Naprawdę mu się tutaj nie podobało. Czuł się, jakby wiedział jakieś opustoszałe cmentarzysko. Nie spotkał nawet jednej osoby na ulicy. Szedł spokojnie, rozglądając się wokoło. Nadstawiał uszu z nadzieją, że uda mu się usłyszeć jakąkolwiek rozmowę, dźwięk, w stronę którego mógłby się skierować.
Wkrótce Nikolai zatrzymał się pod jednym ze sklepów. Przez chwilę wpatrywał się w witrynę. Za szybą poszarzałą dostrzegł mnóstwo roślin i herbat. Wyglądało na to, że trafił na zielarnię.
Nie zastanawiał się długo. Postanowił zajrzeć do środka.
Nikolai popchnął ciężkie drzwi, owiał go duszący zapach ziół czy innych kadzideł. Przez kilka pierwszych sekund musiał przyzwyczaić się do mocnego zapachu.
Za ladą znajdował się młody mężczyzna. Podniósł on wzrok na wchodzącego do pomieszczenia Nikolaia. Zielarz zajmował się właśnie przesadzaniem jakiejś rośliny. Wydawał się być niezadowolony z pojawienia się klienta, który właśnie przerwał mu pracę.
— W czymś mogę pomóc? — wymruczał, przyglądając się badawczo Nikolaiowi.
— Ja… — zastanawiał się przez chwilę i rozejrzał wokół. — Potrzebuję ziół?
Sklep pękał w szwach od wszelkiego rodzaju roślin, herbat, worków z suszonymi liśćmi czy kwiatami. Na pewno znajdzie tutaj coś odpowiedniego. A może nawet dowie się czegoś ciekawego? W końcu udało mu się trafić na kogoś żywego.
— A można jaśniej? — prychnął zielarz. — Konkrety.
Nikolai przeczuwał, że to nie będzie łatwa rozmowa.
— Melisa? — próbował przypomnieć sobie znane nazwy ziół. — Nie wiem, cokolwiek na uspokojenie? Na lepszy sen?
Nikolai naprawdę wyglądał, jakby potrzebował czegoś, co pomoże mu się wyspać: miał podkrążone ze zmęczenia oczy, ziewał co jakiś czas.
Zielarz westchnął cicho. Bez słowa zaczął przyrządzać mieszankę roślin. Kręcił się po obiekcie, wybierając odpowiednie (przynajmniej Nikolai miał taką nadzieję) suszonymi.
— Nie jesteś stąd, prawda? — zapytał sklepikarz, gdy wrócił tylko do lady. Nie podnosił wzroku znad mieszanki ziół.
— Mieszkam w okolicy od niedawna — wyjaśnił Nikolai. — Chciałbym też o coś zapytać w związku z tym. Czy… czy to miejsce nie jest trochę, jakby to ująć, trochę dziwne?
Zielarz prychnął cicho. Podał Nikolaiowi zioła, rzucił cenę za przygotowany specyfik i powiedział na pożegnanie:
— Dam ci radę, odejdź, póki jeszcze masz szansę. Nie doszukuj się rzeczy, o których wiedzieć nie powinieneś.
Alieva skrzywił się. Chyba nie uzyska żadnych informacji. Podziękował za usługę, zapłacił i wyszedł na zewnątrz. Nie dowiedział się niczego sensownego, a właściwie czuł się tak, jakby wiedział jeszcze mniej.
Westchnął cicho. Czas mijał, a on wciąż znajdował się w tym samym martwym punkcie. Wrzucił zakupioną mieszankę ziół do kieszeni i ruszył dalej wzdłuż ulicy. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie powinien zacząć zaglądać do każdego ze sklepów po kolei. Może w końcu ktoś powie mu prawdę?
Porzucił jednak ten pomysł. Miał jeszcze resztki godności. Nie chciał wyjść na obłąkanego. Brakowało mu też czasu. Musiał znaleźć inne rozwiązanie. I to jak najszybciej.
Wtedy też zobaczył osobę. Młodego mężczyznę siedzącego na krawężniku. Nastolatek o białych jak śnieg włosach wpatrywał się w drogę. Nikolai nie mógł przegapić takiej okazji. Podszedł do nieznajomego.
— Przepraszam, czy mógłbym ci zadać pytanie?
Nastolatek podniósł na niego zmęczone spojrzenie. Wyglądał, jakby nie wierzył, że ktoś zwrócił się właśnie do niego.
— O co chodzi? — zapytał cicho, Nikolai ledwo był w stanie go usłyszeć. Musiał nadstawić uszu, aby w ogóle zrozumieć jego słowa.
— Czy możesz mi powiedzieć cokolwiek o tym miejscu? — poprosił Alieva. Miał nadzieję, że wreszcie dowie się czegoś, co mu pomoże.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz