Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

18 sierpnia 2026

Od Eirika – Call of Wingmanning (II) [AU]

Wziąłem piłeczkę do ręki, podrzuciłem ją parę razy, pozwalając jej odbijać się jednokrotnie od stołu, zanim ponownie ją łapałem. Tym razem musiałem trafić. Jedno pudło jeszcze o niczym nie przesądzało, nawet jak zostały mi dwa kubeczki do trafienia, a mojemu przeciwnikowi tylko jeden. Przecież do pojedynczego celu znacznie trudniej wcelować, prawda? Miałem niezaprzeczalną przewagę pod tym względem. Świat przed oczami zaczął mi już lekko pływać w reakcji na wypity alkohol? Szczegóły, szczególiki… Nie była to moja pierwsza rozgrywka w beer ponga i nie zamierzałem oddać wygranej walkowerem tylko dlatego, że pytania, które trafiłem, były akurat niezwykle niekomfortowe zważywszy na stojącego po mojej lewej przyjaciela. Z resztą Nivan pewnie nie wziął do siebie moich odpowiedzi, o ile w ogóle zwrócił uwagę na to, że lawirowałem z odpowiedziami, zdecydowanie nie udzielając do końca szczerych. Już od dawna wiedziałem, że nie ma szans, by Nivan spojrzał na mnie inaczej, niż na bliskiego kumpla. Mimo to wciąż, jak skończony debil, miałem jakieś irracjonalne nadzieje, ilekroć podszedł do mnie bliżej, niż zwykle albo odezwał się nieco innym niż zwykle tonem… Od lat mi się podobał, nie tak łatwo odciąć się od uczucia, nawet ze świadomością, że nie istnieje rzeczywistość, gdzie moglibyśmy zostać dla siebie kimś więcej, niż ,,tylko przyjaciółmi”. A te wszystkie drobnostki, które zauważałem, miały bliżej do moich czczych marzeń i urojeń, niż jakiegoś świadomego działania Nivana, by dać mi nadzieję, że może jednak...
Wycelowałem piłeczką w kubek po drugiej stronie siatki, mrużąc oczy, mając nadzieję, że w ten sposób nieco uspokoję kołysanie całego pomieszczenia. Ktokolwiek mieszał drinki na tę rozgrywkę, zdecydowanie zaszalał z proporcjami wódki nad piwem. Mrużenie oczu niewiele pomogło, w końcu zdecydowałem po prostu rzucić. Lepiej nie będzie.
Spudłowałem.
Dante roześmiał się dźwięcznie w reakcji na wiązankę przekleństw, która wydobyła się z moich ust, gdy piłeczka zamiast wylądować w kubeczku albo chociaż znaleźć się gdzie blisko niego, uderzyła o stół dobre kilka centymetrów od celu. Stojący naprzeciwko mnie mężczyzna złapał ją, nim zdążyła spaść na podłogę, i zważył w dłoni, patrząc na mnie z łobuzerskim błyskiem w oku. Nie zastanawiając się długo, odrzucił ją na moją stronę stołu, trafiając idealnie do ostatniego kubka. Zakląłem siarczyście pod nosem, za co dostałem kuksańca w bok od Nivana.
— Słownictwo — upomniał mnie, chociaż też wydawał się rozbawiony moją reakcją. Tak jak i cała gromadka ludzi, która zebrała się wokół nas, by kibicować. Zobaczyłem, że kilka osób wymieniło między sobą banknoty. Serio, poszły zakłady, kto wygra?
W zasadzie zamierzałem już dopić zawartość ostatniego z plastikowych kubeczków i odejść godnie mimo przegranej… jednak gospodarz imprezy miał co do mnie inne plany. Ledwo odwróciłem się od stołu, poczułem na swoim ramieniu ciężką, umięśnioną rękę. Zerknąłem kątem oka i widząc twarz Dantego zdecydowanie zbyt blisko mojej, odruchowo spróbowałem się odsunąć, osiągnąłem jednak wyłącznie to, że nowy znajomy przerzucił ramię przez moją szyję i przyciągnął mnie jeszcze bliżej do siebie. Jakim cudem tak szybko przetransportował się przez odległość stołu?!
— Halo halo, gdzie się wybierasz? — zaświergotał, a ja momentalnie się spiąłem, niepewny, o co mu może chodzić. Pochylił się jeszcze bliżej, jego oddech musnął moje ucho, aż się wzdrygnąłem. — Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia, na bank ci się spodoba — szepnął, po czym wyprostował się i posłał rozbrajający uśmiech w stronę Nivana. Kolejne słowa wypowiedział już na tyle głośno, by czerwonowłosy usłyszał go ponad dudniącymi basami podgłośnionej właśnie muzyki. — Porywam go na chwilę!
Nie czekając na odpowiedź któregokolwiek z nas, zostałem przez chłopaka odciągnięty kawałek na bok. Zerknąłem jeszcze przez ramię na Nivana, ten tylko wzruszył ramionami i pomachał mi. Z ruchu jego ust wyczytałem krótkie ,,Powodzenia”, zanim zupełnie stracił mną zainteresowanie, bo właśnie przypałętała się do niego jakaś wyjątkowo atrakcyjna dziewczyna. Zgrzytnąłem zębami, gdy zobaczyłem, jak uwiesza się na jego ramieniu. Zdecydowanie na za dużo sobie pozwalała, tak obłapiać obcego typa… Z drugiej strony czerwonowłosy jakoś szczególnie nie protestował przeciwko tego typu zainteresowaniu z jej strony…
Odwróciłem się z powrotem do nowego znajomego, nie czując się na siłach patrzeć dalej na tę dwójkę.
— Propozycję? Co jest, zazdrościsz, że nie ciebie wskazałem jako osobę, którą chciałbym pocałować? — rzuciłem, w końcu uwalniając się spod ciężkiego ramienia Dantego. Muszę przyznać, ma chłop krzepę… I zdecydowanie nie mikroskopijne mięśnie. — Jeśli to tego typu propozycja, to…
Gdyby mógł, Dante chyba właśnie zabiłby mnie śmiechem.
— Nie nie nie, to nie tego typu propozycja — wydusił, gdy w końcu na moment się uspokoił, z pełnią gracji ocierając łzę rozbawienia z kącika oka. Zmarszczyłem brwi w konsternacji. Skoro nie chciał zabiegać o moją uwagę, to o chuj mu chodziło? — Poza tym obydwoje wiemy, kogo tak naprawdę chciałbyś pocałować, hm? — mrugnął do mnie porozumiewawczo widząc, jak wysilam nieliczne działające sprawnie szare komórki, żeby dojść do tego, co tu się właśnie dzieje. — I tak się składa, że nikt inny, ale stojący tu przed tobą mistrz w tego typu sprawach — wskazał na siebie, dumnie unosząc podbródek — pomoże ci zwrócić na siebie uwagę twojej miłości!
Przyznaję, zatkało mnie na moment. Patrzyłem dłuższą chwilę na mojego rozmówcę nierozumiejącym wzrokiem, wypity alkohol dodatkowo spowalniał moje procesy myślowe. Ostatecznie musiałem zrobić naprawdę głupią minę, bo w końcu westchnął ciężko, jakby miał do czynienia z debilem, złapał mnie za ramiona, odwrócił plecami do siebie i ustawił tak, żebym patrzył prosto na Nivana, który właśnie w najlepsze konwersował z tą blondyną, co się wcześniej do niego przystawiała. Natychmiast poczułem, jakby w żołądku zawiązywał mi się supeł. Nie pierwszy raz widziałem go z dziewczyną, za każdym razem jednak bolało tak samo, kurewsko mocno. Dlaczego to nie ja jestem na jej miejscu…?
— Już? Załapałeś? Chomiczek zaczął biegać w kołowrotku? Kulki się styknęły? — szydził, po czym obrócił mnie z powrotem do siebie i poczęstował tym swoim przebiegłym uśmieszkiem, który już kilka razy tego wieczoru miałem okazję zobaczyć. Zaczynałem dochodzić do wniosku, że ilekroć pojawia się na jego twarzy, nie wróży nic dobrego. — Znam niezawodny sposób na to, żebyś przechwycił calutką jego uwagę. Raz dwa i owiniesz go sobie wokół palca!
Zamrugałem powoli, zaczynając stopniowo łapać, do czego gospodarz imprezy zmierza. Obejrzałem się przez ramię, żeby raz jeszcze spojrzeć na przyjaciela. Wciąż znajdowała się zdecydowanie bliżej niego, niż wymagała niezobowiązująca rozmowa. Sam, jako jeden z lepszych graczy w naszej poprzedniej, szkolnej drużynie siatkarskiej, znałem osoby tego typu. Zawsze miały jeden cel — owinąć sobie przystojnego, rozchwytywanego sportowca wokół palca, by potem móc się chwalić przed znajomymi swoim nowym (nabytkiem) partnerem. Nivan zwykle nie dawał się takim tanim sztuczkom, dlaczego tym razem wciąż się nie wymigał od kontynuowania rozmowy…?
— No już, nie myśl tyle, działamy — z zamyślenia wyrwało mnie mocne potrząśnięcie za ramiona. Natychmiast przeniosłem uwagę na stojącego przede mną blondyna, krzywiąc się lekko, bo nagły ruch sprawił, że głowa niekontrolowanie poleciała mi do przodu. — Mówię ci, mój plan jest genialny, jeszcze mi podziękujesz! Widzisz, cały myk polega na tym, żeby poczuł, że musi cię ratować z opresji…
— Nie jestem damą w opałach… — spróbowałem zaprotestować, jednak na nic się to zdało. Dante puścił mnie, tylko po to, żeby znowu zarzucić mi rękę przez szyję i przyciągnąć sobie do boku, prowadząc już z powrotem na środek sali, gdzie przed chwilą rozgrywaliśmy mecz beer ponga.
— Oj, nie chodzi o to, czy jesteś, czy nie, masz sprawiać pozory — wskazał rozpromieniony na siebie wolną ręką. — A ja ci w tym pomogę. Zobaczysz, zostawi tę laskę i pójdzie cię ratować. Skuteczność gwarantowana, tylko rób, co mówię. Prawdziwy seksiak się nie poddaje i zawsze osiąga swój zamierzony cel, pamiętaj!
Wyglądał na takiego, co zdecydowanie wie, co robi. Pokiwałem więc głową na znak, że się zgadzam, z pełnym zaangażowaniem, na jakie było mnie stać. Co prawda słowa nie rozumiałem z tego jego całego planu, ani tym bardziej nie czaiłem, o co mu chodzi z tym ,,seksiakiem”, ale skoro był taki przekonany, że jego plan wypali, to przecież musiał mieć rację. Na bank ma doświadczenie w tego typu akcjach, jak mu się tak przyjrzeć, wygląda na znawcę w tego typu tematach… Co może pójść nie tak?
— Dobra, dawaj — burknąłem pod nosem na tyle cicho, że podejrzewam, iż opierający się wciąż na mnie blondyn nie usłyszałby nawet tej odpowiedzi, gdyby na nią akurat nie czekał. Wyszczerzył się natychmiast, puścił mnie, wyprostował i, jakby zupełnie bez wysiłku przekrzykując muzykę, ogłosił wszem i wobec:
— Kochani, robimy dogrywkę naszej potyczki! — wskazał na mnie, jak magik na swojego asystenta na scenie. Uśmiechnąłem się popisowo, starając się wejść w napisaną dla mnie rolę, choć nie dostałem skryptu. — Biedny Eirik nie może się pogodzić z zaliczoną dopiero co sromotną porażką, więc wyzwał mnie na pojedynek w siłowaniu na ręce! Co jak co, ale to dopiero jest konkurencja godna prawdziwego seksiaka, czyż nie? — zwrócił się do mnie, czekając na moją odpowiedź. Jakbym miał, kurwa, blade pojęcie o tym, co on teraz wygaduje. Ktoś właśnie podstawił mi szklankę z jakimś alkoholem, którą wychyliłem bez większego zastanowienia, całą na raz, nie zważając na to, że już chwilę temu byłem w stanie, gdzie każda kolejna porcja napojów wyskokowych mogłaby mnie wynieść poza granice ,,picia z umiarem”.
— Pokonam cię z palcem w nosie, zobaczysz — prychnąłem, uznając, że ten dziwny komentarz-pytanie w moją stronę zignoruję. Generalnie blondyn raczej tego nie usłyszał, bo już był w trakcie zarządzania przygotowaniami stołu pod naszą potyczkę - trzeba było zgarnąć puste butelki po alkoholu i inne cuda niewidy porzucone przez w większości już mocno wstawionych gości. Ktoś wyciągnął rękę, żeby odebrać ode mnie pustą szklankę. Nie poświęciłem mu, jej? nawet ułamka spojrzenia, całą uwagę skupiałem na Dantem. No i Nivanie, który w końcu na mnie spojrzał. Gdy złapał moje spojrzenie ponad tłumem, uniósł brew w ten charakterystyczny dla siebie, pytający sposób. Jakby chciał mnie zapytać, czy jestem pewny tego, co właśnie robię albo może bardziej czy mnie już do końca pojebało.
Cóż, tak szczerze mówiąc, to już sam nie byłem pewny, czy aby na pewno dobrze robię. Wszystkie moje wątpliwości zostały jednakowoż w tempie ekspresowym rozwiane przez Dantego, który już zakończył przygotowania i rozsiadł się pod jednej stronie blatu, od razu ustawiając rękę łokciem na stole, z dłonią w górze, gotową by przyjąć moją dłoń. Nie wahając się dłużej, pokonałem nieco już chwiejnie dzielące nas kilka kroków i rozsiadłem się na podstawionym naprzeciwko chłopaka taborecie. Uśmiechnąłem się promiennie, przyjmując dokładnie tę samą pozę, co on, łącząc nasze dłonie w stabilnym uścisku. Raz kozie śmierć, jak to mówią.
— To co, jeszcze jakiś dodatkowy zakładzik? Tak przy okazji — zapytałem zaczepnie.
— Szykuje ci się kolejna sromotna porażka, a jeszcze chcesz się zakładać? — blondyn nie krył rozbawienia. Poklepał się po bicepsie, podkreślając swoją przewagę w rozmiarze, widoczną gołym okiem i raczej oczywistą dla wszystkich zgromadzonych.
— Rozmiar to nie wszystko — żachnąłem się.
— Jeśli mówimy o konkurencjach siłowych, to zdecydowanie tak. Ale jeśli tak bardzo chcesz… — zastanowił się chwilę. — To co, jak przegrasz, to się przeliżesz z Nivanem?
Prawdopodobnie momentalnie krew odpłynęła mi z twarzy, wbiłem w blondyna mordercze spojrzenie i już miałem się odezwać, ale ubiegł mnie wcześniej wspomniany.
— Ej, mnie w to nie mieszaj! — krzyknął, żebyśmy na pewno go usłyszeli. — To jego durne zakłady, nie moje.
— Dobra, chuj, darujmy już sobie — machnąłem wolną ręką, po czym oparłem ją również na stole, żeby lepiej się zaprzeć w pojedynku, który zaraz miał się zacząć. — Po prostu zaczynajmy. Walka o honor czy coś.
Już bez dalszych ceregieli, ktoś wskazany przez Dantego złapał nasze dłonie, żeby przypilnować uczciwego startu, ktoś inny stanął obok i zaczął odliczać. Patrzyliśmy sobie z blondynem głęboko w oczy, starając się jak najlepiej wyczuć przeciwnika, być może w jakiś sposób zdekoncentrować, uszczknąć sobie choć mikroskopijnie większej szansy na zwycięstwo.
Trzy…
Poprawiłem nieco chwyt na dłoni Dantego, na co ten wyszczerzył się w uśmiechu. Poruszył bezgłośnie ustami ,,Pamiętaj co mówiłem”.
Dwa…
Przewróciłem oczami. Zamierzałem pokazać się przed Nivanem z jak najlepszej strony, nie planowałem odpuszczać tego pojedynku aż tak łatwo. Wygrana blondyna nie była przesądzona, a ten już się szarogęsił.
Jeden…
Widziałem, jak mięśnie na ręce mojego przeciwnika się napinają, sam więc zebrałem się do tego, by przepchnąć jego rękę i zostać ogłoszonym zwycięzcą.
Start!
Obydwoje rozpoczęliśmy ten pojedynek z równym zacięciem, dlatego początkowo nasze złączone w uścisku dłonie nie przechyliły się na żadną ze stron, jedynie lekko zadrżały od wysiłku mięśni nas obydwóch. Stęknąłem lekko, zaskoczony, że facet miał aż tyle krzepy w tych łapach. Ewidentnie przyciągająca wzrok figura blondyna nie była tylko na pokaz i została osiągnięta ciężką pracą, a nie półśrodkami. Tłum, który się wokół nas zebrał, zaczął skandować, zdecydowanie głośniej wśród tych okrzyków było słychać imię Dantego, co jednoznacznie wskazywało na to, kto był faworytem w tym starciu. Nie mogłem się temu nawet dziwić. Im dłużej trwaliśmy w impasie, tym bardziej dziękowałem sobie w duchu, że jednak odpuściłem ten dodatkowy zakład. Choć wizja zaproponowana przez Dantego była kusząca, nie ma szans, żebym mógł po czymś takim spojrzeć Nivanowi w oczy.
Kątem oka dostrzegłem czerwonowłosego. Przyglądał się uważnie pojedynkowi, w końcu przestał reagować na zaloty stojącej obok niego laski. Powoli opadałem z sił, moja ręka stopniowo, ale nieubłaganie, przechylała się na stronę zapewniającą zwycięstwo Dantemu. Pochyliłem się nieco na taborecie, mając nadzieję, że pomoże mi to włożyć jeszcze więcej siły w rękę, na próżno.
Sekundę przed tym, nim moja ręka ostatecznie grzmotnęła w blat, zobaczyłem na twarzy blondyna pełen zadowolenia uśmieszek. Uderzenie było jakby nieco zbyt mocne, poczułem, jak kłykcie obijają mi się o twarde drewno, a łokieć wygina nieco zbyt mocno, nadwyrężając trzymające go ścięgna. Zakląłem siarczyście, a Dante, cały zadowolony z siebie, powiedział tylko bezgłośnie ,,Nie ma za co”, zanim wstał i, unosząc ramiona wysoko w górę, oddał się celebracji kolejnej tego wieczora wygranej, wśród okrzyków uradowanego tłumu.
Nim zdążyłem wydusić z siebie pytanie, za co niby mam mu dziękować, bo jedyne, co zrobił, to ewidentnie naciągnął mi mięśnie, poczułem pewny, acz jednocześnie delikatny chwyt na nadgarstku ręki, którą właśnie próbowałem rozmasować. Podniosłem zaskoczony wzrok. Natychmiast natrafiłem przy tym na zmartwione spojrzenie stojącego tuż obok Nivana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz