Bóg chaosu z żywym zainteresowaniem wpatrywał się w unoszący się nad blatem stołu kryształ, wydobyto go w jednej z jego kopalni, chociaż raczej kopalni w jego mieście, a on oczywiście wyczuwając magię od razu kupił przedmiot i w podskokach przyniósł do domu.
Minerał był stary, starszy niż sam Seth, co było bardzo fascynujące, choć nie, aż tak niezwykłe, kiedy był młodszy i jeszcze pod opieką Medara często miał do czynienia z artefaktami bardziej wiekowymi od niego. W dodatku nie był w stanie wyciągnąć z kryształu many, co dodawało sporo do jego niezwykłości. Razem z Sethem w kryształ wgapiał się Ceret.
— Myślisz, że Nautilus pozwoli nam to zatrzymać? — zapytał w końcu i wyciągnął rękę aby dotknął lewitującego minerału, a ten w odpowiedzi zawirował szybko, Ceretowi zaświeciły się oczy na tą reakcję.
— Przecież to moje, nie może mi kazać tego wyrzucić — burknął w odpowiedzi Seth, któremu niezbyt się spodobała insynuacja, że nie ma nic do powiedzenia w swoim własnym domu. A szczególnie jeśli był to komentarz od jego syna. — Poza tym, nie zawsze robię to, o co Nautilus mnie prosi.
Ceret nie wyglądał na zbytnio przekonanego słowami Setha i jedynie pokiwał głową z dziwnym wyrazem twarzy. Bóg chaosu skrzywił się i trzepnął go w tył głowy, dość lekko.
— Jesteś niewdzięczny i pomyśleć, że coś takiego jak ty przygarnąłem pod swój dach, zawsze mogłem zostawić cię Medarowi, wtedy być cienko piszczał, jak ja kiedy-
— Możesz mi to dać? Proszę? — Ceret spojrzał błagalnym spojrzeniem na swojego ojca, a on skinął z głębokim westchnieniem głową.
— Niech ci będzie — burknął, nadal wielce obrażony. — Ale uważaj z tym i nie zrób sobie krzywdy, bo Nauti mnie wywali z łóżka, a jeśli ja mam cierpieć to ty też. — O tak, Seth zdecydowanie miał cokolwiek do powiedzenia w tym domu. Ceret chwycił kryształ i pobiegł do swojego pokoju z bardzo szerokim uśmiechem. Po chwili do salonu przywędrował Nautilus i przytulił boga od tyłu, przyciskając swoją klatkę do pleców jego męża.
— Czemu Ceret jest taki zadowolony? Jeszcze rano był uosobieniem rozpaczy i żałości, po tym jak kazałem mu się zająć końmi z rana. — Seth zesztywniał trochę na to pytanie i uśmiechnął się bardzo niewinnie.
— Och no wiesz, dostał mały, całkowicie bezpieczny prezent oczywiście. — Przechylił głowę do tyłu by złapać spojrzenie Nautilusa, syren niestety wyglądał tak jakby nabrał podejrzeń.
— …a co dokładnie mu dałeś?
— No wiesz, taką małą drobnostkę, magiczny kryształ, taki trochę, odrobinę starszy ode mnie kryształ, ale przecież młody jest bogiem, nic mu nie będzie — spróbował jakoś załagodzić sytuację.
— Dałeś Ceretowi kryształ, kto wie jak stary, o niewiadomym działaniu i naładowany magią?
— …tak? Ale przeci-
— Pójdziesz do niego teraz, zabierzesz mu to i zaproponujesz coś innego, takimi rzeczami możesz bawić się ty, ale nie nasz syn — przerwał mu Nautilus.
— ALE-
— Nie.
— …no dobra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz