Jak zorganizować urodziny?Wywiad z Annikki H., absolutnie nieprzygotowaną dziewczyną pierwszego roku związku z najwspanialszą istotą na świecie, która ma niedługo obchodzić tytułowe urodziny. W tej krótkiej rozmowie wyjawi nam, jak zamierza się nie stresować zaplanowaniem idealnego dnia dla swojej dziewczyny oraz wybraniem odpowiedniego prezentu.Rozmawia: A. Hagluinyendë, jej rozsądek, który ma za zadanie przeprowadzić ją przez ten cały proces.
A. Hagluinyendë: Może zacznijmy od czegoś prostego. Dlaczego te urodziny są dla ciebie ważne?Annikki H.: Hotaru jest dla mnie ważna, a w novendyjskiej kulturze przyjęło się, że urodziny są dniem specjalnym dla danej osoby i pamięć o nich to wyraz bliskości z kimś. Wspomnianą pamięć można okazać poprzez: 1) złożenie życzeń 2) podarowanie prezentu 3) zorganizowanie aktywności niezwiązanej z codzienną rutyną, by podkreślić wyjątkowość dnia. Osobiście uważam to za coś bardzo miłego i ciepłego w naszej kulturze, ponieważ z definicji jest to świętowanie kolejnego roku obecności kogoś na tym świecie razem z nami. Gdyby urodziny miały zostać opisane jednym zdaniem, podałabym to: „cieszę się, że tu jesteś”. A ja cieszę się bardzo, że Hotaru tutaj jest.A. Hagluinyendë: Właśnie, Hotaru. Co sądzisz, że chciałaby ona zrobić w swoje urodziny?Annikki H.: Jest to podchwytliwe pytanie z tego względu, że wiele osób planując urodziny oraz prezenty dla innych robi to z dobrymi intencjami, ale podświadomie nakłada na te zamiary własne pragnienia. Przed ostatecznym podjęciem każdej decyzji dotyczącej czyichś urodzin należy zrobić krok w tył i zadać sobie pytanie: czy jest to coś, co ktoś chciałby dostać, czy to my byśmy chcieli to dostać? Nie będę wspominać już tutaj o tych, co mają swój własny obraz kogoś i tego, co dana osoba by chciała, ponieważ jest to kolejny temat do rozpakowania. Wracając do pytania – co Hotaru chciałabym zrobić w swoje urodziny? Otóż nic. Hotaru urodziła się w kulturze, gdzie urodziny nie są szczególnie świętowane i choć przywykła do obchodzenia czyichś urodzin, niezbyt obchodzi własne. Jednak poprzez bycie ze mną w związku doświadcza pomieszania się kultur i prawdopodobnie spodziewa się, że ja bym chciała uczcić ten dzień, co jest może pewnym samolubstwem, ale wątpię, że to pragnienie jej wadzi. Należy zadać inne pytanie: co chciałaby Hotaru zrobić w swoje urodziny po przyjęciu novendyjskich standardów świętowania?A. Hagluinyendë: Zgadza się, pytanie było niedoprecyzowane. Opowiedz zatem, co wyobrażasz sobie, że Hotaru chciałaby zrobić w swoje urodziny wedle novendyjskich standardów.Annikki H.: Co ciekawe, odpowiedź ta będzie zbliżona z tą poprzednią. Hotaru nie przepada za byciem w centrum uwagi, dlatego zrobienie czegoś pompatycznego, hałaśliwego i przyciągającego zainteresowanie dostarczyłoby jej więcej stresu niż przyjemności. Myślę, że wolałaby ona spędzić ten dzień na podobieństwo swoich wolnych od pracy dni – robiąc coś dla innych i coś trochę dla siebie. Poświęcić nieco więcej czasu przed lustrem, porozkoszować się jedzeniem, przejść się może nieznanymi ścieżkami i podrzucić pani z trzeciego piętra świeży chleb z piekarni.A. Hagluinyendë: Brzmi to rozsądnie. Zatem zaplanujemy coś spokojnego. Co z kwestią prezentu?Annikki H.: Już ją rozwiązałam. Nie mogę przecież przepuścić okazji zobaczenia na jej policzkach tego uroczego rumieńca związanego z przyjęciem prezentu. Zamówiłam go wczoraj i zaczęłam jego opisywanie, ponieważ zostanie on dany z kartką moich przemyśleń. Oczywiście, wciąż jest szansa, że jej się nie spodoba i będzie udawać zadowolony uśmiech, ale wierzę bardzo głęboko, że do takiej tragedii nie doprowadzę.A. Hagluinyendë: Wygląda na to, że jesteś jednak przygotowana. Czy tak też się czujesz?Annikki H.: Jak rozpiszę do końca plan, jest na to szansa.A. Hagluinyendë: Jak w takim razie ten plan ma wyglądać?Annikki H.: A więc zaczniemy od kawiarni…
W głowie: plan, w oczach: cel, w sercu: zawziętość. Annikki miała bardzo konkretne założenia dla tego letniego dnia i zamierzała dopilnować każdego z nich osobiście. Pierwsze podpunkty na jej liście zawierały odpowiednią prezentację jej samej, dlatego wstała wcześniej, wyprasowała koszulę, założyła fioletowy krawat w zielone, błyszczące wzory, do kołnierza doczepiła spinki w kształcie senkawańskich wachlarzy. Wszystko dobrane kilka dni temu, rozłożone na komodzie, nienagannie przygotowane. Z domu wyszła, sprawdziwszy pięć razy, czy wszystko ma, czy wygląda zadowalająco, czy jest gotowa przeprowadzić te urodziny tak, jak Hotaru na to zasługiwała, czyli z uwagą dla szczegółów i należnym oddaniem.
Owszem, była gotowa. Nic nie mogło pójść źle.
Hotaru zostało polecone, żeby wyszykowała się na godzinę dwunastą, o której to ćma miała ją odebrać spod domu i zabrać na atrakcje dnia. Po wyliczeniu czasu (oraz jego bezpiecznego zapasu) potrzebnego na dotarcie do kawiarni, złożenie i otrzymanie zamówienia, a potem udanie się do tancerki ze wciąż świeżym napojem, Annikki wybrała punkt jedenastą za optymalny moment wejścia do lokalu. Brak kolejki odejmował pięć minut z jej licznika, nie było jednak czym się nadto cieszyć, gdy uśmiech baristy osłabł po usłyszeniu jej prośby.
— Matchy nie mamy od wczoraj — powiedział. — Dostawa przyjedzie później.
Jeszcze miesiąc temu wcisnęła swojemu redaktorowi tekst o rankingu matchy w stolicy, zapewniając, że coś takiego będzie klikane przez mieszkańców, jak i turystów. Tekst faktycznie zyskał popularność, ona zaś sprawdziła sama, skąd najlepiej jej będzie wziąć napój na wynos dla Hotaru. Matcha podawana w tej kawiarni była obiektywnie najlepsza i pozyskanie jej mieściło się w granicach czasu.
Bez paniki. Przygotowała się na tę ewentualność.
Udała się do miejsca z nieco niżej ocenioną jakością naparu, ale wciąż zadowalającą. Przy planowaniu urodzin Hotaru odważnie założyła, że jest to zbyt nieprawdopodobne, żeby w dwóch wybranych przez nią kawiarniach nie mieli tego dnia matchy, lecz życie lubiło rujnować wypowiedziane w absolutnej pewności stwierdzenia, a Annikki popełniła błąd nowicjusza próbującego zapanować swoją wiedzą nad niekontrolowanymi przypadkami.
— Przepraszamy najmocniej, ale nie mamy dzisiaj matchy w ofercie — przekazała jej baristka.
Jednak panika. Zaraz się spóźni.
Musiała podjąć się jednej z najmniej lubianych przez siebie rzeczy – improwizacji. Artykuły miały strukturę. Notatki miały strukturę. Wywiady miały strukturę, nawet gdy musiała pospiesznie wymyślać uzupełniające pytanie, dalekie to było od podejmowania przypadkowej decyzji i liczenia na najlepsze. Ten dzień miał strukturę. Tylko że patrząc na zegarek, nie zostało jej wystarczająco czasu, żeby tę strukturę zachować, a spóźnić się absolutnie nie mogła.
Z kawiarni ostatecznie wyszła z mrożoną herbatą jaśminową i owocową, wyboru dokonując zupełnie na ślepo, bo nie zdążyłaby wypytać baristki o wszystkie interesujące ją fakty. Męczyło ją to z tyłu głowy, na szczęście jednak zdążyła dotrzeć pod budynek Hotaru z lekkim zapasem. A raczej byłby to zapas, gdyby tancerka nie postanowiła otworzyć głównych drzwi całe dziesięć minut przed dwunastą.
Annikki westchnęła z rozmarzeniem, patrząc, jak lekkim krokiem kobieta spływa po tych kilku kamiennych stopniach w dół. Hotaru, młoda tancerka wyróżniona spojrzeniem swojej dziewczyny (było to wciąż bardzo ekscytujące sformułowanie), prezentowała się w dniu swoich urodzin niewiarygodnie pięknie, czarując doborem ubrań oraz pastelowym makijażem. Postawiła na letnią sukienkę tańczącą lekko wokół jej sylwetki, współgrającą z pocałunkami maków oraz rozkwitłej wiśni złożonymi na powiekach. Włosy spięła w wysoki kok, wedle zwyczajowej dla siebie mody, a słońce igrało łagodnie na kwiatowym kanzashi. Gdy się uśmiechnęła, cały świat przystanął, żeby podziwiać tę piękną, ulotną chwilę, ale w tę relację ze zdarzenia nikt Annikki by nie uwierzył. Musieliby zobaczyć to sami.
Spotkały się na ostatnim schodku, moment przed tym, jak Hotaru z niego zeszła, moment po tym, jak Annikki odłożyła podstawkę z herbatami na murek obok. Skrzydła zatrzepotały, ramiona zacisnęły się mocniej wokół Hotaru, słodki zapach owiewający szyję uderzył do głowy. Przytulanie jej powinno być bezsprzecznie niezmiennym punktem każdego dnia.
— Wszystkiego najlepszego, Hotaru — odezwała się ćma, wyplątując się z objęć, by chwycić na powrót podstawkę, choć Hotaru jej niczego nie ułatwiała i nie wydawała się chętna do puszczenia jej tak szybko. — Niestety mam tylko herbatę jaśminową dla ciebie, nie wiem, czy na pewno dobrą, nie sprawdziłam, co to dokładnie za odmiana, ale…
Wystarczyło tancerce ująć wróżkową twarz czule w swoje dłonie, żeby umiejętność składania zdań zawierających tylko jedno orzeczenie okazała się wykraczać poza kompetencje Annikki. Tak naprawdę umiejętność używania jakichkolwiek słów przerosła ją, gdy Hotaru pochyliła się ku niej, czerpiąc ze swoich nowych przywilejów ostrożnymi łykami.
— Dziękuję — powiedziała cicho, jeszcze cichszym oddechem muskając jej usta, zanim ucałowała je łagodnie własnymi. Czułka rozkołysały się w takt serca, dłonie w ostatniej chwili przypomniały sobie, że mają trzymać podstawkę.
Wcześniejszego potknięcia z kawiarniami Annikki postanowiła nie interpretować jako złego omenu. Znów panowała nad sytuacją, pod bokiem miała Hotaru, przed sobą bramę największego zoo w stolicy. Do głównego punktu dnia dotarły z łatwością, bez gubienia siebie oraz personalnych rzeczy, godzinowo zaś wszystko prezentowało się idealnie.
Nic już więcej nie mogło pójść źle.
— Ojej, spójrz, to pandy małe — ucieszyła się Hotaru, wskazując palcem na wybieg dla rudych stworzeń. Panda mała, ssak z rodziny pandkowatych był małym, niepozornym urwisem bardzo lubianym przez Hotaru. Annikki, po poznaniu jej bliżej od zupełnie innej strony, zaczynała dostrzegać podobieństwa, z których ta miłość mogła wykwitnąć.
Niespodzianka związana z wycieczką do zoo została pomyślnie utrzymana w tajemnicy do ostatniego momentu. Tancerka wiedziała, że będą oglądać zwierzęta, jednak gdy opiekunka pand wyszła przed wybieg i zaprosiła je do środka na karmienie, Hotaru spojrzała za siebie, niepewna, czy to do niej kobieta mówi. Dopiero wtedy przyuważyła kącik ust Annikki wędrujący powolutku w górę i wszystko stało się jasne. Delikatny całus w policzek i ten błyszczący nieśmiałym podekscytowaniem wzrok brązowych oczu wywołał w Annikki uczucie ciężkie do opisania zwykłymi słowami, a tych przecież jej nie brakowało. Jednakże przy Hotaru zaczęła odkrywać, że emocje, te najszczersze, wcale nie muszą zostać opisane, skatalogowane i ujęte w konkretne ramy, gdy najważniejszym było je zwyczajnie doznawać jak tańca, który dzieje się tu i teraz, i nigdy nie powtórzy się w ten sam sposób.
Opiekunka poprowadziła je na wybieg, opisując pokrótce, jak przy pandach należy się zachowywać, co można, czego kategorycznie zabrania, jak podawać im jedzenie i nie naciskać na zwierzęta, żeby podeszły na siłę, chociaż te głodomory zazwyczaj same pchały się do miski. Annikki słuchała uważnie, porównując swoje źródła z opiekunką, a potem nauczycielski ton się urwał, kobieta otworzyła ostatnie drzwi oddzielające wybieg od reszty świata i prywatna dżungla pand małych ukazała im się w pełnej krasie. Z obfitej zieleni wyrastały drewniane podesty, na drzewach opierały się kłody oraz drabiny, a nad ich głowami, przy samych liściastych koronach trzymały się niewielkie domki. Rudo-biały pyszczek pojawił się w okrągłym otworze, ciekawskie spojrzenie czarnych oczu spoczęło na ich trójce. Zaraz kolejne. I następne. I jeszcze jedno. Wieść o porze karmienia rozeszła się wśród mieszkańców dżungli, wywołując niemałe poruszenie wśród krzewów i na pniach.
Opiekunka przyniosła im miski z pokrojonymi owocami i zaprosiła, żeby podejść do podestu, gdzie już zdążyło się zebrać parę pand. Hotaru pierwsza wyciągnęła do nich rękę, podając najbliższej łapce kawałek arbuza. Smakołyk momentalnie zniknął w pyszczku przy akompaniamencie mlaśnięć. Owoc po owocu, zwierzęta najadały się dobrociami podawanymi na dłoni, a uśmiech Hotaru tylko błyszczał mocniej z każdym ukontentowanym rudzielcem. Annikki również karmiła pandy, lecz nic nie mogła poradzić na wzrok uciekający jej co chwila w stronę tancerki, zafascynowany jej szczęściem.
Pand, wbrew pozorom, było dużo więcej, niż się na pierwszym rzut oka wydawało. Kilka nowych osobników zeszło z drzew, pomaszerowało prosto do Hotaru, dwie nawet zostawiły Annikki, żeby zbliżyć się do tancerki. Nie miała im tego za złe, sama czuła się do niej przyciągana, ale w pewnym momencie zwierzątka zdawały się wręcz przytłaczać Hotaru, pokaźną gromadą domagając się jej czułej uwagi. Opiekunka zdecydowała się zareagować, Hotaru wykonała krok w tył, tylko że zupełnie niefortunny. Stopa natrafiła na cienką kłodę, ta przesunęła się i nierówne podłoże dołożyło swoją cegiełkę do upadku. Może i tancerka dałaby się z niego wyratować, gdyby nie panda, która postanowiła wskoczyć jej na ramię, zupełnie zmieniając środek ciężkości. Annikki nawet nie zdążyła zareagować, Hotaru już siedziała na ziemi, z owocami rozrzuconymi po sukience.
Znów nie tak, znów zupełnie nie tak, jak miało być!
Jednak Hotaru nie słyszała jej zmartwionych myśli, w najmniejszym stopniu nie przejmując się plamami na ubraniu. Niektóre z pand zeskoczyły na ziemię, by zjeść owoce prosto z jej kolan. Uniosła głowę na Annikki, zaśmiała się pogodnie.
— Jestem chyba teraz cała słodka dla nich.
Po nieudanym polowaniu na matchę i upadku przy pandach Annikki była pewna jednego.
Coś jeszcze musiało pójść źle.
Opiekunka tłumaczyła przepraszająco, że jej podopieczni nie są zazwyczaj tak nachalni, ale wewnętrzne opanowanie Hotaru zaraz sprawiło, że to tancerka uspokajała kobietę, uśmiechając się do niej i przeganiając troski. „Nic się nie stało” powtarzała niezmiennie spokojnym głosem, a zoo opuściła w doskonałym humorze, wspominając ciepło miękkie pyszczki wtulające się w brudną sukienkę. Annikki starała się dotrzymać jej kroku w niesieniu dobrego nastroju, lecz oczy strzelały na boki, próbując wychwycić, co tym razem się wydarzy, czego nie było w planie.
Po karmieniu pand udały się na spacer po pobliskim parku. Ćma miała trasę przechadzki wykutą w pamięci, przebiegającą obok najpiękniejszych miejsc i kluczowego elementu – bujanej huśtawki pod altanką, na której można było się odprężyć. Zerknęła na niebo, jednak brak zachmurzenia zwiastował, że słońce będzie padać pod odpowiednim kątem w altance, ogrzewając nogi, a nie wadząc oczom. Rozejrzała się wokół, ale żaden rower czy też hulajnoga nie mieli w planie ich rozjechać. Może niepotrzebnie się nastawiła na niepowodzenie?
I wtedy właśnie, gdy spięte ramiona opadły jej nieco, a wzrok powędrował w najbardziej oczywistym kierunku, z którego powinna była spodziewać się ataku, Annikki ujrzała przed sobą wielkie, czerwone koło wyznaczające koniec jej nadziei oraz planów.
— Zamknięte przejście — powiedziała cicho, prawie z bólem, przyglądając się robotniczej taśmie owiniętej wokół szeregu drzewach prowadzących do altanki. Znak wzbraniający dalszego spaceru tą drogą zdawał się szczerzyć do niej odbłyskami słońca na swojej gładkiej powierzchni.
Hotaru, niespeszona psikusami losu, przyuważyła rozwiązanie.
— Tutaj jest ścieżka. — Kiwnęła lekko głową w lewą stronę.
Alternatywna ścieżka faktycznie była dostępna, ale nie zachęcała wyglądem do skorzystania z jej uroków. Wzdłuż niej chore drzewa słaniały się na spróchniałych pniach, suche liście przykrywały brunatny piach, a samotna ławeczka ustawiona między karłowatymi krzewami podtrzymywała pamięć o nocnych eskapadach niejednej grupy zaznaczającej swoją obecność farbą w spray’u niczym prehistoryczni potomkie malujący zwierzęta na ścianach jaskiń. Annikki tęsknie spojrzała na zablokowaną ścieżkę, niechętnie przyjrzała się raz jeszcze drodze wskazanej przez Hotaru.
— Jesteś pewna, że chcesz nią iść?
Uśmiech tancerki, ten jasny promyk na tle szarości, zamigotał do ćmy i przyciągnął ją w swoje objęcia.
— Oczywiście, jeśli mogę się nią przejść z tobą — odpowiedziała Hotaru, wyciągając do niej dłoń.
Palce splotły się, spokój i łagodna czułość przepłynęły w dotyku i nawet wiecznie analizujący fakty umysł Annikki zwolnił, gdy mogła po prostu być z Hotaru. Wykonała jedynie proste porównanie zebranych tego dnia informacji, bo w jej głowie wszystko wyszło na opak, a przed oczami miała najprawdziwszy dowód udanych urodzin – zadowolenie Hotaru. Te sprzeczne dane nijak łączyły się w całość w ćmowym odczuciu.
W obawie przed niedopełnieniem ostatniego punktu dnia Annikki zwyczajnie skreśliła go z listy. Zabrała Hotaru w okolice centrum, żeby kupić sushi na wynos i zjeść je przy zachodzie słońca na jednej z fontann na rynku. Gruby murek z piaskowca pozwalał wygodnie się rozsiąść, a żyjące w tle miasto stanowiło leniwy szum o tej porze w połączeniu z pluskaniem wody. Nimfa wylewała z dzbana cienki strumyczek, ale nawet ćma nie przypomniała sobie żadnych ciekawostek o rzeźbie, dumając o niespełnionym planie.
— Coś ci leży na sercu — stwierdziła łagodnie Hotaru, przyglądając się jej i wsłuchując się w dziwne milczenie wróżki.
— Trochę — odparła, niemrawo tykając pałeczkami kawałek sushi.
— Powiedz mi.
Było to ich małym zaklęciem, które rozplątywało wszystkie supełki zawiązane przez Annikki w swojej głowie, odpowiadające za trzymanie potoku informacji oraz myśli pod kontrolą, żeby nie doprowadziły do znudzenia słuchacza. Lecz Hotaru nigdy nie nudziła się z nią i nie oceniała.
— Chciałam spróbować przygotować sushi dla ciebie w domu — przyznała, czułka oklapły niewesoło. — Kupiłam wszystkie potrzebne składniki, sprawdziłam techniki zawijania, ale po tym, jak zaplanowane przeze mnie rzeczy się nie udały, uznałam, że to też nie wyjdzie i nawet się nie najesz…
Hotaru przekrzywiła głowę.
— Co się nie udało? — zapytał szczerze.
Ćmowe skrzydła zdawały się posępnie przyklejone do pleców.
— Dostałaś jaśminową herbatę zamiast matchy, z zoo miałaś wyjść w nienaruszonym stanie, a nie z sukienką brudną od owoców i na koniec musiałyśmy iść tą dziwną ścieżką, zamiast posiedzieć na huśtawce — wyliczyła.
— Czy taki właśnie był plan?
Chwila zawahania, zanim Annikki przypomniała sobie, że przecież przed Hotaru nie miała czego ukrywać. Odłożyła sushi i wyciągnęła z torby jeden z licznych notatników, otworzyła bezbłędnie na właściwej stronie.
— Rozpisałam go w zeszycie. Widzisz? — mruknęła, wskazując palcem na pionowy szereg niezakreślonych kwadracików. — Większość podpunktów nie jest odhaczona.
Hotaru odstawiła własne jedzenie, by móc skupić się na notatniku. Pochyliła się nad ramieniem Annikki, wczytując się w jej skrupulatnie przygotowane plany, z lekkim uśmiechem łowiąc wzrokiem wklejoną kartkę z wywiadem. Milczała dłuższą chwilę, lecz nie roztaczała między nimi tego rodzaju ciszy, w której narastają obawy i którą chce się wyjaśnić, zanim padną następne słowa. Było w niej skupienie, wrażliwa uwaga dla czegoś, czym Annikki nie dzieliła się otwarcie z innymi, trzymając swoje zapiski blisko własnej piersi. A w momencie, gdy myśli zostały już ułożone, Hotaru oparła podbródek na ćmowym ramieniu, przesunęła palcami po jej nadgarstku, kostkach, w końcu chwyciła miękko dłoń, każdemu gestowi nadając osobne, łagodne znaczenie.
— Wiesz, co ja tu widzę? — odezwała się tuż przy uchu Annikki. — Niezwykle dużo myśli mi poświęconej. Widzę znajome pismo, które wpierw zastanowiło się, co najbardziej lubię, zanim zapisało pomysł. Widzę czułość i poświęcenie w oglądaniu mnie każdego dnia w sposób, w jaki nie ogląda mnie nikt inny.
Słowa trafiły tam, gdzie Annikki się ich nie spodziewała, choć ze swoim doświadczeniem powinna. Znalazły lukę między jej zdaniami, obróciły całość na głowie, ale nie wbrew faktom, tylko zgodnie z nimi. Coś, co ona robiła profesjonalnie, oceniając znalezione artykuły.
— Ale… ale plan… — zająknęła się.
— Jest cudowny — zapewniła Hotaru, tuląc się do niej mocniej. — I cudownie wyszły wszystkie jego „nieudane” elementy. To nic złego, jeśli czasem wydarzy się coś, co nie pójdzie po naszej myśli. Widocznie tak musiało być, a my razem wciąż możemy uczynić chwilę miłą po tym, jak odmienił ją los.
— Po prostu chciałam, żeby wszystko było takie, jak powinno na twoje urodziny…
— Czyli ci się udało. Bo życie powinno być bogate w to, co nam się udało, jak również w to, co niekoniecznie. Takie rzeczy składają się na pełnię naszych doświadczeń.
Annikki uśmiechnęła się kącikami ust, mogąc wyłącznie przyznać jej rację. Skupiła się na błędach w planie, uważając je za coś naturalnie złego, gdy Hotaru nawet w tych drobnych potknięciach dostrzegła zalety, ukryte dobro. Przecież dzień nie okazał się katastrofą, zwyczajnie nie był idealny wedle tego, co chciała Annikki, ale był idealny dla Hotaru, a tylko to się liczyło.
— Tego ci życzę — powiedziała, chwytając wzrokiem ślady rumieńca tancerki w świetle zachodzącego słońca. — Dobrego życia, pełnego wszystkiego.
Sushi czekało cierpliwie na swoją kolej, zapomniane przez zbyt zajęte sobą nawzajem dłonie, przez ciepło chwili i tulący je do siebie spokój. Annikki już rozumiała, dlaczego na jej urodziny tak łatwo Hotaru zagapiła się z przekazaniem podarku.
— Mam jeszcze prezent dla ciebie — odezwała się nagle, słysząc cichy śmiech Hotaru. Próbowała sięgnąć do torby, a równocześnie nie puścić dłoni tancerki. Udało jej się wydobyć prezent przy trzeciej próbie wyłowienia go ze środka. — Bo skoro chciałabyś spróbować z czasem dostać większe role w teatrze, to będziesz potrzebować odpowiedniej oprawy do tego.
Wręczyła jej cienkie, podłużne pudełeczko. Kształt nie pozostawiał wiele wątpliwości, Hotaru otworzyła ochoczo wieczko, znajdując w środku barwną paletę pasteli, delikatnych brokatów oraz paru mocniejszych cieni do oczu, które nadałyby się do odegrania surowszej roli. Opuszki przesunęły się nad różem, zatrzymały dłużej przy fiolecie oraz zieleni, nim słodki, wdzięczny wzrok powędrował z powrotem na ćmę.
— Annikki, są śliczne… Och?
Przyklejona od dołu karteczka, uprzednio złożona w harmonijkę, wysunęła się spod palców, ukazując ciąg zdań.
— Spisałam moje przemyślenia o każdym cieniu i dlaczego uważam, że będzie ci pasował. — Annikki zerknęła na zapisaną w zupełności kartkę. — Jest tego… więcej, niż sądziłam, ale nie musisz wszystkiego czytać.
— Przeczytam — odparła Hotaru i tyle wystarczyło, żeby skrzydła znów zatrzepotały.
Głowa tancerki spoczęła na jej barku, gdy kobieta postanowiła pozostać wierną swoim słowom już w tej chwili – ułożyła się i przystąpiła do czytania, z uśmiechem radosnym i oczami powoli delektującymi się opisami.
— Annikki? — rzuciła cicho.
— Mhm?
— Przyjdę jutro i zrobimy razem to sushi.
Annikki wtuliła skromny uśmiech w jej włosy.
— Dobrze. Zrobimy razem.
I był to cały plan, jakiego potrzebowały.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz