Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

19 sierpnia 2026

Od Nivana – Call of Wingmanning (III) [AU]

Czerwonowłosy przyglądał się przyjacielowi, który postanowił, że genialnym pomysłem będzie kolejne wyzwanie, czyli siłowanie się na ręce z blondynem. W powietrzu dało się wyczuć, że nie będzie to najlepszy i najmądrzejszy pomysł, na który zdecydował się Eirik. Chociaż... czy on kiedykolwiek zdecydował się na coś racjonalnego? Odpowiedź to oczywiście, że nie. Nawet nie chodziło o to, że wątpił w przyjaciela, no, może trochę. Patrząc na bicepsy, które eksponował Dante, to nie było trudno się domyślić, że nie są one tylko na pokaz.
Jednoznaczne spojrzenie, którym obdarzył go Skugge przed podaniem ręki swojemu rywalowi, miało zapewnić Nivana, że wszystko będzie dobrze. Tylko on czuł w kościach, że nie będzie dobrze, tak jak próbowano go zapewnić. Czarnowłosy od zawsze uwielbiał wpakowywać się w tarapaty, nie miał instynktu samozachowawczego. Problem to jego drugie imię. Jego mały móżdżek wielkości orzecha laskowego nie pojmował najprostszych sygnałów, a prośby Nivana zawsze zbywane były poradzę sobie, uwierz trochę we mnie. Tylko on już tyle razy w niego uwierzył, że teraz tylko obawia się, co tym razem przyniesie jego wymysł i podjęte wyzwanie.
Dixon skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej, cicho wzdychając, gdy przyjaciel podał rękę gospodarzowi dzisiejszej imprezy. Przyglądał się dokładnie ich twarzom, szukając czegoś, co mogłoby zdradzić jednego lub drugiego, który szybciej odpuści lub który skończy z rozwalonym nadgarstkiem. Wystarczyła chwila nieuwagi, którą odciągnął ktoś, przepychając się do przodu, aby oglądać całe widowisko. Nie obyło się od towarzystwa blondynki, która zaczepiła Nivana po tym, jak został osamotniony ze swojego kozła przyjaciela. Coś do niego mówiła, próbowała zaczepić, ale mężczyzna skupiony był na rywalizacji, jakiej podjął się Eirik. Niechętnie spojrzał w jej kierunku, gdy wspomniała, że postawiła na Dante, bo, jak to wytłumaczyła, Dante zawsze wygrywa.
W momencie, gdy rozległ się potężny, charakterystyczny dźwięk uderzenia o stół, Nivan niemalże od razu spojrzał w owym kierunku, widząc, że jego przyjaciel został pokonany. 
Eirik widocznie był zirytowany faktem, że przegrał, a warto wiedzieć, że on nienawidzi przegrywać. Dante zaśmiał się perliście, posyłając szeroki biały uśmiech w kierunku czarnowłosego.  Nivan zmartwił się, bo ten dźwięk nie brzmiał dobrze, ale nie był pewien, czy to dźwięk kości Eirika, czy może stół również postanowił o sobie przypomnieć.
Z ust czarnowłosego uciekło siarczyste przekleństwo, które nie umknęło uwadze czerwonowłosego. Pokręcił głową z widoczną dezaprobatą. Podszedł do stołu, przy którym siedział Skugge, trzymając swój nadgarstek z widocznym urazem wymalowanym na twarzy. Nie chcąc zrobić mu większej krzywdy, delikatnie złapał za rękę przyjaciela, chcąc sprawdzić, czy na pewno nic się nie stało. Nie trwało to jednak za długo, bo Eirik postanowił zabrać swoją rękę, mamrocząc, że wszystko w porządku.
— Pokaż — wyciągnął rękę w kierunku przyjaciela, oczekując, że pozwoli ją dokładnie obejrzeć. 
A Eirik, jak to Eirik, zadarł głowę do góry niczym dumny, nastroszony paw.
— Nic mi nie jest. — oznajmił, spoglądając na Nivana. — Widzisz? Nic ani nic, jestem zdrowy jak ryba! — zaśmiał się Eirik, zabierając rękę od Nivana, radośnie machając nią na lewo i prawo niczym bezwładna chorągiew zależna od porywu wiatru. Jednak to wystarczyło, żeby z ust uciekło kolejne przekleństwo, a rękę położył na stole, udając, że przecież nic go nie boli.
— Idę po lód. 
— Na chuuuuj, nie boli mnieeee — złapał za koszulkę Nivana, uniemożliwiając mu ruszenie dalej. — No patrz, żyję, ręka też żyje, wszystko dobrze! Mówią, że jak mama pocałuje, to przestanie boleć.
Nivan uniósł pytająco brew do góry, zastanawiając się, czy Eirik nie ma przypadkiem gorączki od tego wszystkiego. Dante nie powstrzymywał się od śmiechu, kręcąc rozbawiony głową. Jednak w jego spojrzeniu dało się dostrzec pewnego rodzaju błysk. Innym razem o tym pomyśli albo i zapyta, czy to wszystko nie było ukantowane.
— Mam cię w rączkę pocałować? — zapytał czerwonowłosy, odwracając się do przyjaciela, łapiąc za jego przedramię, unikając nazbyt mocnego uścisku, co by mu krzywdy nie zrobić. — O tak? — złożył kilka delikatnych pocałunków na nadgarstku przyjaciela, które zostało poszkodowane przez głupotę samego Eirika.
Sama sytuacja wprawiła czarnowłosego w osłupienie, a Dante przyglądał się z widocznym zainteresowaniem przeplatanym z rozbawieniem i pewnego rodzaju satysfakcją. Jednak Nivan nie tkwił długo przy całowaniu ręki przyjaciela, w końcu ją puścił i poszedł do kuchni. Nie czekał na niczyją zgodę ani instrukcje, gdzie ma szukać. W końcu lód mógł być tylko w jednym miejscu. Nivan czuł na sobie ciekawskie spojrzenia ludzi, którzy odprowadzili go do kuchni, w której zniknął na dobre kilka minut. 
Wyciągnął z zamrażarki lód, którego było tam od cholery. Można z tego było zrobić śmiało basen w wannie wypełnionej lodem. Jednak nie to było teraz najważniejsze, mimo że na dworze było cholernie gorąco. Nie chcąc skazywać przyjaciela na większe cierpienie, zabrał jeden z leżących ręczników na blacie, owijając nim całe opakowanie lodu. Wrócił do stolika, gdzie Eirik grzecznie siedział, dyskutując o czymś z Dante. Spodziewał się, że raczej ucieknie przed Nivanem, bo bardzo często robił. 
Przykucnął przy przyjacielu, łapiąc za jego rękę, przyciągnął ją do siebie, położył prowizoryczny okład na nadgarstku, spoglądając na Eirika z dołu. 
— Git? — spytał, a czarnowłosy niemalże od razu odwrócił głowę w drugą stronę.
— Git.
— Gorzej niż z dzieckiem — stwierdził Nivan, zwracając na siebie ponownie uwagę przyjaciela.
— Hej! Nie jestem dzieckiem!
— Nie? A to ciekawe, bo przed chwilą Dante pierdolnął twoją ręką o stół. I zrobił to naprawdę solidnie.
— Pomidor! — taka odpowiedź ze strony Eirika oznaczała jedno: nie będzie więcej rozmawiać z Nivanem na ten temat.
Dyskusja między dwójką rozbawiła towarzystwo, które dalej znajdowało się w pobliżu. Siedzieli tak dobre kilka minut, aż w końcu Eirik stwierdził, że już nie potrzebuje matkowania przyjaciela, pokazując, że może swobodnie znowu wywijać ręką jak chorągiewką. 
— Fajne widowisko zrobiliście — zaczął Ignis, gdy Nivan podniósł się z przykucu, rozprostowując swoje plecy. — A umiecie coś więcej niż pokazywanie swoich mięśni? — dodał, kątem oka zerkając na Dante, który prychnął, nie odpowiadając mężczyźnie. — Na przykład coś związanego z muzyką? 
— Ja potrafię co najwyżej zagrać na ner- — Eirik chciał się wypowiedzieć o swoim braku umiejętności muzycznych, ale Nivan skutecznie zasłonił mu usta swoją dłonią, posyłając uśmiech do towarzystwa. Przyciągnął czarnowłosego do siebie, przez co starał się unieruchomić przyjaciela. A kręcił się, jak gówno w przeręblu, próbując się uwolnić z uścisku Dixona.
— Gram na gitarze, więc coś niecoś potrafię — przyznał, przyciskając mocniej dłoń do ust czarnowłosego, który próbował go ugryźć, ale mu nie wyszło, więc w akcie zemsty zaczął wylizywać wewnętrzną część dłoni Nivana. 
Dixon zabrał rękę z ust przyjaciela, wycierając ją w jego koszulkę, na co Eirik uderzył go w ramię niezadowolony, niemalże od razu ścierając własną ślinę z ubrania.
— O, a może coś więcej? Skoro na gitarze potrafisz grać, to może nam i coś zaśpiewasz? — spytał Ignis, podając Nivanowi gitarę.
Czerwonowłosy spojrzał zaskoczony na instrument, który nagle otrzymał. Kiedy on po to poszedł? Minęło może z dziesięć sekund, a tu... cóż, nieważne. Wziął gitarę do ręki, po czym rozejrzał się po pomieszczeniu, szukając wygodniejszego miejsca. Dostrzegając kanapę, głową wskazał towarzystwu, w którym kierunku warto się udać, gdzie było więcej miejsca do siedzenia. Usiadł na kanapie, klepiąc miejsce obok siebie. Eirik zajął miejsce niemalże od razu, spoglądając z zaciekawieniem na gitarę. 
Nivan przesunął opuszkami palców po strunach, delikatnie je naciągając, sprawdzając, czy są dobrze nastrojone i tak też z nimi było. Dlatego nie oczekując na większe zaproszenie, zaczął przesuwać palcami po gryfie, dobierając akordy, aby dźwięk był płynny i przyjemny dla ucha. Nie miał początkowo większego zamysłu, co mógłby zagrać, ale ciche nucenie kogoś obok sprawiło, że czerwonowłosy podłapał piosenkę, doskonale znając jej tekst i chwyty, co pozwoliło mu na zagranie piosenki, sprawiając, że całe towarzystwo zaczęło powoli i jeszcze dość niepewnie śpiewać. Jednak wystarczyło, żeby Dante, główny organizator dzisiejszej imprezy zaczął przebijać się swoim głosem przez dźwięk basów innej piosenki, która leciała w tle. Czerwonowłosy z trudem powstrzymał się od parsknięcia. Oczywiście nie omieszkał od dołączenia do śpiewania z Dante, przechylając się na lewo i prawo z gitarą w ręce, delikatnie ramieniem szturchając w Eirika, a następnie Ignisa, który siedział po jego prawej, by zacząć robić falę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz