Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Niebezpieczni przestępcy uciekli z więzienia na miotłach przemyconych w torcie
Novendyjska policja poszukuje trójki groźnych przestępców, którzy w miniony weekend zbiegli z zakładu karnego pod Stellaire w sposób tyleż zuchwały, co – zdaniem śledczych – „uwłaczający regulaminowi zakładu”. Miotły, na których dokonano ucieczki, przemycono do celi wewnątrz olbrzymiego tortu urodzinowego, dostarczonego przez pracownika usługi Lisek, dowożącej zakupy online. Co gorsza, jak ustalono, były to modele wyścigowe – szybkie, zwrotne i doskonale znane z nielegalnych wyścigów. „Od dawna mówiłem, że ta subkultura skończy się w więzieniu,” komentuje zmęczony rzecznik policji. „Nie sądziłem, że dosłownie z niego wystartuje. Jedyne dobre to to, że tort był wyśmienity.”

Nagłówek

24 listopada 2024

Od Naberiusa - Klucz

Swędziało go prawe skrzydło. To duże, z największej pary, zdobiącej mu plecy niczym królewski płaszcz, choć jeszcze nie do końca uszyty, z trochę prującymi się brzegami, niepodszyty. Pióra wyrastały mu trochę tak, jak młodzikom wyrasta pierwszy zarost - w nierównych kępkach dziwnie zbliżonych do trawy na sawannie w swojej dopiero budzącej się gęstości. Nie potrafił jeszcze latać, bał się nawet zeskoczyć z kanapy, obawiając tego dziwnego momentu nieważkości, w którym żołądek podchodził mu do gardła, zupełnie jakby spadał z klifu, a nie kilkudziesięciocentymetrowego mebla.
Innych rzeczy również się obawiał. Innych osób.
Wciąż rósł, a przynajmniej tak twierdziła matka; znajomość własnego ciała przyjdzie z czasem, a przynajmniej tak mówił ojciec. Naberius słuchał, choć przeważnie jednym uchem, rozproszony drażniącym świerzbieniem w tym jednym jedynym miejscu, którego nigdy nie mógł dosięgnąć, niezależnie od tego, jak bardzo nie wyginałby pleców, rąk, skrzydła samego w sobie.
Czasami swędziało bardziej. Czasami mniej. Teraz - gdy siedział przy stole w jadalni, przykładając wszelkich starań by mimo wszystko skupić się na pracy domowej zostawionej mu przez prywatnego nauczyciela od nauczania domowego - był jeden z tych pierwszych momentów. Zaczęło się od zwykłego dyskomfortu w dokładnie tym samym miejscu, wokół tego samego pióra, które rosło dokładnie tak, jak wyrzynają się ósemki - długo, boleśnie i odrobinę krzywo. Zamachał skrzydłem w nadziei, że być może uczucie powietrza muskającego delikatną skórę przyniesie mu odrobinę ukojenia; gdy to nie pomogło, rozprostował je tak daleko, jak mógł, i wyciągnął rękę w tył, starając się dosięgnąć uporczywości, przynieść sobie odrobinę ulgi.
I rzeczywiście, palce zacisnęły się na nie do końca rozwiniętym jeszcze piórze, i paru innych, z którymi dzieliło ono kępkę. Naberius zamrugał, zaskoczony, i wyprostował się. Chwilę zajęło zanim dotarło do niego, że wcale nie były to jego palce.
Spojrzał w górę, prosto w twarz swojego jedynego naturalnego drapieżnika. Oczy jego siostry były twarde niczym powierzchnia lodowca i równie zimne.
Drgnął, gdy zacisnęła palce mocniej. Szarpnął się odruchowo, gdy pociągnęła, wolno, wolniutko, dokładnie na tyle, by na pewno poczuł, nie chcąc, by wyrwane pióra zbyt szybko znalazły się w jej dłoni, bezpańskie, pozbawione kotwicy, pozbawione znaczenia i wartości. Nie trzymała go w żadnym innym miejscu, a mimo to przerażenie ścisnęło go niczym fantomowa dłoń, nie pozwalając się ruszyć, choć instynkt krzyczał: uciekaj. Był ten pierwszy instynkt, bardzo dziecięcy w swojej podstawowości, każący przede wszystkim unikać bólu. Jego właściciel nie zdążył jeszcze nauczyć się, że czasem ból jest konieczny do przeżycia. Że bywają chwile, gdy musi wybrać; chwile, w których ból i przeżycie stają się synonimami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz