Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Niebezpieczni przestępcy uciekli z więzienia na miotłach przemyconych w torcie
Novendyjska policja poszukuje trójki groźnych przestępców, którzy w miniony weekend zbiegli z zakładu karnego pod Stellaire w sposób tyleż zuchwały, co – zdaniem śledczych – „uwłaczający regulaminowi zakładu”. Miotły, na których dokonano ucieczki, przemycono do celi wewnątrz olbrzymiego tortu urodzinowego, dostarczonego przez pracownika usługi Lisek, dowożącej zakupy online. Co gorsza, jak ustalono, były to modele wyścigowe – szybkie, zwrotne i doskonale znane z nielegalnych wyścigów. „Od dawna mówiłem, że ta subkultura skończy się w więzieniu,” komentuje zmęczony rzecznik policji. „Nie sądziłem, że dosłownie z niego wystartuje. Jedyne dobre to to, że tort był wyśmienity.”

Nagłówek

19 listopada 2024

Od Nikandros – Prawo

TW: straight up bullying
Nikandros zacisnął palce na kijku. Cała gra od samego początku była nie fair, bo Damokles miał dłuższy i grubszy patyk, a Nice wybrał wątły i krótki. Ale Nikandros powoli zaczął rozumieć, że mało rzeczy i sytuacji biorących go pod uwagę było fair.
– Nie możemy pobawić się w coś innego? – pociągnął nosem Nika, ale widząc pozycję brata, również wyciągnął kijek przed siebie i ugiął kolana.
– Nie możemy zrobić wyścigu kamyków ani porzucać się śnieżkami, bo bez magii jesteś za wolny – Damokles wzruszył ramionami. Cofnął stopę tak, że obie były w jednej linii. Śnieg skrzypiał pod jego kozakami. Damokles podniósł głowę wysoko i kiwnął kijkiem, kierując go wpierw w niebo, by tylko uderzył w śmieszny puch – Poza tym ile narzekałeś, że chcesz się nauczyć szermierki?
Nikandros przełknął ślinę. Brat miał rację - większość zabaw rodzeństwa skupiała się wokół magicznych sztuczek, przez co Nika najczęściej zostawał po prostu widownią, obserwującą po cichu co ważniejsze zawody, które najczęściej kończyły się kłótnią – Nikandros rzadko kiedy dostawał odgórne pozwolenie na zabawę z nim. Poza tym faktycznie narzekał, że jego jedynego rodzice jeszcze nie zapisali na fechtunek. Damokles wyświadczał mu przysługę, że w ogóle zaproponował wspólną zabawę. Nikandros zacisnął zęby i skopiował przywitanie, choć jego kijek nie wzniecił śniegu w powietrze, jedynie pacnął zaspę.
Może Nikandros nie mógł jeszcze chodzić na zajęcia z szermierki, ale z zapaleń obserwował rodzeństwo, kiedy tylko mógł. Czasem zabierał się z szoferem na odebranie ich z pobliskiej hali sportowej, błagał o wyjazd na każde, nawet najmniej ważne zawody. Przed lustrem kopiował wypady i wymachy. Był gotowy.
Damokles ruszył szerokim krokiem, szarżując jak byk na czerwień. Sparował kijek Niki, zablokował niezdarne, dziecięce ataki, aż wreszcie wątły patyk wypadł z pulchnych rąk, a Nikandros podał w śnieg z niemym krzykiem.
– Wygrywam – Damokles wyszczerzył się dziurawym uśmiechem, opierając dziób swojego kijka na szyi Niki. Rozwiązał supeł szalika, rzucił go w zaspę i wrócił do celowania w młodsze rodzeństwo, jak żołnierz do wroga. Machnął drągiem niebezpiecznie blisko oka, przez co Nikandros zmrużył powieki, zwinął się w kulkę, ignorując śnieg wpadający za kołnierz.
– Rozumiem, rozumiem! Przegrałem.
Damokles nadal nie przestawał górować nad Nikandros, chociaż odsunął kijek od dziecięcej twarzy.
– Musisz nauczyć się przegrywać – mruknął pod nosem, beznamiętnie oglądając swoje paznokcie – Niektórzy stworzeni są do wygrywania, a inni do przegrywania.
Nikandros pociągnął nosem, przetarł twarz ręką. Jego rękawiczki były mokre od lepkiego śniegu. Chciał wstać i wrócić do domu, ale wiedział, że Damokles go nie puści.
– I ja jestem… do przegrywania?
Starszy brat kiwnął głową.
– Taka jest rola rzeczy. Tak działa świat. Prawa wszechświata. W końcu z kimś muszą tacy jak ja wygrywać?
– Ale jeżeli ty jesteś stworzony do wygrywania – Nikandros podciągnął się na łokciach, ale nadal nie podniósł się z zaspy. Gdyby to zrobił, Damokles pewnie przycisnąłby go znów do śniegu – a jesteśmy rodzeństwem, to czy ja też nie mogę kiedyś wygrać?
Damokles parsknął śmiechem, na tyle go to pytanie rozśmieszyło, że prawie stracił równowagę. Nikandros wykorzystał sytuację i wstał na równe nogi.
– Spójrz na siebie. Krzywe nogi, zez, jakiś albinizm… w dodatku nie masz żadnych zdolności magicznych. W twoim wieku Berenika dawno lewitowała śnieżkami, którymi w nas rzucała. A ty?
Damokles zlustrował Nikę od stóp do głów, jakby widział wszystkie jego warstwy. Strach przed byciem tym najgorszym Lohengrinem, panika z braku magii, lęk przed zgryźliwymi komentarzami brata. Nikandros trząsł się jak osika, ale nawet i bez tego można było się domyślić, że dzieciak w całości składa się ze zlepionych z siebie różnojakich obaw.
Damokles ewidentnie chciał powiedzieć coś jeszcze, może skomentować łzy, które piekły policzki Niki, ale z dworu odezwał się krzyk akcentowany metalowym dzwoneczkiem. Obiad. Starszy brat przymrużył oczy, skrzywił twarz w niezadowolonym grymasie.
– Rola rzeczy. Zapamiętaj to sobie.
Rzucił kijek w zaspę, która zassała go w warstwy puchu tak, że całkowicie zniknął z widoku. I tyle było z braterskiej zabawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz