Elendel szumiało sennym rytmem. Niebo przywdziało granat i blask odległych gwiazd, kojąc swym czystym widokiem pozbawionym chmur i rozleniwiając nocnym ciepłem, które nie bało się mroku. W którymś z wielkich domów arystokracji odbywał się bal, może nawet zaręczyny, patrząc na ilość dorożek i prototypowych pojazdów zmierzających w kierunku zjawiskowej posiadłości. Reszta mieszkańców umykała im z drogi, zmęczona dłużącą się zmianą w fabryce i wizją wrócenia do małej klitki, w której na wykarmienie czekała piątka dzieci. Ale miasto nigdy nie zasypiało. Nie przestawało pić, knuć i opychać się do woli dobrobytem Kotliny, zaś mgły osobiście czuwały nad tym rozpustnym stanem rzeczy.
Wedle legend stanowiące cząstkę ciała boga, nie pokazywały się równie często, jak w czasach Ostatniego Imperium, gdy nawet przed całkowitym zachodem słońca zaczynały wić się pod nogami. Teraz jednak ich gęsta, mleczna warstwa przysłaniała ulice, wdrapywała się nawet między otaczające Tristana budowle, jakby próbowały wstydliwie ukryć przed nim zepsucie toczące samą duszę świata.
Tristan, przycupnięty na gzymsie świeżo wybudowanego wieżowca, potoczył nieufnym wzrokiem po wirujących w powietrzu oparach, wymijających go szerokim łukiem.
— Niecierpliwisz się, Tristanie.
Głos Ceartasa wybrzmiał w jego świadomości niczym brakujący element podniosłej symfonii. Dzień w dzień Tristan gonił za przestępcami, czyszcząc Elendel ze słabości, nad którymi Harmonia nie mógł zapanować, czyniąc to w imię siły, która przywróci porządek. Ceartas nie zamierzał być przy nim ciągle, lecz gdy już się zjawiał, Tristana przepełniało do reszty poczucie powołania, pewność niemożliwa do wykreślenia z jego umysłu nawet w czasie depresyjnych momentów napełniania metalmyśli.
Nowa era czekała u bram.
— Mgła mnie irytuje — przyznał, oglądając, jak cienkie, allomatyczne linie znikają w niej, prowadząc do metalowych umocnień budynków. — Jest ciągłym przypomnieniem, że niewłaściwy bóg czuwa nad nami.
— Harmonia miał dobre zamiary, gdy przejmował władzę, odpowiedział Ceartas, rozsądnie sprawiedliwy wobec tych, którzy zawiedli.
— A potem uczynił nas słabymi. Jak rodzic, który nie chce puścić dziecka, bo nie wierzy, że to da radę samemu wstać.
Tak lekko przyszło mu powtórzyć dokładne słowa Ceartasa, że nawet nie zwrócił na to uwagi. Były w końcu prawdą, a zrozumienie ich niosło prawdziwe oświecenie.
— Harmonia stworzył podwaliny. My zbudujemy na nich coś niezniszczalnego. Pamiętaj, Tristanie, jak wiele zależy od ciebie.
Detektyw skinął głową. Kolec wbity między żebrami wydawał się pulsować jak drugie, żarliwie pragnące zmiany serce.
— Nie spocznę, póki nie zniszczę wrogów naszej sprawiedliwości. Stanę się symbolem, za którym ruszą siły policyjne, jak przyjdzie opór.
Zniszczenie jednej z największych religii musiało spotkać się z jawną niezgodą. Ludzie wielbili Harmonię za spokój, który im ofiarował, lecz nie pojmowali, jak ich życia stały się przez to wydmuszką tego, czym mogłyby być, gdyby nie trwali w utopijnych łaskach Kotliny. W końcu przejdą pierwszy test i dostrzegą właściwą drogę. Co ich nie zabije, to ich wzmocni.
— Czy masz w bezpiecznym miejscu ulokowane kolce, które ci podarowałem?
— Oczywiście. — Tristan rozdysponował po wielu kryjówkach dary od boga przeznaczone dla wszystkich panujących senatorów, którzy w czasie przewrotu w niebiosach mieli zostać przekuci, by sprawiedliwie rządzić pod wodzą Ceartasa. — Jedyne, czego potrzebuję, to czasu, żeby zdobyć pełne zaufanie konstablów.
— A Felix?
Mięśnie napięły się, jakby zaraz, w jakiś dziwnie szczęśliwy sposób, ten przeklęty rabuś miał pojawić się za jego plecami. Jednak koniec ich nieprzerwanego pościgu zbliżał się wielkimi krokami i Tristan zamierzał z największą uwagą dopilnować, by przekręty Felixa nie zniszczyły ostrożnie ustawionych szali przeznaczenia. Dostarczenie go konstablom i posłanie na wyrok śmierci było nieuniknione.
Najbardziej poszukiwany w Elendel przestępca zawiśnie, a Tristana będzie dzielić jeden krok od zostania autorytetem sił policyjnych.
— Felix nie będzie problemem — odpowiedział krótko, lecz stanowczo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz