Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

23 listopada 2025

Od Isidoro – Pole

Wieczorne słońce Sallandiry wlewało się przez zaklęty kryształ okien, malując zdobną posadzkę odcieniami płynnego złota. Światło sączyło się leniwie między kolumnami z czerwonego porfiru, znacząc swą wędrówkę po pokrytych mozaikami ścianach – tysiące maleńkich płytek z malachitu, lapis-lazuli i macicy perłowej układały się w sceny z sallandirskich legend. Nie brakowało tam złocistych sfinksów o lśniących skrzydłach i płowych grzywach, nie brakowało efemerycznych dżinów ani płomiennych ifrytów.
Prywatne apartamenty księcia zajmowały całe wschodnie skrzydło pałacu, lecz ta komnata – sala gier i rozmów, jak ją nazywał Serafin – należała do najbardziej prywatnej części. Sufity pokrywały tu geometryczne wzory z cedrowego drewna, w wieczornym cieple pachnącego jeszcze żywicą mimo upływu dziesięcioleci. Wzdłuż ścian ciągnęły się półki uginające się pod ciężarem ksiąg, zwojów i osobliwości zebranych z całego znanego świata – tu zaklęta perła wydobyta z morskich głębin, tam kryształowa figurka o nienazwanej barwie, zaraz obok sztylet o rękojeści z kości smoka, pamiątka po jakiejś dawnej wyprawie.
Podłogę wyścielały dywany, tak gęste i miękkie, że bose stopy tonęły w nich niczym w kobiercach mchu. Między poduszkami z jedwabiu, szkarłatnymi, złotymi i purpurowymi, stały niskie stoliki z kutego brązu, na jednym z nich zaś spoczywała szachownica z hebanu i bursztynu, jedyna rzecz w pokoju, wydająca się zupełnie prosta i pozbawiona ozdób. W prywatnych apartamentach księcia powietrze pachniało cedrowym kadzidłem, starymi księgami i nieujarzmioną magią – zapachem, który Isidoro zdążył polubić podczas swojego pobytu w pałacu.
Serafin przesunął obelisk z ostatecznością wydawanego wyroku. Jego oczy – tak ciemne, że niemal czarne – śledziły oblicze jasnowidza, próbując odczytać jego reakcję.
— Tracisz kolejny rydwan — oznajmił książę, obracając w złotych szponach zbitą figurkę. Na jego ustach błąkał się cień uśmiechu. — To już trzeci.
Isidoro skinął głową, jakby książę informował go o aktualnej godzinie, jakby strata była nieistotnym szczegółem. Blade palce zawisły nad skarabeuszem.
— Wiem.
— Wiesz? — Serafin uniósł brew, rozpierając się wśród poduszek. — Myślałem, że jasnowidze unikają przegranych pozycji.
— Jasnowidzenie nie działa w ten sposób, książę. — Isidoro w końcu ruszył skarabeusza, pozornie bez sensu, o jedno pole do przodu. — Widzę możliwości, nie pewniki. Poza tym... — urwał, a jego spojrzenie na moment odpłynęło gdzieś poza szachownicę, poza pokój, gdzieś w stronę odległego horyzontu — ...czasem najbardziej wartościowa ścieżka prowadzi przez pozorne straty.
Serafin parsknął krótkim śmiechem i sięgnął po rzeźbiony metal kubka z mocną kawą.
— Wymówka przegrywającego.
— Być może.
Przez chwilę grali w milczeniu. Za oknami słońce opadało coraz niżej, zabierając z sobą ciepło, pozwalając krainie odetchnąć chłodem znad pustyni. Zaklęte lampy przebudziły się niespiesznie, sącząc narastający stopniowo blask, subtelnie zastępując słońce. W Sallandirze magia była wszędzie, wpleciona w codzienność niczym nici w tkaninę. Iluzje przyciągały klientów do sklepów, drzwi otwierały się wyczuwając wolę przechodnia, a schody lewitowały ku wyższym piętrom, skracając wszędzie drogę. A w centrum tego wszystkiego siedział Serafin – arcymag, książę krwi, człowiek, którego sama obecność sprawiała, że powietrze wydawało się gęstsze od magii.
— Dlaczego zacząłeś praktykować magię? — zapytał nagle Isidoro, zbijając skrybę Serafina własnym, jedynym pozostałym.
Książę zmrużył oczy.
— Co to za pytanie?
— Zwykła ciekawość. — Isidoro uśmiechnął się łagodnie. — Nawet jasnowidzom zdarza się czasem po prostu pytać.
Serafin milczał przez moment, bębniąc złotymi szponami po krawędzi stołu.
— Moc — powiedział w końcu bez wahania. — Magia to najpotężniejsza siła, jaka istnieje. Zmienia rzeczywistość samą w sobie, więc kto ją opanuje, może... — zawiesił głos, gestem posłał jedną ze zbitych figurek do pudełka — ...kształtować świat.
— Nie chronić? Nie pomagać?
— To skutki uboczne. — Książę wzruszył ramionami i ruszył wezyra, zabierając jednego z ostatnich skarabeuszy Isidoro. — Owszem, chronię Sallandirę. Owszem, moja magia jest nieocenioną kotwicą stabilności tego kraju, trzyma wszystkich tych bęcwałów w ryzach, bo boją się mojego gniewu. Ale nie dlatego staram się ją poznać.
Isidoro pokiwał powoli głową, jakby ta odpowiedź coś w nim potwierdzała.
— Pamiętam, jak po raz pierwszy zobaczyłem… Nie, to był ten najwcześniejszy moment, gdy widziałem przepływ magii i to zapamiętałem — powiedział cicho Isidoro, przesuwając obelisk w miejsce, które Serafin natychmiast ocenił jako pozbawione sensu. — Miałem może sześć lat. Stałem na pasach, gdzieś w Luminarii, a obok przechodził jakiś przypadkowy człowiek, nawet nie pamiętam jego twarzy. Rzucił proste zaklęcie, zwykłe światło, nic więcej, żeby poświecić sobie na mapę. Ale ja... — urwał, szukając właściwych słów — ...ja dostrzegłem w tym coś innego. Jak czerpie z czegoś większego, z oplatającej wszystko sieci. Długo potem nie mogłem zasnąć, to nie dawało mi spokoju.
— Stąd wzięło się twoje zainteresowanie magią?
— Stąd wzięło się moje zainteresowanie matematyką i fizyką. — Isidoro uśmiechnął się. — Zainteresowanie magią przyszło do mnie wtedy, gdy nie mogłem już dłużej ignorować własnej odmienności. Ale matematyka... matematyka pozwala opisać to, co jest prawdą w sposób, którego nie oferuje żaden inny język. Przenieść wizje na papier, znaleźć wzory w chaosie.
Serafin zmarszczył brwi.
— Do czego zmierzasz?
— Magia nie jest przypadkowa, książę. Ma strukturę. Reguły. — Isidoro pochylił się nad szachownicą, choć jego słowa wyraźnie dotyczyły czegoś więcej niż gry. — Większość magów czuje to instynktownie, ale…
Arcymag przerwał mu poirytowanym prychnięciem.
— Rozczarowujesz mnie, Isidoro. Sam cię tych reguł uczyłem, gdy przybyłeś do mnie nieporadny niczym nowo narodzony wielbłąd.
Jasnowidz potrząsnął głową.
— Chodzi mi o źródło magii.
— Źródła magii to jeden z pierwszych rozdziałów w książeczkach dla dzieci.
— Źródła. Nie źródło.
Krótka pauza, kubek z kawą zawisł w powietrzu, Serafin spojrzał na drugiego mężczyznę zupełnie innym wzrokiem.
— To pytanie z pogranicza starożytnej magii i filozofii.
— I to mnie właśnie fascynuje. Nie sama moc, lecz pytania, które za nią stoją. Skąd się bierze? Dokąd zmierza? Jaki jest jej kształt, jej granice? — Przesunął rydwan, ostatnią większą figurę, jaka mu pozostała. — Dla ciebie magia to narzędzie. Dla mnie to zagadka. I chyba dlatego...
Urwał, jakby zawahał się przed dokończeniem myśli.
— Dlatego? — ponaglił Serafin, pochylając się lekko do przodu.
— Dlatego tak łatwo mi przegrywać. — Isidoro wskazał szachownicę, swoją zdziesiątkowaną armię. — Gubię się w możliwościach. Każdy ruch pokazuje mi setki innych ruchów i wariantów wydarzeń, które mogłyby nastąpić. Widzę konsekwencje, szanse, rozgałęzienia. A ty... — podniósł wzrok na księcia — ...ty po prostu działasz. Podejmujesz decyzję i idziesz dalej.
Serafin roześmiał się, odstawił kawę.
— A więc to komplement? Przez chwilę myślałem, że próbujesz mnie obrazić swoją filozofią.
Jasnowidz pokręcił głową z uśmiechem.
— Obserwuję. To zupełnie co innego.
Gra toczyła się dalej. Serafin grał agresywnie, jak zawsze – jego wezyr i dwa obeliski kontrolowały centrum planszy, wypierając szczątki armii Isidoro. Jasnowidz zaś odpowiadał ruchami, wyglądającymi na desperackie, chaotyczne, jakby próbował jedynie odwlec nieuniknione.
— Wiesz, co mnie w tobie zadziwia? — zapytał Serafin, zbijając kolejnego skarabeusza.
— Co takiego?
— Nie próbujesz mnie pokonać.
Isidoro uniósł wzrok znad szachownicy.
— To znaczy?
— Większość ludzi, grając ze mną, albo próbuje wygrać i coś mi udowodnić, albo spektakularnie się podkłada i liczy na to, że nie zauważę. — Książę wskazał rozmieszczenie figur. — Ty robisz coś innego. Jakbyś... coś testowa. Sprawdzał, jak zareaguję.
— Może po prostu źle gram.
— Może — powiedział powoli Serafin, przechylając głowę. — Ale jakoś w to wątpię.
Isidoro nie odpowiedział. Patrzył tylko w planszę, zastygły w głębokim zamyśleniu, nim wykonał ruch.
Skryba wylądował na pozornie bezsensownym polu. Serafin zmarszczył brwi.
— Co to ma być?
— Ruch.
— Absurdalny.
— Wiem.
Książę pokręcił głową z politowaniem i ruszył wezyra, rozpoczynając niemal podręcznikowy szach. Isidoro odpowiedział ucieczką faraona w róg. Serafin ściągnął brwi, coś licząc w myślach, i ruszył obeliskiem.
— Szach.
Faraon Isidoro znów uciekł, tym razem na jedyne wolne pole. Serafin uśmiechnął się drapieżnie i sięgnął po drugi obelisk, gotowy zakończyć grę.
— Na pewno? — spytał jasnowidz, patrząc na księcia, gdy na dnie błękitnego spojrzenia tańczyło długo skrywane rozbawienie.
Złote szpony zamarły, wzrok księcia przeskakiwał szybko po planszy, po uśmiechu nie został nawet ślad.
— Co to ma być? — spytał, marszcząc brwi.
Pokorny skryba Isidoro, ten „absurdalnie” ustawiony, blokował jedyną linię ucieczki czarnego króla. Skarabeusz, którego jasnowidz bezsensownie przesunął parę ruchów temu, teraz odcinał przekątną. A obelisk – jedyny ocalały – stał dokładnie tam, gdzie musiał stać, żeby po ruchu Serafina zamknąć pułapkę.
— Szach mat — powiedział cicho Isidoro.
Serafin milczał przez chwilę, nim wybuchnął śmiechem.
— Od ilu ruchów to planowałeś?
— Od samego początku. — Isidoro wzruszył ramionami, ale w kącikach jego ust czaił się uśmiech.
— Ha! — Książę opadł na poduszki, wciąż rozbawiony. — Przez cały czas myślałem, że rozgrywam cię jak dziecko, a ty... — machnął dłonią w stronę planszy — ty widziałeś to wszystko od początku?
— Nie wszystko. Widziałem możliwość. Musiałem sprawdzić, czy ją podejmiesz.
— I podjąłem.
— I podjąłeś.
Serafin pokręcił głową, sięgnął po kawę. Wypił długi łyk, po czym spojrzał na jasnowidza z nowym wyrazem twarzy — nie już tylko z rozbawieniem, ale z czymś głębszym. Jakimś rodzajem zastanowienia.
— Wiesz, co widzę, patrząc na tę planszę? — zapytał w końcu.
— Powiedz mi.
— Nie. — Książę pochylił się do przodu, jego oczy błyszczały w świetle kryształów. — Widzę siebie. Całe moje podejście do magii, do władzy, do życia. Agresja, dominacja, kontrola. Zbijam wszystko, co stoi mi na drodze. Zajmuję centrum, wypycham przeciwnika na marginesy. I przez cały czas jestem przekonany, że wygrywam.
Isidoro milczał, słuchając.
— A potem przychodzisz ty. — Serafin wskazał jasnowidza gestem. — Z twoimi pytaniami o istotę magii, twoimi wzorami i równaniami, twoim... jasnowidzeniem. I pokazujesz mi, że cały czas patrzyłem w złą stronę.
— To tylko gra, książę.
— Nic nie jest tylko gra. — Serafin wstał i podszedł do okna. Za nim rozpościerała się panorama Sallandiry – tysiące świateł w nocnej ciemności, wieże pałaców i kopuły świątyń, a dalej nieskończony piasek pustyni. — Wiesz, dlaczego nie kazałem cię stracić, gdy tylko pojawiłeś się mi się pod nogami, nie mówiąc w żadnym ludzkim języku?
Isidoro uśmiechnął się, kolczyk w kształcie księżyca błysnął swą niezwykłą magią.
— Bo potrzebujesz kogoś, kto patrzy tam, gdzie ty nie patrzysz.
Serafin skinął głową.
— Przez całe życie byłem najpotężniejszy wszędzie, gdzie tylko się pojawiałem. Moja magia, wola, pozycja... Sallandira kwitnie, mimo politycznych i magicznych bęcwałów na każdym rogu. Ale... — zawiesił głos — ...są rzeczy, których czysta moc nie potrafi zobaczyć.
Wrócił do szachownicy i usiadł, tym razem obok Isidoro, nie naprzeciwko.
— Ty widzisz przepływy tam, gdzie ja widzę tylko efekty. Pytasz „dlaczego” tam, gdzie ja pytam „jak mocno”. Dostrzegasz ukryte ścieżki tam, gdzie ja widzę tylko przeszkody do zniszczenia i drzwi do wyważenia. — Uśmiechnął się krzywo. — I szczerze mówiąc, niezmiernie mnie to irytuje.
— Mam się bać?
— To komplement. — Serafin prychnął. Brzmiało to trochę jak śmiech. — Potrzebuję kogoś, kto mnie irytuje widzeniem tego, czego ja nie widzę. Kto gra z wizją niemożliwego, podczas gdy ja brutalnie zabieram kolejne figury. — Spojrzał Isidoro prosto w oczy. — Potrzebuję ciebie.
Jasnowidz milczał przez długą chwilę. Za oknami wiatr niósł piasek pustyni, odwieczny i niezmienny.
— To nie znaczy, że masz rację — powiedział w końcu Serafin, wracając do swojego zwykłego, pewnego tonu. — Nadal uważam, że moc jest najważniejsza, a kontrola i dominacja to właściwa ścieżka dla arcymaga. Twoje filozoficzne pytania są często stratą czasu.
— Wiem.
— Ale razem... — książę urwał, jakby smakował tę myśl — ...razem możemy być czymś więcej niż każdy z nas osobno. Moja moc i twoja intuicja. Moja wola i twoja empatia. Moja magia i twoje równania.
Isidoro skinął powoli głową.
— Miecz i kompas.
— Dokładnie. — Serafin uśmiechnął się, znów drapieżnie, lecz tym razem na dnie skrywała się ekscytacja. — Miecz bez kompasu błądzi. Kompas bez miecza może tylko pokazywać drogę, którą nigdy nie przejdzie. Ale razem...
— Razem można zwiedzić świat?
— Podbić. — Książę wzruszył ramionami. — A potem pozwiedzać, jeśli najdzie nas fantazja.
Isidoro roześmiał się cicho.
— Chyba mogę z tym żyć.
— Doskonale. — Serafin sięgnął po szachownicę i zaczął ustawiać figury od nowa. — W takim razie rewanż. I tym razem ostrzegam, będę cię pilnował od pierwszej tury.
— To ci nie pomoże.
— Udowodnij.
Za oknami pałacu noc Sallandiry płynęła dalej – tysiące lat historii, magii i piasku. A w prywatnych komnatach księcia dwaj mężczyźni, różni jak gorejące słońce i milczący księżyc, pochylili się nad szachownicą, gotowi rozpocząć kolejną partię.
I może, pomyślał Isidoro, ustawiając pierwszego skarabeusza, to właśnie jest prawdziwa magia – nie sama moc ani samo zrozumienie, ale to, co rodzi się, gdy jedno spotyka drugie.
Różnica, która staje się całością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz