15 listopada 2025

Od Merlina – Zemsta

Merlin Spellman, chudy jak patyk i ten jeden raz zrelaksowany, leżał w swoim pokoju, w stanie błogiej, acz tymczasowej nieświadomości. Na kolanach trzymał laptopa, na ekranie migotały senkawańskie animacje, oferując ucieczkę od chaotycznej rzeczywistości, dzielonej z dziewięcioma siostrami. To był jego arkadyjski spokój.
Spokój, jak zwykle, trwał krótko.
Drzwi otworzyły się z hukiem, który wstrząsnął framugą. Nie wyleciały z zawiasów – tym razem – ale impet wystarczył, by przerwać seans. W progu stała Erato, jego czternastoletnia siostra, z twarzą czerwoną z wściekłości, oczami błyszczącymi łzami, jakby właśnie odkryła, że jej ulubiona książka dostała na siłę dobre zakończenie.
— Narada rodzinna. Teraz. Salon — warknęła, a jej głos był niski i drżący. Zniknęła w korytarzu, zanim Merlin zdążył przetworzyć informację.
Merlin zamrugał, spoglądając to na Falkora, to na Salema. Smok spał smacznie, kompletnie niewzruszony nagłym chaosem, z nosem wsuniętym pod skrzydło i łapami zwiniętymi pod sobą. Salem przerwał leniwe wyglądanie przez okno, spojrzał na Merlina, ogon lekko machnął.
— Za długo było spokojnie.
— Co się stało? — zapytał Merlin, choć wiedział, że to pytanie retoryczne. W tym domu zawsze coś się działo.
— Nie mam pojęcia, choć znając Erato, pewnie chodzi o problemy sercowe — mruknął Salem, wracając do swego zajęcia. — Ale sugerowałbym zejść na dół, zanim sytuacja osiągnie punkt krytyczny.
Merlin westchnął. Odłożył laptopa. Nigdy nie pomagał w żaden sensowny sposób, ale i tak zawsze musiał interweniować, bo tak. Chłopak wywrócił oczami i ruszył na dół.
Salon był już pełen. Pięć z jego sióstr — Melpomene, Talia, Euterpe, Polihymnia i Terpsychora — zajęło kanapy. Urania, najstarsza i najbardziej rozsądna, stała przy drzwiach, z ramionami skrzyżowanymi na piersi, w postawie, którą mogła powstrzymać czołg. Klio właśnie wchodziła, trzymając notes i długopis, gotowa do dokumentowania rodzinnej historii. Kaliope zaś kręciła się w tę i z powrotem, kończąc rozmowę telefoniczną, prawdopodobnie odwołując jakieś spotkanie samorządu.
Erato stała pośrodku, trzęsąc się. Przypominała niestabilny kryształ many, gotowy eksplodować.
— Co się dzieje? — zapytała Urania, ostrożnie, jakby próbowała obniżyć ciśnienie w pomieszczeniu.
— Geert — wypluła Erato. — Ten niemyty palant.
— Co zrobił? — Talia, rodzinny śmieszek, usiadła na oparciu kanapy, natychmiast zainteresowana. Dla niej ten dramat był formą rozrywki. Brakowało jej tylko michy z popcornem.
Erato zacisnęła pięści.
— Zaprosił mnie na ciastka do kawiarni. W szkole. Przed wszystkimi. Powiedział, że dobrze by było się poznać lepiej. Powiedziałam mu, że nie, bo... bo jest dupkiem. — Siostry zgodnie pokiwały głowami. — Każdy o tym wie! Mówi okropne rzeczy o innych!
— I co potem? Jak zareagował? — podjęła Melpomene, a w której oczach pojawił się złowrogi błysk, typowy dla kogoś, kto właśnie opracował plan zemsty w trzech aktach. Geert powinien po czymś takim schować się do mysiej nory, ale po stanie Erato widać było, że to raczej ona chciała zapaść się pod ziemię.
— Zaśmiał się. Głośno. I powiedział, przy wszystkich, że „wiedziałem, że nie masz mózgu ani gustu, ale żeby odrzucać jedyną szansę, jaka może ci się trafić, to trzeba być Spellmanem”. — Głos Erato się załamał. — Wszyscy się śmiali!
— Wszyscy? Co, oni sami nie mają mózgu i gustu?
— To byli jego koledzy – zebrał ich, żeby robili mu publikę!
— Dziad kalwaryjski.
Zapadła groźna, ołowiana cisza, naelektryzowana niczym burzowe chmury. Merlin poczuł, jak jego plecy prostują się nieznacznie. Geert nie wiedział, co go czeka.
— Zabijemy go — stwierdziła Melpomene, tonem spokojnym, jakby omawiała pogodę następnego dnia.
— Metaforycznie — dodała szybko Urania, rzucając siostrze ostrzegawcze spojrzenie.
— Oczywiście, że metaforycznie — zgodziła się Melpomene, choć jej intencja była jasna.
— Musimy coś zrobić! — Terpsychora podskoczyła. — To nie może mu ujść na sucho!
— Zgadzam się — Kaliope odłożyła telefon do kieszeni. — Nikt nie traktuje tak naszej siostry.
— Możemy zrobić mu psikusa — zaproponowała Talia, z błyskiem w oku. — Coś publicznego, żeby wszyscy wiedzieli, że jest idiotą.
— Albo mogłabyś po prostu podejść do niego i powiedzieć mu, co o nim myślisz i że cię bardzo zranił — zasugerowała cicho Polihymnia.
— To zbyt łagodne — wtrąciła Melpomene. — Musimy się zemścić. A on ma cierpieć. Metaforycznie — dodała, widząc minę Uranii.
Merlin stał przy ścianie. To nie była jego bitwa. Erato miała armię sióstr. Nie potrzebowała jego...
— Merlin — Erato odwróciła się do niego nagle. — Ty nic nie mówisz. Co myślisz?
Wszystkie oczy zwróciły się w jego stronę.
— Co, ja?
— Tak, ty! Jak burza mózgów to burza mózgów, użyj swojego!
Merlin poczuł znajome uczucie dyskomfortu. Zbyt wiele uwagi skupionej tylko na nim, konieczność wymyślenia na szybko odpowiedzi na temat, o którym niewiele wiedział… Jego mózg momentalnie wszedł w tryb sarny, która właśnie dostrzegła myśliwego, i zatkało go dokumentnie.
— Ja... eee... — zaczął, ale urwał.
W głowie pojawiły się oderwane od siebie strzępki informacji z ostatnich zajęć metamagii, niechybnie przywołane nagłym stresem, nałożyły się na obraz Geerta, którego należało potraktować niczym wyjątkowo upierdliwą klątwę.
— Ignoruj go — powiedział nagle Merlin.
Zapadła cisza. Potem wybuchła burza głosów:
— To wszystko?!
— Serio?
— To nie jest zemsta!
— Przeklniemy go wrzodami na dupie!
— Czekajcie — przerwała Urania, unosząc rękę. Siostry ucichły. — Niech dokończy.
Merlin wolałby zniknąć, ale Erato patrzyła na niego z nadzieją, która była silniejsza niż jego introwersja.
— On chce reakcji — tłumaczył powoli, starając się przekuć chaos własnych myśli w jakieś koherentne zdania. — Chce, żebyś była zraniona, wściekła, żebyś się broniła. Bo wtedy wygrywa, pokazując wszystkim, że ci dosolił. Po to wziął swoich kumpli, co nie? Ale jeśli go zignorujesz kompletnie... jakby był nikim... to zaboli bardziej niż cokolwiek innego.
— Zimna obojętność — mruknęła Klio, zapisując coś w notesie. — Psychologicznie skuteczna manipulacja, odwrócenie rozkładu sił.
— Właściwie to Merlin ma rację — przyznała Urania. — Ludzie tacy jak Geert żywią się uwagą. Bez niej są nikim.
— Ale jak to ma działać? — Erato wyglądała na nieprzekonaną. — Po prostu mam przechodzić obok niego?
— Tak — potwierdził Merlin. — Jakby był powietrzem. Jak będzie próbował cię zagadać, czy rzucać jakieś komentarze, to normalnie jakby to głupia reklama była, ignorujesz. A jak będzie próbował zwrócić twoją uwagę, odpowiadasz komuś innemu. Jakby w ogóle nie istniał. Olewka na pełnej.
— A jeśli przeprosi? — zapytała Polihymnia.
— To przyjmujesz przeprosiny. Ale no… Mleko się rozlało, nie? Więc przyjmujesz je chłodno, z godnością, i dalej go ignorujesz — odpowiedział Merlin. — Jakby, miał szansę, żeby być fajny, ale wybrał drogę dupka, no to teraz ma.
Talia wolno się uśmiechnęła.
— Ty, to jest dobre. Naprawdę dobre!
— Dorzuciłabym jeszcze klątwę wrzodów, tak dla pewności — Melpomene wyglądała na nieprzekonaną.
— Zaufaj mi — Merlin spojrzał na Erato. — To na pewno zadziała.
Erato patrzyła na niego przez długą chwilę, układając sobie w myślach sytuację. W końcu skinęła głową.
— Okej. Spróbuję.


Przez następny tydzień Erato stosowała plan Merlina z żelazną konsekwencją.
Dzień Pierwszy: Geert próbował do niej podejść, uśmiechając się szeroko i mówiąc coś o super śmiesznych „żartach”. Erato spojrzała na niego, jakby był płatkiem kurzu na jej ramieniu – zauważyła, ale bez zainteresowania – i odwróciła się do koleżanki, kontynuując rozmowę o sprawdzianie z podstaw alchemii. Geert zaśmiał się nerwowo i odszedł. Reakcja: 1/10.
Dzień Drugi: Próbował znowu, tym razem głośniej, bardziej pewnie. Erato przeszła obok niego, jakby korytarz był pusty. Nie spojrzała, nie drgnęła. Reakcja: 0/10.
Dzień Trzeci: Geert zaczął się denerwować. Próbował zagadać ją przy szafkach, mówiąc coś o przesadnej reakcji. Erato wzięła książki, zamknęła szafkę i poszła w drugą stronę, nawet na niego nie patrząc. Status: eskalacja frustracji.
Dzień Czwarty: Geert próbował ją zawstydzić ponownie, przy grupie swoich znajomych. „Co, nadal obrażona, Spellman?” Erato spojrzała na niego – przelotnie, jakby dopiero teraz zauważyła jego obecność – i odwróciła się do swojej przyjaciółki: „Widziałam we Flying Lionie nową kolekcję kubków, może któryś z nich byłby dobry na prezent?” Jego specjalnie przyprowadzeni koledzy zaczęli chichotać. Nie z Erato, tylko z niego. Status: odwrócenie układu sił.
Dzień Piąty: Geert był sfrustrowany. Jego kontrola nad sytuacją zniknęła.
Dzień Szósty: Przeprosił. Publicznie. Akurat na stołówce, gdzie siedziała w otoczeniu wianuszka przyjaciółek.
— Erato, przepraszam za to, co powiedziałem. To było nie fair — powiedział równie gładko, co jakby połykał medwieńską galaretkę z nóżek.
Ona spojrzała na niego spokojnie, chłodno, a jej twarz była maską obojętności.
— Masz rację. Przyjmuję twoje przeprosiny — odparła i wróciła do jedzenia.
Wybaczenia nie było. Geert odszedł, zmieszany i wyraźnie zraniony.


Dzień Siódmy: Erato wróciła do domu i poszła prosto do pokoju Merlina. Zapukała, nie czekając na odpowiedź weszła, momentalnie dosiadła się do wyciągniętego w poduchach Merlina.
— Hej — powiedziała.
— Hej — odpowiedział, pauzując odcinek.
— Zadziałało — stwierdziła, siadając na brzegu łóżka. — Geert przeprosił publicznie. I teraz unika mnie jak ognia. Jego znajomi kręcą z niego bekę, bo „nie może poradzić sobie z jedną dziewczyną”.
— No i najlepiej — Merlin skinął głową.
— Ej, ale skąd wiedziałeś, że to zadziała?
Merlin wzruszył ramionami.
— Naszło mnie po zajęciach z metamagii.
— A co ma metamagia do zaginania debili?
— No widać dużo, jak jesteś mną.
— Dobra, to zdradź swój sekret. Co tam się wykluło pod deklem?
Merlin wyciągnął się mocniej na poduchach.
— No więc pomyślałem… Że wiesz, że ten cały Geert, to on po prostu jedzie na tym poczuciu fajności i wszystkiego, co nie? Jest jak taka samonapędzająca się klątwa, która pożera każdy czar, który się na nią rzuci, żeby ją rozproszyć, i przez to robi się jeszcze silniejsza. I wiesz, jedyny sposób, żeby to jakoś ogarnąć, to wziąć i taką klątwę spakować do jakiegoś worka i gdzieś schować, żeby nie miała czym się żywić i osłabła.
Erato popatrzyła na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
— Pierwszy raz widzę, żebyś ogarniał magię na tyle, żeby cię do czegoś zainspirowała.
— Jak mnie tak wywołałyście do tablicy, to mi się chyba instynkt przetrwania załączył — przyznał Merlin. — No ale w każdym razie, jak Geert nie dostał tego, co go napędzało, to mu się odechciało i pewnie się trochę zastanowił, co odwalił.
Milczeli przez chwilę, w końcu Merlin odezwał się:
— Myślisz, że mu kiedyś tak totalnie wybaczysz?
Erato wydęła usta w zamyśleniu.
— Jak zobaczę, czy przestał być okropny dla innych — powiedziała w końcu. — Bo jak będzie miły dla mnie, ale nie dla innych, to znaczy, że nic nie zrozumiał, a debili koło siebie to ja nie potrzebuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz