Świeże pola bitwy zawsze ziały pustką. Nie pojawiali się ludzie, którzy szukali cennych rzeczy przy ciałach poległych, ścierwożercy też omijali takie miejsca, pomimo tego, że były pełne świeżego mięsa.
Ludzie w pobliskich wioskach kreślili znaki nad obejściem, zaklęcia ochronne mające za zadanie odgonić wszelkie nieprzyjazne istoty lub potwory, które mogły być zwabione metalicznym zapachem śmierci. Nikt nie próbował ratować rannych, nikt nie szukał niedobitków. Drzwi i bramy były zatrzaskiwane i zakluczane wraz ze zbliżającym się zachodem słońca.
Bitwa pod Seduną była napędzana w nienawiścią i złością. Dwa miasta, które byłe wiedzione przez dwóch starych i chowających urazę dziadów, leżały dość blisko siebie. Seduna była miastem skupiającym się na rozwoju infrastruktury i tym samym jej oddział był nieliczny, gdyż większość ludzi i inteligentnych istot było uczonymi lub budowniczymi, z którymi współpracowali architekci. Za to przywódca Dunnar kładł bardzo duży nacisk na rozwój wojsk i fortyfikacji. Obie głowy miast nie znosiły siebie nawzajem, jednak tylko Cadwethen z Dunnaru szukał otwartego konfliktu, Zaydan, o ile nie lubił sąsiadującej i bardzo agresywnej osady miał nadzieję, na wzajemne ignorowanie siebie, zamiast rozlewu krwi.
Jednak takie nadzieje szybko zwiędły, kiedy oddziały zbrojnych wyruszyły na Sedunę. W tamtym momencie Zaydan głęboko pożałował decyzji o nie rozwijaniu swoich wojowników.
Niektórzy mieszkańcy pokojowego miasta próbowali uciekać, jednak nie było zbytnio gdzie, o ile szlaki były wytyczone, to przecież otaczała ich gorąca pustynia, potrzebowaliby zapasów wody, a w takim krótkim okresie czasu nie dało się odpowiednio przygotować na coś takiego. Niektórzy desperaci i tak wybierali bezlitosne piaski zamiast zimnej stali. Duża część miasta pozostała na miejscu. Zaydan miał jakąś strategię, przynajmniej tak musieli wierzyć, aby nie popaść w beznadzieję.
To nie skończyło się dobrze, brama do miasta była szeroko otwarta, wyłamana i przypalona, niektóre budynki zamieniły się w góry gruzu… nikt nie przeżył z Seduny. Dzieci, kobiety, mężczyźni, wszyscy zostali wymordowani. A głowa Zaydana spoczęła na kiju przed wjazdem do miasta.
Jednak Dunnarscy wojownicy nie świętowali, nikt nie świętował pierwszej nocy po bitwie. Nie należało tego robić. Nie było czasu na powrót do rodzimego miasta, mordercy pochowali się w opróżnionych domach i mieli nadzieję przeczekać, to co niedługo miało nadejść. Jeden z młodszych… nie do końca posłuchał rozkazu dowodzącego i wymknął się wraz z ostatnimi promieniami słońca.
Setha zawsze przyciągał zapach krwi, może nie samej krwi, ale tam gdzie krew i dym, tam też są trupy, zazwyczaj. A z takich łatwo było wyciągać dusze.
Snuł się po zakrwawionym piasku, szukając magicznego przebłysku many. Nie miał zamiaru być wybredny, o ile będzie w duszy choć trochę magii, to z chęcią ją przygarnie albo raczej zje. Przeszedł nad zmasakrowanym ciałem Sedunarczyka, będzie musiał się potem umyć, przemknęło mu przez głowę, Nautilus nie lubił kiedy wracał do domu pachnąc jak śmierć.
Zamarł kiedy usłyszał chrzęst piasku, upiornie świecące oczy potoczyły wzrokiem po zakrwawionym pobojowisku, może jednak któryś z umarlaków jeszcze żył? Zmienił kierunek swoich kroków, a po chwili uśmiechnął się trochę za szeroko jak na człowieka. Uszy na głowie Setha zadrżały lekko, wychwytując urywany ze strachu oddech i paniczne bicie ludzkiego serca.
Ciężka czarna kosa zmaterializowała się w dłoni boga, a on sam dopadł jeszcze żyjącego młodego mężczyznę.
— Jesteś trochę za żywy, jak na okoliczności — mruknął, głosem, który wcale nie pasował do sytuacji, a kosa zabłysła ponuro, kiedy podczas zamachu złapała światło księżyca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz