Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

11 listopada 2025

Od Isarra — Intuicja

Isarr nigdy nie był w błędzie kiedy chodziło o jego własny sklep i jego własne rośliny. Chociaż ostatnio coś było nie tak i ku jego irytacji nie wiedział co, a jego intuicja nie kierowała go w żadnym przydatnym kierunku. Liście roślin w “Mimozach” czerniały, co doprowadzało nagę do załamania nerwowego, co on niby robił źle?
Już po raz enty tego dnia rzucił zaklęcie na zarażony okaz Dunnara, pnącza o żółtych liściach, które kwitło na biało, przy czym pyłek potrafił wywoływać natychmiastową śpiączkę u bardziej wrażliwych osób. Choroba trawiąca rośliny była ewidentnie magiczna, ponieważ Isarr mógł wyczuć słabą sygnaturę, która nie należała do niego, Minu, Merlina albo jakiejkolwiek magicznej flory jaką posiadał. Z magicznymi syfami był taki problem, że zwykle bardzo czepiały się swojego niby-życia. Ta konkretna, która nawiedziła sklep Isarra, była wyjątkowo uparta, wytrzymała zaklęcia, które powinny dawno ją zniwelować.
Isarr wydelegował Minu z domu już jakiś czas temu, każąc mu iść po jakieś drobne zakupy, Merlin miał dzień wolny, a sam sklep zamknięty na cztery spusty, nawet nie wysłał żadnych paczek dzisiaj, bo co jeśli przenosłyby zarodniki choroby. Nie wiedział, czy może to działać na ludzi i nie zamierzał próbować.
— Wyjątkowo wredne paskudztwo… — burknął pod nosem, rzucając kolejne już zaklęcie, powtarzając inkantację w myślach, efekt był taki sam jak za każdym poprzednim razem, czyli żaden. Czerń na końcówkach liści nie zniknęła ani nawet się nie cofnęła choćby odrobinę. — Skąd to się niby wzięło?
Świetliste strumyczki zielonej magii wydobyły się leniwie z ręki Isarra i popłynęły w stronę okazu na ladzie. Pięć różnych ksiąg, o bardzo różnych datach wydania, leżały obok, otwarte na stronach o eliminowaniu chorób. Coś syknęło w powietrzu, czerń ustąpiła, ale tylko dlatego, że przepalił nie tylko ją, ale też liść. Brwi nagi zmarszczyły się w jeszcze bardziej wyraźnym niezadowoleniu, nie poszło to, tak jak miało.
Westchnął z wielkim udręczeniem, niemal jakby ktoś kazał się mu socjalizować z, o zgrozo, ludźmi. Po czym przerzucił stronę w najstarszej z książek, ostrożnie, papier był stary i dość delikatny, pomimo zastosowanych magicznych sposobów na konserwację. Czytanie szło mu dość opornie, bo była napisana w naprawdę starym dialekcie.
— Mam tego dość, jestem pewny, że przyniósł to tu jakiś z klientów, jak zwykle wszystko ich wina, a potem ja muszę cierpieć za ich idiotyzm — bardzo poirytowane pomruki dochodziły od botanika za ladą, nie miały wszakże żadnego wkładu w rozwiązanie zagadki, ale narzekanie na ludzi lub inne istoty o tym samym poziomie inteligencji, nie potrzebowało logicznego uzasadnienia.
W końcu po jeszcze kolejnej bardzo rozzłoszczonej próbie, choroba ustąpiła, a raczej jej magiczna otoczka się poddała. Antraknoza. Na pożywce z many w dodatku. Isarr zmrużył leniwie oczy i powtórzył użyte zaklęcie, tym razem, jednak obejmując nim cały sklep, poczym dobił jeszcze kilkoma innymi na pozbywanie się grzybów, które wygrzebał z pamięci. Czarne plamy ustąpiły, a naga zmrużył oczy z zadowoleniem.
Chwilę później wrócił Minu, niosąc dwie torby z uśmiechem na twarzy, wyglądając jak chodzący promyczek słońca, co pokonało wszelkie negatywne emocje Isarra do reszty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz