Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

24 sierpnia 2026

Od Nikolaia — Ruchome Różności

Mówi się, że w każdej legendzie znajduje się choćby ziarno prawdy. W tych nawet najbardziej zawiłych historiach można doszukiwać się faktów — bodaj wyłącznie tych najmniejszych, zdających się być najmniej istotnymi.
Ta historia przechodziła z ust do ust. Pojawiała się zarówno w wesołych jarmarcznych pieśniach, jak i w cichych, pełnych grozy szeptach. Była to opowieść (a właściwie wiele jej wersji, bowiem nikt nie wiedział, która z nich była tą najprawdziwszą, o ile którakolwiek w ogóle nią była) o tajemniczym czarodzieju. Nikt nie znał jego prawdziwego imienia. W różnych przekazach pojawiały się rozmaite, powiadano, że sam czarodziej posługiwał się wieloma, każdemu przedstawiając inne. To wcale jednak nie było najdziwniejsze w jego historii. Bowiem mówiło się także, że ów niezwykły czarnoksiężnik, oprócz parania się czarną magią, zajmował się prowadzeniem równie niesamowitego, co on sam, sklepu.
Powszechnie wiadomo było, że nie był to zwykły lokal, do którego można by wpaść przy każdej pierwszej lepszej okazji. Och nie, wręcz przeciwnie. Do tego sklepu nie dało się dotrzeć, choćby bardzo się tego pragnęło. To sklep musiał przybyć sam.
Wśród mieszkańców okolicznych wiosek szerokim echem rozniosła się plotka, że tajemniczy czarodziej i jego owiany wielką niewiadomą lokal podróżują. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Sklep poruszał się niczym żywa istota. Był właściwie czymś na kształt osobliwego tworu zawieszonego gdzieś pomiędzy martwą budowlą a czującym organizmem. Ci, którzy zarzekali się, że owe dziwadło widzieli, relacjonowali, że przypominało ono mechanicznego potwora, ziejącego parą, trzęsącego się niezgrabnie na boki przy każdym powolnym ruchu żelaznego cielska. Świadkowie żarliwie opowiadali także, iż ten niekonwencjonalny przybytek, posiada coś na kształt łba (lub dokładniej dzioba), który lśniącymi ślepiami bacznie obserwował drogi, po których stąpał. Z uwagą, krok za krokiem, unikając miast i wzroku postronnych, stalowa bestia przemierzała w swoim spokojnym tempem pustkowia.
Niektórzy szczęśliwcy zapewniali, że sklep pojawił się tuż przed nimi pewnego dnia zupełnie niespodziewanie, akurat wtedy, kiedy najbardziej go potrzebowali. Wybrańcy mieli szansę na własne oczy zobaczyć przepych (choć inni nazwaliby to raczej ordynarnością) skrywający się w jego wnętrzu. Wprawdzie, mówili, znaleźć tam można było wszystko, czego aktualnie się pragnęło. Od eliksirów przez magiczne kamienie aż po najprawdziwsze zaklęcia i uroki. Czarnoksiężnik oferował to wszystko bez najmniejszego zawahania. Z uśmiechem na ustach i gorliwymi obietnicami na spełnienie się cudów.
Czarodziej doprawdy personą był niezwykłą, powiadali nieliczni świadkowie, o włosach kolorowych, szerokim uśmiechu i oczach lśniących mocniej niż gwiazdy na nocnym niebie. Głos miał przekonujący, a słowa dobierał z taką uwagą oraz trafnością, że potrafił zadziwić niejednego. Podobno przewidywał przyszłość, dokładnie wiedząc, kto i z jaką sprawą pojawi się na progu jego Ruchomych Różności. Znał wszystkie najbardziej pieczołowicie skrywane w sercach tajemnice. I doskonale potrafił sobie z nimi poradzić.
Miał rozwiązanie na wszelkie dołujące problemy. Oferował przedmioty niemal idealne, zdające się pochodzić z zupełnie innego świata. Ich geneza była owiane równie wielką tajemnicą, co sama postać czarnoksiężnika, lecz ich skuteczność nie budziła najmniejszych wątpliwości.
Nie było osoby, która nie pragnęłaby spotkania z czarodziejem. Nie było osoby, która nie chciałaby zajrzeć do wnętrza Ruchomych Różności i skorzystać z oferowanych w nich usług. Wszyscy żywili szczerą nadzieję, że pewnego dnia wyjdą z domu, a na progu zastaną podróżujący sklep, a w jego środku owianego sławą czarnoksiężnika.
Najczęściej tajemniczego czarodzieja nazywano Nikolai. Wprawdzie nikt tak naprawdę nie wiedział, czy było to jego prawdziwe imię, czy może powstało jedynie na potrzeby opowieści, lecz z czasem właśnie ono zaczęło pojawiać się w coraz większej liczbie legend. Nikt nawet nie wiedział, skąd właściwie to imię się wzięło. Jakże wielkie byłoby jednak zaskoczenie, gdyby niosący legendy pieśniarze odkryli, że było ono jak najbardziej prawdziwe.
Nikolai od wielu lat przemierzał świat we wszystkich kierunkach, prawie nigdy nie opuszczając swojego ruchomego sklepiku. Nie widział w tym najmniejszej potrzeby, skoro niemal wszystko, czego potrzebował, miał na wyciągnięcie ręki. Bez większych przeszkód i zmartwień podróżował więc po najróżniejszych krainach, a gdzie tylko się pojawił, oferował szeroki zakres swoich usług.
A od dziecka miał łeb do interesów. I to niemały.
Wszystko, czego się dotknął, potrafił obrócić w dochodowy biznes. Tak też było tamtym razem, gdy mimo zaskoczenia i wątpliwości bliskich, założył własny sklep z magicznymi artefaktami. Niedługo później wpadł na genialny pomysł, by go ożywić. Dosłownie. Zignorował tych, którzy posądzali go o szaleństwo. Gdyby wtedy zwątpił w samego siebie, dzisiaj nie byłby legendą.
Zwiedzał świat chętnie. Sam. Oczywiście, nie licząc kruka-demona, który wiernie stał u swojego boku i zasilał cały ten mechaniczny przybytek. To dzięki niemu sklep poruszał się bez większych przeszkód. To dzięki niemu pojawiał się tam, gdzie akurat był potrzebny.
Choć wprawdzie Nikolai specjalnie klientów nie wybierał. Kierował się przypadkiem i świadomością, że każda osoba posiada własne niespełnione pragnienia. A odczytanie ich zawsze było dla czarodzieja najmniejszym problemem. Klienci często zdradzali się sami, mimowolnie, w półsłówkach i drobnych gestach. Wystarczyło jedynie uważnie się przyglądać i słuchać.
Nie inaczej było i tym razem, gdy do sklepu zajrzała młoda kobieta. Nikolai po jej zapłakanych oczach bezbłędnie potrafił ocenić, że cierpi ona ze względu na złamane serce. W takich przypadkach wystarczą gorliwe słowa pociechy i mikstura gwarantująca pojawienie się wkrótce prawdziwej miłości. Typowa procedura stosowana przez czarnoksiężnika od lat.
Później Ruchome Różności ruszyły w dalszą podróż. Ich ociężałe cielsko powoli sunęło w stronę zachodzącego słońca, kołysząc się rytmicznie z każdym kolejnym ciężkim krokiem. Z wystających kominów buchały kłęby pary, a smar spływał po metalowych elementach i kapał na trawę. Sklep wyglądał jednocześnie przerażająco i zachwycająco. Było w nim coś potwornego, a zarazem niezwykle pięknego. Zapierał dech w piersi.
Wieczorem to mechaniczne dziwadło zatrzymało się w wiosce, gdzie Nikolai dopomógł rolnikom obawiającym się tajemniczej bestii z lasu. Odsprzedał im po okazyjnej cenie odstraszacz radzący sobie z przypadkami tego typu. Przy okazji wyciągnął pomocną dłoń do chłopca, który rozpaczliwie pragnął stać się wyższy i silniejszy. Czarnoksiężnik podarował mu najzwyklejsze mleko, wmawiając mu jednak, że pochodzi ono od jakiejś mitycznej istoty.
Wkrótce wyruszył w dalszą drogę. Choć zwykle błąkał się tu i tam bez większego celu, dziś doskonale wiedział, gdzie pragnął się udać. Do celu dotarł wieczorem, kiedy gwiazdy zaiskrzyły na nocnym niebie.
Bestia sapnęła, zachwiała się, a następnie z łoskotem osiadła na piaszczystej ziemi. Zakręciła kilkakrotnie ptasim łbem, a następnie, wydała z siebie głośne sapnięcie i zdawać by się mogło, zasnęła.
Nikolai zeskoczył po metalowych schodkach na miękki piach. Lądując, poprawił swój czarodziejski kapelusz i spojrzał tuż przed siebie. Na pobliskim płaskim kamieniu dostrzegł znajomą męską sylwetkę. Zbliżył się powoli, a na dźwięk jego kroków, siedzący mężczyzna odwrócił się. Ułamek sekundy później na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
— Myślałem, że już się nie zjawisz! — odezwał się ze słyszalną w głosie ulgą. — Długo ci zeszło!
Czarnoksiężnik zaśmiał się cicho, kiedy mężczyzna zerwał się na równe nogi, aby podbiec do niego i nie czekając na odpowiedź, zamknąć go w ciasnym uścisku. Nikolai odwzajemnił gest. Milczał przy tym przez dłuższą chwilę, ciesząc się upragnioną chwilą bliskości.
— Bycie żywą legendą wymaga czasu — odparł wreszcie, bardzo niechętnie odsuwając się od swojego partnera. Nie puścił jednak jego dłoni, wciąż ściskając ją delikatnie.
— Ale twój chłopak też potrzebuje czasu. Nie zapomniałeś o tym, prawda? — zapytał mężczyzna, a mówiąc to, odsunął się o krok, by spojrzeć Nikolaiowi prosto w oczy.
— Oczywiście, że nie! — bronił się pośpiesznie czarodziej. — Wiesz, że dla ciebie zawsze znajdę czas.
Nie ciągnęli tej rozmowy dłużej. Nie było takiej potrzeby. Zamiast tego usiedli razem na chłodnym kamieniu. Trzymając się za ręce, w ciszy wpatrywali się w nocne niebo pełne gwiazd.
Bo choć wokół Nikolaia i Ruchomych Różności narosło wiele mitów i opowieści, jedna rzecz pozostawała niewątpliwą prawdą — jego uczucie do Alexa, które zawsze pozostawało szczere.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz