26 listopada 2025

Od Setha — Cisza

Znalezienie nowego lokum nie było specjalnie trudne, o ile mieszkańcy Stellaire byli trochę zaskoczeni, kiedy zwracał się do nich w kompletnie obcym języku, używając jednocześnie telepatii do pokonania barier językowych, to dość szybko przechodzili nad tym do porządku dziennego.
Było to dość… ciekawą odmianą, fakt, że jego obecność nie była niczym dziwnym. Bardziej przyzwyczaił się do dramatycznych krzyków zgrozy i uciekania gdzie tylko się da, ale cóż. Tu nikt nie wiedział kim jest, raczej, wątpił, że przez ten dziki portal mogło się przedostać coś jeszcze, byłoby to… bardzo nieprawdopodobne, on sam ledwie utrzymał się w jednym kawałku.
…nie miał tak naprawdę domu, od kiedy ten, w którym mieszkał z Nautilusem i Ceretem został zniszczony, do tej pory dryfował z miejsca na miejsce, nie zatrzymując się nigdzie na dłużej. Chociaż, też niezbyt była potrzeba szukania nowego miejsca, do którego mógłby wracać, nie musiał spać, odpoczywać też nie, przez to raczej nie zaprzątał sobie głowy szukaniem czegoś ani tym bardziej budowaniem czegokolwiek.
Pieniądze nie grały roli, bo o ile nie miał tutejszej waluty, jeszcze, to ilość skarbów, którą miał pochowaną w kieszonkowych wymiarach… była po prostu spora. Tak no, bardzo spora. Artefakty magiczne, kamienie szlachetne, minerały, rudy metali – cokolwiek sobu dusza zapragnie, spokojnie wystarczyłby na wszystko, szczerze mówiąc.
Wracając do polowania na dom…

Seth był zniecierpliwiony, ile można gadać o jednym pokoju i każdym meblu z osobna, w dodatku sprzedający zachowywał się, jakby każda część tego domu była zabytkowa, bóg był sto razy starszy od tego całego syfu razem wziętego. Planował wszystko pozmieniać i tak, pasował mu jedynie rozkład pomieszczeń… chociaż to też nie byłby jakikolwiek problem, nic czego odrobina magii by nie załatwiła.
— A tu… — Słysząc jak facet bierze kolejny wdech, żeby zacząć najpewniej kolejną tryadę o jakimś badziewiu zdecydował, że koniec tego.
Wystarczy — przerwał mu, spokojnie… no w miarę, irytacja czaiła się pod zwodniczym opanowaniem. — Kupuję. — Krótko, na temat, rzadko mówił cokolwiek do śmiertelników, równie rzadko byli warci jego uwagi, ten tutaj nie miał w sobie ani grama many, nici magii prześlizgiwały się obok niego. Absolutnie nic nie było w nim ciekawego, niski, niezbyt silny i do tego gawędziarz, Setha, aż swędziało, żeby uświadomić go, że gada do bytu znacznie lepszego od swojej nędznej osoby, ale nie. To nie mieściło się w jego planach.
W teorii do tego, żeby kupić dom trzeba było mieć dokumenty i o ile sprzedawca miał na sobie zaklęcia i talizman, służące temu, żeby nie dało się go oszukać ani zwieść, to były zdecydowanie za słabe, na kogoś pokroju boga chaosu. Jednak zapłacił wcześniej uzgodnioną sumę, kiedy pieniądze się zgadzały, śmiertelnicy dużo rzadziej mieli o coś problemy. Papiery i umowy zaklął tak, żeby każdego kto na nie spojrzy, uwierzył, że są pełnomocne i nie ma w nich nic podejrzanego.
A kiedy śmiertelnik w końcu sobie poszedł, zabrał się za szybkie przemeblowanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz