Niemal całą noc zajęło zdjęcie wszystkich rzecz z najwyższych szczytów znajdujących się na terenie farmy. Wywołało to ogrom zamieszania. Do rana jednak niemal wszyscy odzyskali zaginione swoje przedmioty.
Nic dziwnego więcej nie miało miejsca. Na szczęście.
Nikolai nie poszedł spać. Tego dnia miał inne plany. Udało mu się w końcu zająć się sprawą wyjazdu do miasta. Porozmawiał z dostawcą jedzenia, który kilka razy w tygodniu wyjeżdżał, aby przywieźć zapasy spożywcze. Dokładnie też dzisiaj chciał uzupełnić wszystkie brakujące produkty.
Dostawca zgodził się zabrać Nikolaia ze sobą. Zastrzegł jednak, że nie będzie czekać na niego przez wieczność.
— Streszczaj się tylko — powiedział, otwierając drzwi do dostawczego auta.
Nikolai zajął miejsce z przodu. Rozejrzał się po kabinie. Była cała zabałaganiona. Wszędzie walały się śmieci, niedopalone papierosy, kupki po napoju. Wszystko wokół też leżało też przykryte ogromną warstwą kurzu. Nikolai miał ochotę kichać przez całą drogę. Musiał odwrócić głowę do okna i zakryć twarz, aby nie dusić się od śmierdzącego pyłu.
Jechali polnymi drogami. Otaczał ich naprzemiennie gęsty las albo zarośnięte trawą łąki. Zero jakichkolwiek zabudowań. Kompletna dzicz.
Nikolai nie potrafił oderwać wzroku od drzew. Myślał o swoim aktualnym położeniu. Znalazł się w naprawdę trudnej sytuacji. Z jednej strony, mógł po prostu spakować walizkę, wyjechać i nigdy nie wracać, a z drugiej nie chciał zostawić tej tajemnicy bez rozwiązania. Pragnął dowiedzieć się prawdy. Czuł, że to jego nowy cel. Nie miał już niczego do stracenia. Równie dobrze może zostać na tym przeklętym ranczu.
Mniej więcej w połowie drogi udało mu się nawiązać rozmowę z dostawcą. Jak się okazało, on także zdawał sobie sprawę ze wszystkich dziwactw, jakie mają miejsce na farmie.
— Czasem auto przestaje działać bez powodu — opowiadał mężczyzna, poprawiając dłonią wąsy. — Koła są odkręcone, hamulce szwankują. To bywa niebezpieczne.
— Dlaczego więc nie odszedłeś? — pytał Nikolai z ciekawości.
— Pewnie z tego samego powodu, co ty — prychnął. — Praca jak praca. Dostaję duże pieniądze, nie mam co narzekać.
— A nie chciałeś nigdy dowiedzieć się prawdy o tym miejscu?
— Po cholerę? To przecież nie jest mój problem.
Nikolai skrzywił się. Wszyscy wokół zachowywali się, jakby te dziwne zdarzenia były czymś naturalnym w tych stronach. Zostały one zaakceptowane i potraktowane, jako najzwyklejsza rzecz na świecie.
Dlaczego nikogo to nie obchodzi?
Minęła godzina nim las się przerzedził, a auto wjechało na asfaltową drogę. Wkrótce też zaczęły pojawiać się pierwsze budynki. Wjechali do miasta.
Nikolai zdążył się już odzwyczaić od widoku tak wielu budynków. Wychował się w mieście, ale obecność w tym miejscu przytłaczała go. To nie była farma na odludziu w całkiem zapomnianej części świata.
— Za trzy godziny widzę cię tutaj — poinstruował go dostawca, gdy Nikolai tylko wysiadł z auta. — Nie będę czekać, pamiętaj o tym.
Dostawczak odjechał, zostawiając młodego mężczyznę samego na parkingu.
Nikolai rozejrzał się. Wokół siebie nie zobaczył żadnej żywej duszy. Chociaż miasto w teorii było zamieszkałe, wyglądało, jakby było wymarłe. Nikt nie schodził po chodniku, żadne auta nie jechały drogą. Żadnego ruchu. Żadnej osoby. Nic.
Poczuł się naprawdę nieswojo. To miejsce w ogóle nie przypominało miasta, w którym Nikolai się wychował. Było w nim coś przerażającego. Coś, czego nie potrafił nawet nazwać. Jedynie czuł, że miejsce to skrywa niejedną tajemnicę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz