Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Niebezpieczni przestępcy uciekli z więzienia na miotłach przemyconych w torcie
Novendyjska policja poszukuje trójki groźnych przestępców, którzy w miniony weekend zbiegli z zakładu karnego pod Stellaire w sposób tyleż zuchwały, co – zdaniem śledczych – „uwłaczający regulaminowi zakładu”. Miotły, na których dokonano ucieczki, przemycono do celi wewnątrz olbrzymiego tortu urodzinowego, dostarczonego przez pracownika usługi Lisek, dowożącej zakupy online. Co gorsza, jak ustalono, były to modele wyścigowe – szybkie, zwrotne i doskonale znane z nielegalnych wyścigów. „Od dawna mówiłem, że ta subkultura skończy się w więzieniu,” komentuje zmęczony rzecznik policji. „Nie sądziłem, że dosłownie z niego wystartuje. Jedyne dobre to to, że tort był wyśmienity.”

Nagłówek

03 listopada 2024

Od Song Ana - Koń

— Song Ning musiał naprawdę lubić ryby!
— Cóż, wręcz przeciwnie — powiedział Yunru Lei z lekkim wzruszeniem ramion. — Prawdę mówiąc, nienawidził ich najbardziej na świecie.
— Dlaczego więc się tym zajmował? — zapytał Song An. Przechylił głowę w bok, wpatrując się w swojego mistrza.
— Taki był jego los — odparł głucho bóg burzy. — Nieważne, jak bardzo Song Ning próbował go zmienić, nie potrafił na niego wpłynąć.

Wpatrywałem się w mężczyznę w niemałym szoku. Ledwo uszedł z życiem, otarł się o śmierć w niezwykle nieprzyjemny sposób, a myślał wyłącznie o rybie, która uciekła mu z rąk. Nie miałem pojęcia więc, co w ogóle mógłbym mu odpowiedzieć. Prawdę mówiąc, chciałem się po prostu odwrócić się na pięcie i odejść. Rozmowa z tym mężczyzną nie przynosiła najmniejszych korzyści ani sensu.
Ale do dzisiaj nie wiem, dlaczego postanowiłem jednak zostać.
— Możesz mi pomóc z tą siecią? — usłyszałem niespodziewanie. Nigdy, w całym swoim życiu, nie usłyszałem podobnej prośby. A codziennie dostawałem naprawdę wiele błagań czy innych modlitw. Ta zaskoczyła mnie na tyle, że nim zdążyłem pomyśleć, już wyciągałem z rzeki siatkę.
— Wszystkie ryby uciekły — stwierdził z żalem mężczyzna. — Cholera, mój ojciec nie będzie zadowolony.
— Przykro mi z powodu twojej straty — powiedziałem bez większych emocji.
— No cóż, coś wymyślę — mruknął rybak, zarzucił sieć na ramię i ruszył w stronę traktu. — Dzięki za pomoc!
Kiwnąłem głową, poprawiłem zmięte ubrania i również skierowałem się w kierunku wydeptanej ścieżki, choć znacznie, znacznie wolniej. Nie miałem najmniejszej ochoty rozmawiać z mężczyzną. Na moje jednak nieszczęście, ten zaczekał na mnie przy pobliskim wozie. Pojazd ciągnął naprawdę stary koń. Był całkowicie siwy — ciężko stwierdzić, czy urodził się z taką maścią, czy nabrał takiej barwy przez upływ czasu.
Rybkach chyba zauważył, że przyglądam się jego „rumakowi”, więc pospiesznie zapewnił:
— Hua radzi sobie jeszcze całkiem dobrze. Nie ma ciężkiej pracy, a stąd do domu już blisko.
Mówiąc to, troskliwie poklepał konia po szyi. Znudzony zwierzak zastrzygł uszami.
— Nie widziałem cię tutaj nigdy — dodał po chwili rybak, mierząc mnie wzrokiem. — Mogę podrzucić cię do miasta. Wiesz, w ramach podziękowania. Wsiadaj!
— Nie chciałbym przeciążać twojego — mówiąc to, zerknąłem na zmęczonego życiem konia — ogiera.
Mój rozmówca zaśmiał się w odpowiedzi. Poprawił mokre włosy i rzucił sieć na wóz.
— W porządku,  w takim razie się przejdziemy.
Złapał konia za wodze i machnął ręką w moją stronę. Dołączyłem do niego.
— Skąd pochodzisz? — dopytywał. Mężczyzna miał lekki i sprężysty krok. Przeskakiwał z nogi na nogę, wpatrując się gdzieś daleko przed siebie. Miał piękne oczy o dziwnym, fioletowym odcieniu. Nigdy nie spotkałem nikogo, kto miałby choć trochę podobny kolor tęczówek.
— Mieszkam u podnóża góry bardzo, bardzo daleko stąd — odpowiedziałem dość wymijająco. Nie mogłem w końcu zdradzić prawdziwego miejsca zamieszkania.
— A co się do nas sprowadza?
— Nic szczególnego.
— Nie jesteś bardzo rozmowny, co? — prychnął mężczyzna. Nie wyglądał na złego, ale raczej rozbawionego. Widziałem, że uśmiechał się przez całą drogę.
— Nie mam pojęcia, o czym mówisz — odparłem, a uśmiech mimowolnie wpełzł na moje usta.
Nieznajomy zaśmiał się w odpowiedzi.
— Zdradzisz mi przynajmniej, jak się nazywasz?
Znano mnie szeroko pod licznymi tytułami, pseudonimami czy innymi nazwami. Mimo tego nie posiadałem imienia. Bóstwo burzy – tak się do mnie zwracano. Zdradzenie swojej prawdziwej tożsamości nie wchodziło jednak w grę. Postanowiłem wymyślić coś na szybko. Rozejrzałem się, zerknąłem na niebo, zakaszlałem.
— Yunru — zacząłem z lekkim zająknięciem. — Yunru Lei, właśnie tak, nazywają mnie Yunru Lei.
— W takim razie, miło mi cię poznać, Yunru Lei! — to mówiąc, mężczyzna ukłonił się w moim kierunku. — Jestem Song Ning.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz