Oparzenia zeszły, choć zajęło to połowę ich wakacji.
Isarr był dalej święcie przekonany, że było warto. Minu był za to innego zdania, ale kryzys został już zażegnany, więc zostawili ten temat za sobą.
Restauracja, którą odwiedzili była bardzo przytulna, a miejsce gdzie się jadło było zacienione, co bardzo odpowiadało Isarrowi, biorąc pod uwagę jego niedawne przygody. Minu wcinał danie z bardzo skomplikowaną nazwą, składające się głównie z owoców morza. Botanik za to zamówił jakąś specjalność szefa kuchni i z zadowoleniem stwierdził, że mu smakuje, na co jego kuzyn pokiwał energetycznie głową, bo buzię miał pełną jedzenia.
— …zwolnij, jeszcze się udławisz, wątpię, żeby twoje stworzonka uciekły z talerza. — Łypnął złotymi oczami w stronę młodszego nagi, który właśnie sięgnął po szklankę z wodą.
Po tym jak przełknął kilka łyków, zaprotestował:
— Ale to za dobre jest!
— Będziesz chciał jeszcze jedną porcję? — padło pytanie, choć ton głosu był znudzony, a wzrok Isarra był wbity w jego własny talerz, widać było, że był gotowy kupić nawet trochę na wynos, o ile Minu będzie szczęśliwy.
— Nie, najadłem się, ale dziękuję. — Uśmiech, który posłał botanikowi mógł stopić nawet najbardziej skute lodem serce. Kiedy już zjedli, Isarr zapłacił i dwójka nagów powędrowała dalej. Mieli dzisiaj trochę pozwiedzać, bo ten bardziej inteligentny z nich ledwo się ruszał przez ostatnie dni, więc w końcu była okazja pooglądać bardziej miasto.
Spacer był zdecydowanie dłuższy niż oryginalny plan zakładał. Zbadali dość sporą część miasta, botanik zaciągnął ich do jakiś ogrodów, gdzie zjedli mały piknik pośród natury. Pod koniec Minu już ledwo sunął i zostawał w tyle. Isarr próbował go delikatnie zachęcać, ale było widać, że nastolatek nie ma już siły. Botanik westchnął ciężko, jakby to co miał zaraz zrobić sprawiało mu okropny ból i podniósł Minu na ręce.
— Jesteś niemożliwy — burknął, patrząc w dół dość oceniającym wzrokie. — A kto godzinę temu błagał mnie, żebyśmy poszli sprawdzić jeszcze jedną rzeźbę, a teraz co? Nieś mnie Isarr, ja już nie mogę. — Ostatnia część narzekania starszego nagi, była dość nieudolną próbą, naśladowania głosu Minu.
— I tak mnie nieeeeesiesz. — Ziewnięcie przedłużyło ostatnie słowo młodego.
— No przecież cię nie zostawię — prychnął z irytacją, jakby sam ten pomysł go niemożebnie wkurzał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz