25 listopada 2025

Od Nikolaia — Objawienie [AU]

Latarka uznała, że definitywnie nie ma zamiaru z nim współpracować. Działała, jak chciała. Migała, świeciła słabszym światłem niż zwykle, gasła bez powodu. Nikolai powoli miał jej dość. W ciemności nie potrafił odnaleźć odpowiednich dźwigni i przycisków. Błądził po omacku.
Tej nocy nawet generator wydawał się być wyjątkowo krnąbrny. Nikolai musiał kilkukrotnie go resetować i uruchamiać, nim wreszcie zadziałał. 
Alieva miał wrażenie, że to miejsce z dnia na dzień coraz bardziej testuje jego cierpliwość. Wszystko się sypie, wali, psuje. Gdzie ten obiecany niezawodny sprzęt? Nowoczesne kamery, które rejestrują wszystko bez najmniejszego wyjątku? Ta niewymagająca zaangażowania praca, na którą zgodził się bez żadnych wątpliwości? Wszystko przepadło.
Na szczęście przynajmniej generator zaczął odpowiadać. Nikolai widział ciepłe światło w oknie operatorni. Miał nadzieję, że tej nocy obejdzie się bez dalszych incydentów i więcej prądu nie zabraknie.
Wyjrzał na zewnątrz i rozejrzał się wokół. Nie widząc niczego podejrzanego, odetchnął z ulgą i ruszył w stronę biura. Tym razem nie spotkał na swojej drodze Dantego z ochroną. Z jednej strony cieszył się, że mu się upiekło i obeszło się bez przypominania zasad bezpieczeństwa. Z drugiej poczułby się odrobinę pewniej, gdyby ktoś odprowadził go pod same drzwi operatorni. Byłoby to milsze i zdecydowanie bardziej bezpieczne.
Niestety otaczała go jedynie cisza. Krzyki umilkły, jakby były jedynie iluzją, czymś, co nigdy nie miało miejsca. Nikolai wstrzymywał oddech i nasłuchiwał. Miał latarkę i rozświetlał nią sobie drogę, ale jego pole widzenia wciąż było zasadniczo ograniczone. Widział drogę jedynie na kilka metrów przed sobą.
Był bardzo czujny. Wiedział, że ranczo lubi zaskoczyć. Mogło go spotkać właściwie wszystko. Rzeczy, których nawet nie potrafił sobie wyobrazić. Dlatego też, gdy tylko usłyszał dziwny dźwięk tuż przed sobą, Nikolai niemal zszedł na zawał. Zatrzymał się i poświecił latarką w kierunku odgłosu. Na wydeptanej ścieżce niczym jakieś objawienie siedział biały kruk.
Nikolai domyślał się, że musi to być ten sam ptak, którego spotkał chwilę wcześniej. Zwierzak o tak rzadkiej barwie musi być jedyny w swoim rodzaju. Czego jednak to przeklęte ptaszysko chciało?
Próbował obejść kruka naokoło. Ptak wtedy przesuwał się, prostował skrzydła i krakał głośno, jakby nie chciał go przepuścić dalej. 
— Nie mam nic do jedzenia — mówił do niego Nikolai, starając się przepłoszyć kruka i odblokować drogę. Zwierzę nie dawało jednak za wygraną. Stało dzielnie, niewzruszone żadnymi groźbami.
Nikolai nie miał pojęcia, co zrobić z tym faktem. Stał i bezradnie patrzył się na kruka. Ostatecznie cicho westchnął. Nie ma czasu, chęci i poczytalności na kłótnie z ptakiem.
— Mam iść inną drogą? W porządku, ale jeśli coś mi się stanie, to twoja wina — mruknął Nikolai i zawrócił. Nie będzie tracić więcej czasu. Czuł się niepewnie, pozostając na zewnątrz w czasie nocy. Nie chciał stać się żadną następną ofiarą tego miejsca.
Wybrał drogę naokoło. Była ona trochę dłuższa i prowadziła obok lasu, nie pastwiska. Nikolai nie wiedział, dlaczego się na to zdecydował. Z jakiegoś nieznanego sobie powodu uznał kruka za zły omen. Nikolai nie chciał narażać się na żadne większe nieszczęścia.
Dotarł do operatorni bezpiecznie. Bez problemów, bez upierdliwego białego kruka. Nie spotkało go nic złego. Elias zdążył uruchomić już kamery. Na szczęście działały bez zarzutu. Wyglądało na to, że misja się powiodła. 
Nikolai odetchnął i wtedy zobaczył coś dziwnego na ekranie swojego komputera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz