Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

20 sierpnia 2026

Od Terrella – Nocna zmiana (II) [AU]

TW: krew, zabijanie, szczątki ciała itp.
— Nie sprzedam ci tego.
— Dlaczego? Z tego, co mi wiadomo, żaden z wybranych przeze mnie produktów nie ma obostrzeń co do ich zakupu.
Terrell westchnął ciężko, wywrócił oczami. Zaraz go po prostu popierdoli, rozjebie wszystko i wszystkich, wypierdoli w kosmos ich jebiące gównem dupska, a szczątki rozwiesi na ogrodzeniu Białego Domu jak jakąś jebaną ozdobę halloweenową. Dlaczego akurat Białego Domu? Bo chuj rządzącym w dupę.
— Nie chodzi o produkty.
— W takim razie o co?
— Nie wiem, kurwa, może fakt, że jesteś jebanym niedźwiedziem?
Stojące po drugiej stronie lady zwierzę przechyliło nieco na bok łeb. W sklepie zapadła grobowa cisza.
— Nie rozumiem, w czym problem — odparło.
W sekundę po stacji rozległy się strzały. Na zewnątrz wypadł w popłochu niedźwiedź, zaczął pędzić w stronę drzew, przebierając łapami najszybciej, jak tylko mógł. Terrell oczywiście musiał ruszyć za nim w pościg. Czmychnął koło psa, który wszystko to obserwował, kompletnie nieporuszony sytuacją. Mężczyzna przeładował, ponownie wycelował.
— To jest pogwałcenie zasad PETA! — darł się niedźwiedź.
Kolejny strzał był tym ostatecznym. Opasłe, pokryte brunatnym futrem cielsko runęło, a tuż po tym rozpadło się na kawałki. Idealnie na środku ulicy, która nie należała do terenu stacji, ale i tak trzeba ją wysprzątać.
— Peta to ja będę musiał zapalić po tym wszystkim — burknął do siebie Terrell.
Zrezygnowanym krokiem poszedł po worek i zaczął zbierać resztki, trochę zostawiając dla Śmierdziela.
Jak bardzo nienawidził tej zjebanej pracy.
Nie wiedział, czy doppelgängerzy stawali się coraz bardziej odważni, szaleni czy po prostu coraz głupsi. A może niektórzy mieli zapędy samobójcze. W każdym razie nikt normalny nie próbowałby pójść do sklepu na stacji w ciele niedźwiedzia. To nie żaden świat fantasy, gdzie każdy miał jakieś moce, drugie formy, ogony, kły czy wiele oczu. Gadający niedźwiedź, kurwa, co następne, cyborg z przyszłości? Wtedy Terrell po prostu wystrzeli jak rakieta i rzuci się prosto w sam środek Trójkąta Bermudzkiego.
Obsłużył kolejnego klienta, który na szczęście miał już dwa przeciwstawne kciuki. W miarę sprawnie przepytał, sprawdził rejestrację pojazdu, która była poprawna, po czym zatankował, skasował i puścił wolno. Wrócił do kompa, zaczął grać w sapera, zagryzając suchym makaronem z małej zupki instant.
Uch, szkoda, że nie istniała jakaś strona, która pożerałaby jego czas, podrzucając mu różne krótkie filmiki. Na YouTube'ie nie było zbyt wiele, same nudy i śmieszne koty, które niestety już nie potrafiły mu ani trochę umilić nocnej zmiany. Mógł jedynie nakurwiać sapera albo pasjansa, przy którym zawsze sobie wróżył, czy następny klient będzie zjebem, czy nie.
Po jakimś czasie przeskoczył z sapera na właśnie pasjansa. Pikselowe karty przepowiedziały, że kolejna osoba okaże się normalna. Krótko potem przyszedł typ, pozbierał parę rzeczy z półek, które wyłożył na ladę razem ze swoim dowodem do zeskanowania.
Terrell spojrzał na zdjęcie w systemie.
— Może powiedz mi pan, jakim cudem odrosły włosy na zakolach?
Klient ewidentnie się speszył tym pytaniem.
— Słyszał pan może o fotosyntezie? — rzucił nieco nerwowo.
— Musiałbyś być zielony, jeśli masz przechodzić fotosyntezę.
— Och, jest jesień, więc zmieniłem kolor...
— Debilu jebany, ludzie nie przeprowadzają fotosyntezy. — Strzelił mu prosto między oczy.
Strzał był głośny, ale na tyle krótki, że nie zagłuszył dzwonka powiadamiającego o otwarciu się drzwi. Do środka weszła jakaś kobieta, zatrzymała się jednak na wpół kroku, widząc rozpadające się ciało mężczyzny. Wymieniła się spojrzeniem z Terrellem, a dosłownie sekundę później wykonała płynny zwrot w tył i wyszła. Terrell nie zwlekał – ją również zabił, dzięki czemu teraz szczątki walały się zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz.
Po prostu zajebiście.
Pasjans go w chuja robił. Jak w sumie całe jego życie.
Wypierdolił dwa wory do kontenera za stacją, następnie przystąpił do wycierania mopem podłogi. Co im wszystkim dzisiaj odpierdoliło? Czemu tyle doppelgängerów przyłaziło? Nie mieli nikogo innego do tormentowania? Co on im niby zrobił? Rozumiał, jakby przyszli ci, którzy rzeczywiście coś do niego mieli, ale to były jakieś randomy jebane. Doppelgängerzy, chyba raczej doppelgangsterzy, psia krew. Najchętniej by nic nie robił, w dupie wszystko miał i przepuszczał wszystkich, ale jak któryś zjeb powiadomi Istotę, to będzie miał przejebane.
— Proszę się pospieszyć, muszę zaraz wracać do pracy — usłyszał od kolejnego klienta.
Terrell zabrał wzrok z monitora, przyjrzał się typowi. Ponownie sprawdził w bazie danych zawód. Gość robił czterobrygadówkę w fabryce tuszów do drukarek, co nie było niczym niecodziennym, tyle że ta fabryka została wczoraj zamknięta z powodu jakichś remontów czy chuj go to wie.
Debil sam się wydał, niesamowite.
— Fabrykę, w której pan pracuje, wczoraj zamknięto — powiedział beznamiętnym tonem.
— Chodziło mi o moją drugą pracę, bo w fabryce wziąłem wolne i, ach, nikomu nie mówiłem, bo nie można mieć dwóch umó...
Terrell nie czekał na nędzne wymówki; jednym wprawnym ruchem chwycił do rąk pistolet i zaserwował gościowi celny strzał w głowę. Przez moment obserwował ciało, które osunęło się na podłogę.
— Ja pierdolę, kurwa jego jebana mać!
Cisnął pistoletem, broń odbiła wpierw od kafelek, później pobliskiej ściany, żeby na koniec z lekkim ślizgiem wylądować pod jego nogami. Kopnął ją ciężkim glanem w kąt, złapał do rąk worek, ale i jego porzucił, zdając sobie sprawę, że przecież nie zmieści w nim ciała. Tak, ciała, jebanego ciała, ponieważ zajebał właśnie człowieka. No szlag kurwiszoński by to trafił.
Oczywiście zaraz się zjawił Śmierdziel i zaczął się z niego nabijać, nieszczęsny kundel.
Terrell serio powoli tracił zmysły.
— Ta, ta, nie odzywaj się nawet i mi nie dopierdalaj — zgnoił psa w końcu.
Śmierdziel, jak zwykły pies, westchnął tylko, po czym zaczął obwąchiwać ciało. Wbił zęby w dłoń, szybko ją jednak puścił. Oblizał pysk jakby z pewnym zdegustowaniem, po czym odwrócił się i wyszedł. Menda nie zamierzała pomóc. Wiadomo.
Zamiast do kontenera, Terrell zabrał zwłoki w inne miejsce. Nie mógł przecież dopuścić, żeby ktokolwiek się dowiedział. Nagraniem z kamer bez problemu się zajmie, ale trzeba było pozbyć się najważniejszego dowodu. Otworzył tylną furtkę, zaciągnął ciało kawałek w głąb lasu, gdzie je porzucił. Gdy wracał, słyszał szelesty liści i ciche kroki, nienależące do żadnego zwierzęcia. Jak dobrze, że miał rogaczy za sąsiadów, to mógł im podrzucić taki niespodziewany prezent. Na pewno się ucieszą.
Przed wejściem do środka jeszcze poszedł obok stacji. Położył portfel na ziemi, przy nim oparł o ścianę kawałek kartonu z napisem: „DARMOWA TOŻSAMOŚĆ”. Wyprostował się, zmierzył wzrokiem całość, a po szybkim westchnięciu udał się do drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz