Sauna miała dla niej coś z charakteru kulis – tę samą duchotę, zapach drewna, to samo poczucie, że za chwilę coś się wydarzy. Hotaru znała kulisy doskonale, były jej naturalnym środowiskiem. Wiedziała, jak w nich stać, wyciszyć się, odciąć od rzeczywistego świata, by na scenę wyjść już kimś innym. Tylko że teraz nie było nikogo innego, nie było maski, za którą można było się skryć, nie było stroju, który by ją osłaniał i na scenę sauny wychodziła kompletnie naga.
06 kwietnia 2026
Od Bashara do Dantego
Wracali w milczeniu.
Bashar siedział nieruchomo, z dłońmi złożonymi na kolanach, niczym dowódca powracający z bitwy, zwycięskiej lecz nie bezstratnej, ważnej lecz nie ostatecznej. Myślał, analizował, rozkładając na czynniki pierwsze każde słowo, gest, każdy fałszywy uśmiech, którym obdarzył ich starszy Latini. Demon pozwalał, by nocne miasto przesuwało się za szybą taksówki jak w kalejdoskopie, jakby świat był jedynie mało zajmującą sztuką teatralną, na którą wraz z Dantem nie zwracali większej uwagi.
Syren siedział zwrócony ku oknu, różowe szkiełka odbijały rozmyte smugi świateł, a dłonie leżały zbyt spokojnie, zbyt nieruchomo jak na kogoś, w kim ocean nigdy nie zamierał. Zdawał się spętany ciszą i własnymi myślami, tymi zdradzieckimi, trującymi mackami, wypełzającymi z ciemnej i głębokiej otchłani, pozostawionej długo samej sobie, niezbadanej i groźnej. Brak drugiego rodzica był faktem, źródłem bólu, które na podobieństwo niezaleczonej rany zatruwało po cichu resztę organizmu, kładąc się cieniem na wszystkich relacjach, wyborach, wybuchało dojmującym cierpieniem w rozmowach z matką, wykrzywiało jego własny obraz w jego oczach. Teraz Dante stanął oko w oko z tym, co w tej bezdennej otchłani mieszkało, wbił włócznię w cielsko przeciwnika, ten zaś odpowiedział okrutnym, niszczącym kontratakiem.
04 kwietnia 2026
Od Annikki do Hotaru
Od tamtego występu Hotaru przed dziećmi wydarzyło się równocześnie wszystko i nic – spotykały się na kawę, rozmawiały przez telefon, pisały w wolnych chwilach, Annikki odbierała czasem Hotaru z teatru, a Hotaru zjawiała się pod jej biurem, by podmienić dokumenty w jej dłoni na kanapkę. Życie toczyło się swoim wcześniejszym rytmem, jednak muśniętym jakąś nową barwą, niczym stonowany obraz wyróżniający się intensywną żółcią słońca. Wiedziało się, że ciemna zieleń jest przeznaczona dla drzew, że granat wije się rzecznymi meandrami i że cienie kładą się fioletem na ściętą trawę, jednak skąd miało się mieć pojęcie, jak radosny kolor w rogu zmieni cały krajobraz? Hotaru była najpiękniejszą z ciepłych barw, jaką Annikki mogła sobie wymarzyć.
01 kwietnia 2026
Podsumowanie 2026.03
W końcu wiosna za oknem! Przychodzi dość niemrawo, to prawda, ale w powietrzu już czuć zapach budzącej się do życia zieleni, a forsycje zaczynają kwitnąć! No, przynajmniej u mnie <3 W każdym razie - marzec upłynął nam szybko, pojawiły się nowe opeczka, nowe postaci i życie idzie do przodu. Poza tym oprócz tradycyjnego podsumowania mam dla Was porcję związanych z wiosną zmian. Nie zwracajcie uwagi na datę - wiadomo, podsumowania pojawiają się zawsze pierwszego dnia miesiąca i wprowadzone z dniem dzisiejszym zmiany są w pełni na powaznie! Ale zanim o zmianach, to zapraszam do statystyk <3
30 marca 2026
Znalezienie dowodów to kwestia czasu
Jehan De Veen
Wiek: 41 lat. Nie, 34. Nie, nie, 38. Ach, na każdej wizytówce co innego jest napisane. Najczęściej podaje pierwszą liczbę, więc tego na razie się trzymajmy.
Data urodzenia: 25 kwietnia... ta, tu też co papier, to inny rok.
Płeć: mężczyzna
Rasa: elf, osobliwość
Pochodzenie: Novendia
Zawód: prywatny detektyw, który ze względu na charakter swojej pracy nie będzie się ograniczał do jednej wizytówki czy identyfikatora
Opis: „Mogę się zabrać za wszystko: zgubiony pies, zdradzająca druga połówka, kombinujący w biurze podwładny, co tylko przyjdzie do głowy! Coś cennego zostało skradzione, ktoś zaginął, kogoś zamordowano – rozwiążę każdą sprawę. Nawet taką, którą policja nie umie lub nie chce się zająć.”
Data urodzenia: 25 kwietnia... ta, tu też co papier, to inny rok.
Płeć: mężczyzna
Rasa: elf, osobliwość
Pochodzenie: Novendia
Zawód: prywatny detektyw, który ze względu na charakter swojej pracy nie będzie się ograniczał do jednej wizytówki czy identyfikatora
Opis: „Mogę się zabrać za wszystko: zgubiony pies, zdradzająca druga połówka, kombinujący w biurze podwładny, co tylko przyjdzie do głowy! Coś cennego zostało skradzione, ktoś zaginął, kogoś zamordowano – rozwiążę każdą sprawę. Nawet taką, którą policja nie umie lub nie chce się zająć.”
26 marca 2026
Od Dantego do Bashara
Kryształowy żyrandol wisiał nad nim niczym katowskie ostrze lśniące zbyt pięknie bezlitosną krawędzią. Kruchy, misternie wykuty z kruszcu czystszego od myśli młodej duszy, nie wydawał się zdolny do takiej brutalności, a jednak Dante czuł wyraźnie, jak ten spada i gładko łamie jego kark. Pozłacana sztukateria ciągnąca się wzdłuż ścian trzymała go w miejscu, by nie miał gdzie uciec, na podobieństwo zaciśniętej obroży dusząc rzędami fantazyjnych gzymsów, każdy inny od poprzedniego. Smoki rozwierające paszcze, syreny wywijające ogonami, anioły i demony przyciskające do swych barków skrzydła – drwiąco patrzyły na niego pustymi oczami, pozostawiając go bez szansy na protest, gdy swym przytłaczającym bogactwem pchały go na kolana i zdzierały z nich skórę na pastelowej posadzce. Mógł przeglądać się w niej jak w nierzeczywistym lustrze, szukać godzinami skazy, lecz jedyną rysę w asymetrycznym wzorze stanowiła jego własna twarz. Faliste obramowania luster rzucały wyzwanie znanej harmonii twardych ram, a on był ich obserwatorem, więźniem i skazańcem, kochającym bezmiar oceanu i dławiącym się bezmiarem sali balowej w domu Ettore Latiniego.
24 marca 2026
Od Sorena - Kasztanowe ludziki (II)
Soren od pewnego czasu zdawał się żyć w stanie, nad którym zdecydowanie nie miał najmniejszej kontroli. Było to raczej trwanie, pewien osobliwy emocjonalny letarg, który, ku niezadowoleniu jego agenta, nie pozwalał mu skupić się na niczym wokół niego. Każda z jego myśli przeciągała się aż do przesady, zdając się przy tym niemal bezkształtna, bardziej jak mgła, widmo migoczące gdzieś w kącie pokoju. Każdy jego dzień przypominał poprzedni, a jednocześnie wydawał się bardziej pusty od poprzedniego, jakby ktoś systematycznie usuwał z jego życia jakąkolwiek wartość, pozostawiając jedynie tę niemożliwą do zniesienia pustkę.
Od Vaeril'a - Kasztanowe ludziki (I)

Liście złociły drzewa. Brak przymrozków sprawił, że trzymały się one jeszcze całkiem dobrze. Chociaż była już późna jesień, pogoda wciąż dopisywała: wiatr nie wiał, deszcz nie padał, a słońce przyjemnie przygrzewało. Wprost idealne warunki na spacer.
19 marca 2026
Od Tristana do Arthura
Tristan wzdrygnął się mimowolnie, zaklął, słysząc ten komputerowy, domyślnie ustawiony dźwięk przychodzącego połączenia. Telefon wibrował na blacie stołu kawałek od jego dłoni, a zanim agent zdążył podnieść wzrok, już doskonale wiedział, kto go znów napastował o północy. Nazwa nie była potrzebna, cyfry numeru zdążyły wypalić się w jego pamięci niczym oparzenie w upierdliwym miejscu na dłoni – wciąż bolące i odznaczające się aż nadto na tle zdrowej skóry. Bezlitośnie mocno dla spracowanego urządzenia kliknął zieloną słuchawkę.
— Czy ty się, kurwa, nauczysz wreszcie używać swojego telefonu? — fuknął, marszcząc brwi i wbijając gniewne spojrzenie w rozrzucone wokół niego papiery, jakby mógł na odległość dosięgnąć nim Arthura.
16 marca 2026
Od Janka do Sammy'ego
— …i teraz uważaj – furgonetka praktycznie zwisa z wiaduktu, normalnie trzyma się na resztkach barierki, a kierowca jest jak „Bóg Raoun już się zbliii-żaaa, już puka do mych drzwiii” i speedrunuje rachunek sumienia. I wtedy wkraczamy my, cali na czarno. Ale z odblaskami! — Tarik wyszczerzył zęby w uśmiechu, wrócił do żywej gestykulacji. — Janek jak zwykle jest pierwszy do roboty. Łapie tę furgonetkę za kuper i jak nie zacznie ciągnąć!
— I co, wyciągnął ją?
— No gdzie! — wykrzyknął, kompletnie zagłuszając „Prawie” wypowiedziane przez Gulma. — Tu potrzeba czegoś więcej, niż mięśnie! Tu potrzeba potężnego sprzętu! — głos gnoma przeszedł w sugestywne mruczenie, gdy pochylił się w stronę siedzącej obok pielęgniarki. — I prawdziwego mężczyzny, który potrafi go obsługiwać.
Od Merlina do Souela
Z restauracji wyszli w końcu przyjemnie rozgrzani i kuliści. Pewnie dlatego Merlin aż się skrzywił, gdy zaraz za drzwiami zaatakowało ich mroźne, medwieńskie powietrze, szczypiące bezlitośnie w odsłonięte nosy i policzki. Ulica była wąska i wybrukowana nie do końca równą kostką, a pomiędzy ciasno stłoczonymi kamienicami wiatr hulał jak chciał, szarpiąc za kołnierze i wciskając się wszędzie tam, gdzie kurka nie domykała się idealnie.
— Czy tu musi tak koszmarnie wiać? — spytał Merlin, zerknął na Souela. — Bez obrazy.
Souel pokręcił głową.
— Nic się nie stało. Wiatr rzeczywiście jest bardzo silny.
Ruszyli w stronę hotelu. To był naprawdę długi dzień – od lotu samolotem, pierwszym w jakże krótkim, lecz i tak obfitującym w przygody życiu Merlina (przynajmniej on tak uważał – zawsze wolał mniej przygód, niż za dużo), przez spacer po mieście, wizytę w muzeum oraz pierwsze starcie z tutejszym językiem oraz kuchnią – Merlin miał wrażenie, że w ten jeden dzień przeżył cały tydzień. Najczęściej nie miał problemów z siedzeniem do późna (ale ze wstawaniem rano już tak), jednak tym razem wystarczyło mu, że umył się na wieczór, pogadał trochę z resztą rodziny i na dobrą sprawę mógł iść spać, tak nie za długo po wieczorynce. Souel nie oponował, wspominał coś o tym, że zrobi jeszcze jakąś małą powtórkę przed kolejnym dniem i też się już położy. Merlin zawinął się więc w kołdrę i gdy tylko przyłożył głowę do poduszki, zapadł w głęboki sen, z którego budzik ledwie zdołał go wyciągnąć.
Od Merlina do Song Ana
— O rany… — jęknął cicho Merlin, ściągając na siebie zaniepokojone spojrzenie Song Ana.
— Nie… nie mów, że naprawdę chodzi o Falkora — szepnął drugi młodzieniec, a w jego głosie pojawił się rosnący niepokój.
Merlin potrząsnął lekko głową.
— Nie, nie chodzi o niego. Po prostu…
— Po prostu…?
15 marca 2026
Od Yonkiego do Song Ana
Na całym terenie obozowiska zapanował chaos i tym razem nie był to chaos wywołany przez Yonkiego (raczej). Jedni przekrzykiwali drugich, słowa wszystkich jednak miały to samo przesłanie – kara boska. Yonki z Song Anem błądzili po innych wzrokiem, po ich twarzach widać było wyraźnie, że nie do końca rozumieli całą sytuację.
11 marca 2026
Od Kyanthosa do Nikasiosa
Jego serce zabiło mocniej, jakby uderzyło z całej siły o klatkę żeber, które je otaczały. Kyanthos wypuścił oddech zaraz po tym, jak przełknął potężny łyk alkoholu i odłożył szklankę na blat z utkwionym spojrzeniem w jeden punkt.
Zobaczył go tam. Prawdziwego. Żywego. Schodzącego po schodach, z nieco mokrą kurtką i wilgotnymi włosami od deszczu, które odgarnął do tyłu i rozejrzał się wokół siebie. A gdy tylko jego oczy padły w kierunku baru…
09 marca 2026
Od Dantego – Im doskonalszej jaka rzecz jest treści, tym żywiej czuje rozkosze, boleści
Dziwna to rzecz, znaleźć się w miejscu, gdzie godziny zmieniają się w minuty, gdzie minuty przystają na sekundy, gdzie sekundy przelewają się przez palce i czas płynie nieubłaganym strumieniem, z którym nie podążasz, zatrzymany w chwili, gdy miłość twojego życia podejmuje się rzeczy błahych, a ty oglądasz go jak aktora na scenie, zafascynowany jego mową i sposobem, w jaki świat reaguje na jego istnienie, w jaki on zmienia świat. Na co ci odwracanie wzroku, gdy przed sobą masz wszystko?
08 marca 2026
Od Sammy'ego do Janka
Na ranczu każdy dzień kończył się prawie tak samo – powrotem do domu i kolacją. Siadał wtedy przy solidnym, drewnianym stole, który ojciec własnoręcznie wyciosał dla mamy. Był cały przepocony, oblepiony kurzem i przesiąknięty zapachem zwierząt, a mimo to nie narzekał i jadł w milczeniu. Zwykle na stole pojawiały się proste potrawy, choćby gulasz z ziemniakami, zagryzany świeżym chlebem. Zawsze mu smakowało – tak sobie przynajmniej wmawiał. Jednak każdy ruch szczęki, każdy zgrzyt zębami przypominał mu, że ojciec patrzy. Żuł długo, aż mięso robiło się w ustach suche jak trociny, a gdy ojciec odzywał się swoim mocnym, pełnym rozczarowania głosem, jedzenie stawało mu w gardle – kwaśne i palące.
06 marca 2026
he is half of my soul, as the poets say
Kyanthos Hypnides
Φαντασός
Wiek: ∞
Data urodzenia: 12 grudnia
Płeć: mężczyzna
Rasa: bóstwo snów surrealistycznych i marzeń sennych, mieszające w wizjach i przepowiedniach, ożywiające przedmioty martwe
Pochodzenie: Wielkie Imperium Anthiseii
Zawód: agent Federalnego Biura Inwestygacyjnego z wydziału analizy kryminalnej
Opis: Czarnoskrzydła istota przemyka po ciemnym nieboskłonie, niosąc za sobą sny. Choć wydaje się tak nierealny, jak marzenia senne, którymi kieruje, to osiadł w tym świecie najprawdziwiej, jak tylko może. Z krwawiącym sercem, niczym u śmiertelnika, które oddał dawno temu, czekając aż znowu zostanie rozdarte przez siły potężniejsze, niż on sam.
Cytat: The Song of Achilles by Madeline Miller
♫
Data urodzenia: 12 grudnia
Płeć: mężczyzna
Rasa: bóstwo snów surrealistycznych i marzeń sennych, mieszające w wizjach i przepowiedniach, ożywiające przedmioty martwe
Pochodzenie: Wielkie Imperium Anthiseii
Zawód: agent Federalnego Biura Inwestygacyjnego z wydziału analizy kryminalnej
Opis: Czarnoskrzydła istota przemyka po ciemnym nieboskłonie, niosąc za sobą sny. Choć wydaje się tak nierealny, jak marzenia senne, którymi kieruje, to osiadł w tym świecie najprawdziwiej, jak tylko może. Z krwawiącym sercem, niczym u śmiertelnika, które oddał dawno temu, czekając aż znowu zostanie rozdarte przez siły potężniejsze, niż on sam.
Cytat: The Song of Achilles by Madeline Miller
03 marca 2026
Od Janka do Sammy'ego
Jak człowiek ma za pracę w ogień i niebezpieczeństwo leźć, rannych i poszkodowanych szukać, to nie raz, nie dwa, przy tym wszystkim i guza znajdzie, choć nie szukał, toteż Janek bywał od czasu do czasu na oddziale ratunkowym, twarze pracujących tam medyków znał. Charakter miejsca i wieczny tłum pacjentów, do spółki z pracą na zmiany, sprawiał jednak, że ciężko było o relację inną, niż profesjonalnie przyjacielska – twarz do nazwiska Janek potrafił przypasować, funkcję danego medyka na oddziale również znał, ale jakby go zapytać, co każdy robi w wolnym czasie, albo czy zwierzęta jakieś piastuje, strażak mógłby odpowiedzieć jedynie wzruszeniem ramion.
02 marca 2026
like drawing blood
Azelan Bashkin
Азелан Башкин
Wiek: 29 lat
Data urodzenia: 23.09
Płeć: mężczyzna
Rasa: człowiek
Pochodzenie: Karymsk, Medwia
Zawód: aspirujący chirurg, aktualnie jednak zajmujący się obowiązkami technika sali operacyjnej; instrumentariusz
Opis: Emshen, Yargachin, Rozpruwacz. Syn, który zawiódł i uzdrowiciel, który poświęcił wszystko, by nie dostać nic w zamian. Po przegranej walce z tajemniczą chorobą, pochowaniu bliskich oraz kilku tygodniach w mieścinie, w której nie było dla niego dłużej miejsca, wraz z dwójką przygarniętych znajdź, zdecydował się opuścić ojczystą ziemię w poszukiwaniu nowego, lepszego życia.
Data urodzenia: 23.09
Płeć: mężczyzna
Rasa: człowiek
Pochodzenie: Karymsk, Medwia
Zawód: aspirujący chirurg, aktualnie jednak zajmujący się obowiązkami technika sali operacyjnej; instrumentariusz
Opis: Emshen, Yargachin, Rozpruwacz. Syn, który zawiódł i uzdrowiciel, który poświęcił wszystko, by nie dostać nic w zamian. Po przegranej walce z tajemniczą chorobą, pochowaniu bliskich oraz kilku tygodniach w mieścinie, w której nie było dla niego dłużej miejsca, wraz z dwójką przygarniętych znajdź, zdecydował się opuścić ojczystą ziemię w poszukiwaniu nowego, lepszego życia.
Imperare sibi maximum imperium est
Daniel Dworakowski
Wiek: 30 lat
Data urodzenia: 29.10
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Pochodzenie: Stellaire, Novendia. Rok swego życia spędził w medwiedańskim miasteczku, o którym z całego serca pragnąłby zapomnieć.
Zawód: Samozwańczy ekspert w dziedzinie tanatologii. Zagorzale wierzy, że nieśmiertelność jest czymś osiągalnym dla każdej istoty - magicznej lub nie. Obecnie zajęty jednak rezydenturą chirurgiczną ogólną.
Opis: Oh, słodkie, bezsilne dziecko. Miałeś być wielki, zdolny do czynów wyrywających ludzi z objęć śmierci. Tak zagorzale wierzyłeś, że twój rozum okaże się tarczą, że twe dłonie zatrzymają to, co nieuchronne. A jednak, gdy nadeszła godzina próby, okazałeś się bezsilny. Do dziś czujesz na skórze lepkość ich krwi, ten wywracający żołądek metaliczny zapach, którego nie potrafisz z siebie zmyć. Nosisz go w pamięci jak najgorsze przekleństwo, jak dowód, że nawet najostrzejszy umysł może okazać się zbyt słaby wobec śmierci.
Data urodzenia: 29.10
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Pochodzenie: Stellaire, Novendia. Rok swego życia spędził w medwiedańskim miasteczku, o którym z całego serca pragnąłby zapomnieć.
Zawód: Samozwańczy ekspert w dziedzinie tanatologii. Zagorzale wierzy, że nieśmiertelność jest czymś osiągalnym dla każdej istoty - magicznej lub nie. Obecnie zajęty jednak rezydenturą chirurgiczną ogólną.
Opis: Oh, słodkie, bezsilne dziecko. Miałeś być wielki, zdolny do czynów wyrywających ludzi z objęć śmierci. Tak zagorzale wierzyłeś, że twój rozum okaże się tarczą, że twe dłonie zatrzymają to, co nieuchronne. A jednak, gdy nadeszła godzina próby, okazałeś się bezsilny. Do dziś czujesz na skórze lepkość ich krwi, ten wywracający żołądek metaliczny zapach, którego nie potrafisz z siebie zmyć. Nosisz go w pamięci jak najgorsze przekleństwo, jak dowód, że nawet najostrzejszy umysł może okazać się zbyt słaby wobec śmierci.
01 marca 2026
Od Souela do Merlina
Souel pierwszy raz na oczy widział taką knajpę. W zasadzie na samym początku trzeba zaznaczyć, że jego duszy introwertyka nie ciągnęło zbytnio do miejsc publicznych, w których regularnie przebywali inni. Wolny czas najchętniej spędzał w domu lub na świeżym powietrzu, ale w ustronnej lokacji. Oczywiście, sprawa wyglądała inaczej, gdy wybierał się na wycieczkę do zupełnie nieznanego mu miasta czy nawet kraju. Wtedy istotną rzeczą było odwiedzenie różnych punktów, w tym restauracji, gdzie nie chodziło tylko o posmakowanie tutejszej kuchni, lecz również poznania nieco kultury.
Podsumowanie 2026.02
Dopiero nowy rok się zaczął, a tu już dwa miesiące minęły. Jak ten czas szybko leci, gdy jest tyle opowiadań do napisania! Luty tradycyjnie upłynął Wam pod znakiem walentynkowych serduszek oraz ratowania zakochanych z opresji, udzielając mnóstwa najlepszych porad sercowych w na ramach Auranthium. A teraz przejdźmy do podsumowania lutego!
Walentynki 2026 – Podsumowanie
I tak oto kończymy już walentynkowe szaleństwo! W tym roku zdecydowanie było intensywnie, tak pod względem napisanych opowiadań, jak i objętości kącika porad sercowych w Auranthium. Mamy nadzieję, że wszyscy pytający odnaleźli w nim zadowalające odpowiedzi i ich rozterki wkrótce się skończą. A jeśli nie, to że chociaż wyślą wiadomość do pięciu osób i Szczęśliwy Nugget obdarzy ich 90% zniżką do McRonalda. A teraz lista opublikowanych opowiadań:
26 lutego 2026
Od Song Ana do Merlina

Wśród tej niezrozumiałej i nieznośnej kakofonii dźwięków Song An nie potrafił pozbierać myśli. Wszystko go rozpraszało. Rozglądał się wokół swojej osi, prawie tracąc równowagę pod naciskiem setek barw, kształtów i rażących w oczy świecidełek. Miał wrażenie, że znajduje się w naprawdę przepięknym śnie! Właściwie brakowało mu słów, aby opisać wszystkie te zjawiska. Świat śmiertelników zachwycał go na każdym kroku coraz to bardziej!
24 lutego 2026
Od Liliana do Ashera
Niestała i niedojrzała dziwka jest na przemian posępna i dziko frywolna, wyniosła i wulgarnie poufała, powodowana impulsami stale zmienia poglądy, stroje, humory, mieszkania.
Wszyscy mamy dwa życia. Życie dla innych i życie dla siebie, życie z innymi i życie ze sobą, wychodzenie na zewnątrz i wchodzenie we wnętrze (nie należy mylić z życiem publicznym i prywatnym, to zupełnie inny podział – w tym chodzi wyłącznie o współzależność). Nasze dwa życia oddziałują na siebie nawzajem na zasadzie ekstymności, jednoczesnego włączenia i wykluczenia. Nigdy jedno bez drugiego, zawsze znajdą wspólny punkt: to nieuniknione, jak nieuniknione jest to, że Uroboros, okrążywszy całą Ziemię, w końcu połknie swój własny ogon. I one tak właśnie spotykają się. Cyklicznie, znów, od nowa, a tych mikropunktów na osi relacji zbiera się coraz więcej, więcej niż się spodziewamy, więcej, niż byśmy tego chcieli. Spotykają się, powtarzają, zataczają koła; tak upływa życie. Ten system brzmi sprawiedliwie, dopóki wspomniany wspólny punkt nie pojawia się w krytycznym momencie relacji.
Jak zadbać o własne i czyjeś dobro jednocześnie, kiedy żadna ze stron nie chce osiągnąć porozumienia?
Od Janka do Sammy'ego
Wóz strażacki za nic miał gniewną czerwień sygnalizacji. Gnał przez miasto, płosząc inne pojazdy ogłuszającym wyciem, oślepiając błyskającymi światłami, zmuszając miasto, by zamarło, cofnęło się i ustąpiło. Pruł przed siebie, niepomny na przepisy, przecinał skrzyżowania, byle do przodu, byle szybciej, byle dotrzeć na miejsce. Tarik zakręcił kierownicą, pasy wbiły się w pierś Janka, gdy wóz, nie zwalniając, pokonał ciasny zakręt, pojechał kawałek pod prąd, zniknął w kolejnej ulicy.
— …trzyosiowa cysterna, Helix Thaumaturgics, wywróciła się i zjechała częściowo z drogi, blokując dwa pasy ruchu. — Gulm czytał z tableta głosem doświadczonego reportera terenowego. — Samochód osobowy, zderzenie czołowe z cysterną, kierowca i pasażerka przytomni przy zgłoszeniu. Motocyklista, wraz z pojazdem wyrzucony poza drogę, brak kontaktu.
— Kierowca cysterny?
— Przytomny — odparł Gulm. — Ale niezdolny wyjść o własnych siłach. Pewnie zakleszczony.
23 lutego 2026
the moon will sing a song for me, I loved you like the sun
Nikasios Karras
Νικάσιος Καρράς | κύκλος: 41
Wiek: unknown 33 lata
Data urodzenia:unknown 31 lipca
Płeć: mężczyzna
Rasa: zmiennokształtny (lew)
Pochodzenie:unknown Stellaire
Zawód:unknown kilkukrotnie nagradzany szef kuchni, właściciel sieci restauracji fine dining
Opis: Jesteś niczym więcej jak marną amalgamacją wszystkich ujemnych własnego życia, zlepkiem tego, czego ci brakuje - tego, co straciłeś, i tego, czego nigdy nie miałeś. Kurczowo czepiasz się garści rzeczy, które są tylko twoje, w ciągłym strachu, że i to zostanie ci odebrane; los to bezlitosny drapieżnik błyskawicznie wyczuwający słabość ofiary. Może gdybyś miał kolejną szansę, zrobiłbyś rzeczy tak, jak powinieneś, ale życie nie działa wstecz, wiesz o tym aż za dobrze. Więc gnasz przed siebie. Byle do przodu. Dalej od własnej przeszłości. Porażek. Ludzi, których zawiodłeś. Następny dzień będzie lepszy. Następny tydzień. Miesiąc. Może rok. Wyśpisz się po śmierci, prawda?
♬
Data urodzenia:
Płeć: mężczyzna
Rasa: zmiennokształtny (lew)
Pochodzenie:
Zawód:
Opis: Jesteś niczym więcej jak marną amalgamacją wszystkich ujemnych własnego życia, zlepkiem tego, czego ci brakuje - tego, co straciłeś, i tego, czego nigdy nie miałeś. Kurczowo czepiasz się garści rzeczy, które są tylko twoje, w ciągłym strachu, że i to zostanie ci odebrane; los to bezlitosny drapieżnik błyskawicznie wyczuwający słabość ofiary. Może gdybyś miał kolejną szansę, zrobiłbyś rzeczy tak, jak powinieneś, ale życie nie działa wstecz, wiesz o tym aż za dobrze. Więc gnasz przed siebie. Byle do przodu. Dalej od własnej przeszłości. Porażek. Ludzi, których zawiodłeś. Następny dzień będzie lepszy. Następny tydzień. Miesiąc. Może rok. Wyśpisz się po śmierci, prawda?
22 lutego 2026
Auranthium 2026.02
To już dzisiaj! Święto Zakochanych objęło w swe posiadanie Stellaire. Serduszkowe dekoracje zdobią każdy róg miasta, wszędzie pachnie czekoladą, szampanem i słodkościami. Kawiarnie i restauracje już dawno przestały przyjmować rezerwacje na stoliki, a ulice wypełniły się trzymającymi się za ręce parami. Wierni czytelnicy zaś nie muszą już dłużej tęsknić i czekać, bo oto w kioskach pojawił się długo wyczekiwany numer walentynkowego Auranthium! A w nim - odpowiedzi na wszystkie pytania, nurtujące zakochane serca.
20 lutego 2026
Od Caina – Walentynki
Cain stał oparty o ścianę i czekał. Dochodziła osiemnasta, a przez ostatnią godzinę słychać było tylko sztucznie rozbawione śmiechy i dyskusje, które interesowały go tyle, co zeszłoroczny śnieg. Stukał butem o podłogę w rytm tykania zegara, który wisiał na ścianie, a pod nim stał ochroniarz, który gdyby tylko miał takie umiejętności, wywierciłby dziurę w czaszce Caina.
Etykiety
Cain Cassidy,
Event,
Indywidualne,
Różowy Batman,
Walentynki 2026
Od Muunokhoi – Walentynki
Dzicz mówiła do niej chropowatymi słowami ściśniętymi w zwoje wiekowych pni. Gdzie inni słyszeli wiatr targający gałęziami, gdzie ściółka pękała im pod nogami, a lis zwężał swe oczy, umykając w mrok jamy, Muunokhoi słyszała duchy. Ich głosy stare, zdarte niczym schorowana kora; ich głosy młode, zachwycające się każdym ciepłym podmuchem, niedoświadczone trudami suszy. Wrażliwsza od pozostałych szamanów i szamanek na połączenie między Ziemią a Niebem, z wrodzoną zdolnością do wyczuwania czegoś, w czym niektórzy musieli się szkolić, w pierwszych latach swej nauki doskonaliła umiejętność wyciszania świata wokół siebie, by odróżniać wołanie od szumu, błaganie o pomoc od rozdrażnionego krzyku. Dlatego też wpierw nie mogła uwierzyć, gdy ten lament serca spadający z Nieba na podobieństwo sokoła pędzącego ku ziemi ze złamanym skrzydłem zdołał przebić się do niej, ściągnąć szamankę do niepozornego świerku rosnącego tuż nad płytkim jeziorem. Płaczliwy śpiew pokonał skrupulatnie postawione zapory, trafił Dziecko Nieba niczym strzała przeszywająca kochanka na widok swej lubej. Daleki od próśb, które zazwyczaj spełniała szamanka, okazał się zbyt natarczywy, by go zignorować.
Muunokhoi stanęła przy drzewku, wątpliwym wzrokiem przejechała od czubka aż po dół pnia.
18 lutego 2026
17 lutego 2026
Od Ashera do Dantego

Ognisty ból rozniósł się po całej długości kręgosłupa, wchłonął w tkankę mięśniową, w kości i krew, na dłuższy moment pozbawiając najemnika jakiejkolwiek namiastki kontroli i pozwalając znękanemu cielsku runąć na ziemię wraz z drewnianym, lakierowanym stolikiem. Asher jęknął, chwilowe zamroczenie wyparło chroniącą przed bólem adrenalinę, a kilka pojedynczych kosmyków siwego włosa wypadło z niesfornego koka, przykleiło się do mokrych od potu skroni, rozciętej i krwawiącej brwi. Poczuł, jak jego własne wnętrzności wykręcają się w agonii, jak cała zawartość żołądka podchodzi do gardła i jak tworzące się z wolna na ciele sińce drażnią, parzą niczym rozżarzone żeliwo. Rozum błagał, by zaprzestał. By zapomniał o palącej żałości i rozrywającym pierś gniewie. By zrozumiał i odszedł, nie narażając się na kolejne boleści, kierowane w jego stronę ciosy. Pochłonięte emocją serce wypędzało jednak zdrowy rozsądek, rozkazując mu wstać i raz jeszcze przygotować się do niezakończonej wciąż walki.
Od Janka – Walentynki
Zbliżały się walentynki, w remizie jednak dzień był jak codzień. Ekipa siedziała wokół stołu w kantynie – Janek dojadał resztki chleba z koszyka, żeby się nie zmarnowało, Tarik rozlał się trochę na swoim siedzeniu, trawiąc obiad, Gulm zaczynał składać już naczynia, żeby nie obeschły, Elowen pogrążyła się w rozmowie z Ylvą, a kapitan Arnbjǫrg uciekła wzrokiem w stronę uchylonych drzwi gabinetu, gdzie góra spraw administracyjnych domagała się jej uwagi. Milczący do tej pory Vlad splótł blade dłonie na blacie, poprawił się na siedzisku.
— Moi przyjaciele, towarzysze… potrzebuję waszej pomocy — odezwał się poważnym tonem.
Etykiety
ChaosHead,
Event,
Indywidualne,
Janek Bohdanovič,
Walentynki 2026
16 lutego 2026
Od Vaeril'a do Sammy'ego

Najlepiej wspominał to dwupokojowe mieszkanie, które niegdyś wynajmował jego brat.
14 lutego 2026
look at my doctor i need to scratch his bellaaayy
Samuel „Sammy” Walker
Wiek: 27 lat
Data urodzenia: 14.02
Płeć: mężczyzna
Rasa:odmieniec człowiek
Pochodzenie: Zjednoczone Ziemie Północnej Vespy, ranczo położone w sąsiedztwie Ostatniego Rancza
Zawód: lekarz rezydent medycyny ratunkowej
Opis: Chodząca definicja niezręczności. Swojski facet, który sprawia wrażenie zagubionego w wielkim mieście i gotowego rozpłakać się w każdej możliwej chwili. Idealny baranek ofiarny z wielkimi worami pod oczami, noszącymi ciężar emocjonalny prawdopodobnie całego świata. Wiele poświęcił, aby móc stanąć w obecnym miejscu – pierwszy raz w życiu pewny ścieżki, którą postanowił obrać.
Data urodzenia: 14.02
Płeć: mężczyzna
Rasa:
Pochodzenie: Zjednoczone Ziemie Północnej Vespy, ranczo położone w sąsiedztwie Ostatniego Rancza
Zawód: lekarz rezydent medycyny ratunkowej
Opis: Chodząca definicja niezręczności. Swojski facet, który sprawia wrażenie zagubionego w wielkim mieście i gotowego rozpłakać się w każdej możliwej chwili. Idealny baranek ofiarny z wielkimi worami pod oczami, noszącymi ciężar emocjonalny prawdopodobnie całego świata. Wiele poświęcił, aby móc stanąć w obecnym miejscu – pierwszy raz w życiu pewny ścieżki, którą postanowił obrać.
Od Dantego – Walentynki (III) [AU]
Kolejna godzina nad notatkami z biolki mijała, a Dante czuł się jeszcze głupszy, niż kiedy zaczynali to całe powtarzanie materiału. Aparat Goldinga, transspekulacja genów, fotospazmy i inne dzikie węże pozbawione najmniejszego sensu.
— No i chuj — burknął, waląc czołem o stół w salonie.
— This part of the anatomy is discussed in chapter ten — zauważył spokojnie Bashar — but we still have to go through the smallest of molecules before we reach more advanced organisms.
Etykiety
Dante Aemilia Selachinius,
Event,
Indywidualne,
Polska AU,
vicrik,
Walentynki 2026
Od Bashara – Walentynki (II) [AU]
Bycie synem padyszacha wiązało się z koniecznością nabycia wielu umiejętności. Jedną z nich była umiejętność nie dania po sobie poznać żadnych emocji – zdziwienia, irytacji czy też rozbawienia, jakiejkolwiek reakcji, która mogła dać drugiej stronie wgląd w jego myśli. Bashar z wprawą wytrawnego aktora nosił na twarzy idealną maskę obojętności i niezrozumienia, pozwalając polskim słowom przepłynąć wokół niego niczym wartki nurt potoku omywał niewzruszony kamień, udając, że nie mają one dla niego żadnego znaczenia. Tymczasem młody mężczyzna chłonął ich przekaz niczym gąbka, tym bardziej interesujący, skoro wypowiedziany bez głębszej wiedzy, bez rezerwy i pomyślunku. Usta przyszłego padyszacha wygięły się w ledwie dostrzegalny uśmiech, spojrzenie przebiegło od twarzy do twarzy, pogodne i łagodne, cudownie nierozumiejące, gdy bystry umysł analizował słowa i wypowiedzi, rozkładał na czynniki pierwsze serca, czyniąc z Bashara najwytrawniejszego gracza na tej jakże wąskiej i prostej planszy.
Etykiety
Bashar Karim,
ChaosHead,
Event,
Indywidualne,
Polska AU,
Walentynki 2026
Od Dantego – Walentynki (I) [AU]
Upodlenie, żałość, pierdolony żart. I to jeszcze, kurwa, taki w chuj nieśmieszny. On powinien był udać się do tej całej zakłamanej komisji wymiany międzynarodowej, nasrać im na środek biurka, zwyzywać im wszystkim matki, ojców, dziadków leżących w grobie, a to wciąż byłoby kulturalniejszym potraktowaniem niż, kurwa, to, co wymyślili dla niego. Że go matka nazwała po pisarzu zapierdalającym przez wszystkie dziewięć kręgów piekielnych, to wcale nie zobowiązywało innych do wrzucania go na szlak tysiąca prób mentalnych i testów wytrzymałości jego kruchej cierpliwości. Upodlenie, żałość…
— Skurwysyństwo! — warknął Dante, aż berecik się jakieś babci osunął, a oczy z orbit wyjebało, gdy zerknęła na obcisłe jeansy zarysowujące twarde uda i odsłonięty prawie pod pierś brzuch, bo crop top był co najwyżej formalnością okrywająca ramiona licealisty. W normalny, słoneczny dzień Dante by nawet zsunął różowe okulary, mrugnął do niej, oglądał, jak babcia robi znak krzyża w jego stronę i ucieka do tramwaju. Ale teraz discman wygrywał mu na słuchawkach mocny wokal Kory, bojowo łączący się z rytmem wybijanym przed grube podeszwy butów, teraz obietnica rozpierdolu gościła w mroźnobłękitnych oczach i nic tego sztormu nie mogło ujarzmić.
Etykiety
Dante Aemilia Selachinius,
Event,
Indywidualne,
Polska AU,
vicrik,
Walentynki 2026
Od Seymoura – Walentynki (IV) [AU]
Seymour snuł się w tę i nazad po balkonie, wydmuchując regularnie kłęby dymu, obserwując, jak wiatr porywa je i rozwiewa w niebyt, niczym jego własne szanse u Virgila. Tatuażysta prychnął, od niechcenia kopnął balustradę, spojrzał na swe odbicie w wypolerowanej szybie okna.
— Debil.
Od Virgila – Walentynki (III) [AU]
— Patrzyłeś mu się na dupę!
— Miał posadzoną dupę!
— To jak wstawał!
— Wcale nie!
Wcale tak. Ale Virgil nie zamierzał tego przyznać przed Dantem.
Etykiety
Event,
Flower Shop AU,
Indywidualne,
Tattoo Shop AU,
vicrik,
Virgil Moeris,
Walentynki 2026
Od Seymoura – Walentynki (II) [AU]
Trzy razy powtórzył Dantemu, jak dbać o tatuaż, żeby dobrze się goił, nie blakł, nie rozlał się i żeby wyszedł dokładnie taki, jaki w pocie czoła zaprojektowali. Miał nadzieję, że przywołanie imienia Bashara, jedynej osoby, przy której jego nadto energiczny klient zdawał się przejawiać jakiekolwiek znamiona logicznego rozumowania, okaże się zaklęciem wystarczająco silnym, by Dante faktycznie stosował się do tych zaleceń. Skoro jego nazwisko, Silverthorn, było w nazwie jednego z najbardziej prestiżowych i znanych studiów tatuażu, Seymour miał możliwość odmawiania klientom według swego widzimisię, lecz choć współpraca z Dantem od początku wyglądała na wyboistą, widzimisię Seymoura zadecydowało, by ją jednak podjąć. Wcale nie było tak, że wzrok tatuażysty zjeżdżał z debilnych projektów w stronę siedzącego zaraz obok kolegi klienta, tego ogarniętego i przy tym ładnego, jedynego rzucającego jakieś rozsądne pomysły i wprawnie hamującego idiotyczne zapędy Dantego. Gdyby nie jego obecność, blondyn wyleciałby na bruk.
„Powinieneś był mu odmówić” zgadzali się Nico z ojcem, Seymour zaś stwierdził, że jebać, a jego spojrzenie uciekało w stronę kalendarza, wypatrując dnia, gdy Dante przyjdzie na dokończenie tatuażu i kiedy Vi wiernie będzie przy nim siedział, wspierając psychicznie kumpla, który tego wsparcia wcale nie potrzebował.
Od Virgila – Walentynki (I) [AU]
— Vi, bo ty się znasz na tej całej kompozycji przecież. — Dante wyszczerzył się przez ramię, tłumacz po raz kolejny, dlaczego Virgil koniecznie musiał robić mu za wsparcie przy tworzeniu idealnego tatuażu poświęconego jego drugiej połówce. Jechał na rowerze w swoich nienormalnie wysokich platformach, żywo gestykulował i jeszcze jakoś trzymał równowagę z Vi na bagażniku.
— Na kompozycji kwiatów, tak, to trochę inna dziedzina niż tatuaż…
Etykiety
Event,
Flower Shop AU,
Indywidualne,
Tattoo Shop AU,
vicrik,
Virgil Moeris,
Walentynki 2026
Od Tristana – Walentynki [AU]
Pomruk zrzucających obroty silników, stłumione przez szyby rozmowy, ten odległy gwar miasta, ledwo docierający na parking na obrzeżach. Stały szum powolnie egzystującego wokół niego życia wprowadzał jego wiecznie zapracowany umysł w spokojny tryb relaksacji, którego Tristan normalnie nie doznawał. Zawsze był wykład to powtórzenia, dodatkowa praca semestralna do skończenia, zawsze było coś, co mogło uczynić go lepszym, sprytniejszym, doskonalszym, a on chwytał się tych rzeczy, jakby życie od tego zależało. Kino samochodowe odkrył przypadkiem, gdy bez celu jeździł po okolicy, zmęczony, zły, a przy tym sfrustrowany, bo zostało mu jeszcze parę zagadnień z klasyfikacji narkotyków do przerobienia, ale jego własne ciało zgłaszało bunt przed kolejną godziną nauki. Zatrzymały się, przekonany, że skoro nie może wykorzystać reszty wieczoru na powtórkę, to równie dobrze może popatrzeć się bez celu w wielki ekran. Pościg samochodowy, strzelanina niemająca nic wspólnego z rzeczywistością, a potem efektowny wybuch budynku – godziny leciały, on zaś odprężał się przy pędzącej na łeb na szyję akcji. Przy końcu filmu zapomniał, dlaczego tak źle się czuł wcześniej.
Więc w każdą sobotę, o tej samej godzinie, stawał na tym samym parkingu i patrzył, jak kolejna postać wyskakuje z samolotu i ratuje swoich bliskich przed zakapiorami z karabinami maszynowymi. Może i nie zaliczało się to do najambitniejszego kina, ale jemu wystarczyło, by przez chwilę nie ścigać się z samym sobą.
Etykiety
Event,
Indywidualne,
No Trauma AU,
Tristan Fragarach,
vicrik,
Walentynki 2026
Od Annikki – Walentynki (II)
— Jaka jest najcenniejsza rzecz w posiadaniu pana partnera?
Piegus zrobił oczy jak dwa funty, bez przekonania wymamrotał do mikrofonu odpowiedź.
— Drewniany grzebień od jego taty…
— A moja harfa? — westchnął elf, pogładził głowę swojego partnera, jakby w ten sposób mógł mu przelać nieco pomysłów do niej.
Etykiety
Annikki Hagluinyendë,
Event,
Indywidualne,
vicrik,
Walentynki 2026
Od Hotaru – Walentynki (I)
Hotaru przetrząsała właśnie kosmetyczkę, próbując znaleźć ten jeden, konkretny błyszczyk. Kosmetyczka, przez długi czas pustawa, mieszcząca ledwie parę podstawowych produktów, teraz ledwie się dopinała, usiłując pomieścić różne odcienie błyszczyków, te trzy tusze do rzęs, subtelny korektor, dwa róże, rozświetlacz, nie mówiąc już o podkładzie, nowym pudrze, kredce do brwi i całej garści eyelinerów. Były na promocji, żal było nie wziąć, mogły przydać się przecież w teatrze.
Od Nikolaia — Walentynki

Wstał z bólem głowy. Chwiejnym krokiem podszedł do okna, aby przewietrzyć duszny pokój.
02 lutego 2026
What a strange power there is in clothing
Cerese Vionnet
Wiek: 40 lat
Data urodzenia: 22 czerwca
Płeć: Kobieta
Rasa: [redacted]
Pochodzenie: Stellaire, Novendia
Zawód: Od niemal siedmiu lat może pochwalić się stanowiskiem redaktorki naczelnej modowego magazynu V'ogule. Współorganizuje również kilka większych eventów modowych.
Opis: ceo @ bad bitch.com and your local fashion queen
Data urodzenia: 22 czerwca
Płeć: Kobieta
Rasa: [redacted]
Pochodzenie: Stellaire, Novendia
Zawód: Od niemal siedmiu lat może pochwalić się stanowiskiem redaktorki naczelnej modowego magazynu V'ogule. Współorganizuje również kilka większych eventów modowych.
Opis: ceo @ bad bitch.com and your local fashion queen
01 lutego 2026
Walentynki 2026
Oto nadchodzi najcieplejsze z zimowych świąt, a u nas – bardzo uroczy event. Już za dwa tygodnie walentynki, czyli niepowtarzalna okazja, by pokazać, jak Wasze postaci spędzają ten romantyczny, serduszkowy czas.
Zasady eventu
- Jak zwykle, długość opowiadania jest dowolna – możecie się rozpisywać lub postawić na krótką formę.
- Opowiadanie powinno być związane z Walentynkami. Czy Wasze postaci są fanami tego święta, spędzają je ze swoją drugą połówką, czy raczej polują na promocje na czekoladki i kwiaty? A może Walentynki to okazja do rozdrapania starych ran i wspomnienia szczęścia, które już nigdy nie powróci?
- Tytuł opowiadania powinien mieć formę: Od [Imię postaci] – Walentynki, czyli np. Od Seymoura – Walentynki.
- Etykiety do opowiadania: nick, imię postaci, typ opowiadania, Event i Walentynki 2026, czyli na przykład: ChaosHead, Undine Navarra, indywidualne, Event, Walentynki 2026.
- Jeśli tworzycie opowiadania w kilka osób, postarajcie się zaznaczyć, że Wasze historie są częścią większej całości. Możecie dodać numer do opowiadania, na przykład: Od Merlina – Walentynki (I). Jeśli chcecie, możecie również dodać podtytuł dla lepszego kontekstu, np.: Od Andrei – Walentynki, Różowe kajdanki (I).
- Data publikacji opowiadań: do 21.02.
- Za udział w evencie przewidziana jest nagroda w postaci unikalnej rangi na Discordzie <3
Jak co roku, opowiadania to nie wszystko <3
Walentynkowe Auranthium
Nowy Rok 2026 – Podsumowanie
Styczeń zakończony, czas więc zakończyć nasz łączony event, Nowy Rok + Yule. Cieszę się, że udało się napisać opowiadania i podzieliliście się swoimi historiami, bo wiem dobrze, że święta, a potem styczeń, nie są czasem, który sprzyja pisaniu. W tym evencie pojawiły się następujące opowiadania:
- Od Felixa – Nowy Rok
- Od Undine – Nowy Rok
- Od Song Ana — Nowy Rok
- Od Caina – Nowy Rok
- Od Andrei – Nowy Rok
- Od Janka – Nowy Rok
- Od Isidoro – Nowy Rok
- Od Merlina – Nowy Rok
- Od Ignisa – Nowy Rok
- Od Hotaru – Nowy Rok (I)
- Od Seymoura – Nowy Rok (I)
- Od Bashara – Nowy Rok (I)
- Od Virgila – Nowy Rok (II)
- Od Dantego – Nowy Rok (II)
- Od Annikki – Nowy Rok (II)
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję i łapcie swoje nowe role na Discordzie <3
Od Annikki – Nowy Rok (II)
Słowa miały znaczenie. Od pnia tej prostej myśli rozwinęły się gałęzie reszty jej życia, przeobrażając je w sposób, w jaki zagubiona w niewielkiej, wręcz odciętej od reszty świata wiosce ćma nie sądziła, że będzie kiedykolwiek możliwy. Zaczęła zbierać wyrazy, pielęgnować je i zasadzać w równych odstępach od siebie, by mogły wykiełkować w przekazy potrafiące uderzyć głębiej swoją prawdą. Lata uczenia się tej subtelnej praktyki, która nie niosła w sobie żadnej wartości, gdy Annikki próbowała stworzyć ogród zgrabnych zdań przed Hotaru. Język kaleczył jej się o karłowate kolce uczuć, wokół gardła oplatały się nienaturalnie długie łodygi, dłonie szukały zaczepienia w zdradzieckich pnączach. Chciała do niej mówić pięknie, otwarcie, szczerze, lecz z jej myśli pozostawały marne półsłówka, które mogły równie dobrze nic dla tancerki nie znaczyć.
Annikki wcisnęła dłoń w kieszeń kurtki, odchrząknęła, bo to przecież zimno drażniło ją w gardło, a nie własna niemoc, strach, myśl, że nigdy nie będzie potrafić powiedzieć czegoś więcej, co przekroczy pewną granicę bezpowrotnie.
Podsumowanie 2026.01
Oto i pierwsze podsumowanie tego, co napisaliście w nowym, 2026 roku.
Jak zwykle nie zawodzicie, bo chociaż styczeń to najczęściej czas powrotu do rzeczywistości po długim okresie świąt (a więc dużo pracy), plus dla studentów jest to moment rozpoczęcia walki z sesją egzaminacyjną (czyli ponownie dużo pracy i stresu), pozostaliście aktywni, tak z opowiadaniami, jak i na Discordzie. Dużo ważnych, dobrych rzeczy zadziało się też dla Rifta jako takiego, więc wierzę, że jest to preludium do tego, żeby 2026 rok był naszym rokiem <3 W perspektywie mamy w końcu zwyciężenie egzaminów, cieplejszą pogodę (zero szklanki na drodze, gruźlicy i przemarzniętych policzków) oraz powrót do regularnych streamów, no i naszej kampanii w Dungeons and Dragons. Rzeczywistość ma odpuścić, to nie jest prośba.
A teraz przejdźmy do tego, co lubię najbardziej, czyli do statystyk.
31 stycznia 2026
Od Dantego – Nowy Rok (II)
Bashar chciał wrócić do mieszkania i odłożyć zakupy, ale Dante już miał lepszy pomysł, ze swoją drapieżną naturą pobudzoną zobaczeniem najładniejszej choinki na pobliskim bazarze, pewny, że chwila zwłoki pozbawi ich tego doskonałego drzewka. Rąk mu brakło na niesienie zdobyczy z targów, choinki oraz trzymanie dłoni Bashara, więc po długiej dyskusji i próbach zagięcia praw fizyki w końcu zgodził się oddać zakupy lekarzowi, by samemu nieść drzewko na barku i mieć możliwość nie puszczania swojego ulubionego doktora.
Etykiety
Dante Aemilia Selachinius,
Event,
Indywidualne,
Nowy Rok 2026,
vicrik
Od Virgila – Nowy Rok (II)
Na tle podobnych sobie budowli w dzielnicy rodzinna pieczara Moerisowej watahy odznaczała się niemożliwym do podrobienia, wilczym ciepłem wylewającym się z przystrojonych bogato okien, oświetlonych krzaczków, z wieńca obwiązanego wstążeczką z życzeniami, z mieniących się lodowym błękitem sopli i sięgających kolan lasek cukrowych prowadzących wzdłuż ścieżki pod same drzwi, niczym drogowskaz do krainy wiecznego, zimowego świętowania. Nie tylko oni wystawiali przeróżne ozdoby, uwielbiając przepych grudniowych obchodów, lecz Vi zawsze uważał, że jego rodzina opanowała do perfekcji przystrajanie domu w sposób, który nie chełpił się jedynie ilością migoczących lampek, tylko zapraszał do środka tego zbłąkanego wędrowca, obiecując radość i spokój, bo te długie zęby były do odstraszania złych duchów, a miękkie łapy do witania nieoczekiwanych przyjaciół. Przed wejściem czuło się jak w miejscu pozbawionym nieprzystępnych barier, bo do wilczego legowiska wkroczyć mógł każdy o czystym sercu.
Virgil zerknął na Seymoura i jego dobrą minę idącą w parze z sercem bijącymi nerwowymi spazmami, gdy były czarodziej zerkał przelotnie w najbliższe okno i liczył raz jeszcze ilość przeciwników na mapie.
13 stycznia 2026
Od Bashara – Nowy Rok (I)
Stellaire lśniło tysiącem świateł. Girlandy przecinały ulice niczym złote rzeki spływające z nieba, witryny sklepowe prześcigały się w pomysłowych dekoracjach, a z głośników płynęły kolędy, mieszając się z gwarem przechodniów i śmiechem dzieci. Bashar lubił to miasto, miało w sobie wszystkie elementy, które odpowiadały mu w rozległej, kosmopolitycznej stolicy, lecz w grudniu Stellaire nabierało zupełnie innego charakteru – jakby ktoś rozsypał nad nim garść magicznego pyłu, sprawiając, że nawet najbardziej ponure zaułki wydawały się przytulne, ciepłe, pełne obietnicy czegoś więcej.
— Patrz! — Dante pociągnął go rękę, wskazując na wystawę z poruszającymi się mechanicznymi elfami, których drobne młoteczki uderzały w miniaturowe kowadełka, wykuwając nieistniejące zabawki. — To nowe, w zeszłym roku tego nie było.
Od Seymoura – Nowy Rok (I)
Seymour stał przed lustrem w sypialni, wpatrywał się uważnie w taflę, poprawiając kołnierzyk koszuli. Biała, starannie wyprasowana, z subtelnymi mithrilowymi spinkami z szafirowym akcentem – klasyczna, ułożona, podkreślająca jego charakter. Przynajmniej ten, który akurat chciał ukazać – profesjonalny i bezpieczny. Spinki były dokładnie tym, co każdy, w tym Seymour, wybrałby na jakiekolwiek rodzinne spotkanie. Lśniły dyskretnie w świetle lamp, nie za ostentacyjnie, ale wystarczająco elegancko, by pokazać, że dba o szczegóły. W końcu ostatnio poszło dobrze. Rodzice Virgila go zaakceptowali, Valerius okazał się zupełnie w porządku (Vi zdecydowanie za dużo narzekał na „szczeniaka") i Seymour doszedł do wniosku, że tym razem będzie podobnie.
Musiało być podobnie.
Etykiety
ChaosHead,
Event,
Indywidualne,
Nowy Rok 2026,
Seymour Silverthorn
Od Hotaru – Nowy Rok (I)
Hotaru po raz trzeci poprawiała idealnie wpięte we włosy, ozdobne kanzashi. Przyglądała się swemu odbiciu w lustrze w przedpokoju, krytycznym spojrzeniem ogarniając spinającą niski kok jedwabną wstążkę, sięgając misternego wiązania, zawijając mocniej jeden z krańców. Wstążka połyskiwała bladym, mroźnym blaskiem, idealnie komponując się z ciemnogranatowym płaszczem i kremowym szalikiem.
„To tylko zwykłe spotkanie”, myślała, odwracając głowę to w jedną, to w drugą stronę. „Po prostu idziemy razem obejrzeć Świetlną Arkę. Nic więcej”.
Sięgnęła po pomadkę, zawahała się, odłożyła. Podniosła ponownie. Delikatny róż, ledwo widoczny, aromat wiosennych kwiatów. Przecież to tylko oznaka szacunku dla drugiej osoby – dopilnować, by wygląd był schludny i zadbany. Nie było w tym nic nadzwyczajnego. Prawda?
Hotaru zerknęła na zegarek. Miała jeszcze dziesięć minut do wyjścia, ale wolała być nieco wcześniej. Wcześniej nawet, niż zazwyczaj przychodziła wcześniej. Ostatni raz obrzuciła swe odbicie spojrzeniem, poprawiła szalik. Sprawdziła, czy w torebce ma wszystko, czy nie zapomniała portfela i chusteczek. Wszystko było na swoim miejscu.
„To tylko zwykłe spotkanie”.
07 stycznia 2026
Od Ignisa – Nowy Rok
Zimno promieniowało z wyziębionych ścian, przesączało się przy nieszczelnym oknie, wkradało pod krzywymi drzwiami. Ignis leżał na materacu rzuconym wprost na podłogę – bo cóż innego miałby tam położyć, skoro to jedyne, co posiadał – i wpatrywał się w sufit pokryty zrudziałymi plamami, układającymi się w mapę odległej, istniejącej tylko w snach krainy. Miał nadzieję, że rozwijająca się w rogu pokoju pleśń postanowi się wycofać, pokonana przez gryzący chłód, lecz zdecydowanie nie docenił przeciwnika i teraz miał wrażenie, że jeśli kogoś ta zima miała dojechać, to właśnie jego.
Etykiety
ChaosHead,
Event,
Indywidualne,
Nowy Rok 2026,
Scaldor „Ignis” Fuegis
06 stycznia 2026
Od Merlina – Nowy Rok
Drzwi pokoju Merlina otworzyły się z impetem, chłopak wkroczył do środka, rzucił plecak na łóżko, aż jego pluszowy jednorożec podskoczył na poduszce.
— Koniec tego — westchnął ciężko, podchodząc i samemu też opadając na łóżko.
— Koniec? — dobiegł go podszyty wątpliwością głos.
Etykiety
ChaosHead,
Event,
Indywidualne,
Merlin Prospero Spellman,
Nowy Rok 2026
05 stycznia 2026
Od Isidoro – Nowy Rok
Pustynia Sallandiry rozciągała się pod nimi niczym zamarznięty ocean złota i dogasającego blasku – nieskończone fale wydm, pozłacane ostatnimi promieniami zachodzącego słońca, tworzyły krajobraz hipnotyczny niczym wprawnie utkana iluzja, i równie niebezpieczny. Latający dywan, osobiście wybrany przez Serafina z przepastnego skarbca zdobytych przez niego artefaktów, niósł ich przez powietrze z gracją ptaka drapieżnego. Wiatr, suchy i gorący nawet o tej porze, omywał gładko otaczającą dywan przejrzystą barierę, nie ważąc się sięgnąć dwójki podróżnych, przekroczyć granicę ochronnej magii.
Etykiety
ChaosHead,
Event,
Indywidualne,
Isidoro D'Arienzo,
Nowy Rok 2026
04 stycznia 2026
Od Janka – Nowy Rok
Kapitan Solheim chciała wyświadczyć mu przysługę, ten jeden raz sprezentować wolne Yule, skoro odkąd dołączył do ich zespołu, każde święta spędzał dyżurując w remizie, przysługa ta jednak okazała się niedźwiedzią. Bo taki świąteczny dyżur w remizie nie był ciężkim, ludzie spędzali tę noc w spokoju, i tylko czasem trzeba było gdzieś pojechać, jak lampki się zbiesiły, zamiast świątecznej atmosfery to pożar czyniąc, ale wiele tych interwencji nie było i noc Janek najczęściej mógł przegadać wraz z resztą swej drużyny. Ylva opowiadała wilcze legendy o zimowym przesileniu, Gulm nucił dziwnie brzmiące pieśni, których nikt nie rozumiał, ale wszyscy kiwali głowami w takt, Elowen tłumaczyła skomplikowane elfickie obyczaje, Tarik nic tylko żartował, a Vlad… no cóż, Vlad był po prostu Vladem i to wystarczyło. Teraz jednak był w domu, tym swoim niewielkim, wynajętym mieszkanku, w którym musiał się schylać w każdym progu, sam jak palec, choć za każdą ścianą miał sąsiadów. Słyszał ich życie – śmiechy dzieci, brzęk talerzy, kolędy dobiegające z radia, szczekanie jakiegoś psa. Wszystko to było tak blisko, a jednak tak nieskończenie daleko.
Etykiety
ChaosHead,
Event,
Indywidualne,
Janek Bohdanovič,
Nowy Rok 2026
03 stycznia 2026
Od Andrei – Nowy Rok
Targ w Stellaire rozciągał się na placu głównym niczym barwny gobelin utkany ze światła, dźwięków i zapachu świątecznego szczęścia. Dziesiątki straganów ciągnęły się w nieregularnych rzędach, każdy przyozdobiony girlandami z pachnących gałązek, błyszczącymi łańcuchami i bombkami. Długie sznury zaklętych lampek rozciągały się między słupami, daszkami, biegły od miejsca w miejsce, zmieniając wieczorną ciemność w magię świetlistego Yule. Zapraszały wszystkich, by zanurzyć się w magii świąt, zapomnieć o troskach, skusić na coś słodkiego i znaleźć jakiś choinkowy drobiazg. Ławice klientów – spieszących się po ostatnie prezenty samotników, rodziców z niesfornymi dziećmi, zakochanych par, mających mnóstwo czasu na wszystko emerytów, przepływały wśród straganów, podążając w stronę co intensywniej mrugających do nich stoisk czy starając się znaleźć koniec ogonka po świąteczny grzaniec. Z pieców buchało ciepło, unosił się zapach pieczonych kasztanów, korzennych pierników, wędzonych serków i gorącej czekolady. Z głośników płynęły dźwięki skrzypiec, śpiewał chór, a melodia piosenek o Yule mieszała się z gwarem i śmiechami.
Etykiety
Andrea Aragonés-Spellman,
ChaosHead,
Event,
Indywidualne,
Nowy Rok 2026
02 stycznia 2026
Od Caina – Nowy Rok
TW: brutalne morderstwo, gore
Zapach zwyczajnego prochu pobudzał jego zmysły. Powrót klasyki w prawdziwym, rewolwerowym wydaniu, który tak bardzo lubił. Wymyślne bronie są wygodne, ale Cain lubił posługiwać się tym, czym trzeba było się napracować. Nie licząc własnych rąk oczywiście. To zostawiał na sam koniec.
Etykiety
Cain Cassidy,
Event,
Indywidualne,
Nowy Rok 2026,
Różowy Batman
Od Song Ana — Nowy Rok

— Mistrzu, zaczekaj, nie można tak po prostu wchodzić na drogę bez rozglądania się!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


