06 listopada 2025

Od Nikolaia — Brama [AU]

Postanowił zejść sam. Miał dziwną obawę, że jego współpracownik przespał szkolenie i gdy dojdzie do naprawy generatora, mogą wystąpić pewne problemy. Nie mieli czasu na wpadki. Należało jak najszybciej poradzić sobie z usterką.
Nikolai wyszedł na zewnątrz. W dłoni dzierżył latarkę, którą oświetlał sobie drogę do szopy. Było mu zimno, drżał na całym ciele. Szedł szybko, pragnął jak najszybciej rozwiązać problem. Wokół panował absolutny mrok. Wiatr świszczał pomiędzy drzewami. Gdzieś w oddali Nikolai słyszał rozmowy. Nie potrafił rozpoznać jednak tematu rozmowy. Słowa brzmiały dziwnie, jak szepty wypowiedziane w nieznanym mu języku. Ten świergot sprawiał, że Nikolai czuł coraz to większy niepokój.
Dotarł do generatora, dysząc z niepokoju. Obejrzał się. Wokoło niego nikogo nie było. Jedynie niezrozumiały szept niesiony na wietrze.
Nikolai wszedł do szopy, zatrzasnął za sobą drzwi i stanął przed maszyną. Chociaż jego dłonie się trzęsły, sprawnie wykonał wszystkie czynności, aby uruchomić generator. Sprawdził korki, przeciągnął wajchę, zerknął na bezpieczniki. Wkrótce maszyna zaczęła odpowiadać. Wszystko wskazywało na to, że prąd wrócił.
Wyszedł na zewnątrz i odetchnął z ulgą. W operatorni świeciło się światło. Misja została zakończona sukcesem. Nikolai trochę się uspokoił. Przez okno zauważył rudą czuprynę Eliasa, który już za nim wyglądał. Współpracownik pomachał mu, dając znak, że prawdopodobnie wszystko jest w porządku.
To była ta chwila, gdy Nikolai stracił czujność. Odprężył się na tyle, że zapomniał o całej tej otoczce tajemniczości i niepewności, która okrywała ranczo. Tak, jakby żadne niewyjaśnione zdarzenie nie miało tutaj nigdy miejsca. Żadnych problemów, żadnych martwych krów, żadnych latających kul światła i żadnych awarii prądu. Tylko zwykła praca. Nikolai zapomniał się i odwrócił głowę w stronę lasu.
I wtedy je zobaczył. Parę czerwonych oczu. Wpatrywały się w niego, bez mrugnięcia, zatopione w bezruchu. Blask tajemniczego spojrzenia rozświetlał mrok zarośli, ale Nikolai nie widział ciała tego stworzenia. Nie mógł oderwać wzroku od lśniących ślep. Zastygł i z dreszczem przebiegającym przez plecy, wpatrywał się w dwa czerwone punkty tuż przed sobą, w gąszczu lasu,  na lewo od bramy wjazdowej na farmę.
W pierwszej chwili Nikolai miał w głowie pustkę. Nie wiedział, na co właściwie patrzy, ale nie potrafił odwrócić spojrzenia. Nie mógł nawet mrugnąć. Po prostu nie miał w sobie tyle siły, aby nie patrzeć w krwistą czerwień oczu. Było to silniejsze od niego.
Niespodziewanie sobie przypomniał. W jego głowie rozbrzmiały słowa tajemniczej kobiety — „jeśli spojrzysz w ich oczy, zostaniesz z nimi na zawsze”. Nikolai pobladł, ale pomimo przerażenia, wciąż nie mógł nie patrzeć w kierunku czerwonego blasku ślepi.
Miał wrażenie, że chwila trwa wieczność. Wokół nie istniało nic innego. Tylko on i tajemnicze oczy. On i nieprzenikniony mrok lasu.
— Nie powinno cię tutaj być!
Zdenerwowany głos wyrwał go z transu. Nikolai mrugnął, a gdy tylko spojrzał w stronę lasu, czerwonych oczu już tam nie było. Zniknęły tak, jakby nigdy ich tam nie było. Dłuższą chwilę zajęło mu otrząśnięcie się z szoku. Czuł, jakby część jego samego została tam w gąszczu, ta pozornie bezpieczną bramą farmy.
Nikolai w końcu odwrócił się do stojącego za nim patrolu. Na jego czele, jak się spodziewał, stał Dante — mężczyzna, którego głos niejednokrotnie słyszał już w krótkofalówce. Przez kilka sekund Alieva wpatrywał się w niego, nie wiedząc, jak ubrać w słowa to, co widział. Chociaż teraz zastanawiał się, czy w ogóle cokolwiek widział? Czy stres, który odczuwa od kilku dni, przypadkiem nie wpłynął na jego postrzeganie świata? Co jeśli tylko mu się zdawało?
— Ja… — starał się wydusić z siebie odpowiedź. — Nastąpiła awaria prądu, wysiadły kamery, więc musiałem naprawić generator.
— Powinieneś kogoś o tym poinformować — wypomniał mu jeden ze znajdujących się grupie mężczyzn. — Niemądrze jest chodzić tutaj po zmroku.
— Wiem o tym przecież! — mruknął poirytowany Nikolai. — Dobrze byłoby, gdyby sprzęt komunikacyjny w ogóle działał.
Atmosfera z sekundy na sekundę stawała się coraz to bardziej napięta. Nikolai był spięty. Wciąż w głowie miał obraz czerwonych oczu. Oczu skierowanych prosto w jego stronę.
Alieva wahał się przez chwilę. Miał wrażenie, że słowa giną mu w gardle, ale ostatecznie zebrał się na odwagę. Nie mógł trzymać w tajemnicy tego, co zobaczył. Nawet jeśli zostanie uznany za szaleńca, czuł potrzebę, aby wyrzucić z siebie wszystkie swoje wątpliwości.
— Chyba widziałem coś dziwnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz