24 listopada 2025

Od Nikolaia — Jaskinia [AU]

Nikolai nigdy nie przypuszczałby, że w tak krótkim czasie ponownie będzie musiał wyjść z bezpiecznej operatorni, aby znów zmierzyć się z generatorem. Nie miał na to najmniejszej ochoty. Nie widział jednak innego wyjścia. Komunikacja zawiodła, zapadła ciemność, narastała panika. Opis całego tego przeklętego miejsca w pigułce.
Wahał się, czy nie powinien zostać. Oczywiście wolałby to zrobić. Zabarykadować się w biurze, okryć ciepłą bluzą i czekać na ratunek. Zdecydowanie brzmiało to przyjemniej i bardziej rozsądnie.
Ale Nikolai nie chciał być bierny. Nie potrafił. Jakaś niezrozumiała siła kusiła go, aby wyszedł na zewnątrz. Zmierzył się z nieznanym kolejny raz i jak równy z równym stawił mu czoło. Nikolai nie bał się. Wręcz przeciwnie. On był tym, który tym razem rzuci wyzwanie przeznaczeniu. 
Wiedział, że nie zejdzie mu długo. Już raz naprawiał generator. To nic trudnego, samo w sobie nie było największym wyzwaniem. Najgorzej było się tam dostać. Później jest z górki. 
— Za chwilę wrócę — powiedział Nikolai z pewnością w głosie, biorąc latarkę z szafki. Upewnił się, że działa, a następnie wyszedł na zewnątrz. Nic nie mogło go zaskoczyć.
Owiał go chłodny podmuch. Poczuł dreszcz, ale nie przejął się niską temperaturą. Nic nowego.
Nikolai ruszył przez ciemną noc prosto w stronę generatora. Starał się nie patrzeć na boki. Wiedział, że nic dobrego z tego nigdy nie wynika. Za każdym razem, gdy tracił skupienie, spotykało go coś złego. Tym razem czuł, że to on ma przewagę i pełną kontrolę nad sytuacją. On rządzi tym miejscem, a nie to miejsce nim.
Wpatrywał się w szopę z generatorem. Patrzył tylko w jej kierunku. Nie odwracał wzroku nawet na chwilę. Szedł przed siebie i nucił coś pod nosem, starając się zagłuszyć wszelkie możliwe dźwięki. Nie chciał słyszeć żadnych krzyków, żadnych szeptów.
Bez większych komplikacji dotarł do generatora. Stanął przed drzwiami i zaczął mocować się z klamką. Nie powinny być one zamknięte na klucz, ale nieważne, ile siły Nikolai wkładał w otworzenie ich, nawet nie drgnęły. 
— O co chodzi? — pytał sam siebie. Z tego co wiedział, drzwi do budynków użytkowych nie powinny być zamykane. Wszyscy pracownicy mogli mieć do nich równy dostęp. Czyżby ktoś przez pomyłkę zakluczył zamek? Nikolai przeklął pod nosem. Jak na złość, nie wziął kluczy.
Zastanawiał się, czy nie wrócić po nie do operatorni albo przynajmniej krzyknąć do Eliasa, aby wrzucił mu je przez okno. Wtedy też usłyszał dziwny dźwięk. Mimowolnie podniósł wzrok i oświetlił latarką kierunek, z którego szelest padł.
Na dachu szopy dostrzegł ptaka. Był to śnieżnobiały kruk, który uważnie przyglądał się Nikolaiowi czerwonymi oczyma. Śledził każdy jego ruch.
Wpatrywali się w siebie przez krótką chwilę. Do momentu, w którym Nikolai nie opuścił głowy, aby wbić wzrok w trawę pod swoimi stopami. 
— Nie. Daj mi spokój. Instynktownie złapał za klamkę. Tym razem drzwi magicznie otworzyły się bez większego problemu. Nikolai wbiegł do środka, z hukiem zatrzaskując je za sobą.
Wziął głęboki oddech. Wmawiał sobie, że nic takiego się nie stało. To tylko ptak. W okolicach lasu jest ich pełno. To najmniej dziwna rzecz, jaka go tutaj spotkała.
Nikolai starał się zapomnieć o tym kruku jak najszybciej. Rozejrzał się po szopie. Wnętrze było pogrążone w mroku, przypominało opuszczoną jaskinię — mroźną, zapomnianą przez świat.
Nie miał czasu jednak zastanawiać się nad wyglądem szopy. Pragnął jak najszybciej naprawić generator i wrócić do operatorni. Znowu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz