Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Turysta chciał polać spaghetti ketchupem. Zwołano komisję
Spokojne popołudnie w Luminarii przerodziło się w głośne wydarzenie, gdy przyjezdny turysta ze Zjednoczonych Ziem Północnej Vespy poprosił kelnera o butelkę ketchupu, którym zamierzał polać zamówione spaghetti. Miejscowy restaurator, człowiek z natury łagodny, zareagował oburzeniem graniczącym z rozpaczą, powołując się na świętość przepisu i pamięć przodków. Turysta nie rozumiał problemu. W ciągu godziny nad sprawą pochylił się zaimprowizowany komitet miejscowych kucharzy, który po naradzie trwającej całą sjestę orzekł, że przepis jest nienaruszalny, lecz gościa „można ułaskawić z uwagi na niewiedzę”. Vespanin, szczerze zdumiony całym zamieszaniem, stwierdził tylko, że „u nas leje się to na wszystko”. Tej uwagi już nie skomentowano.

Nagłówek

21 lipca 2024

Od Serafina do Isidoro

Powierzchnia wyczarowanej mapy leniwie lewitowała pół metra nad ziemią, prezentując oczom arcymaga bezkres piasków pustyni, dwanaście magicznych wież, dwie stolice, ten przeklęty górski łańcuch i dolinę w której pochowano niejednego godnie urodzonego człowieka. Gładka tafla pulsowała słabo w miejscach potwierdzonych anomalii magicznych; większość z nich skupiała się na północy kraju, przy linii brzegowej i samej delcie Akhmu, część rozlała się na południowym krańcu białej pustyni. Przedziwne skupisko zaobserwowano także na wschodzie od El-Batret, jakby pod wpływem znalazła się cała Sallandira.
Serafin poprawił się na mięsistych poduszkach, bez przekonania przeciągnął spojrzeniem po mapie, uniósł brew. Czuł, że magia zbiera się w tych miejscach w dziwny sposób, ale struktura mocy zdawała się przeciekać mu przez palce. Niezbadana i nie dająca się zbadać.
Pierwszy raz spotykał się z czymś tak irytującym.
– Chcesz mi powiedzieć – zaczął powoli, leniwie sięgając po lewitującą obok czarkę herbaty – że po tym całym ambarasie z antymagicznym polem, bałaganem z wieżami, którego dopuścili się moi sayyidzi, odbudowywaniem przeklętej Wieży Wiatru, pokonaniu Wolanda i wyłonieniu nowego zwierzchnika czarnoksiężników – ceramiczne naczynie delikatnie skruszało pod naciskiem złotych szponów – po rozwiązaniu wszystkich zagadek sfinksa i uwolnieniu tego stworzenia… czekają nas kolejne “problemy”? – Serafin niemal wypluł to słowo.
Siedzący na poduszce obok Isidoro skinął głową z entuzjazmem godnym lepszej sprawy. Czarka – pękła.
– I jak zwykle nie możesz mi o nich powiedzieć wprost?
Pogodny uśmiech astrologa nie zmienił wyrazu ani odrobinę.
– Zgadza się.
Serafin przez chwilę patrzył na niego tak intensywnie, jakby samym spojrzeniem miał wydrzeć z niego tę tajemnicę, ale ku jego wyraźnemu niezadowoleniu – nic takiego nie miało miejsca. Prychnął więc, jednym ruchem podniósł się z poduszek, machnął dłonią na odlew. Mapa rozwiała się posłusznie pozostawiając po sobie migoczące w powietrzu drobiny magii.
– Co zatem możesz mi powiedzieć?
– Że nadciąga zmiana.
– Zmiana czego?
– Wszystkiego.
Serafin zatrzymał się, obejrzał przez ramię. Astrolog uśmiechał się, niewinny niczym wiosenny poranek.
– Czasem zastanawiam się, czy czerpiesz z tego radość. Mam się czym przejmować? Zmiana wszystkiego brzmi dość… enigmatycznie, ale jednocześnie zbyt ogólnie. Te anomalie – Serafin machnął szponami w stronę nieistniejącej mapy – nie mają jednolitego charakteru. Nie spotkałem jeszcze podobnego rodzaju magii, nie zdarzyło się żeby moc przeciekała mi przez palce w taki sposób. Zawsze istniał sposób na jej pochwycenie.
– Nie każdą magię da się ujarzmić, Serafinie.
– Czy ty mnie obrażasz?
Astrolog tylko uśmiechnął się szerzej i podniósł z zajmowanej poduszki. Serafin burknął pod nosem coś, co brzmiało łudząco podobnie do “dziwka fortuna”.
– Przejdźmy się – zaoferował Isidoro. Drzwi komnaty otworzyły się bezszelestnie; Wieża arcymaga nagięła się do woli Isidoro, magia wpełzła na ściany korytarza, przekształcając go wraz z ich każdym kolejnym krokiem. Budynek dopasowywał się do życzenia, do obranego celu, budując najkrótszą możliwą drogę.
– Przyszłość nigdy nie ukazuje mi się w jasny sposób. To bardziej jak szukanie gwiazdozbioru na niebie – jeśli wiesz jaki przybiera kształt, to prędko go wypatrzysz.
– A co mówi ci przeczucie?
Isidoro przechylił lekko głowę; szara grzywka przesunęła się po czole, przesłoniła błękitne oko.
– Że to jeden z wielu rozdziałów, Serafinie. Kolejny etap twojej drogi.
– Nie wiem czy mnie to pociesza. Przy poprzednim “etapie mojej drogi” nieomal wyzionąłeś ducha.
– Sprawa jednak zakończyła się pomyślnie, najlepszym możliwym obrotem. Sam przyznaj.
– Ja bym powiedział, że dziwka fortuna w końcu się znudziła, ale niech ci będzie – Serafin nagle zmarszczył brwi, przystanął wpół kroku. Przed nimi, na końcu korytarza, otworzyło się wyjście na taras.
– Naprawdę chcesz tam teraz iść?
– Naprawdę.
– Zadziwia mnie twoja tolerancja na południowe słońce.
Gdy przekroczyli próg i znaleźli się na tarasie, Serafin schował dłonie w obszernych rękawach szaty i przeciągnął spojrzeniem po rozpościerającej się przed nimi pustyni. Bezmiar złotego piasku miał w sobie coś kojącego, łudząco przypominał morze i łudząco odzwierciedlał jego niebezpieczeństwa. Jedna z wydm – ta położona nieco dalej od wieży – nagle rozprysła się na miliony rozrzuconych w boki drobin; z głębin pustyni wyłonił się ogromny, rogaty wąż. Łuski pokrywające gada mieniły się w słońcu osobliwie, odbijały światło, momentami czyniąc bestię przeźroczystą. Serpentyn gładko przeciął dolinę, a sunące po piachu ogromne cielsko wprawiło mury wieży w lekkie drżenie.
– Cokolwiek nadchodzi – mruknął Serafin, obserwując drogę bestii spojrzeniem na wpół znudzonym, na wpół zirytowanym – wywabia na powierzchnię stwory, które powinny spać od co najmniej ćwierćwiecza. Spójrz na jego łuski.
Isidoro przechylił się nieznacznie przez barierkę, przesłonił oczy dłonią.
– Czy to normalne? To odbijanie światła?
– Po części – mruknął Serafin – sprawa rozbija się o to, że gubi swoje właściwości, powinien być całkiem niewidoczny gdy wynurza się na powierzchnię. – Wysunął dłonie z rękawów szaty, złote szpony zalśniły w słońcu niepokojącym blaskiem. Nagły podmuch wiatru był ostry i potężny, podniósł ze sobą pylistą kurzawę przesłaniającą widok w dolinie. Serpentyn zasyczał głośno; osobliwy dźwięk wwiercał się w uszy, w ciało, w umysł, pozostawiając po sobie rezonujące echo.
Szał żywiołu skończył się tak nagle, jak się zaczął; pył, piasek i kurz opadły, wydmy zmieniły swoje położenie, serpentyn zniknął. Ponad powierzchnią piasku wystawały jedynie dwa rogi.
– Był duży i stary, przed tym też powinien się obronić – kolejne mruknięcie, niespecjalnie wesołe. Serafin w zamyśleniu uniósł dłoń, podkręcił wąsa. – Najbliższa anomalia to południowo-wschodni rejon białej pustyni, kawałek stąd. A mimo to, jej wpływ odczuwalny jest nawet tutaj.
Wymienione przez mężczyzn spojrzenie było długie, ciężkie od napływających wniosków.
– Musimy wrócić do grobowca Saladyna i go odpieczętować – obwieścił w końcu Serafin i roztarł palcami skroń; czuł nadchodzącą migrenę.
– Prialan – szepnął Isidoro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz