Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Niebezpieczni przestępcy uciekli z więzienia na miotłach przemyconych w torcie
Novendyjska policja poszukuje trójki groźnych przestępców, którzy w miniony weekend zbiegli z zakładu karnego pod Stellaire w sposób tyleż zuchwały, co – zdaniem śledczych – „uwłaczający regulaminowi zakładu”. Miotły, na których dokonano ucieczki, przemycono do celi wewnątrz olbrzymiego tortu urodzinowego, dostarczonego przez pracownika usługi Lisek, dowożącej zakupy online. Co gorsza, jak ustalono, były to modele wyścigowe – szybkie, zwrotne i doskonale znane z nielegalnych wyścigów. „Od dawna mówiłem, że ta subkultura skończy się w więzieniu,” komentuje zmęczony rzecznik policji. „Nie sądziłem, że dosłownie z niego wystartuje. Jedyne dobre to to, że tort był wyśmienity.”

Nagłówek

29 listopada 2024

Od Dantego – Ćwiczenie

Dzień treningu samodzielnego, a nie z Petrusem, oznaczał, że Dante mógł zachować wszystkie witalne organy wewnątrz, nie stworzyć nowego morza przez lejący się z niego pot i w dodatku wyjść z klubu na prostych, niedrżących nogach. Luksus taki, że nic tylko czekać, aż mu się w dupie poprzewraca, przynajmniej tak widział to jego trener i syren z niepokojem spoglądał na drugi koniec sali, gdzie instruował kogoś Petrus, obawiając się padnięcia zaraz komendy do robienia stu powtórzeń kombinacji na worku i niech syren spróbuje się nie posłuchać. Więc Dante, naturalnie chyba chłonący taktyczne myślenie Bashara przez przebywanie z nim, mądrze czmychnął na korytarz z recepcją, by wykorzystać zasłużoną przerwę.
Skinął znajomym bokserom opuszczającym klub, pociągnął jeszcze łyk wody z butelki, już gotowy wrócić na ostatnią sesję nawalania w worek, gdy ktoś przykuł jego uwagę, ledwo łapiąc się w syrenie polę widzenia. Kiedy on wszedł? Rudzielec stanął tuż obok, uważnym wzrokiem czytając świstki papieru i ulotki wiszące na korkowej tablicy. Nie widział go tutaj wcześniej, a skoro Dante znał całe miasto, jak to przyszło ludziom mówić, to tym bardziej znał wszystkich w swoim klubie bokserskim.
— Hej, w czymś mogę pomóc? — zagaił.
Spiczaste ucho drgnęło, nieznajomy odwróciło powoli głowę, uniósł ją. Trochę wyżej. Jeszcze kawałek. W końcu coś w szyi strzyknęło, rudzielec zadarł wysoko brodę, Dante swoją prawie oparł na piersi.
— Szukam… chyba trenera?
— A do czego ci ten trener? — parsknął syren. Gość nie wyglądał, jakby wiedział, jak się tutaj w ogóle znalazł.
— Do nauki nowego zaklęcia walki — odparł nieco pewniej.
— Cóż — syren wyprężył szeroką pierś, posłał zawadiacki półuśmiech mężczyźnie — niejeden raz moje umiejętności boksu zostały określone jako magiczne, więc coś tam się na tych zaklęciach znam. Byłeś może umówiony?
— Umówiony?
— Okej, to może inaczej — parsknął. — Chcesz dzisiaj lekcję zapoznającą? — Przytaknięcie. — Super. Zgaduję, że stroju nie masz? — Zaprzeczenie. — Dobra, zaraz coś ci wykombinuję.


To wcale nie było tak, że on szukał uczniów jako trener, tylko oni sami się znajdowali i potem jakoś to też samo wychodziło.
W klubowej koszulce i zapasowych spodenkach Dantego, przewiązanych sznurkiem w biodrach, żeby lepiej się trzymały, Elias wyglądał komicznie, elf jednak bez narzekania przyjął strój i dał się zaprowadzić na salę. Dante pokazał mu sprzęty, opowiedział trochę, dlaczego takie ciężary są dla bokserów dobre, czemu ta maszyna jest potrzebna do ćwiczeń, Elias zaś słuchał z obojętnym wyrazem twarzy, ale w oczach było widać, że rozumiał. Przeszli obok ringu, wieszaka koszmarów, czyli miejsca na skakanki, na koniec dotarli do sekcji z workami, a Dante czuł w środku ten szczególny rodzaj radości, który odezwał się również, gdy Zapałkę wprowadzał w tajniki ukochanego sportu.
— Teraz uderz w worek — odparł syren po przeprowadzeniu rozgrzewki, wątpliwie angażującej dla Eliasa, coś tam jednak udało się elfowi poruszać, wysłuchał też o podstawach boksu.
Wzrok przeniósł się z worka na syrena i z powrotem, bardzo wolno, jakby nieustannie Elias potrzebował dodatkowego czasu na przeprocesowanie poleceń.
— A dałoby się bez ruszania się? — zapytał, całkowicie poważnie.
Dłoń zaświerzbiła, by sięgnąć po skakankowy bicz, ale Dante wziął poprawkę, że była to pierwsza lekcja. Wzruszył ramionami.
— Dałoby się, ale wtedy ja ciebie po prostu rzucę w worek.
— Hm — mruknął rudzielec. — No dobrze.
Elias spróbował, pięść zabolała lekko, Dante przeszedł do tłumaczenia dlaczego, opowiadający o odpowiednim ułożeniu palców, twardym ramieniu i silnych kościach, które akurat z czasem powstawały w dłoni boksera. Raz za razem elf podchodził do uderzenia, trafiając nieco pewniej, stabilniej, lepiej rozumiejąc kryjącą się za ciosem technikę. A w syreniej piersi do radości dołączała satysfakcja płynąca z nauczania, wspólnie tworzące mieszankę, z którą Dante wciąż się oswajał i poznawał. Bo choć uczniów nie szukał, tak każdego zainteresowanego chętnie przyjmował pod swoją opiekę, dopiero po latach dochodząc do tego, co Scala musiał czuć, przekazując swoją wiedzę i umiejętności dalej.
Dante poprawił ustawienie nóg Eliasa i uśmiechnął się przelotnie, mając wrażenie, że dawny trener byłby znów z niego dumny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz