— Tu będzie wasz pokój.
Średniego wieku kobieta rozsunęła drzwi, ukazując niewielkie pomieszczenie. Bliźniaki zajrzały do środka, rozejrzały się pobieżnie. Usta Cheoryeona przemieniły się w wąską kreskę.
Król miał wrócić dopiero za dwa dni, ponieważ wyruszył na polowanie. Taki to miał fajnie – zażyczył sobie jakiegoś wyjazdu i nikt nie mógł mu w tym przeszkodzić. Ba, jeszcze mnóstwo osób było w to zaangażowane. Ktoś musiał przygotować konie, ktoś namioty do nocowania na miejscu, prowiant, bronie, ha, specjalna grupa osób jechała wcześniej zwierzęta zaganiać, co by Jego Wysokość przypadkiem za bardzo się nie spocił! Nic dziwnego, że nie dało się posłać jeźdźca, żeby powiadomił go o przybyciu jasnowidza. Nie było opcji, że król nagle rzuci wszystko dla jednego poddanego, nawet jeśli tu technicznie chodziło o całe jego królewskie życie!
Wracając jednak, król wyjechał, a inspektorowi nie chciało się odsyłać bliźniaków. Zresztą, jakby mieli wracać do domu, to dzień zajęłoby im dotarcie na miejsce, a potem znowu dzień jechaliby z powrotem do Hanyang. Początkowo padła opcja wrzucenia ich do zajazdu, ale wtedy Cheoryeon wyskoczył z bardzo zacną propozycją. Jeśli będą mogli pozostać na terenie Gyeongbokgung, spróbują się rozejrzeć, a nuż znajdą coś podejrzanego. W końcu króla nie było; jeżeli sprawca miał się znajdować tuż pod nosem, to byłby pewniejszy w swych ruchach. A wspaniałemu jeomjaengi nawet drobne intrygi nie umkną. Taki świetny był w swej pracy.
I przekonywaniu, bo inspektor ostatecznie poprosił kogoś ze służby, by zaprowadził ich do wolnego pokoju.
— Bardzo tu... — Cheoryeon zaciął się na sekundę — typowo.
Pomieszczenie nie różniło się niczym od ich tutejszego domu. Zwyczajne, białe ściany, jasne drewno w podłodze, niewielka szafa, pozbawiony detali parawan z boku i jeden prosty, wykonany tuszem obraz przedstawiający żurawie szybujące nad górskimi szczytami. Jak na teren Gyeongbokgung miejsce to nie prezentowało się ani trochę królewsko. Ale co tu się dziwić, oczywiście, że nie dadzą ich do lepszego pokoju.
— Słucham? — Starsza kobieta posłała mu pytające spojrzenie.
— To znaczy, wcale mi nie przeszkadza, gdzieżby!
Odchrząknął niezręcznie, a następnie wyprostował się i schował za plecami dłonie niczym przedstawiciel yangban
najwyższa kasta w społeczeństwie Joseon, szlachta, ważni urzędnicy, super duper uczeni itd.
.
Suyeon pokręciła głową, cicho wzdychając.
— Pokój jak najbardziej nam odpowiada — powiedziała z uprzejmym uśmiechem na ustach.
— To dobrze. Jakby doryeonim
(czyt. dorjonim) – kor. panicz
i agassi czegoś potrzebowali, to jestem do dyspozycji. Keureom
(czyt. kyrom) – dosłownie tłumaczy się to jako „w takim razie” i jeśli się pojawia na początku zdania, to tak jest, ale jeśli występuje samo, bez późniejszych słów, to jest to swego rodzaju forma pożegnania, używana przykładowo podczas kończenia rozmowy telefonicznej lub, bardziej w stylu tego opowiadania, gdy służka wykonała zadanie i zamierza udać się w swoją stronę. To trochę zwrot w stylu „w takim razie idę/kończę już”, ale wbrew pozorom nie jest nieuprzejmy.
.
Kobieta ukłoniła się na pożegnanie, po czym ruszyła w swoją stronę. Rodzeństwo odprowadziło ją wzrokiem w ciszy.
— Pamiętajcie, żeby nic nie zbroić — upomniał ich inspektor. — Nie tylko wy, ale ja również będę odpowiadał za wasze czyny.
— Oczywiście. — Oboje ukłonili się w tym samym czasie.
— Będę uważnie się rozglądał — dodał Cheoryeon, wciąż zgięty. — Dopilnuję, żeby królowi nawet korona z głowy nie spadła!
W tym momencie inspektor uniósł jedną brew aż pod manggeon. Dwójka wymieniła się spojrzeniami w nieco niezręcznej, acz na szczęście krótkiej ciszy.
— To znaczy, ten, czepek! — próbował się poprawić Złotoskrzydły.
Tamten nie odpowiadał, tylko zmrużył nieco oczy, dalej nie rozumiejąc. Cheoryeon odrobinę nerwowo przestąpił z nogi na nogę, pstryknął kilkukrotnie palcami, błądząc gdzieś dwukolorowymi oczami po korytarzu.
— Ten, no...! — Zarysował dłonią pewien pionowy kształt nad głową. — Z tymi...
— Ikseonggwan
(czyt. iksongłan) – korona, ale w zasadzie czapka, którą nosił król w Joseon. Z wyglądu niemal taka sama jak ta, którą nosili urzędnicy.
— szepnęła do niego Suyeon.
— Ikseonggwan! — zawołał. — Dopilnuję, żeby Jego Wysokości ikseonggwan z głowy nie spadł!
Słysząc ostatnie słowa, mężczyzna cicho westchnął. Pokręcił głową, krótko potem oznajmił, że będzie już szedł i w razie czego mają pytać o Kim Hwanseonga. Ruszył w swoją stronę, zostawiając rodzeństwo Moon samo.
Cheoryeon odprowadzał go wzrokiem; gdy mu zniknął z oczu, odetchnął z wyraźną ulgą, kiedy nagle oberwał prosto w tył głowy. Zgarbił się, na pole widzenia naszło mu częściowo rondo gatu.
— AŁA! — jęknął. — No, nie moja wina, że nazwa jego czapy jest taka trudna!
— Wiesz — zaczęła spokojnie Suyeon ze skrzyżowanymi rękami na piersi — świat by nie eksplodował, gdybyś czasem połknął parę słów.
— Dobra, bez przesady! — Poprawił gat. — Nie spalę nic! To będzie jedzenie tteok
(czyt. tok) – rodzaj ciasta ryżowego, z niego m.in robi się popularne tteokbokki (jeśli ktoś kojarzy). Również notka: użyte tutaj stwierdzenie „jedzenie tteok na leżąco” to koreański odpowiednik bułki z masłem
na leżąco! Zobaczysz!
Stanął wyprostowany z rękami na biodrach, uśmiechnął się dumnie. Siostra zmierzyła go wzrokiem z góry na dół, po krótkim namyśle cicho westchnęła. Wybrali ścieżkę kariery, która wcześniej czy później musiała przyciągnąć większą uwagę, to było do przewidzenia z ich umiejętnościami w tym polu, ale miała szczerą nadzieję, że misja z królem nie skończy się na największej możliwej wtopie. Nie musieli tu długo siedzieć, to prawda, aczkolwiek też niepotrzebne im było przylepienie sobie metki największych zdrajców w całym Joseonie.
— Jak będziesz dzisiaj w nocy łaził, to nie narób bałaganu — rzuciła ostatecznie.
Nie dodając nic więcej, weszła do pokoju.
— Nie bój żaby, do niczego nie dojdzie! — zapewnił ją brat.
Był wielkim jeomjaengi, do tego Złotoskrzydłym Wszechwiedzy – Joseon powinien mu dziękować, że stał po dobrej stronie. Z takimi umiejętnościami to tak będzie przemykał po terenie Gyeongbokgung, że nawet potencjalny zabójca króla go nie wyłapie! O tak, spisze się idealnie i zostanie sowicie wynagrodzony! A może nawet otrzyma posadę u boku króla? Ach, nie no, już nie tak prędko, po kolei, haha!
W każdym razie pójdzie mu znakomicie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz