpowrotnie.

Podsumowanie 2026.01

Oto i pierwsze podsumowanie tego, co napisaliście w nowym, 2026 roku.
Jak zwykle nie zawodzicie, bo chociaż styczeń to najczęściej czas powrotu do rzeczywistości po długim okresie świąt (a więc dużo pracy), plus dla studentów jest to moment rozpoczęcia walki z sesją egzaminacyjną (czyli ponownie dużo pracy i stresu), pozostaliście aktywni, tak z opowiadaniami, jak i na Discordzie. Dużo ważnych, dobrych rzeczy zadziało się też dla Rifta jako takiego, więc wierzę, że jest to preludium do tego, żeby 2026 rok był naszym rokiem <3 W perspektywie mamy w końcu zwyciężenie egzaminów, cieplejszą pogodę (zero szklanki na drodze, gruźlicy i przemarzniętych policzków) oraz powrót do regularnych streamów, no i naszej kampanii w Dungeons and Dragons. Rzeczywistość ma odpuścić, to nie jest prośba.
A teraz przejdźmy do tego, co lubię najbardziej, czyli do statystyk.

31 stycznia 2026

Od Dantego – Nowy Rok (II)

Bashar chciał wrócić do mieszkania i odłożyć zakupy, ale Dante już miał lepszy pomysł, ze swoją drapieżną naturą pobudzoną zobaczeniem najładniejszej choinki na pobliskim bazarze, pewny, że chwila zwłoki pozbawi ich tego doskonałego drzewka. Rąk mu brakło na niesienie zdobyczy z targów, choinki oraz trzymanie dłoni Bashara, więc po długiej dyskusji i próbach zagięcia praw fizyki w końcu zgodził się oddać zakupy lekarzowi, by samemu nieść drzewko na barku i mieć możliwość nie puszczania swojego ulubionego doktora.

Od Virgila – Nowy Rok (II)

Na tle podobnych sobie budowli w dzielnicy rodzinna pieczara Moerisowej watahy odznaczała się niemożliwym do podrobienia, wilczym ciepłem wylewającym się z przystrojonych bogato okien, oświetlonych krzaczków, z wieńca obwiązanego wstążeczką z życzeniami, z mieniących się lodowym błękitem sopli i sięgających kolan lasek cukrowych prowadzących wzdłuż ścieżki pod same drzwi, niczym drogowskaz do krainy wiecznego, zimowego świętowania. Nie tylko oni wystawiali przeróżne ozdoby, uwielbiając przepych grudniowych obchodów, lecz Vi zawsze uważał, że jego rodzina opanowała do perfekcji przystrajanie domu w sposób, który nie chełpił się jedynie ilością migoczących lampek, tylko zapraszał do środka tego zbłąkanego wędrowca, obiecując radość i spokój, bo te długie zęby były do odstraszania złych duchów, a miękkie łapy do witania nieoczekiwanych przyjaciół. Przed wejściem czuło się jak w miejscu pozbawionym nieprzystępnych barier, bo do wilczego legowiska wkroczyć mógł każdy o czystym sercu.
Virgil zerknął na Seymoura i jego dobrą minę idącą w parze z sercem bijącymi nerwowymi spazmami, gdy były czarodziej zerkał przelotnie w najbliższe okno i liczył raz jeszcze ilość przeciwników na mapie.

13 stycznia 2026

Od Bashara – Nowy Rok (I)

Stellaire lśniło tysiącem świateł. Girlandy przecinały ulice niczym złote rzeki spływające z nieba, witryny sklepowe prześcigały się w pomysłowych dekoracjach, a z głośników płynęły kolędy, mieszając się z gwarem przechodniów i śmiechem dzieci. Bashar lubił to miasto, miało w sobie wszystkie elementy, które odpowiadały mu w rozległej, kosmopolitycznej stolicy, lecz w grudniu Stellaire nabierało zupełnie innego charakteru – jakby ktoś rozsypał nad nim garść magicznego pyłu, sprawiając, że nawet najbardziej ponure zaułki wydawały się przytulne, ciepłe, pełne obietnicy czegoś więcej.
— Patrz! — Dante pociągnął go rękę, wskazując na wystawę z poruszającymi się mechanicznymi elfami, których drobne młoteczki uderzały w miniaturowe kowadełka, wykuwając nieistniejące zabawki. — To nowe, w zeszłym roku tego nie było.

Od Seymoura – Nowy Rok (I)

Seymour stał przed lustrem w sypialni, wpatrywał się uważnie w taflę, poprawiając kołnierzyk koszuli. Biała, starannie wyprasowana, z subtelnymi mithrilowymi spinkami z szafirowym akcentem – klasyczna, ułożona, podkreślająca jego charakter. Przynajmniej ten, który akurat chciał ukazać – profesjonalny i bezpieczny. Spinki były dokładnie tym, co każdy, w tym Seymour, wybrałby na jakiekolwiek rodzinne spotkanie. Lśniły dyskretnie w świetle lamp, nie za ostentacyjnie, ale wystarczająco elegancko, by pokazać, że dba o szczegóły. W końcu ostatnio poszło dobrze. Rodzice Virgila go zaakceptowali, Valerius okazał się zupełnie w porządku (Vi zdecydowanie za dużo narzekał na „szczeniaka") i Seymour doszedł do wniosku, że tym razem będzie podobnie.
Musiało być podobnie.

Od Hotaru – Nowy Rok (I)

Hotaru po raz trzeci poprawiała idealnie wpięte we włosy, ozdobne kanzashi. Przyglądała się swemu odbiciu w lustrze w przedpokoju, krytycznym spojrzeniem ogarniając spinającą niski kok jedwabną wstążkę, sięgając misternego wiązania, zawijając mocniej jeden z krańców. Wstążka połyskiwała bladym, mroźnym blaskiem, idealnie komponując się z ciemnogranatowym płaszczem i kremowym szalikiem.
„To tylko zwykłe spotkanie”, myślała, odwracając głowę to w jedną, to w drugą stronę. „Po prostu idziemy razem obejrzeć Świetlną Arkę. Nic więcej”.
Sięgnęła po pomadkę, zawahała się, odłożyła. Podniosła ponownie. Delikatny róż, ledwo widoczny, aromat wiosennych kwiatów. Przecież to tylko oznaka szacunku dla drugiej osoby – dopilnować, by wygląd był schludny i zadbany. Nie było w tym nic nadzwyczajnego. Prawda?
Hotaru zerknęła na zegarek. Miała jeszcze dziesięć minut do wyjścia, ale wolała być nieco wcześniej. Wcześniej nawet, niż zazwyczaj przychodziła wcześniej. Ostatni raz obrzuciła swe odbicie spojrzeniem, poprawiła szalik. Sprawdziła, czy w torebce ma wszystko, czy nie zapomniała portfela i chusteczek. Wszystko było na swoim miejscu.
„To tylko zwykłe spotkanie”.

07 stycznia 2026

Od Ignisa – Nowy Rok

Zimno promieniowało z wyziębionych ścian, przesączało się przy nieszczelnym oknie, wkradało pod krzywymi drzwiami. Ignis leżał na materacu rzuconym wprost na podłogę – bo cóż innego miałby tam położyć, skoro to jedyne, co posiadał – i wpatrywał się w sufit pokryty zrudziałymi plamami, układającymi się w mapę odległej, istniejącej tylko w snach krainy. Miał nadzieję, że rozwijająca się w rogu pokoju pleśń postanowi się wycofać, pokonana przez gryzący chłód, lecz zdecydowanie nie docenił przeciwnika i teraz miał wrażenie, że jeśli kogoś ta zima miała dojechać, to właśnie jego.

06 stycznia 2026

Od Merlina – Nowy Rok

Drzwi pokoju Merlina otworzyły się z impetem, chłopak wkroczył do środka, rzucił plecak na łóżko, aż jego pluszowy jednorożec podskoczył na poduszce.
— Koniec tego — westchnął ciężko, podchodząc i samemu też opadając na łóżko.
— Koniec? — dobiegł go podszyty wątpliwością głos.

05 stycznia 2026

Od Isidoro – Nowy Rok

Pustynia Sallandiry rozciągała się pod nimi niczym zamarznięty ocean złota i dogasającego blasku – nieskończone fale wydm, pozłacane ostatnimi promieniami zachodzącego słońca, tworzyły krajobraz hipnotyczny niczym wprawnie utkana iluzja, i równie niebezpieczny. Latający dywan, osobiście wybrany przez Serafina z przepastnego skarbca zdobytych przez niego artefaktów, niósł ich przez powietrze z gracją ptaka drapieżnego. Wiatr, suchy i gorący nawet o tej porze, omywał gładko otaczającą dywan przejrzystą barierę, nie ważąc się sięgnąć dwójki podróżnych, przekroczyć granicę ochronnej magii.

04 stycznia 2026

Od Janka – Nowy Rok

Kapitan Solheim chciała wyświadczyć mu przysługę, ten jeden raz sprezentować wolne Yule, skoro odkąd dołączył do ich zespołu, każde święta spędzał dyżurując w remizie, przysługa ta jednak okazała się niedźwiedzią. Bo taki świąteczny dyżur w remizie nie był ciężkim, ludzie spędzali tę noc w spokoju, i tylko czasem trzeba było gdzieś pojechać, jak lampki się zbiesiły, zamiast świątecznej atmosfery to pożar czyniąc, ale wiele tych interwencji nie było i noc Janek najczęściej mógł przegadać wraz z resztą swej drużyny. Ylva opowiadała wilcze legendy o zimowym przesileniu, Gulm nucił dziwnie brzmiące pieśni, których nikt nie rozumiał, ale wszyscy kiwali głowami w takt, Elowen tłumaczyła skomplikowane elfickie obyczaje, Tarik nic tylko żartował, a Vlad… no cóż, Vlad był po prostu Vladem i to wystarczyło. Teraz jednak był w domu, tym swoim niewielkim, wynajętym mieszkanku, w którym musiał się schylać w każdym progu, sam jak palec, choć za każdą ścianą miał sąsiadów. Słyszał ich życie – śmiechy dzieci, brzęk talerzy, kolędy dobiegające z radia, szczekanie jakiegoś psa. Wszystko to było tak blisko, a jednak tak nieskończenie daleko.

03 stycznia 2026

Od Andrei – Nowy Rok

Targ w Stellaire rozciągał się na placu głównym niczym barwny gobelin utkany ze światła, dźwięków i zapachu świątecznego szczęścia. Dziesiątki straganów ciągnęły się w nieregularnych rzędach, każdy przyozdobiony girlandami z pachnących gałązek, błyszczącymi łańcuchami i bombkami. Długie sznury zaklętych lampek rozciągały się między słupami, daszkami, biegły od miejsca w miejsce, zmieniając wieczorną ciemność w magię świetlistego Yule. Zapraszały wszystkich, by zanurzyć się w magii świąt, zapomnieć o troskach, skusić na coś słodkiego i znaleźć jakiś choinkowy drobiazg. Ławice klientów – spieszących się po ostatnie prezenty samotników, rodziców z niesfornymi dziećmi, zakochanych par, mających mnóstwo czasu na wszystko emerytów, przepływały wśród straganów, podążając w stronę co intensywniej mrugających do nich stoisk czy starając się znaleźć koniec ogonka po świąteczny grzaniec. Z pieców buchało ciepło, unosił się zapach pieczonych kasztanów, korzennych pierników, wędzonych serków i gorącej czekolady. Z głośników płynęły dźwięki skrzypiec, śpiewał chór, a melodia piosenek o Yule mieszała się z gwarem i śmiechami.

02 stycznia 2026

Od Caina – Nowy Rok

TW: brutalne morderstwo, gore
Zapach zwyczajnego prochu pobudzał jego zmysły. Powrót klasyki w prawdziwym, rewolwerowym wydaniu, który tak bardzo lubił. Wymyślne bronie są wygodne, ale Cain lubił posługiwać się tym, czym trzeba było się napracować. Nie licząc własnych rąk oczywiście. To zostawiał na sam koniec.

Od Song Ana — Nowy Rok

— Mistrzu, zaczekaj, nie można tak po prostu wchodzić na drogę bez rozglądania się!

Od Undine – Nowy Rok

TW: przemoc domowa wobec dziecka, eutanazja pacjentów przez personel medyczny, normalizacja przemocy, manipulacja psychologiczna i emocjonalna, opisy krwi i okrucieństwa.

01 stycznia 2026

Od Felixa – Nowy Rok

Laurent Beaumont odchylił się w fotelu, uśmiechnął z satysfakcją.
Restauracja Amber była dokładnie taka, jaką lubił – droga, cicha, z kelnerami, którzy wiedzieli, kiedy zniknąć. Przez panoramiczne okno widział rynek starego miasta, to starodawne piękno, rozciągające się w dole, niczym dywan u jego stóp i rozmigotane iluminacje przygotowane na sylwestrowe obchody. Jego iluminacje. Jego pieniądze. No, nie do końca jego, ale kto by to sprawdzał?

Podsumowanie 2025

O rany, oto kolejny rok działalności Rifta minął – sporo się wydarzyło, trochę się pozmieniało, ale wszystkie te zmiany były na lepsze. Pojawiły się nowe postaci, zaczęły się nowe wątki, nowe serie opowiadań… No nie próżnujecie! Tak jak w zeszłym roku, wspominam bekę na czytaniu odpowiedzi do Walentynkowego Auranthium, wracam myślami do Wywiadów z postaciami, do Tęczowego Rifta czy AUgusta, a także rzecz jasna do Opovembera, jak co roku niesamowicie intensywnego.
Myślę, że ten rok upłynął nam w dużej mierze na wspólnej integracji i na rozszerzaniu działalności naszej małej społeczności na inne rzeczy. Bo co prawda zaczęliśmy jako blog grupowy, ale teraz mamy też i sesje Dungeons and Dragons, mamy regularny kalendarz streamów oraz porcję luźnych śmieszków na Chirperze.
Ja już nie pamiętam, jak to było, jak Rifta nie było, serio. Dzień nie zaczyna się dobrze bez napisania powitania na serwerze. Cieszę się też niezmiernie, że udało nam się wspólnie stworzyć społeczność będącą bezpiecznym miejscem, gdzie możecie podzielić się swoimi przemyśleniami, przeróżnymi bolączkami, albo sukcesami i wszystko będzie dobrze.
A teraz przejdźmy do cyferek <3

Podsumowanie 2025.12

Oto i podsumowanie grudnia! Widać, że był to dla Was miesiąc odpoczynku i łapania oddechu po dzikim maratonie, jakim jest Opovember, a także świątecznych i noworocznych przygotowań, bo wiadomo, koniec roku to wbrew pozorom wcale nie żadne leżenie plackiem. Cieszę się, że w tej zawierusze udało się znaleźć czas na pisanie, udało się też znaleźć czas na to, by wrócić do streamowania gier, czilowania na vc, a także na sesję Dungeons and Dragons. Wciąż pozostaje pytanie, czy Waterdeep przeżyje nasze odwiedziny… W każdym razie! Zapraszam do zapoznania się ze statystykami opowiadań napisanych w grudniu <3