18 listopada 2025

Od Hotaru – Nostalgia

Ciepło wiosennego słońca sprzyjało wygłupom i zabawie, a gdzie lepiej się wygłupiać i bawić, niż na wycieczce szkolnej. Hotaru co prawda dzieci nie miała, ani w szkole nie pracowała, ale nie potrafiła odmówić koleżance, mającej tego dnia opiekować się klasą, gdy wiosenne przeziębienie kompletnie ją rozłożyło. Tym to sposobem, Hotaru szła właśnie przez część Ogrodu Botanicznego poświęconą Senkawie, pilnując, by żadne z dzieci nie uciekło gdzieś między bambusy.
Na szczęście jednak uczniowie byli o wiele bardziej zainteresowani egzotycznymi roślinami, drewnianym mostkiem, stukającym shishi-odoshi oraz pływającymi w oczku wodnym karpiami koi („Patrz, to ty!”), by spróbować jakichkolwiek ucieczek. Towarzysząca im przewodniczka opowiadała o tym, jakie są zasady urządzania senkawańskiego ogrodu, druga opiekunka, chyba ich nauczycielka przyrody, ogarniała klasę surowym wzrokiem („Zostaw ten patyk!”), a dwie towarzyszące im mamy dzieliły uwagę między rozmowę i swoje telefony.
Przeszli kawałek dalej, ich oczom ukazała się drewniana konstrukcja.
— To Pawilon Tańca — wyjaśniła przewodniczka, podnosząc głos, ściągając na siebie uwagę klasy. — Senkawańskie ogrody są nie tylko miejscem, gdzie pielęgnuje się rośliny, lecz także miejscem spotkań oraz kultywowania tradycyjnej sztuki. W wielu szlacheckich posiadłościach w Senkawie w ogrodzie można spotkać tego typu pawilony…
Ale Hotaru nie słuchała już przewodniczki. Nostalgia wezbrała w sercu, trąciła tkwiące głęboko w nim, milczące struny, pozwoliła im wybrzmieć. Dłonie tancerki umknęły w stronę torebki, sięgnęły tej jednej, wiecznie zamkniętej kieszeni, Hikaru sam wsunął się pomiędzy palce. Jak po sznurku, niczym zahipnotyzowana, Hotaru ruszyła powolnym krokiem w stronę pawilonu. Coraz bliżej i bliżej, w końcu postawiła stopę na polerowanym drewnie.
Melodia wezbrała krystalicznym dźwiękiem fue, przeplatanym z szemraniem bębna, gdy słońce zniknęło za woalem ołowianych chmur, a z niebios spłynął deszcz. Ruchy Hotaru, początkowo delikatne, stopniowo stawały się coraz cięższe, gdy rozsnuwające się wokół jej sylwetki chmury nabrzmiewały smutkiem, żalem, pożegnaniem. Coraz silniejszy, deszcz lunął w końcu z pełną mocą, Hotaru zaś zawirowała, ciągnąc gestem dłoni zacinające krople. Rękawy zdawały się trzepotać wraz z gwałtownym wiatrem, niczym bezbronne liście na wierze, a ciało wyginało się w gwałtownych, poszarpanych ruchach. Strach, ucieczka, chaos nagłej decyzji. Hikaru, zasnuty swą iluzją, otwierał się i zamykał z suchym trzaskiem, błyskając oślepiająco wśród ciemności i zawieruchy. Pożegnanie – gwałtowne, bez słów, pełne bólu.
A potem nastała cisza po burzy. Ruchy Hotaru stały się znów płynne, były jednak puste, mechaniczne. Dłonie gładziły powietrze, ostatnie krople schły, a taniec zwolnił, zatrzymał się, gdy nadeszło opuszczenie i samotność.
— …będące zarówno sceną taneczną, jak i miejscem spotkań, przyjmowania dygnitarzy, a także spędzania wolnego czasu, jeśli taka była wola właścicieli — dokończyła przewodniczka, klasnęła w dłonie. — My jednak nie jesteśmy tu, by zajmować się Pawilonem Tańca i pójdziemy teraz dalej, do nowo wybudowanej oranżerii! Na pewno jesteście ciekawi, jak wyglądają olbrzymie muchołówki z dżungli na terenie Kwezalxolotl, prawda?
Dzieci ożywiły się, zaraz chciały iść do tej oranżerii, pani przewodniczka śmiała się, Hotaru zaś rzuciła ostatnie, nostalgiczne spojrzenie pustemu, cichemu Pawilonowi, nim odwróciła się, by podążyć za resztą grupy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz