05 listopada 2025

Od Dantego – Sekret

Przez okno w kuchni wpadało najczystsze, letnie słońce pozwalające na łatwą pracę z poskręcanymi włosami Dantego, mieniącymi się niczym nitki złota. Niewielki stolik, na który wykładało się ciasta z pieca do ostygnięcia, zamienił się w niezbędnik fryzjerski Giovanny – szczotki z miękkim włosiem, z twardym włosiem, okrągłe i płaskie, grzebienie, trzy pary nożyczek, cały arsenał łazienkowej szafki wymaszerował na światło dziennie, żeby pomóc przystrzyc mysie ogonki wychodzące ze złocistej czupryny.
Naturalnie, byłoby to aż za proste, gdyby zwyczajne przygotowanie przyborów wystarczyło do usadzenia bardzo żywiołowego chłopca.
— Dante — odezwała się miękko Giovanna, widząc, jak młody syren przechyla się na drewnianym stołku to w jedną, to w drugą stronę. Dzierżone w ręku nożyczki zamarły, nim sięgnęły pierwszych kosmyków. — Ale nie możesz się wiercić, inaczej przytnę za dużo.
Nagle Dante złapał garść włosów na karku, odwrócił się gwałtownie, zaraz spadłby z tego stołka.
— Tylko nie za dużo, Giovanna!
Kobieta posłała mu ciepły, cierpliwy uśmiech.
— Nie zrobię tego specjalnie, jednak musisz mi pomóc.
Dante prychnął, zamachał nogami.
— Tylko że strzyżenie włosów jest taaaakie nudne…
— Cangrande jest bardzo grzeczny, gdy mu przycinam włosy — rzuciła Giovanna, raz jeszcze przeczesując grzebieniem złote pasma.
— Trener?! — zawołał Dante. W ostatniej chwili się powstrzymał, żeby się nie poruszyć i nie przeszkodzić znowu w cięciu. — Jak on nawet nie umie ustać w miejscu, jak jestem na ringu! Kręci się w kółko jak gówno w przeręblu — dodał ciszej, łobuzerski półuśmiech wykwitł na ustach.
Nożyczki cicho capnęły pierwszą partię ogonków za jego plecami.
— On słyszał już, że się tego nauczyłeś od niego?
— Jeszcze nie — odpowiedział, chłopięce ramiona lekko zadrżały śmiechem.
Nie potrzebował patrzeć – wiedział, że Giovanna właśnie kręciła głową, choć łagodny uśmiech zdobił jej usta. Kiedyś, gdy Dante ją spytał, czemu tak robi przy trenerze, odpowiedziała, że z jednej strony niby powinna go skarcić, ale z drugiej, tej silniejszej, tylko chciała mu powiedzieć, jak bardzo go kocha za bycie sobą.
— Cangrande jest taki grzeczny, ponieważ lubi, gdy ja się nim zajmuję — podjęła ponownie Giovanna, przesuwając się nieco w bok z nożyczkami.
Dante zabębnił palcami o swoje siedzisko, cmoknął.
— Chyba nie rozumiem — mruknął. On też, na przykład, lubił lody, ale jakby mama mu zagroziła, że bez odpowiednio grzecznego zachowania nie zabierze go na nie, to nie był pewien, czy by się posłuchał. Nie mówiąc o tym, że mama w ogóle nie zabierała go już na lody od czasu ostatniego wyjazdu do Solmarii.
— Nie szkodzi. — Giovanna zabrała ze skroni kosmyk wchodzący mu w oko. — Masz jeszcze czas na zrozumienie tego. Ale tak, jak ty masz ulubioną koszulkę do noszenia na treningach, tak ulubiona może też być osoba. A gdy masz taką ulubioną osobę, potrzeba bycia z nią – i dla niej – przewyższa wszystko. — Nożyczki ciachnęły, grzebień znów przejechał po całej długości pasem. — Cangrande jest porywczy, nieostrożny, gorący temperamentem. Ale ja wiem że jest również bardzo delikatny, czuły w najmniej spodziewanych momentach, potulny jak baranek, gdy proszę go, żeby siedział spokojnie.
— Trener nie jest barankiem — parsknął syren.
— Jest moim barankiem — powiedziała z uśmiechem Giovanna, głosem tak ciepłym jak świeżo upieczone ciasto, miękkim jak jego słodki środek — bo mam tę przyjemność bycia jego ulubioną osobą. Każdemu innemu Cangrande by odmówił. Mnie nie.
Słuchając jej, Dante czuł się, jakby próbował przelać ocean w szklankę, żeby odkryć skarby na dnie. Bardzo chciał rozumieć zagrzebane głęboko tajemnice, ale nie wiedział, jak to zrobić.
— Czyli… on staje się kimś innym przy tobie?
— Nie. Ja wierzę, że przy naszych ulubionych osobach stajemy się kimś lepszym.
Do kuchni dobiegł dźwięk przekręcanego w zamku klucza i donośne przywitanie.
— Skarbie! — zawołał Scala. — Wróciłem!
W kilku raźnych krokach trener pokonał korytarz, pojawił się w kuchni, a wzrok powędrował błyskawicznie ku Giovannie. Dante zerknął przez ramię, by lepiej widzieć, jak buziaki Scali opadają na skroń, na policzek, na nos, w końcu na usta Giovanny, która gładziła dłonią jego szorstkie od zarostu poliki.
W końcu trener oparł brodę na ramieniu Giovanny, zmarszczył brwi, przyglądając się Dantemu.
— A od kiedy nasz dom to salon fryzjerski? — burknął zaczepnie.
Dante pokazał mu język.
— Od dzisiaj, bo ja tak chcę.
— Ty mała pijawko. — Bokserska dłoń wyciągnęła się, żeby poszochrać ułożoną, złotą grzywę, ale Giovanna zareagowała wystarczająco szybko, by spleść palce Scali z własnymi. — W głowie ci się przewraca.
— Wcale nie!
Ale trener jedynie prychnął, puścił Giovannę, znalazwłszy dla siebie nowe zajęcie. Piętrzące się w zlewie talerze domagały się niestety uwagi. Dante przykleił do niego swoje spojrzenie, jakby odpowiedź na nurtujące go pytania była wypisana gdzieś na jego plecach.
— Skończyłam — odparła tymczasem Giovanna, ostatni raz przeczesując złote loki, nim odłożyła wszystkie przybory.
— Już?!
Zdołała go na tyle zagadać, że nawet się nie zorientował, gdy ostatnia część nierównych końcówek poleciała na podłogę. Giovanna zaśmiała się pogodnie, zamiotła ścięte włosy, po czym podeszła do Scali, potarła troskliwie jego barki.
— Kochanie, usiądź chociaż na chwilę.
— No gdzie, jak zlew jest upierdolony naczyniami. — Trener zerknął w bok, a coś w jego spojrzeniu było cieplejszego od słońca wpadającego przez okno. Kiwną głową na Giovannę. — Ty usiądź.
— Ale wolę przy tobie postać i ci pomóc.
— Nogi cię rozbolą.
— To się o ciebie oprę.
Scala uśmiechnął się na te słowa szerzej, otoczył Giovannę w pasie ręką.
— A może chcesz już teraz się o mnie oprzeć? — zapytał, choć zanim skończył mówić, Giovanna już wtulała się w jego bok.
Dante wpatrywał się w nich uważnie, przenosząc wzrok z jednej rozweselonej twarzy na drugą, próbując wyczytać z nich powód, dlaczego oboje śmiali się i cieszyli sobą, robiąc coś tak nudnego jak zmywanie naczyń. Może tak właśnie wyglądał sekret tej całej ulubionej osoby – sprawiała, że nawet najbardziej banalne rzeczy stawały się przyjemne, wręcz wyjątkowe. Mając na uwadze słowa Giovanny, Dante przyglądał się, jak duże dłonie Scali, zdolne pokonać przeciwnika jednym ciosem, czule trzymają kobietę przy sobie, jak jego szerokie ramiona, tworzące niezłomny bastion na ringu, miękną w łagodny łuk, a zaciśnięte tak często usta nie szczędzą buziaków. I gdy patrzył tak na trenera, zaczynał powoli pojmować, że jego siła nie pochodziła jedynie ze znakomitych umiejętności, lecz z faktu, że owa siła potrafiła współistnieć z łagodnością, którą wyciągała z niego wyłącznie Giovanna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz