Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

19 sierpnia 2026

Od Dantego – Przyszedłem dla muzyki, a zostałem dla ciebie (III) [AU]

— Chcesz mi powiedzieć — powiedział niepokojąco cicho Virgil, patrząc Dantemu prosto w oczy — że muszę anulować tę współpracę z Diorem, o którą wykłócałem się od pół roku, zmienić daty dwóch koncertów na osiemdziesiąt tysięcy ludzi i odwołać wszystkie najbliższe wywiady, bo kolidują z czym?
— Z konkursem charytatywnym. — Dante wyszczerzył się do managera, zanurzony po szyję w jacuzzi w swoim apartamencie. — Nie zapomnij, że nie mogę też pójść na wszystkie przymiarki i sesje zdjęciowe. Konkurs jest za sześć tygodni, ale próby będą intensywne, skoro mamy wygrać.
To była wina Zapałki, rzecz jasna. Nie kto inny jak Ignis opowiedział mu o konkursie, podkreślając, że światowej sławy skrzypek Bashar Karim został zaproszony do wzięcia udziału. Dante miał telefon w dłoni, jeszcze zanim wybrzmiało ostatnie zdanie, wybierając numer do organizatorów imprezy. Jego nazwisko nie znalazło się na liście wybranych gwiazd rockowych ze względu na kontrowersyjny wizerunek, konkurs zaś, mający na celu zebrać fundusze na dziecięcą onkologię, starał się trzymać wszystko „w dobrym guście przeznaczonym również dla młodszych obywateli”, jak to zostało mu opisane. Cała ta piękna gadka była urzekająca, jednak nie tak urzekająca, jak Dante, który miał za sobą zaplecze milionów fanów gotowych wysłać w jego imieniu pieniądze oraz dwa razy więcej hejterów chcących mu dopiec. Gdyby został przyjęty do konkursu, nie musiało to oznaczać jego wygranej, skoro to publiczność decydowała o ostatecznym wyniku i nawet uwielbienie ludzi dla pana Karima by tu nie pomogło. Wręcz słyszał w głosie koordynatorki projektu, jak wszystko idealnie wskakuje z powrotem na swoje miejsce mimo zmąconej przez Dantego wody, jak przegrana dla niej w tej sytuacji wydaje się niemożliwa.
Jakże Dante kochał dawać i odbierać nadzieję.
Virgil w milczeniu kontemplował ten zbyt szeroki uśmiech, który nie zwiastował niczego dobrego. Należało to do jednej z wielu jego zalet, bo Vi nie gniewał się ani nie krzyczał. On pytał, dziwił się, a potem wzdychał, krótko i cicho. I tak wokół nie było nikogo, komu by się zrobiło go żal.
— Ty masz już cały plan, prawda? — mruknął.
— Przygotowałem się — zamruczał Dante, zamaszystym gestem odrzucając za ramię mokre loki. Kwestia przypisania do pary z Karimem stanowiła drobnostkę po tym, jak przyjęli go oficjalnie do konkursu.
— Dlaczego?
— Sam powtarzasz, że konkrety zapewniają większą szansę sukcesu…
— Nie o to mi chodzi — przerwał mu Virgil. — Dlaczego ten konkurs?
Dante zamknął usta, przekrzywił nieco głowę, spojrzał w ciszy na swojego najbliższego przyjaciela, bo tym właśnie był Vi, dopiero potem managerem rockowej gwiazdy, a raczej dzięki temu był najlepszym managerem. Rozumiał o nim coś, co każdego innego doprowadzało na skraj załamania – Dantego nie dało się kontrolować. W jego przypadku nie istniała zapobiegliwość, ostrożność czy układanie wypowiedzi publicznych, zanim trafią do obiegu. Dante robił, co chciał, nie pytając nikogo o zdanie, z kolei próba wejścia mu w drogę skutkowała wzmocnionym oporem. A skoro nie dało się kontrolować Dantego, trzeba było kontrolować brud po przejściu Dantego. Dwa razy więcej pracy w zwalczaniu prasy, naprawianiu wizerunku i tłumaczeniu nienormalnych decyzji, lecz przy tym pięć razy więcej zysku, bo puszczenie Dantego wolno opłacało się nieporównywalnie bardziej od trzymania go na krótkiej smyczy. Głupie wybory głupimi wyborami, ale jeśli Dante coś potrafił, to była to zdolność zawładnięcia sceną przyrodzoną charyzmą i, jak to opisywały gazety, syrenim głosem wpuszczającym do najszczerszych serc grzech. Ci, którzy go nienawidzili, nie mogli oderwać od niego wzroku, a wierni fani zakochiwali się każdej nocy mocniej we wyzwalającym ze wstydu gwiazdorze.
Z tego powodu Vi mu nie odmówił. Wyraził jasno swoje niezadowolenie i dociekał prawdy, ale Dante wiedział, że koncerty zostaną przełożone jeszcze dzisiaj, zaś sesje zdjęciowe wciśnie się zmyślnie gdzieś między próby. Wszelkie trudy ostatecznie wynagradzały się z nadwyżką, choć Virgil wciąż starał się pojąć tę czarną magię, jaką była oszałamiająca zajebistość Dantego, nieskromnie mówiąc.
— Mam swoje powody, Vi — odpowiedział w końcu muzyk. Nie miał w zwyczaju dzielić się wszystkimi szczegółami swoich genialnych pomysłów, co odstraszyłoby tysiące innych managerów. Za to Vi po prostu przyjmował rzucone na niego wyzwania i uśmiechał się, mimo że brakowało ku temu powodów.
Virgil pokręcił głową.
— Okej — rzucił pomimo świadomości, że Dante nie czekał na jego zgodę. — Jestem całkowicie przekonany, że wplączesz się w jakiś pakt z demonem, ale okej.


Pod patronatem świętej wszystkich grzechów, ciemnej nocy roziskrzonej jedynie milionami gwiazd, rozpusta rozlewała się bez skrępowania między półnagimi gośćmi tańczącymi na jachcie. Dudniła w głośnych utworach krzyczących o pożądaniu, prowadziła spragnione dotyku dłonie po plecach przypadkowych osób i wsłuchiwała się w urocze śmiechy tych, którzy wyginali grzbiety po więcej. Przechadzała się po barze, napełniając drinki nieprzyzwoitą ilością kolorowych likierów, szeptami namawiając na jeszcze jednego, małego, przecież nie zaszkodzi. Składali jej ofiary własnymi ciałami złączonymi na wodnym łóżku zbyt małym, żeby pomieścić cztery rozgrzane pary, oddawali hołd, chyląc głowy nad szklanym stołem i unosząc je z błogim pociągnięciem nosa.
A ten, co był jej największym poplecznikiem oraz żarliwym kochankiem, świętował ją na samym szczycie łodzi, rozłożony na VIP-owskiej kanapie, pod lewym ramieniem mając ciemnowłosą atletkę, pod prawym rudzielca o zgrabnym nosie, oboje ubrani w kostiumy kąpielowe. Bawili się niecierpliwie frędzlami jego spódnicy, jednym, co zostało mu z odzienia, z którego go wspaniałomyślnie uwolnili. W kolorowym świetle jachtowych lampek szeroka pierś lśniła mokrymi śladami warg oraz resztkami niezlizanego likieru.
— I ja wtedy mu mówię, żeby złożył autograf — Dante przyłożył palec do swoich ust, oglądając, jak jego zabawki wiernie śledzą ten ruch — o tutaj.
— A co on na to? — zapytała brunetka, pochylając się ku niemu.
Muzyk prychnął, odrzucił głowę za oparcie kanapy, ale uśmiech błąkał się na twarzy przez wspomnienie skrzypka.
— Nic! Wyobrażacie sobie? Jakbym do jebanej ściany gadał.
— Ja chcę za to twój autograf — westchnął rudzielec, opierając się mocniej na umięśnionym ramieniu.
— I ja też — zamruczała brunetka, pieszcząc jego ucho zadziornymi całusami.
Krótki śmiech zadrżał w piersi, Dante zacisnął dłonie na ich taliach, obrócił twarz do mężczyzny i rozchylił zapraszająco wargi, witając wolność słodkiego zapomnienia w bliskości kogoś, kogo nie będzie już jutro pamiętał. Ale teraz, na tę chwilę, był on wszystkim – smakiem przesłodzonego drinka, ciepłem drugiego ciała, uczuciem zakorzenionym w płytkim pożądaniu. Tyle wystarczyło, tyle Dante potrzebował, by poczuć się chcianym, bo przecież nie kochanym i przetrwać kolejną noc bez bólu. Jeszcze jeden łyk, jeszcze jeden pocałunek, może wtedy uwierzy, że więcej nie potrzeba.
Oderwał się od ust rudzielca, choć ten podążył za nim, wpił się wargami w jego szyję, gdy kolejny pocałunek pochłonął westchnienie brunetki. Smukłymi palcami uczepiła się złotych włosów, a Dante przymknął oczy, przywołując w pamięci obraz dłoni rozbrajających go skrzypcową symfonią, czując znów te korzenne perfumy podsuwające obraz czerwonego piasku. Zamruczał głębiej, zaczerpnął łapczywie pocałunku, starając się wyobrazić sobie smak jego ust.
— Jakie to uczucie, dostać odmowę?
Powieki uniosły się powoli, odsłaniając zerkające w bok mroźnobłękitne oczy.
Erichtho leżał po przeciwnej stronie, wyłożony we wręcz artystycznej pozie na leżance. Muskularny mężczyzna masował mu ramiona, a gdy Eri przechylał lekko głowę, usłużnie pieścił jego bark. Bąbelki wirowały w wysokim kieliszku zataczającym koła od oszczędnych ruchów dłoni modela. Jego jadowicie zielone oczy nie odrywały się od Dantego, jego drwiący uśmiech wyglądał tak samo kusząco, jak w ich pierwszą noc.
Jeśli jakieś wspomnienie zajaśniało w błękicie, a jakiś mięsień drgnął niekontrolowanie w szczęce, Dante zdusił to zaborczym pocałunkiem z brunetką, lecz jego wzrok pozostał na Erim.
— To nie była odmowa, lecz przeciąganie nieuniknionego — odparł, oderwawszy się od ust kobiety. Jej dłonie muskały go w kolano, dłonie rudzielca obrysowywały udo pod frędzlami. — Potrafię to uszanować. Też lubię, gdy rzeczy trwają długo.
Eri prychnął i Dante powstrzymał odruch, by zamknąć usta, grzecznie ułożyć się pod jego stopami i wyskomleć, że zrobi, co tylko model będzie chciał.
— Czasem aż za długo.
Pozwoliłeś sobie się przywiązać. Słowo w słowo pamiętał, jak pożegnał go Eri, gdy oficjalnie się rozstali, choć dla niego najwyraźniej nigdy niczym nie byli.
— Nie moja wina, że nie potrafiłeś wytrzymać mojego tempa — odgryzł się, wywołując śmiech siedzącej przy nim pary. — Ale on…
— On jest nudziarzem — zaprotestowała brunetka.
— Nie brzmi na kogoś dobrego w łóżku — dodał zgrabny nosek.
— Och, nie widzieliście go — zamruczał, wpatrując się w Eriego z taką intensywnością, jakby wkładał każdy wyraz prosto w jego usta i pilnował, by połknął. — Nie wiecie, o czym mówicie. Jest w nim ogień, który trzyma dobrze ukryty, zawsze ci najcichsi tacy są. Niby tu skrzypki, muzyka poważna, garniturek, ale jak się do niego dobiorę następnym razem, to sam na mnie wskoczy.
Model uraczył go cieniem uśmiechu, przekrzywił głowę. Mężczyzna za jego plecami ucałował ciemny bark. Dante próbował zgnieść wspomnienie ciepła skóry Eriego wypełniającej jego własne usta.
— Ktoś taki pewnie nosi kłódkę na bieliźnie — zaśmiał się Eri.
— A bo ja nigdy kłódki z ciebie nie zrywałem?
— Jak się upiłeś, to nawet koszulki nie potrafiłeś ze mnie zerwać.
Muzyk wywrócił oczami, rozochocona parka zachichotała, tuląc się do niego mocniej.
— Co było, to było. Teraz mam ciekawsze wyzwanie przed sobą. — Półuśmiech ozdobił usta, Dante cmoknął. — Zastanawiam się, ile razy skrzypek da radę krzyknąć moje imię w przerwie koncertu.
Poruszenie ust w grymasie, wiercące w ciele spojrzenie. Eri się znudził, a Dante doskonale wiedział o tym po ledwie sekundzie. Model wstał z leżanki, wyślizgując się spod dotyku drugiego mężczyzny, powoli zbliżył się do kanapy z muzykiem. Szedł, jakby cały świat był wybiegiem dla niego do podbicia. Machnął od niechcenia dłońmi, brunetka i rudzielec przyjęli swój sygnał. Odsunęli się, zostawiając Dantego na pastwę węża, on zaś siedział potulnie, pozwalając jego obślizgłemu ogonowi wsunąć się na niego z łatwością.
— To urocze, co próbujesz zrobić — wymruczał Eri.
Zasiadł na kolanach Dantego jak na miejscu, którego nigdy nie opuścił. Specjalnie naparł biodrem na jego biodro, ułożył dłoń na jego brzuchu, drugą pogładził tak okropnie czule złote loki. Wystarczyłoby, żeby szepnął „wróć do mnie” i Dante padłby na kolana, całując jego nogi, zapominając o obietnicach składanych sobie samemu miesiące temu, że nigdy więcej go nie pokocha, że utrzyma dla mediów iluzję ich ciągłego romansu i nie będzie cierpiał przez fałszywe pieszczoty. Tylko czy one kiedykolwiek były prawdziwe?
— A co takiego próbuję zrobić twoim zdaniem? — zapytał Dante, zaciskając dłonie na kanapie, byle nie sięgnąć nimi Eriego.
Palce przeszły z włosów na żuchwę. Zdradzieckie uczucie zadrgało pod skórą, wywołało uśmiech u modela.
— Tak bardzo za mną tęsknisz, że chcesz wzbudzić we mnie zazdrość.
— Widziałem jej trochę, jak mówiłem, co zrobię z tą ładną dupką skrzypka. Poproś ładnie, to może też coś ci się dostanie.
Eri zaśmiał mu się w twarz.
— Dante — powiedział leniwie, nachylając się nad nim i powoli torturując go pocałunkiem, który nigdy nic nie znaczył dla Eriego, a znalazł się tak blisko bycia miłością dla Dantego. Masażysta modela prawdopodobnie w tym momencie wyciągał telefon i robił im zdjęcie, by jeszcze dziś wysłać je do brukowców i nadmuchać sfabrykowaną dramę wokół ich dwójki. — Musiałoby mi na tobie zależeć, żebym był zazdrosny.


— Panie skrzypku, dzień dobry!
Karim zamarł w progu sali do prób na tyłach filharmonii, słysząc melodyjne zawołanie Dantego.
Gdy wiadomość o nowym składzie konkursu wypłynęła do sieci, nawet z nudów nie czytał setek tysięcy komentarzy fanów, szukając w tym potoku uniesienia reakcji znanego skrzypka na jego tweeta o szczęśliwym trafie stawiającym dwójkę muzyków na wyśmienitej pozycji do wymienienia doświadczenia i przeżycia czegoś niezapomnianego. Jedyne jednak, co dostał, to suchą wiadomość o godzinie i miejscu spotkania na pierwszą próbę. Ale potrzeba było czegoś więcej, żeby zniechęcić Dantego, dlatego muzyk szczerzył się radośnie do skrzypka, podziwiając surową twarz ściągniętą w wyrazie absolutnego zmęczenia uszczypliwościami losu spersonifikowanymi w postaci tego jednego złotowłosego nieszczęścia.
Karim poświęcił mu sekundę zawahania oraz krótkie spojrzenie, nim podjął swoją wędrówkę przez wypolerowany parkiet. I chociaż błękit zadziornego wzroku nie odrywał się od ciała mężczyzny, dokładnie badając prosty krój spodni oraz wpuszczoną w nie koszulę, rubin z upartością wbił się w jeden punkt przed sobą i tam też pozostał. Mężczyzna płynnie ukląkł, bez pośpiechu ułożył skórzaną torbę na ziemi, futerał ze skrzypcami położył na krześle, dając sobie cały czas we wszechświecie na najmniejszy ruch. Dante już chciał się odezwać, gdy skrzypek wreszcie raczył odwrócić się ku niemu, ale słowa przypadkiem rozmyły się w trudne do zinterpretowania chrząknięcie.
Spojrzenie padło na podwijane rękawy za łokieć, chaotycznie skacząc po odsłoniętym przedramieniu, chłonąc więcej z tej niewielkiej, metodycznej czynności, niż Dante gotów był przyznać. A jednak nie mógł przestać patrzeć na delikatne linie na skórze, na niespieszną nonszalancję, z jaką Karim zajął się koszulą, jakby smyczkiem przejechał po tej jednej strunie w jego głowie, którą ciężko było sięgnąć. On tknął ją w mniej niż kilka minut.
— Nie mieliśmy okazji się przedstawić przy ostatnim spotkaniu — odezwał się Karim, a Dante zadarł głowę, uśmiechając się olśniewająco, z mgłą rozmarzenia wciąż przysłaniającą nieco oczy. Skrzypek podszedł do niego, stanął nie bliżej, niż uściśnięcie dłoni tego wymagało.
— Nie udawaj, że mnie nie znasz — parsknął zaczepnie Dante.
— Mogę jedynie marzyć, żeby była to prawda. — Smukła dłoń wyciągnęła się ku niemu w sztywnym, machinalnym geście. — Bashar Karim.
Nieistotność tej formalności prawie go znów rozśmieszyła. Może jednak skrzypek był reliktem przeszłości, zatrzymanym duszą w innej epoce i tylko jego uroda nie gasła z postępującymi latami, skoro musiał wyciągać dłoń i prosić o imię kogoś takiego, jak Dante?
Dobrze, niech będzie, specjalnie dla pana, panie skrzypku.
Przyjął oferowaną dłoń i uśmiechnął się szerzej, gdy Karim cofnął ją po jednym stanowczym uścisku.
— Dante Selachinius, ale możesz mi mówić partnerze — zamruczał, przeciągając ostatnie słowo.
Mógłby przysiąc, że zmarszczka między brwiami mężczyzny nieco się pogłębiła.
— Konkurs ma charakter charytatywny, nie znaczy to jednak, że powinniśmy się ośmieszyć — podjął Karim, do bólu profesjonalny. — Wręcz przeciwnie – im lepiej zagramy razem, tym więcej dobrego uczynimy. Według regulaminu mamy zagrać wersję twojej rockowej piosenki z moim klasycznym podkładem. Chciałbym zatem, żebyś przedstawił mi swoją dyskografię, którą uważasz za interesującą do odtworzenia w ten sposób.
Cóż za smutne musiało być to życie, które nigdy nie usłyszało jego muzyki, ale Dante przemilczał póki co temat. Już niedługo skrzypek miał doświadczyć na żywo pełnej gamy dźwięków zdolnej do wydostania się spomiędzy jego warg.
— Możemy odtworzyć poranną albo nocną dyskografię mojego głosu — zaproponował z półuśmiechem.
— Preferowałbym tę wydaną.
— A znasz chór anielski? — Karim uniósł sceptycznie brew. — Bo na pewno śpiewał, gdy spadałeś z nieba.
Karim zaoferował mu chłodne spojrzenie, traktując go ciężką ciszą wymuszającą autorefleksję. Dante błysnął śnieżnobiałymi zębami.
— Cyrk rozstawił się na parkingu dwie przecznice stąd, jeśli wygłupy ci w głowie — wytknął mu skrzypek.
— Przyszedłem dla muzyki, a zostałem dla ciebie.
— Trzeba było się skupić na muzyce.
— Ależ ja jestem jej koneserem. — Teatralnym, poruszonym gestem ułożył dłoń na piersi. — Rozpoznaję na odległość doskonały winyl.
— Winyl?
Coś za różem szkiełek błysnęło zadziornie.
— Tak, bo mógłbym kręcić tobą całą noc.
Ku niezwykłej uciesze Dantego, skrzypek uniósł dłoń do twarzy i ścisnął palcami wewnętrzne kąciki oczu. Zapowiadała się cudowna próba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz