Kolejna roztańczona para przemknęła przed książęcym tronem, ciesząc się balem. Dante z czystego obowiązku zapatrzył się na nich dłuższą chwilę, nigdy przecież nie było wiadomo, co lub kto mógłby się okazać zagrożeniem dla jego pana. Zlustrował bogato zdobione stroje, przesunął wzrokiem po lśniących obrączkach i coś ścisnęło się nieprzyjemnie w jego środku. Odwrócił głowę w inną stronę, próbując zdusić przykre emocje, które ledwie kątem oka pochwycona biżuteria wywołała. Nawet, a może właśnie szczególnie wtedy, przy pełnieniu służby na syreniej twarzy gościł uśmiech, ten symbol krnąbrności, lecz teraz pozostawała ona ściągnięta, twarda. Świeżo wypolerowana zbroja zadźwięczała cicho, gdy paladyn nieznacznie zmienił swą pozycję, poprawił sobie widok na tron.
Bashar, podobnie jak on, nie chciał brać udziału w tym balu, jednak król nalegał, a kiedy król nalegał, to król zwyczajnie rozkazywał. Tłumaczył, że to nie byle zabawa, że tego wieczoru mają zjechać się wpływowi ludzie i książę ma zaznaczyć swą obecność w dworskim życiu. Podanie ilości wydarzeń, w których ostatnio udział brał następca tronu, nie wpływało na dyskusję z królem.
— Stróżuj przy mnie jutro — poprosił potem, gdy leżeli pod grubą kołdrą, bezpieczni w prywatności książęcych komnat. Dante uśmiechnął się wtedy, domyślając się od początku, że jeśli księcia do czegoś się zmuszało, to zamierzał on zrobić to na własnych warunkach. Syren czule przylgnął ustami do policzka, ust, nie musząc odpowiadać.
Sygnały wysyłane przez zirytowanego księcia były tak subtelne, praktycznie niezauważalne dla szlachty, ba, sam król nie dostrzegał rzeczy, które syren pojmował w lot. Bashar cechował się mistrzostwem w mowie ciała, tym trudniejszym stawało się zrozumienie, dlaczego wyprostowana na tronie sylwetka miała mieć w sobie spięcie niezadowolenia, dlaczego królewski wzrok był zmęczony, a palce wcale nie postukiwały w podłokietnik w rytm muzyki. Mimowolnie się uśmiechnął. Tak dobrze nauczył się rozumieć swego księcia.
Rubin zerknął na niego, wyczuwszy jego spojrzenie. Od razu coś zmieniło się w nim, złagodniało, uśmiechnęło, choć usta się nie poruszyły. Nie mogły. Na turniejach książę mógł jeszcze cieszyć się z sukcesu czempiona, lecz na balu, podczas którego syren służył, nie miał powodu, by się do niego otwarcie uśmiechać. Zamiast tego smukła dłoń, ta sama, która tuliła w nocy szerokie barki, przywołała go do siebie. Nie zdążyła nawet opaść z powrotem na tron, Dante już nachylał się w stronę księcia.
— Muszę się przewietrzyć — powiedział cicho. Paladyn skinął delikatnie głową, poczekał, aż mężczyzna wstanie, po czym ustawił się za królewskimi plecami, gotów pilnować go, gdziekolwiek Bashar życzył sobie pójść.
Wszystko w sali ucichło, zatrzymało się, lecz jedno machnięcie ręki księcia sprawiło, że muzykanci podjęli na nowo swoją grę. Ich dwójka wyszła powoli, wyprostowana i dumna, gładkie dłonie złączyły się za plecami, ta w rękawicy oparła o miecz, wręcz kurczowo zaciskała się na rękojeści, byle nie wyciągnąć się po ukochanego, ochronić go bezpośrednio swym ramieniem. Dante westchnął bezdźwięcznie, nie pierwszy raz marząc o tym, by zrobić ten krok i stanąć przy Basharze.
Książę poprowadził ich przez skrót ku zamkowym ogrodom. Nim syren się obejrzał, lekki chłód wdarł się pod złote loki, owiał kark. Wzrok spoczął na różach, drzewach wisterii, wysokich krzewach labiryntu, całej tej połaci zieleni, o którą dbał zastęp królewskich ogrodników. O tej porze było widać coś poza czubkiem własnego nosa tylko dzięki pełni księżyca oraz magicznym świetlikom czarodziejów, dryfującym swobodnie w powietrzu.
Żwir zachrzęścił pod ciężkimi butami. Mur krzewów piął się po ich prawicy. Dante myślał, że zmierzali do ławeczek ustawionych wokół fontanny, lecz wtem Bashar przekręcił nieco głowę, spojrzał na jedno z otwarć w labiryncie i zniknął pod zielonym łukiem.
— Książę? — Jasne brwi zmarszczyły się, Dante miał wrażenie, że był tuż za ukochanym, jednak gdy postąpił w labirynt, też już znikał za zakrętem. — Wasza Książęca Mość — powiedział z subtelną naganą za próbę ucieknięcia mu. Usłyszał śmiech mężczyzny, przyspieszył kroku.
— Tutaj, Dante. — Obrócił się, dostrzegł końcówkę szkarłatnego płaszcza znikającego przy rzeźbie. Pognał za nim, zatrzymał się skołowany, widząc kolejne rozwidlenie. — Tędy. — Paladyn potruchtał na prawo, zaklął cicho. Bashar świetnie wykorzystywał fakt, że syren w całym rynsztunku poruszał się wolniej, a przez ocierające się o siebie elementy zbroi łatwo było stwierdzić, gdzie się znajdował.
— Mój panie — szepnął, zaraz dodał jeszcze ciszej, czując, jak kąciki jego ust wędrują w górę. — Bashar. Co ty robisz?
Coś szturchnęło go w bark, okręcił się zwinnie, lecz książę właśnie znikał pod niewielkim przejściem w murze, w które paladyn nie miał możliwości się wcisnąć. Jego palce jedynie musnęły drogie odzienie. Dante prychnął, podreptał wzdłuż zielonej ściany.
— Przewietrzam się — odparł niewzruszony jego zniecierpliwieniem Bashar, jakby właśnie wykonywał jeden z książęcych obowiązków, jak przyjmowanie lorda, a nie zabawa ze swoim paladynem w berka, gdy z okien zamku sączyło się balowe światło. Syren parsknął śmiechem.
— Tak, ale dlaczego w taki sposób? — Myślał, że widzi przez zarośla sylwetkę ukochanego, zaraz go będzie miał, tylko musiał znaleźć jeden skręt i…
Wyrżnął twarzą w mur ślepego zaułku, który pojawił się po prostu znikąd. Cmoknął z niezadowoleniem na gałązki chwytające go za włosy, odsunął się, gotów pobiec w przeciwnym kierunku, żeby nie zgubić jeszcze bardziej księcia.
Ale świat się właśnie zatrzymał, bo rubin spoglądał na niego figlarnie, zadowolony z tego, że ściągnął swego paladyna dokładnie tam, gdzie go chciał mieć. Mroźnobłękitne spojrzenie przesunęło się po szlachetnej szczęce, ustach, łowiło w blasku świetlika książęcy uśmiech, pytało, czy może się zbliżyć, czy to był ten moment, zaś smukłe dłonie odpowiedziały. Sięgnęły pobliźnionych policzków, a Dante zniżył głowę, westchnął, przymykając oczy przez palce gładzące skórę, przez ich dotyk, bez którego tak trudno mu się zasypiało. Wtulił się w nie mocniej, sycąc zapachem lawendy otulającym gładkie opuszki.
— Żebym mógł zrobić to — wyszeptał miękko Bashar, nie zdążył się jednak do końca nachylić, syrenie wargi wyszły mu naprzeciw, spragnione i niecierpliwe. W wieczornych ciemnościach silne ręce oplotły smukłe plecy, zacisnęły się na nich tęsknie. Dante zatonął w cieple pocałunku, cały dzień pozbawiony ukochanej bliskości biorąc za nieopisaną torturę na zakochanym sercu.
Wszystko zniknęło, ogród, bal, zamek, pozostał tylko jego książę, jego Miłość i te czułe usta mające go za jedynego kochanka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz