Czarny kłębek sierści o dziwo nie zjadał roślin, pomimo tego, że nie wydawał się być najmądrzejszym kotem pod słońcem, co ostatecznie przeważyło o jego decyzji zostania w domu Nerikare.
Zostały zakupione wszelkie niezbędniki, a raczej Minu zdobył wszystko, po tym jak Isarr wręczył mu kartę i polecił zasuwać do sklepu. Ku rozpaczy starszego nagi, kotek, jeszcze bezimienny, lubił spać na ladzie, przez co jedno z posłań wylądowało właśnie tam, botanik coś ględził o kłakach i sierści w jego herbacie, ale ostatecznie nie wywalił kociego miejsca do opalania się w słońcu. Kolejną rzeczą, która nie odpowiadała Isarrowi, choć za to już winił resztę istot przychodzących do jego sklepu, był fakt, że ludzie absolutnie nie byli się w stanie powstrzymać od pytania albo prób pogłaskania kota. A skoro naga był… niezbyt skory do interakcji poza ściśle potrzebnymi rozmowami o swoich roślinach podczas sprzedawania czegoś… taka sytuacja była mniej niż idealna, dużo mniej.
— Czy koty noszą obroże? — zapytał Minu, pół słuchając swojego kuzyna, a bardziej skupiony na kocie, który chwytał łapkami jego pokryte pomarańczowymi łuskami palce.
— Może, nie wiem, czy ty przypadkiem nie miałeś o tym wszystkim poczytać? Co? — odburknął Isarr.
— Ale Googol nie był jednoznaczny w tym temacie, jedni mówią, że to okay, żeby kotek miał obrożę, inni, że to niebezpieczne i w ogóle koszmarna rzecz do zrobienia — westchnął ciężko. — Ale skoro ten tu nie będzie wychodzący to raczej nie ma problemu, nie? I podobno są takie, które same się odpinają gdy coś je szarpnie, jak się zaczepią. Może taką kupić?
— Możesz, na pewno lepiej niż bez obroży, brzmi to… nawet sensownie, przynajmniej się nie udusi przypadkiem. — Isarr milczał przez chwilę i wsypał do otwartej paczki koleją miarkę ziół. — Wybrałeś już imię dla niego? Tak, to kocur. Wziąłem go też do weterynarza jak poszedłeś do sklepu. Z zewnątrz wszystko w porządku, pobrali krew i polecili, żebym kupił do odrobaczenia coś, na wszelki wypadek. Co do krwi, dadzą mi znać, jak skończą testy.
— To dobrze… super, że nic mu nie jest! — Minu widocznie się ucieszył, a ulga była oczywista w tym jak się uśmiechnął. — Co do imienia… Może Behemot? Była taka jedna książka w szkole, bardzo mi się podobała i tam właśnie był kotek o takim imieniu.
— W takim razie Behemot.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz