Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

15 sierpnia 2026

Od Dantego – Mój wymarzony barista (VI) [AU]

Pożyczona od pięknego baristy książka przyniosła Dantemu więcej intensywnych emocjonalnie wieczorów niż jakikolwiek serial. Czytał na głos zawiłe znaczenia kwiatów, a jego ton wchodził bezproblemowo na wyższe decybele, im bardziej nienawistny okazywał się opis skomponowanych wcześniej bukietów. Jako kwiaciarz pozbawiony tej wiedzy poczuł się zwyczajnie głupio i jeśli ktoś potrafił doprowadzić go do przyznania się do takich uczuć, był wart spędzenia każdej godziny na nauce mającej zaowocować przyniesieniem kwiatów idealnych. Ile jednak Dante się opluł winem przy czytaniu, to było jego żałosne brzemię do dźwigania.
Zazwyczaj nie mówiło się swojemu obiektowi westchnień, że się go nienawidzi, ale przecież każdy dałby się zwieść uroczym, pomarańczowym liliom.


Dzwoneczek przy drzwiach kawiarni zabrzęczał donośnie. W progu pojawił się nie kto inny, jak Dante, wyszykowany, umalowany, pachnący morską bryzą i pewnością siebie. Rozwiany włos zachwycał, uśmiech zniewalał, ale spojrzenie szukało tylko jednej osoby w tłumie podniesionych głów.
Bashar odwrócił się ku ladzie szybciej niż zazwyczaj, porzucając swój roboczy uśmiech i lustrując Dantego z neutralnym wyrazem. Wydało się to kwiaciarzowi czymś milszym od zderzenia się znów z profesjonalnym wyrazem niepozostawiającym miejsca na choćby drgnięcie kącika ust. Dante odchrząknął, schował część twarzy za bukietem czerwonych goździków, udając opanowanego, ale delikatne ciepło na polikach i nosie zdradziło go już w pierwszych chwilach.
— Przystojniak z kwiatami przybył, żeby się rozgrzeszyć z poprzednich… niewypałów — zaczął, zerkając na Bashara.
Bukiecik nie prezentował się zbyt okazale, jednak książka skutecznie wybiła Dantemu z głowy pomysły tworzenia bogatszych kompozycji, żeby przekazać więcej, lepiej, z pompą potraktować swój powód zauroczenia. Uczucia, te szczere, broniły się idealnie w mniejszych gestach i drobniejszych prezentach, tym lepiej przemyślanych, by mogły zawrzeć całą swą skomplikowaną naturę w kilku nieśmiało rozwiniętych kwiatkach. Dante zazwyczaj traktował goździki po macoszemu, używając ich do uzupełnienia większych bukietów, ale teraz ich czysta, czerwona barwa wydawała się jak ulał pasować do Bashara, nie potrzebując żadnych ozdobników, tak jak i barista ich nie potrzebował, wyglądając zjawiskowo w zwykłej, białej koszuli.
— Widzę, że nauka nie idzie w las — skomentował oszczędnie.
— Tak, czytam dużo o pomarańczowych liliach i ich znaczeniu… — mruknął Dante, łowiąc lekko rozbawione spojrzenie mężczyzny. — Dlatego postanowiłem zacząć nowy rozdział od czegoś prostego, ale szczerego. Wedle obietnicy.
— Nie przyjmuję kwiatów od klientów, to nieprofesjonalne — odparł zwyczajowo Bashar i serce spadło Dantemu do żołądka, tylko po to, by zaraz wyfrunąć prosto z piersi. — Jednakże jestem skłonny uczynić wyjątek — dokończył barista, patrząc na niego inaczej, łagodniej.
Smukła dłoń wyciągnęła się po kwiaty, musnęła przelotnie skórę Dantego, wywołując zwarcie na łączach i przegrzanie systemu. Kwiaciarz nawet nie zwrócił uwagi, jak płynnie bukiet wysunął się z jego palców.
— C-czyli ci się podobają? — powiedział entuzjastycznie, oglądając, jak Bashar wyciąga wysoką szklankę z szafki, nalewa wody i ostrożnie wsadza w nią goździki.
Każdy ruch był ostrożny, dbający o najmniejszy listek mogący się zagiąć. Szklankę postawił przy ekspresie, nie na tyle blisko, by kwiaty przeszkadzały w pracy, acz wystarczająco, by móc w chwilach oddechu od klientów zanurzyć nos w słodkich płatkach. Bashar odwrócił się ponownie do Dantego, jego twarz nie zdradzała więcej od wyrzeźbionej maski.
— Podwójne espresso, płacone kartą? — zapytał.


Poranne zabieganie wdarło się do wnętrza kawiarni minutę po siódmej. Klienci odbierali przygotowane na wynos kawy jak z hurtowej taśmy, przesuwając automatycznie kartą nad terminalem i nie czekając, aż Grace się z nimi pożegna. Ekspres prychał okazjonalnie parą, pomrukiem z głębi swojego maszynowego serca zagłuszał połowę słów, jednak mimo warkotu pod dłońmi baristy pracował potulnie, sprawie, wydając kolejne aromatyczne napoje bez jednego zająknięcia. W końcu to Bashar trzymał nad nim pieczę, wszystko musiało działać doskonale.
Coś jednak się zmieniło, gdy barista rzucił okiem na zegar pokazujący prawie ósmą, a potem na kolejkę przypominającą fantazyjnego węża niecierpliwie poruszającego zwiniętym cielskiem. Mężczyzna poprawił szybkim gestem włosy, podwinął mocniej rękawy, w oczach pojawiło się zdecydowanie, w ruchach świeża, zdwojona energia.
Pracował dwoma rękami, lecz szybkość kończenia zamówień przypominała robotę wykonaną czterema. Kawa lądowała na blacie, zanim terminal zdążył przyjąć płatność albo kasa brzdęknąć wysuwaną szufladką z pieniędzmi. Mleczne wzorki, których barista w przypływie dobrego humoru się podejmował, musiały zostać zrekompensowane smakiem, gdyż nie było czasu, żeby dokładać sobie dodatkowej pracy, gdy wskazówka minutowa już pokazywała pięć minut po ósmej, wywołując niezadowoloną zmarszczkę na czole.
Ostatni klient z kolejki podziękował, odszedł bogatszy o latte w dłoni, ale ekspres wcale nie ucichł w zasłużonym odpoczynku. Papierowy kubeczek z rekinią mordką namalowaną jeszcze przed otwarciem lokalu wylądował pod kranikiem, napełniając się powoli podwójnym espresso. Bashar okręcił się na pięcie, ogarniając wzrokiem lokal, nie było w nim jednak tej spokojnej satysfakcji, z jaką Grace przyjmowała chwilę wytchnienia w kawiarni. Jego spojrzenie piorunowało zamknięte drzwi, zmuszając je do pozostania w tym stanie, przeszło się po głowach usadzonych klientów, wybijając z nich pomysł zamówienia czegoś jeszcze, na końcu obejrzało bardzo dokładnie ekspres, zabraniając mu jakichkolwiek wybryków. Cały wszechświat został zmuszony do zatrzymania się w miejscu i poczekania.
— Poradzisz sobie chwilę sama? — zapytał Grace, zakładając pokrywkę na kubeczek.
Kobieta uśmiechnęła się do niego, zerknęła przelotnie na przygotowaną kawę.
— Bez problemu.
Bashar odpowiedział wieloznacznym uśmiechem. Notatek z anatomii nikt nie otworzył, nierówno ułożonych filiżanek nikt nie poprawił. Barista zniknął na zapleczu, zostawiając za sobą delikatny aromat niesionej kawy.
Dante czekał przy drzwiach na tyłach kawiarni, melodyjnym gwizdaniem umilając sobie czas. Różowe szkiełka schował do kieszonki kurtki, z błyskiem w mroźnobłęitnym oku przyglądając się wróblom buszującym w trawie oraz spieszącym w sobie znanym kierunku przechodniom. Nie patrzył na zegarek. Wiedział, że gdyby klienci nie powstrzymali Bashara, ten byłby tutaj już pięć minut przed ósmą, nie zaskakując czekającego od dziesięciu Dantego.
Wreszcie drzwi otworzyły się zamaszyście, wymarzony barista wyszedł na zewnątrz, od razu odnalazł spojrzeniem Dantego. Ciepły uśmiech rozjaśnił zazwyczaj poważną twarz, w oczach przeskoczyła radosna iskra, spostrzegłszy cudownie czerwonego hibiskusa w przyniesionym bukiecie. Kwiaciarz wyszczerzył się i zaraz wdychał zapach piękniejszy od wszystkich kwiatów, gdy Bashar objął jego pierś ramionami, stabilnie trzymając w dłoni kawę, wtulił się chciwie w szyję, pozwalając Dantemu oprzeć się ustami o ciemne włosy, złożyć w nich miękkie, łagodne całusy.
— Panie baristo, dzień dobry — wymruczał, przejeżdżając palcami po smukłych plecach, zatrzymując je na talii. Zaczepnie ścisnął, Bashar odpowiedział mu cichym śmiechem. Uniół głowę, napotykając rozmarzone spojrzenie śledzące uważnie głębie jego oczu i kształt ust.
— Długo czekałeś?
— Na ciebie mogę czekać całą wieczność — zapewnił Dante, pochylając się lekko do wyczekiwanego pocałunku.
Nagle przestało być istotne, jak miał na imię, który mieli dzień, skąd ten cały hibiskus wziął się w jego dłoni, gdy Bashar poruszył słodko wargami, wplótł palce w złote loki, wcześniej tak znienawidzone, teraz czule gładzone. Tylko tyle było potrzebne do szczęścia pachnącego podwójnym espresso oraz świeżymi kwiatami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz