Miał szczerze dość ludzi, dużo bardziej niż zazwyczaj, klienci wypchnęli Isarra na skraj, co dało efekt w postaci tygodniowego urlopu. Wypoczynek pośród natury, czy coś… jakby nie miał natury w swoim sklepie.
Zabrał też ze sobą Minu, przecież nie zostawiłby go samego w domu! Z głęboką niechęcią zostawił sklep w rękach zaprzyjaźnionej botaniczni… nie do końca zaprzyjaźnionej, czasami wymieniali się przysługami, bardziej Isarr ufał jej kompetencjom niż jej samej. Nie lubił zostawiać swojego domu i sklepu, zawsze go to trochę męczyło, ale jego kuzyn już od jakiegoś czasu marudził, że chciałby gdzieś pojechać. A Isarr, jako że sam nigdzie nie jeździł jak był młodszy, ugiął się dość szybko. Szkoła, do której chodził nastolatek została powiadomiona o nadchodzącej nieobecności, a Isarr i Minu spakowali się i pojechali.
Jako ich cel podróży wybrał miasto turystyczne w Solmarii. Nie miał nic przeciwko wygrzewaniu się w piasku, a Minu najpewniej zajmie się sobą w wodzie. Może nawet pójdą do oceanarium? Jego podopieczny uwielbiał morskie stworzenia, a sam botanik nie miał nic przeciwko snuciu się po budynku z rybkami.
Młodszy naga rozglądał się ciekawsko dookoła, ciągnął za sobą walizkę, a na głowie miał kapelusz, Isarr nalegał, lekko zmartwiony możliwością udaru. Nie zamierzał zawijać Minu w folię bąbelkową, ale nakrycie głowy musiało być. Po przebyciu krótkiego odcinka zakwaterowali się w hotelu. Recepcjonista trochę patrzyła na Isarra spode łba przez jeden trochę niepotrzebny komentarz, ale cóż.
Po tym jak odstawili rzeczy i pozbyli się zapachu podróży udali się na plażę, zgodnie z prośbą Minu. Isarr uzbroił się w torbę, w której był kocyk, żeby było się na czym położyć, ręczniki wiadomo po co i krem przeciwsłoneczny.
— Nie wypływaj za daleko — burknął, pomagając Minu rozsmarować krem na plecach. — Jakby coś się działo to mnie wołaj.
— Jasne, nie martw się, będę uważał. — Chwycił z zadowoleniem kamerkę, zabrał ją mając nadzieję, że uda mu się sfilmować jakieś fajne rybki i uśmiechnął się do Isarra ostatni raz, przed prześlizgnięciem się przez piasek i prosto do wody. Botanik w międzyczasie rozwalił się na kocyku, odpoczywając z przymkniętymi oczami, ciepło, przyjemnie, nawet nie tak głośno… jak on uwielbiał słońce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz