Nie rozmawiał z kierowcą prawie wcale. Nie miał ochoty dzielić się z nim swoimi przemyśleniami. Głowa Nikolaia pękała od rozterek. Był bogatszy o pewną wiedzę. Jeszcze nie miał pojęcia, co zrobi z tymi wszystkimi informacjami. Przecież nie da rady niczego zmienić. Nieważne, jak wiele swojego życia i zdrowia zdecyduje się poświęcić, to miejsce wciąż będzie stanowiło swój własny, przeklęty ekosystem, którym podobno jest już od stuleci.
Powoli zapadał zmrok. Niewątpliwie i nieubłaganie zbliżała się noc. Kolejny nadchodzący koszmar. Nikolaiowi zamykały się oczy ze zmęczenia. Minęła co najmniej doba, odkąd ostatnio spał. Najchętniej spałby już teraz, ale pod sam koniec drogi, dostawca zaczął być bardziej rozmowny:
— Udało ci się załatwić sprawunki w mieście?
Nikolai westchnął cicho. Poniekąd dostał odpowiedzi na część pytań, ale zrodziło to w jego głowie jeszcze więcej przemyśleń. Problemy mnożyły się z dnia na dzień. Nikolai mógł jedynie pomarzyć o dawnym spokoju. Teraz jego głowę zajmowało coś innego.
— W pewnym sensie, tak — odpowiedział, nie dzieląc się szczegółami swojego dochodzenia. — Nawet zdobyłem lek na bezsenność. Albo zioła czy inną herbatę.
Mówiąc to, wyciągnął z kieszeni woreczek z aromatyczną suszonką. Wpatrywał się przez chwilę w specyfik. Nie wiedział, jak właściwie powinien to zaparzyć. Pożałował, że nie kupił w mieście żadnego napoju energetycznego. No cóż, przetrwa noc na kilku kubkach kawy. Znowu.
Dotarli na farmę akurat, gdy rozpoczynała się zmiana Nikolaia. Podziękował on kierowcy i pożegnał się z nim w pośpiechu. Nie chciał spóźnić się do pracy. Nie miał też najmniejszej ochoty pozostawać na zewnątrz ani chwili dłużej, niż było to konieczne. Szczególnie ze świadomością historii tego miejsca. Bycie ofiarą tego przedwiecznego sporu nie należało do szczytu jego marzeń. On tylko pragnął poznać sekret tego miejsca.
Jednym okiem zerkał na kamery, drugim parzył sobie pierwszy (i na pewno nie ostatni) tej nocy kubek kawy. Potrzebował kofeiny. Bał się, że podzieli los Eliasa i będzie spać przez cały czas pracy. Ktoś w końcu musiał zerkać, czy to miejsce przypadkiem nie zaczęło płonąć absolutnie bez powodu.
Usiadł przed ekranem i zaczął przełączać kolejne kanały. Zastanawiał się, co dzisiaj go zaskoczy. Już nie łudził się, że będzie to spokojna noc. Nie ma na to najmniejszej szansy. Nie tutaj.
Pierwsze pojawiły się latające kule. Zaczęły się kręcić po terenie farmy już koło północy. Wędrowały wśród traw, okrążały budynki, rzucając na nie ciepłe, delikatne światło. Nikolai nie przyglądał się im długo w obawie przed awarią sprzętu. Nie chciał dokładać Zahrze pracy. Z tego, co Alieva wiedział, w przeciągu kilku ostatnich dni wiele rzeczy ulegało awariom o nieznanych przyczynach.
Następnie Nikolai dostrzegł leżące na dachu narzędzia rolnicze, takie jak grabie czy łopata. Westchnął cicho i powiadomił o tym fakcie ochronę. Niech oni się tym zajmą.
Kawa zdążyła już wystygnąć. Zaskoczyło to Nikolaia. Liczył, że napój będzie ogrzewać go jeszcze przez dobre kilka minut. Wtedy zdał sobie sprawę, że w całym pomieszczeniu jest bardzo zimno. Gdy wypuścił powietrze z ust, pojawiła się zmrożona para. Wyglądało na to, że w przeciągu ostatnich kilku minut temperatura zdążyła gwałtownie spaść.
Nikolai zerknął na Eliasa, który pocierał dłoń o dłoń z zimna. Skulił się na krześle, próbując się ogrzać.
— To nie zwiastuje niczego dobrego — westchnął zmarnowany Nikolai. Wiedział, że wkróce nadejdzie coś złego.
Ciszę nocy przerwał głośny dźwięk. Coś na pograniczu krzyku, gwizdu, jęku. Nikolai musiał zasłonić uszy, mając wrażenie, że za chwilę może ogłuchnąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz