Isarr… możliwe, że trochę przesadził z leżeniem w słońcu, niczym leniwy kot.
A raczej na pewno przesadził, sam tak pilnował, żeby Minu był posmarowany kremem przeciwsłonecznym, że zapomniał o sobie i skończyło się to, nie za fajnie. Może trzeba było uważać trochę podczas tego wypoczynku pośród natury, czy coś…
Skóra na jego plecach była czerwona i popękana… trochę też odchodziła płatami, pomimo magicznych maści i zaklęć. A nadze nie chciało się wybitnie iść do szpitala. Przecież przyjechali tu wypoczywać… A Minu sam bez niego nigdzie nie pójdzie. Oparzenia były dość poważne, możliwe, że porobiło mu się kilka pęcherzy…, więc pracownicy służby zdrowia pewnie zatrzymaliby go na obserwacji, w dodatku pewnie jeszcze by wyciągnęli podejrzenie udaru, czy inne bzdety.
Minu był dość zmartwiony jego stanem, a botanik próbował, dość nieudolnie go pocieszyć i zapewnić, że od tego nie umrze. Jednak teraz wszędzie chodził zakryty i się krzywił za każdym razem jak musiał oprzeć się o coś plecami. Poszli na plażę jeszcze kilka razy, Isarr był bezpiecznie schowany pod parasolem i rzucał kamyczki w stronę fal. Jego kuzyn za to pluskał się i nurkował, właściciel sklepu wyciągał szyję za każdym razem, jak młodszy naga znikał na trochę za długo, przynajmniej według niego, pod wodą. Sam Minu oglądał się w stronę piaszczystego brzegu sprawdzając, czy jego opiekun na pewno nie zasnął w słońcu, znowu.
Szczerze mówiąc Isarra zaczął trochę irytować zmartwiony wyraz twarzy nastolatka, kiedy wracali do domu, Minu nawet próbował zaoferować, że poniesie torbę z rzeczami zamiast niego.
— Minu, po raz pięćdziesiąty, nic mi nie jest, sam dam radę ponieść to — prychnął, nieco ostrzej niż zamierzał, ale jego kuzyn był już chyba przyzwyczajony, do tego, że Isarr czasami niezbyt dobrze kontrolował ton głosu. — Jeszcze raz zaoferujesz, że zrobisz coś zamiast mnie, a urwę ci ogon.
— …krzywisz się za każdym razem, jak nawet plecy zgiąć musisz. — Zamachał rękami Minu, jego gestykulacja bardziej żywa, niż zazwyczaj ze zmartwienia. — Jesteś pewien, że nie chcesz pójść do szpitala.
— Wtedy już nic nie zobaczymy ani nie zrobimy, nie ma takiej opcji, nigdzie nie idę — żachnął się starszy, po czym obrócił głowę w stronę budki z lodami. — Chcesz? — mruknął, tym razem dużo delikatniej.
Po chwili obydwoje zjadali rożki z dwoma kulkami lodów, Minu miał waniliowe, a Isarr cytrynowe. Botanik połowicznie kupił te lody po to, żeby Minu już nie jęczał o oparzeniach Isarra, drugie pół było czystą chęcią, zrobienia czegoś miłego dla jego podopiecznego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz