Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Turysta chciał polać spaghetti ketchupem. Zwołano komisję
Spokojne popołudnie w Luminarii przerodziło się w głośne wydarzenie, gdy przyjezdny turysta ze Zjednoczonych Ziem Północnej Vespy poprosił kelnera o butelkę ketchupu, którym zamierzał polać zamówione spaghetti. Miejscowy restaurator, człowiek z natury łagodny, zareagował oburzeniem graniczącym z rozpaczą, powołując się na świętość przepisu i pamięć przodków. Turysta nie rozumiał problemu. W ciągu godziny nad sprawą pochylił się zaimprowizowany komitet miejscowych kucharzy, który po naradzie trwającej całą sjestę orzekł, że przepis jest nienaruszalny, lecz gościa „można ułaskawić z uwagi na niewiedzę”. Vespanin, szczerze zdumiony całym zamieszaniem, stwierdził tylko, że „u nas leje się to na wszystko”. Tej uwagi już nie skomentowano.

Nagłówek

25 lutego 2024

Od Isarra do Merlina

Godzina ósma rano, Isarr intensywnym wzrokiem wgapiał się w tabliczkę wiszącą na drzwiach jego sklepu, czy on aby na pewno chciał ją obrócić i oznajmić, że jego sklep jest otwarty. Pewnie, zarobiłby wtedy pieniądze, ale to też nie tak, że Nerikare był biedny, mógłby sobie odpuścić ten jeden dzień i zrobić sobie wolne. Dzień bez użerania się z klientami brzmiał dość obiecująco, zrobiłby sobie herbatę, zajął by się roślinami, a nie tłumaczył czemu kwiatek żółknie jeśli nie postawią go w miejscu gdzie jest dużo słońca. Zatopiony w rozważaniach nie zobaczył starszej pani, która zamachała do niego i poprosiła by otworzył drzwi. W tym momencie cały plan Isarra wziął w łeb, chociaż mógłby po prostu skryć się w głębi sklepu, ale zdecydował, że ewentualnie może przepracować ten dzień. Naga syknął pod nosem przewracając tabliczkę i przekręcił klucz, wpuszczając klientkę do sklepu.
Botanik, który właśnie przebywał w pokoju z magicznymi roślinami, pstryknął ze wściekłością przerośniętą rosiczkę, która próbowała owinąć się wokół jego przedramienia.
– Zachowuj się, – burknął, zirytowany co zresztą było dobrze słyszalne w jego głosie, a roślina jakby obrażona wycofała się i dla odmiany zainteresowała się wetą olbrzymią, gigantycznym szarańczakiem, którą dał jej Nerikare. Właściciel sklepu nakarmił jeszcze kilka innym drapieżnych roślin i podlał te, które nie próbowały go zjeść na porządku dziennym. Na półkach kilka mniejszych muchołówek szarpało się o muchy, a te większe spokojnie trawiły kawały mięsa, tak samo jak dzbaneczniki. Uporawszy się z tą robotą przemieścił się do kolejnego pokoju, by zadbać o te mniej problematyczne rośliny, założył rękawice i postawił doniczkę, którą przygotował wcześniej, na podłodze koło siebie. Złapał za kolczasty pień silnie trującego krzaku i razem z ziemią przeniósł go do większej doniczki, ogon zawinął dookoła worka z ziemią i dosypał jej więcej, wolną ręką dbając by nic nie wysypało się na ziemię. Odłożywszy wszystko na miejsce i obsłużeniu kolejnych kilku klientów Isarr wziął się za pakowanie paczek, które miał dzisiaj wysłać i formalne notowanie wszystkiego.
Naga czekał z niecierpliwością na firmę dostawczą, nigdy nie korzystał z oficjalnej poczty po tym jak jego drzewo przyszło z połamanymi gałęziami, koniec jego ogona uderzając raz po raz o podłogę, a koło niego piętrzyło się kilka paczek z zapakowanymi roślinami czy też innymi niezbędnikami, takimi jak gleba czy odpowiednie nawozy oraz ręcznie spisywane przez Nerikare instrukcje jak danymi roślinami się zajmować, gdyż głupota ludzka nie zna granic i nawet jeśli powtórzy klientowi dziesięć razy, że roślina powinna stać w wilgotnym i ciepłym miejscu i być obficie podlewana co najmniej 4 razy w tygodniu, to on i tak zdoła ją ususzyć lub przelać albo postawić w kompletnym cieniu, a potem przychodzą do niego z problemami, że roślina im umarła. Gdy wreszcie dostawcy się pojawili, a Isarr wytłumaczył jak stawiać poszczególne paczki, naga mógł się schować z powrotem do sklepu.
Minuty wlekły się leniwie, a właściciel przemieszczał się po sklepie dbając o kwiaty, które nie miały magicznych zdolności i na całe szczęście nie mogły ani nie próbowały go ugryźć, jak wcześniej magiczna odmiana muchołapki, która pomimo swoich małych rozmiarów miała wielkie ambicje i zaatakowała dłoń Isarra. Botanik skrzywił się, gdy irytujący dźwięk dzwonka dźgnął go po uszach, oznajmiając przybycie klienta, ale chcąc nie chcąc ruszył się z miejsca, a małe dzwoneczki na jego ubraniu wydały z siebie delikatny i cichy metaliczny odgłos. Naga zwinął swój ogon w ciasny splot i zastygł za ladą, czekając na klienta, który zbliżał się wraz z miarowym odgłosem kroków na kamiennej podłodze. Isarr spojrzał w kierunku wejścia, by zobaczyć kto śmiał się pofatygować do niego ledwie przed planowanym zamknięciem, Isarr właśnie w tym momencie zdecydował, że już jej nie lubi. Zmrużył złote oczy i podniósł do ust zielony kubek z parującą herbatą, którą zrobił sobie wcześniej.
Osobą, która zdecydowała się zakłócić jego jakże sielankowy czas przed zamknięciem okazał się być czarnowłosy chłopak, przypominający budową leszczynową witkę - wysoki i chudy. Mowa jego ciała zdradzała niepewność i na pewno nie przypomniał kogoś kto ma nadmiar pewności siebie, miał zgarbione plecy i trochę szorował ciężkimi, czarnymi glanami po podłodze sklepu. Nastolatek nawet nie zdążył się przywitać, a Isarr uciął jego wysiłki ostrym i zimnym:
– Czego chcesz? – na dobrą sprawę tym razem jego irytacja miała uzasadnienie, gdyż do zamknięcia zostało jakieś pół godziny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz