Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Turysta chciał polać spaghetti ketchupem. Zwołano komisję
Spokojne popołudnie w Luminarii przerodziło się w głośne wydarzenie, gdy przyjezdny turysta ze Zjednoczonych Ziem Północnej Vespy poprosił kelnera o butelkę ketchupu, którym zamierzał polać zamówione spaghetti. Miejscowy restaurator, człowiek z natury łagodny, zareagował oburzeniem graniczącym z rozpaczą, powołując się na świętość przepisu i pamięć przodków. Turysta nie rozumiał problemu. W ciągu godziny nad sprawą pochylił się zaimprowizowany komitet miejscowych kucharzy, który po naradzie trwającej całą sjestę orzekł, że przepis jest nienaruszalny, lecz gościa „można ułaskawić z uwagi na niewiedzę”. Vespanin, szczerze zdumiony całym zamieszaniem, stwierdził tylko, że „u nas leje się to na wszystko”. Tej uwagi już nie skomentowano.

Nagłówek

14 lutego 2024

Od George'a do Song Ana

George starał się myśleć o Song Anie logicznie. Skoro widzi go przed sobą, a jest on człowiekiem (a przynajmniej tak mówi), musi mieć rodziców. Dlaczego więc jego nowy znajomy postanowił mówić o nich w najdziwniejszy możliwy sposób? Tak, jakby sam chciał, żeby George mu nie wierzył. Chłopak mimo wszystko zmuszony był do zaakceptowania wszystkiego, co docierało do jego uszu, chociaż z każdym słowem potęgowały się jego podejrzenia o tym, że Song An nie należy do rasy, za jaką się podaje, a do tego na pewno nie ma piętnastu lat.
— Jasne, sprawdzę gdzie jest najbliższy Kopland — George wstał i wyciągnął telefon z kieszeni. Był stary i przeżył wiele, na co wskazywała mocno potłuczona szybka urządzenia. Uległa uszkodzeniu przy jednej z nieudanych prób samobójczych chłopaka, który zastanawiał się wtedy, jakim cudem smartfon w ogóle dalej funkcjonuje. Zaskoczyło go to o wiele bardziej niż to, że sam przeżył. 
Z Song Anem uważnie obserwującym jego ruchy, szesnastolatek wykorzystał magię Internetu do znalezienia sklepu, w którym dwójka będzie mogła znaleźć wszystko, co potrzebne jest uczniowi. W końcu ponownie przemierzali ulice Stellaire.
— Skoro masz piętnaście lat, to zakładam, że jakąś edukację masz, co nie? — zapytał George, próbując odczytać mapę, w czym przeszkadzała mu pajęczynka na ekranie telefonu.
— Tak! Piętnaście lat to w końcu bardzo dużo czasu na edukację... dlatego właśnie ją posiadam — powiedział Song An. Młodzieniec balansował na krawędzi krawężnika, ale wydawało się, że nie sprawiało mu to żadnego trudu. 
— Czyli jak to było? Rodzice cię uczyli w domu? — była to jedyna powszechna, alternatywna metoda nauczania, jaką znał chłopak. Zawsze miał trochę nadzieję, że jego matka uwolniłaby go w ten sposób od szkoły, chociaż dobrze wiedział, że jego edukacja by na tym ucierpiała. Nie, żeby się to dla niego specjalnie liczyło: nie zamierzał dożyć na tyle długo, by musieć myśleć o studiach.
— Miałem znakomitego prywatnego nauczyciela — wyjaśnił blondyn — nauczył mnie wszystkiego, co umiem!
— Prywatnego nauczyciela? To się wydaje takie... staromodne — skomentował George — twoja rodzina musi być ciekawa — wyrazem, które dla szesnastolatka kryło się za słowem "ciekawa", było "bogata". O prywatnych nauczycielach czytał w książkach opisujących stare lata, w których na edukację stać było tylko najzamożniejszych.
W końcu dwójka dotarła do Koplandu. Przed nimi znalazły się niekończące się półki, wypełnione przeróżnymi produktami różnorodnych kategorii. Na szczęście supermarket miał taki sam rozkład jak każdy inny, a więc bez problemu udało się im odnaleźć dział, którego potrzebowali.
— Niesamowite! Patrz, George, ten długopis może pisać na sześć różnych kolorów! To jak magia — Song An ładował koszyk zeszytami ze zwierzaczkami, kolorowymi długopisami i zestawami kredek.
— Wow, spokojnie! Nie potrzebujesz tego aż tyle. Poza tym nie polecam tych kredek — powiedział George, wyjmując jeden z zestawów z koszyka. — Miałem je jako dzieciak, ledwo cokolwiek zostawiają na kartce — chłopak odstawił na regał produkt. 
— Ale George, zauważ, że jest tu aż dwadzieścia kolorów!
— Uwierz, że nie będziesz ich potrzebował. Ja w sumie mam trzy zeszyty i długopis, który znalazłem na schodach w szkole — George uśmiechnął się lekko. Prawda jest taka, że nigdy nie jest w stanie zatrzymać pisadeł na długo: zawsze tajemniczo znikają. Chłopak dawno poddał się w kupowaniu nowych.
— Poza tym, jaki masz budżet? — zapytał, po czym zauważył, że na twarzy Song Ana pojawił się zawód.
—  Nieduży — blondyn westchnął. Po przeszukaniu kieszeń, toreb i wszystkiego innego, dwójka przeliczyła budżet. Udało im się wyskrobać wystarczająco pieniędzy na wszystkie najpotrzebniejsze przedmioty, a co najważniejsze: starczyło im środków na długopis piszący sześcioma kolorami. W końcu udało im się opuścić wnętrze hipermarketu. 
— Dobra, teraz musisz jakoś wydobyć od rodziców ten list, a ja dostać się do domu... — George wydobył znowu swój wierny telefon, by sprawdzić, jak może odnaleźć odpowiednią drogę. Niestety, tym razem urządzenie odmówiło współpracy.
— Znowu bateria padła... zazdroszczę tym, co mają jakieś moce związane z elektrycznością — chłopak westchnął, kierując wzrok w stronę towarzysza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz